Po 25 latach pracy na stanowisku sekretarza gminy Maria Pugacewicz odeszła z urzędu w Trzebini. Nie wyklucza jednak powrotu do samorządu, ale już w zupełnie innej roli.
Anna Jarguz: Cebo, Duda, Adamczyk, Szczurek... Burmistrzowie zmieniali się, pani wciąż pozostawała na stanowisku.
Maria Pugacewicz: Wypadałoby ich zapytać, dlaczego mnie chcieli.
Pytam panią. Bardzo często wraz ze zmianą burmistrza zmienia się też osoba sekretarza gminy. Każdy chce mieć zaufanego człowieka przy sobie.
- Nigdy nie bawiłam się w politykę. Starałam się być neutralna, jeśli chodzi o takie sprawy. Zresztą, co wiele razy powtarzałam moim pracownikom, urząd to pewnego rodzaju służba. Pracujemy dla burmistrza bez względu na to, kim jest i jak się nazywa. Każdy zna swój zakres obowiązków i powinien je wykonywać najlepiej jak potrafi. Wtedy współpraca dobrze się układa.
Nigdy nie miała pani żadnego zatargu z szefem?
- Każdy z nich był wymagający i słusznie, bo szef powinien taki być. Każdy miał inny charakter i sposób bycia. Gdy jednak człowiek chce pracować, ze wszystkimi się dogada. Relacje między pracownikiem a pracodawcą powinny być szczere. Kiedy mam coś do powiedzenia, coś mi się nie podoba, to idę i to mówię. Trzeba rozmawiać, bo inaczej współpraca różnie by się mogła układać.
Do urzędu trafiła pani w 1982 roku. Była jedną z nielicznych kobiet z tytułem magistra i to nie byle jakiego. Ukończyła informatykę i cybernetykę na Akademii Ekonomicznej w Krakowie.
- Zawsze bardziej ciągnęło mnie do ścisłych przedmiotów. Po liceum dostałam się na chemię na Politechnice Krakowskiej. Wytrzymałam tylko rok, bo to naprawdę ciężkie studia. Postanowiłam zdawać na informatykę i cybernetykę. Gdy jechałam na egzamin, ojciec powiedział, że kaktus mu wyrośnie, jak się dostanę. Udało się i studia ukończyłam. Pracę zaczynałam w zakładach metalurgicznych. Kiedy przyszły na świat moje córki, ktoś zasugerował, bym poszła zapytać o etat w urzędzie, bo będę miała tylko parę kroków od domu. Zdecydowałam się, choć wtedy pieniądze w administracji były dużo mniejsze niż w zakładach pracy. I tak trafiłam do komisji planowania.
Po wyborach w 1990 roku komisja przestała istnieć.
- Wszyscy wiedzieliśmy, że część osób będzie musiała pożegnać się z pracą w urzędzie. Przede wszystkim ci, związani z partią. Było nerwowo. Burmistrz Cebo wezwał mnie do siebie na górę. W pokoju był też ówczesny przewodniczący rady, profesor Adam Jagiełło. Wtedy karty rozdawał Komitet Obywatelski Solidarność. Padła propozycja objęcia stanowiska skarbnika. Nawet Ali (Alicja Głuch, wieloletnia skarbnik gminy - dop. aut.) nie przyznałam się do tego, bo już wtedy pracowałyśmy razem. Poprosiłam o czas do namysłu. Doszłam jednak do wniosku, że finanse to nie moja pasja i odmówiłam. Wówczas jeszcze raz poprosili mnie na rozmowę i zapytali, kim chciałabym być. Odpowiedziałam, że bardzo podoba mi się praca w urzędzie stanu cywilnego. Pamiętam oburzenie profesora Jagiełły. Zapytał, czy nie mam ambicji, czy nie szkoda mi studiów, wiedzy. Zaproponowali mi stanowisko sekretarza. Zdecydowałam się.
6 lipca minęło 25 lat od powołania przez radę na sekretarza. Która kadencja była dla pani najbardziej przełomowa?
- Na pewno pierwsza. Wtedy wszystko się zmieniło. Powstały nowe wydziały. Samorząd rodził się od nowa. To była naprawdę rewolucja. Od podstaw, na maszynie tworzyliśmy statut, pisaliśmy uchwały, nie mając tak naprawdę żadnych wzorców. Wszyscy się tego uczyliśmy. Kolejny przełom nastąpił wraz z przyjściem do urzędu burmistrza Dudy. To on wprowadził komputery, nakłaniał ludzi do podnoszenia kwalifikacji. Za jego kadencji zmienił się wygląd magistratu. Pewnie już mało kto pamięta odrapane pokoje i obskurne toalety. Można się było za nie wstydzić.
Pracownikom będzie pani brakowało. Mówią, że zawsze dało się z panią wszystko załatwić. Drzwi do gabinetu dla każdego były otwarte. Wielu uważało panią za łączniczkę z burmistrzem.
- Może to slogan, ale powtarzam, że na stanowiskach się bywa, człowiekiem się jest. Zawsze miałam dobry kontakt z ludźmi. Mówiłam, masz coś na sumieniu, coś cię gryzie, przyjdź i powiedz. Ludzie z tego korzystali.
Nie szkoda pani odchodzić? Emerytura to przywilej.
