O, jedzie na leniucha! - przelom.pl

Do poczytania

Zamknij

O, jedzie na leniucha!

Ewa Solak 14:06, 04.12.2015
Skomentuj O, jedzie na leniucha! Mariusz Chodacki na co dzień porusza się na wózku. Tak, jak jego kolega Marcin Sienkiewicz. Obaj uwielbiają jednak jeździć na rowerze Fot. Ewa Solak

Przechodnie oglądają się za nimi, a kierowcy przecierają oczy ze zdumienia, widząc ich na drodze. Marcin Sienkiewicz z Chrzanowa i Mariusz Chodacki z Filipowic jeżdżą na rowerach napędzanych siłą rąk. Obaj są niepełnosprawni.

- Słyszę czasem: "O, jedzie na leniucha!" albo "Przez pasy mógłby pan ten rower przeprowadzić". Nie wszyscy wiedzą, że na rowerach, nazywanych z angielskiego handbike, poruszają się niepełnosprawni. W całej Polsce jest nas może sześćdziesięciu - mówi Mariusz.

Nie poddają się
Cztery lata temu Mariusz Chodacki spadł z rusztowania. Złamał kręgosłup. Z kolei Marcin Sienkiewicz, będąc nastolatkiem, dostał nożem w plecy. Dla obydwu oznaczało to, że życie wywróciło się do góry nogami. Nastał okres załamania, gdy jeszcze mieli nadzieję, że ich nogi będą posłuszne, a potem walka o namiastkę normalności i samodzielne radzenie sobie z codziennością. Dali radę. Marcin razem z trzebinianinem Piotrkiem Dudkiem działa w Fundacji Ratownik Górniczy, organizującej zawody, m.in. w szermierce i wędkarstwie. Mariusz angażuje się w pracę stowarzyszenia GTM Druga Strona Sportu. Nie poddają się. Przekonują, że życie na wózku nie musi być tragedią. Rowery stały się ich pasją. Czasem trenują też narciarstwo wodne. Pakują się do "koszy" zamontowanych na deskach i pływają, ciągnięci przez motorówkę.

Ćwiczą także w zimie
- Zacząłem jeździć dwa lata po wypadku. Namówił mnie Rafał Szumiec, paraolimpijczyk - wspomina Mariusz.

Teraz sam bierze udział w maratonach. Zdobywa czołowe miejsca i czasem śmieje się, że potrafi jeździć szybciej niż niejeden zdrowy kolarz. Na prostych odcinkach osiąga prędkość 45 km/h, a z górki nawet 80. Niedawno ścigał się na odcinku 190 km z kitesurferem. Pokonał dystans z Międzyzdrojów do Jarosławca na handbike`u, a jego pełnosprawny rywal płynął morzem. Nieznacznie go wyprzedził, ale i tak stwierdził, że to Mariusz jest prawdziwym zwycięzcą.

- To była pierwsza taka akcja na świecie. Trenuję co dzień. Po 40 kilometrów. Zwykle jeżdżę przez Rudno, Grojec, Bolęcin. Zanim zacząłem pracę, ćwiczyłem jeszcze więcej. Prawie po sześć godzin - opowiada Mariusz.

W zimie z handbike`a robi rower stacjonarny i pedałuje równie intensywnie.
- Żeby utrzymać formę, jeździmy też na basen i siłownię. To ważne - zaznacza Marcin Sienkiewicz.

Z chorągiewkami na drążkach
Ma 2,20 m długości i 0,5 m wysokości. Jest robiony na zamówienie. Musi być dostosowany do rozmiarów Mariusza, rodzaju jego niepełnosprawności, a także ciężaru. Gdy właściciel przesiada się z wózka na handbike`a, jego ciało znajduje się w pozycji leżącej. Ledwie 10 cm nad ziemią. Ważny jest rozstaw tylnych kół, powyżej 60 cm. Dla bezpieczeństwa ma zamontowane dwie chorągiewki na plastikowych drążkach. Do tego lusterka. Z tyłu bidon z rurką. Na trasy wozi zapasowe dętki.

- Nieraz przed piratami drogowymi ratowałem się ucieczką do rowu. Słyszałem też, że kierowcy ciężarówek przekazują sobie przez radio, że jadę - mówi Mariusz.

Chłopaki przyznają, że jazda na takim sprzęcie w ruchu miejskim nie należy do największych przyjemności. Każdy ogląda się za nimi. Wolą trasy mało uczęszczane.

- Żona na początku trochę się obawiała. Zwłaszcza gdy podczas zawodów miałem pokonać ponad 100 km. Okazało się, że zrobiłem prawie 200 km w siedem godzin i 39 minut - chwali się Mariusz Chodacki.

Nie dla wszystkich
- Jazda na handbike`u to dla nas forma rehabilitacji. Pracują wszystkie mięśnie, nawet te dotychczas nieużywane. Nie obciążamy przy tym kręgosłupów. Dzięki temu utrzymujemy jako taką sprawność i radzimy sobie z codziennością - podkreśla Marcin.

Od ubiegłego roku stara się o dofinansowanie do roweru. Mariusz, będąc mieszkańcem powiatu krakowskiego, otrzymał je. Taki sprzęt to koszt 20 tys. zł.

- Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Krakowie przyznało mi 16 tysięcy złotych - wtrąca.

Marcin Sienkiewicz parokrotnie składał wnioski do chrzanowskiego oddziału PCPR. Zawsze spotykał się z odmową. Napisał nawet do ministerstwa.

- Trudno to zrozumieć. Dostałem odpowiedź, że dofinansowanie mogę otrzymać, ale decyzja zależy od PCPR - mówi Marcin. Nie zamierza się poddawać. - Przecież chodzi o nasze zdrowie. Nie zależy mi na wyjazdach do sanatoriów czy ośrodków rehabilitacyjnych, skoro mogę sam sobie pomóc i mieć przy tym ogromną przyjemność - stwierdza.

 

(Ewa Solak)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%