Polsko-włoskie wędrówki za szczęściem - przelom.pl

Do poczytania

Zamknij

Polsko-włoskie wędrówki za szczęściem

Ewa Solak 12:34, 06.12.2015
Skomentuj Polsko-włoskie wędrówki za szczęściem Chrzanowianka Cecylia Pilarczyk-Oleś mieszka we Włoszech. Jej wnuk Philip Ciombolini od kilku lat żyje w Chrzanowie Fot. Ewa Solak

Cecylia Pilarczyk-Oleś czuje się czasami bardziej włoska niż jej urodzony w Rzymie wnuk. Philip Ciombolini od paru lat mieszka w Chrzanowie i ma dylemat: wrócić do Włoch, czy szukać swego miejsca jeszcze gdzieś dalej.

Losy rodziny splotły się w wyjątkowy, polsko-włoski węzeł. Zwłaszcza los babci i wnuka pokazuje, jak życie może płatać figle. Ona wyjechała z Chrzanowa, gdy w 1983 r. urodził się on. Wychowany we Włoszech Philip postanowił zamieszkać w Polsce, gdy babcia podjęła decyzję, że na stałe tu nie wróci. Łączy ich jednak ogromna więź.

Cecylia Pilarczyk-Oleś: Córka już mieszkała w Rzymie, pracowała jako architekt. Zakochała się, wyszła za mąż. Kiedy Philip się urodził, pomyślałam, że młodym pomogę. Pracowałam wtedy w Fabloku, przy planowaniu. Syn się ożenił, zamieszkał w Krakowie, więc oprócz przyjaciół z klubu poetyckiego Cumulus nie miałam w Chrzanowie bliskich osób. Nie wahałam się. Nie czułam żadnego lęku przed tym, co mnie czeka. Byłam pełna nadziei.

Philip Ciombolini: Praktycznie całe dzieciństwo spędziłem z babcią. Czasem wydawała mi się nawet bliższa niż mama, bo więcej czasu mi poświęcała. To dzięki niej poznałem język polski i to ona uczyła mnie polskich tradycji. Czasem ludzie strasznie się dziwili, gdy jako dziecko rozmawiałem z nią w dwóch językach.

Teraz latam sama
Cecylia Pilarczyk-Oleś: Klimat od razu przypadł mi do gustu. Cudowne ciepło, blisko morze. Zaczęłam się uczyć włoskiego i przez kościół nawiązałam kontakt z Polakami we Włoszech. Oczywiście, że tęskniłam! Zwłaszcza za przyjaciółkami: Lucyną Szubel i nieżyjąca już Heleną Chłopek. Bez przerwy słałyśmy sobie listy, rozmawiałyśmy przez telefon. Po czterech latach poznałam męża. I choć nigdy by mi nie pozwolił iść do pracy, zawsze miałam dużo zajęć.

Philip Ciombolini: Brali mnie ze sobą na wczasy. Dzięki temu zwiedziłem spory kawałek świata. Indie, USA, Afryka, wiele pięknych zakątków.

Cecylia Pilarczyk-Oleś: Z każdego mam wiersz. Przyroda często mnie inspirowała. Uwielbiałam podróże, zresztą do dziś cudownie się czuję, latając samolotem. Szkoda, że większość rodziny nie podziela moich podniebnych fascynacji. Dlatego teraz latam sama.

Włosi mniej usztywnieni
Cecylia Pilarczyk-Oleś: Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób to wariactwo emigrować na starość, ale mnie zawsze nęciły przygody i nowe wyzwania. Nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał. Gdy tam zamieszkałam, poczułam się naprawdę dobrze. Włosi nie są tak usztywnieni, jak Polacy. Może to dzięki temu, że mają więcej słońca.

Philip Ciombolini: Są po prostu bardziej otwarci, podczas spotkań wszyscy ze wszystkimi się całują. Ale akurat nie każdemu to musi pasować.

Cecylia Pilarczyk-Oleś: Nikt nie jest idealny. Ale mnie włoski sposób bycia i kultura odpowiadają. W Rzymie mieszkałam prawie 20 lat, ale potrzebowałam większego kontaktu z naturą. Przeprowadziłam się nieco bardziej na południe. Mieszkam nad samym morzem i to jest po prostu piękne.

Z Rzymu do Chrzanowa?
Cecylia Pilarczyk-Oleś: Ostatni raz byłam w Polsce dwa lata temu. Lubię tu przyjeżdżać na jakiś czas, odwiedzać rodzinne strony.

Philip Ciombolini: Przeprowadziłem się do Chrzanowa cztery lata temu. Wcześniej studiowałem i w Krakowie, i we Wrocławiu. Przez jakiś czas byłem też w Stanach Zjednoczonych. Jestem architektem. Trudno mi powiedzieć, skąd się wziął pomysł, żeby spróbować życia tutaj. Poczułem, że chcę lepiej poznać tę małą ojczyznę przodków.

Cecylia Pilarczyk-Oleś: Kiedy usłyszałam od Philipa, że chce zamieszkać w Polsce, miałam dość mieszane uczucia. Chyba każdemu łatwiej zrozumieć chęć przeprowadzki z Chrzanowa do Rzymu. Ale odwrotnie? Obawiałam się trochę, bo to przecież nie tylko inny klimat, ale także nieco inni ludzie. Potem pomyślałam jednak, że Philip jest bardzo dzielny. Jeśli nie będzie czuł się tu dobrze, to zawsze może szukać swojego miejsca gdzieś indziej. Przecież pod każdą szerokością geograficzną życie pełne jest wyzwań.

Szarzyzna potrafi przytłaczać
Philip Ciombolini: Życie w Polsce nie jest łatwe. Byłoby pewnie przyjemniejsze, gdyby nie tak duże problemy z pracą. Kiedy tu zamieszkałem, byłem zafascynowany zimą. Ta fascynacja trwała jednak jeden sezon. Teraz zaczyna mnie ta szarzyzna i zimno przytłaczać.

Cecylia Pilarczyk-Oleś: To może razem przeprowadźmy się w jakieś piękne miejsce: na Wyspy Kanaryjskie albo na grecką wyspę Santorini! Ja do Chrzanowa na stałe nie mam po co wracać. Przyzwyczaiłam się do ciepła i widoku pięknego morza. Tęsknię tylko za Philipem!

 

(Ewa Solak)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%