- Mam 36 lat pracy, w listopadzie skończę 62 lata życia. Uznałam, że najwyższy czas się pożegnać i ustąpić miejsca komuś młodszemu. Mam jeszcze zdrowie, chcę korzystać z emerytury. Tym bardziej, że mąż już nie pracuje i wspólnie możemy zobaczyć trochę świata. Na początku na pewno będzie trudno. Mieszkam dokładnie naprzeciwko urzędu. Codziennie będę spotykać ludzi, z którymi przez lata pracowałam. Trzeba się będzie przestawić. Ale ja już sobie to wszystko w głowie poukładałam. Celowo odchodzę w lecie, bo zimą byłoby mi ciężej to znieść.
Wspomniała pani o podróżach. Gdzie planujecie jechać z mężem?
- Mąż nie znosi chodzić. Uwielbia natomiast jeździć samochodem. Wystarczy rzucić hasło "jedziemy" i od razu siada za kierownicą. Od lat planujemy wyjazd do Pragi. Może na emeryturze się uda. Zresztą w Polsce też jest wiele pięknych miejsc do zobaczenia. Ja, z racji bycia sekretarzem, sporo jeździłam. Teraz będziemy podróżować razem. Taki jest plan. A życie? Zobaczymy. Od przyszłego roku pewnie więcej czasu będę spędzać w Krakowie.
Tam mieszkają pani wnuki.
- Chcę się nimi nacieszyć póki są małe. Gdy zaczną chodzić do szkoły, babcia pewnie pójdzie w odstawkę. Dlatego postaram się wykorzystać te chwile. Córka po urlopie macierzyńskim wraca do pracy i ja zamierzam się nimi zająć.
Ma pani bardzo dobry kontakt z córkami. Często można panią spotkać na Rynku pod rękę z dziewczynami.
- Zawsze były dla mnie najważniejsze. Choć ta starsza mieszka w Krakowie, nie ma dnia, byśmy nie rozmawiały przez telefon. Młodszą mam przy sobie w Trzebini. Widzimy się prawie codziennie. Lubimy razem spędzać czas. Możemy na siebie liczyć. Wciąż im powtarzam, że mimo wielu obowiązków w domu, pracy, zawsze trzeba znaleźć czas dla dzieci, bo to procentuje. Dawniej, gdy były młodsze, co roku tylko w trójkę spędzałyśmy urlop w Rabce. Do dziś miło wspominamy ten czas. Łączy nas szczególna więź.
Jednak to pani mąż zajmował się domem.
- Gdy zostałam sekretarzem, młodsza córka miała dziesięć lat, starsza trzynaście. To było w lipcu. Kilka miesięcy później zmarła moja mama, która bardzo nam pomagała. Wtedy mąż zaczął gotować. Uczył się tego od podstaw i przyznam, że bardzo dobrze mu idzie. Dziś wręcz nie dopuszcza mnie do kuchni. Lubi też robić zakupy. Było mi to na rękę. Z pracy wracałam o różnych porach. Nieraz zawodowo zajęta byłam w weekendy. Nie martwiłam się jednak o dom i dzieci, bo wiedziałam, że mąż się nimi zajmie. Nie można jednak powiedzieć, że to tylko jego rola. Uzupełnialiśmy się. Wolną chwilę zawsze poświęcałam rodzinie.
Wiele osób nie wyobraża sobie trzebińskiego samorządu bez pani.
- Nowy sekretarz - bez względu na to, kto nim będzie - jeśli tylko zechce się uczyć, poradzi sobie. A ja? Nie ukrywam, że koleżanki, które same gdzieś tam działają, ciągną mnie. Już im powiedziałam, by dały mi te pół roku wolnego. A potem? Kto wie?
Słyszałam opinię, że byłaby pani świetną radną, bo ma wiedzę, doświadczenie i kontakty.
- Jeśli tylko zdrowie pozwoli, zaryzykuję i wystartuję w wyborach. Liczę, że ludzie mnie poprą. Nie chcę całkowicie odcinać się do samorządu.
A nie myśli pani o starcie w wyborach na burmistrza? Przez 25 lat przyglądała się pani, jak rządzą inni. Może teraz samemu warto spróbować?
- Burmistrzowanie mnie nie pociąga. Wiem najlepiej, jakie to trudne zadanie, ile wymaga czasu i wysiłku. Tej opcji nie biorę pod uwagę.

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Radni chcieli sesji nadzwyczajnej, ale jak widać, burmistrz Latko troszczy się szybciej i sprawniej o mieszkańców i już jest spotkanie, dziękujemy!
absurd
15:13, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Pan burmistrz dobrze wiedział o co ci chodzi. A teraz udaje ze nie wie i nie chce się wypowiadać na ten temat , popieram tych ludzi którzy rozwiązali umowy, i mam nadzieję ze inni tez tak zrobią, te mieszkania to zwykła siema
Chrzanow wita
14:46, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Przecież burmistrz, to pachołek Tuska. Nie liczcie na to , że Wam pomoże. Trzeba zrobić referendum, tak jak w Krakowie i wybrać innego burmistrza. Wtedy może będzie lepiej.
Gieks
13:30, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
A co na to nasz Robert - może redakcja go dopytać, bo po budowie latał i wywiadów udzielał .......
:)
13:18, 2026-05-21
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz