JOANNA WAWRZYNIAK. Nie wiem, jak to jest być zdrową - przelom.pl

Do poczytania

Zamknij

JOANNA WAWRZYNIAK. Nie wiem, jak to jest być zdrową

Tadeusz Jachnicki 12:39, 06.12.2015
Skomentuj JOANNA WAWRZYNIAK. Nie wiem, jak to jest być zdrową Joanna Wawrzyniak Fot. Tadeusz Jachnicki

Porusza się o balkoniku, jeździ na wózku. Na co dzień można ją spotkać w Miejskim Ośrodku Kultury, Sportu i Rekreacji w Chełmku, gdzie pracuje. Jest studentką studiów doktoranckich w dziedzinie nauk ekonomicznych i tegoroczną laureatką jednej ze statuetek Lider 2014, rozdawanych w jej rodzinnym mieście. Z Joanną Wawrzyniak z Chełmka rozmawia Tadeusz Jachnicki.

Tadeusz Jachnicki: Co dla ciebie oznacza odebrana w 2015 roku nagroda?
Joanną Wawrzyniak: Dała mi ogromną satysfakcję, choć nigdy nie oczekuję podziękowań czy jakichś specjalnych względów za to, co robię. Zresztą radość daje mi już fakt, że mogę pomóc innym. Uczestniczę w kiermaszach, zbiórkach i akcjach organizowanych w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Pomagasz innym, choć sama potrzebujesz pomocy.
- Wiem, jak to jest po drugiej stronie. Potrafię się wczuć w sytuację chorych. Na pierwszą akcję charytatywną poszłam z ciekawości. Takie wyjście z domu to wysiłek, ale i przyjemność. Jeszcze większa pojawia się po zbiórce pieniędzy, kiedy dowiadujemy się, w jaki sposób udało się pomóc.

Jesteś chora od dziecka.
- Tak. Nie wiem, jak to jest być zdrową, bo chora się urodziłam. "Z tej ciąży to już nic nie będzie" - usłyszała moja mama tuż przed porodem. To była pięcioipółmiesięczna ciąża. Odeszły wody płodowe. Lekarze nie dawali mi żadnych szans na przeżycie. Przyszłam na świat nie tylko zbyt wcześnie, ale i z bardzo dużym niedotlenieniem mózgu.

Nie wiesz zatem, jak to jest poruszać się samodzielnie?
- To akurat wiem. Były lepsze czasy. Gdy miałam 12 lat, przeszłam niby prosty, niewinny zabieg ortopedyczny. W jego trakcie pojawiły się komplikacje. Dostałam zapaści. Najprawdopodobniej doszło do drugiego niedotlenienia... Przed zabiegiem chodziłam samodzielnie, po nim już nie.

To, że masz trudności z poruszaniem się, widać. Można jednak przypuszczać, że to wierzchołek góry lodowej.
- Problemów jest naprawdę dużo. Na szczęście wchłonął się krwiak podtwardówkowy. I on powstał przy przedwczesnym porodzie. Mam jednak cztery wady wzroku złożone ze sobą. Do tego zaćma. Ta powinna być operowana. W tej chwili ważą się losy. Muszę podjąć decyzję, ale to nie takie łatwe, bo do tego wszystkiego dochodzą problemy kardiologiczne. Właśnie przez nie podczas zabiegu w wieku 12 lat doszło do drugiego niedotlenienia.
Są więc wszystko uniemożliwiające zaburzenia rytmu serca. Trzeba też podjąć decyzję, jaką narkozę zastosować i kiedy ją podać. I w ogóle, w którym momencie moja kondycja pozwoli na operację.

Ograniczenia ruchowe, choroba oczu, problemy z sercem... A z ludźmi?
- Ich reakcje czasami bolą. Niektórzy uważają, że skoro jestem niepełnosprawna fizycznie, to muszę być i intelektualnie. A tak nie jest.

Spotkałaś się z głupimi uwagami?
- Tak. Uwagi ze strony dzieci jestem w stanie zrozumieć, bo one uczą się świata, a ja jestem od tego, tak zresztą jak ich rodzice, by wytłumaczyć, porozmawiać gdy zapytają. Równie często zdarzają się jednak uwagi dorosłych. Nie ma reguły. Te jednak są trudniejsze do przełknięcia.

