Najgorętsze lata Bardów - przelom.pl

Do poczytania

Zamknij

Najgorętsze lata Bardów

Ewa Solak 12:54, 06.12.2015 Aktualizacja: 10:39, 12.10.2025
Skomentuj Najgorętsze lata Bardów Włodzimierz Sztyk i Marian Siodłak ze zdjęciami oraz plakatem drukowanym jako zapowiedź koncertu zespołu Fot. Ewa Solak

Na zdjęciach piękni chłopcy z gitarami w rękach. W obcisłych koszulach i golfach, przylegających do ciała spodniach, zaczesanych włosach. Upozowani przed pałacem Potockich, gdzie też od czasu do czasu grali. Francja-elegancja, prawie jak Beatlesi. Dziesiątki czarno-białych fotografii przy oryginalnym gladiatorze zdobiącym niegdyś park. W różnych restauracjach i niewielkich salach. Nad obrusami z ceraty i szklankami do połowy pełnymi fusów. Albo w stylowych lokalach, gdzie błyszczą i szklanki, i panie, i lustra.

- Ale się wtedy działo! Kiedy w piątki zaczynaliśmy grać, z pociągu nadciągały tłumy. Przyjeżdżali z Trzebini, Libiąża. Wszyscy chcieli tańczyć. A bywały chwile naprawdę mocne! Zwłaszcza gdy wzmacniacze nie wytrzymywały i stawały w ogniu. Wtedy pierwsza szła oranżada i dalej się grało. Do późnej nocy... - Włodzimierz Sztyk opowiada historię działającego na przełomie lat 60. i 70. zespołu Bardowie z Krzeszowic.

Dziś potańcówki przy muzyce na żywo są niezwykle rzadkie. Dawniej, co sobotę i niedzielę, nawet niewielki lokal zapełniał się ludźmi. The Beatles, Presley, Rolling Stones, Niemen i Czerwone Gitary, a do przytulania znane tanga. Na specjalne okazje były utwory własne. Tak się grało na imprezach! A gdy rodzicom lub nauczycielom przyszło do głowy sprawdzić, co porabia kwiat młodzieży, wtedy co niektórzy z gitarami w rękach chowali się za kotarę, udając, że ich nie ma. Klub Spółdzielcy przy ul. Krakowskiej to było coś.

"Konik" po raz pierwszy w Krzeszowicach
- Działaliśmy dziesięć lat. Bardzo gorących lat - podkreśla Marian Siodłak, dziś na stałe mieszkający w Kanadzie.

Bardowie wyrośli z krzeszowickich Gimpelsów i krakowskiego Bigbeat Six, zespołów działających na początku lat 60.

- Początkowo grał z nami Jacek Dybek. To on skomponował "Konika na biegunach" i to właśnie my po raz pierwszy zagraliśmy go w Krzeszowicach - wspomina Włodzimierz Sztyk.

Długowłosy chłopcy występowali na komersach i studniówkach we wszystkich okolicznych miejscowościach. Nie było remizy, szkolnej świetlicy, gdzie by się nie pojawili. Kiedy stali się dorośli i bardziej znani, podpisywali kontrakty z klubami w Krakowie na cotygodniowe granie na żywo. Byli obecni na plenerowych występach z okazji 1 Maja i innych świąt państwowych. Grali na juwenaliach i imprezach studenckich.

- Ale zanim to się stało, dla niektórych nauczycieli byliśmy "elementem". To słowo określało wszystko - wspomina Włodzimierz Sztyk.

Jednego razu dyrektorka liceum odwiedziła Klub Spółdzielcy. Wyszła tak szybko, jak przyszła. Potem stwierdziła: "Wy nie będziecie artystami w moim zakładzie". Szybko jednak zmieniła zdanie, bo z chłopaków jednak były zdolniachy. Jak było trzeba, brali udział nawet w festiwalach piosenki żołnierskiej czy radzieckiej. W końcu wtedy każdy się tego języka uczył. A grać i śpiewać umieli wszyscy.

Graliśmy ambitniejsze kawałki
- Naszym opiekunem była działająca do dziś Rejonowa Spółdzielnia Zaopatrzenia i Zbytu w Krzeszowicach. Graliśmy najczęściej w jej klubie. Nie było tak hop-siup, bo przez jakiś czas na nasze próby przyjeżdżał nawet jeden krakowski profesor muzyki. Ale potrafiliśmy się pokazać - opowiada Marian Siodłak.

Krzeszowice tamtych lat były przesycone młodzieżą. Liceum pedagogiczne, budowlanka, ludzi pełno, a wszyscy spragnieni czegoś bardziej światowego niż "pompka, trąbka i lewarek" w wiejskiej stodole.

- Każdy z nas uczył się grać w szkole, chodziliśmy do studium nauczycielskiego na kierunek muzyczny. Wykonywaliśmy ambitniejsze kawałki - zaznacza basista Leszek Żbik.

Prawie jak mercedes
Gitary Bardów miały pochodzenie dość osobliwe. Sprowadzone z ówczesnej Czechosłowacji do dziś budzą sentyment.

- Każdy, kto liznął tamtego klimatu, wie, że wtedy nie było łatwo o dobry sprzęt. A my z Włodkiem mieliśmy akurat rodzinę za południową granicą - wspomina Marian Siodłak.

Do Ostrawy chłopaki dojechali bez problemów. Pojawiły się w drodze powrotnej, gdy do przedziału weszli celnicy. A skąd te gitary, a po co, za ile? Przecież bez oclenia nie wolno. Długo trwały negocjacje, aż pasażerowie siedzący obok, czując idiotyzm sytuacji, grupowo zaprotestowali.

- Gdyby się za nami nie wstawili, pewnie zostalibyśmy z niczym - przyznają Bardowie.

- Parę lat później też pojechałem po taką basową Jolanę. W porównaniu do naszych gitar, była jak mercedes do syrenki. Mam ją do dziś. Wisi na ścianie. Na pamiątkę - mówi Leszek Żbik.

Wolni jak ptaki
Na zdjęciach piękni chłopcy z gitarami w rękach. W obcisłych koszulach i golfach, przylegających do ciała spodniach, zaczesanych włosach. Upozowani przed pałacem Potockich, gdzie też od czasu do czasu grali. Francja-elegancja, prawie jak Beatlesi. Dziesiątki czarno-białych fotografii przy oryginalnym gladiatorze zdobiącym niegdyś park. W różnych restauracjach i niewielkich salach. Nad obrusami z ceraty i szklankami do połowy pełnymi fusów. Albo w stylowych lokalach, gdzie błyszczą i szklanki, i panie, i lustra.

- Niemal co rok jeździliśmy na kontrakty nad morze. W Stegnie, Kątach Rybackich byliśmy już tak zadomowieni, że załatwialiśmy domki kempingowe ludziom z Krzeszowic. Bywało więc, że w sezonie wypoczywało tam mnóstwo znajomych - opowiada Marian Siodłak.

Chłopaki, oprócz gry, zatrudniali się też jako ratownicy na plaży.

- Byliśmy wtedy wolni jak ptaki. Naprawdę było pięknie - rozmarza się Leszek Żbik.

Czuli, że się liczą
Stanisław Czycz ze znajomymi, przesiadujący najczęściej w kawiarni Turystycznej, często nazywał ich bigbitowcami. Pewnie przez te długie włosy, za które kilku wyleciało ze szkoły. Ale nie, żeby mieli jakieś pretensje czy zadrę. Traktowali ich raczej pobłażliwie, jak to młodziaków.

- Od czasu do czasu się spotykaliśmy albo szliśmy na brydża lub telewizję do klubu NOT (Naczelnej Organizacji Technicznej - dop. aut.), działającego w budynku obecnego urzędu. Jacek Dybek, Andrzej Kołpanowicz, Czesław Żyrek, Tadeusz Bobek, Jerzy Sarnek, Adam Krynich i wielu innych. Siedziało się, dyskutowało - Włodzimierz Sztyk przegląda stare zdjęcia.

- Było wtedy w Krzeszowicach co robić, bo funkcjonowało jeszcze kino "Nowości". Sporo się działo - wtrąca Marian Siodłak.

Bardowie chcieli się nieraz sprawdzić. Brali więc udział w przeglądach zespołów młodzieżowych czy festiwalach.

- Były organizowane przy domach kultury. Za każdym razem zajmowaliśmy czołowe miejsca - opowiada Leszek Żbik.

- Ale byliśmy wtedy zadowoleni! Czuliśmy, że jesteśmy liczącym się zespołem - mówi Włodzimierz Sztyk.

Niepowtarzalny czas
- Najśmieszniej było, gdy nie wytrzymywały wzmacniacze. Bo stare, radiowęzłowe. Gramy koncert, a tu nagle dymy wszędzie idą, aż pojawił się ogień. Kolega, niewiele się namyślając, złapał za oranżadę. Chlusnął parę razy i dalej grał, jak gdyby nigdy nic - śmieje się Marian Siodłak.

W tym samym budynku, co Klub Spółdzielcy na ul. Krakowskiej, działała komórka Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej (ORMO). Trzeba było uważać.

- Nie mieliśmy z nimi na pieńku, ale pilnowali nas. Stale czuliśmy na sobie ich oddech - wspomina Włodzimierz Sztyk.

Bardowie to zespół z przeszłości. Członkowie po dziesięciu latach grania rozjechali się po świecie za miłością, za chlebem. Dziś spotykają się czasem i przeglądają stare zdjęcia. Niejedna osoba mieszkająca w okolicy zapewne ich jeszcze pamięta.

- To był naprawdę wspaniały i niepowtarzalny okres w naszym życiu - mówi Antoni Przybylski.

Skład zespołu przez lata się zmieniał, ale trzon pozostał ten sam. Tworzyli go: Marian Siodłak - gitara prowadząca, skrzypce, Włodzimierz Sztyk - gitara akompaniująca, śpiew; Jacek Chmura/Antoni Przybylski - perkusja; Artur Kasperlik/Leszek Żbik - gitara basowa; Ryszard Kulpiński - organy. Współpracowali też: Jacek Dybek, Krzysztof Pudek, Józef Biełoński, Krzysztof Mamczarz, pomoc organizacyjna: Ludwik Pstrucha.

 

(Ewa Solak)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%