Tymczasem piszesz doktorat.
- Na studia zdecydowałam się, by mieć kontakt z ludźmi, a nie siedzieć zamknięta w czterech ścianach. Nauka i zdobywanie tytułów nie były wówczas najważniejsze. Później to już samo poszło.

Co studiujesz?
- Zarządzanie. To trzeci stopień studiów i trzeci rok skończony. Czwarty się zacznie. W ramach doktoratu powinnam jeszcze prowadzić zajęcia ze studentami niższego stopnia, ale nie jestem w stanie. Oni spotykają się do południa, a ja w tym czasie nie mogę dotrzeć na uczelnię. Tata idzie do pracy, mama musi się opiekować moją starszą siostrą. Wszelkie materiały przygotowuję więc na komputerze, a później w moim imieniu ktoś to wykłada. Wprawdzie nie jestem już w stanie sprawdzić, czy zajęcia zostały poprowadzone tak, jakbym tego oczekiwała, ale cóż zrobić.
Z czym mam małe kłopoty? Na ekonomii z matematyką, ale przecież nawet wśród zdrowych osób nie ma człowieka, który ze wszystkimi przedmiotami radzi sobie rewelacyjnie. Poza uczelnią chodzę jeszcze na angielski w Ling House w Chełmku.

A co z pracą doktorską?
- Jej temat to "Zachowanie konsumentów niepełnosprawnych na rynku usług rehabilitacyjnych". Jest łatwiej, bo mogę włączyć własne doświadczenia. Bardzo intensywnie rehabilitowałam się w dzieciństwie. Ćwiczyła ze mną mama pod kierunkiem specjalistów. Pomagało. Po felernym zabiegu już, niestety, nie. Rehabilitacja wręcz pogarsza mój stan.

Widzisz już jakoś swoją przyszłość naukową?
- Wielkich planów nie mam. Nie wybiegam daleko w przyszłość. Nie wiem, co życie przyniesie, co będzie dalej. To, co robię, robię dla siebie, dla własnej satysfakcji.

Co jest dla ciebie najważniejsze w życiu?
- Szczęście i zdrowie najbliższych.

A co tobie daje szczęście?
- Wzajemna miłość, szacunek... Póki są bliscy, póty otrzymuję od nich wsparcie i wzajemnie się szanujemy, jestem szczęśliwa.

Jak trafiłaś do ośrodka kultury w Chełmku?
- Bardzo chciałam sprawdzić, czy dam radę pracować, czy w ogóle jest to możliwe. Nie było łatwo coś znaleźć. Tym bardziej, że mogę szukać zatrudnienia jedynie blisko domu. Wyjazdy nie wchodzą w grę, również ze względu na sytuację zdrowotną mojej siostry. Ona sama nie może zostać w domu. Ja zaś nie nadaję się za kierownicę, choćby ze względu na doskwierające mi czasem niekontrolowane odruchy. Musi mnie ktoś wozić do pracy. Przez długi czas w okolicy jej jednak nie było. Później dzięki pomocy radnej Iwony Kotowskiej udało się zorganizować staż. Trafiłam do szkoły, do kadr. Następnie zapadła decyzja o jego kontynuacji i tak znalazłam się w MOKSiR Chełmek. Jestem za to wdzięczna. Chciałam podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że mogłam i mogę mieć staże.

Wspomniałaś o siostrze.
- Jest ode mniej trzy lata starsza, a ja w sierpniu skończę 32 lata. Choruje na padaczkę lekoodporną. Przyczyny tego schorzenia dokładnie nie znamy. Prawdopodobnie spowodowały ją szczepienia. Padaczka wywołała z kolei stan głębokiej niepełnosprawności fizycznej i intelektualnej. To jednak nie koniec. U mojej mamy niedawno zdiagnozowano chorobę błędnika.

Zastanawiałaś się kiedyś dlaczego ty? Dlaczego wasza rodzina?
- Nie i wolę się nad tym nie zastanawiać. Tak widocznie musiało być.

Jesteś na kogoś zła?
- Nie...

 

(Tadeusz Jachnicki)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%