Rekordowe ryby i wielkie emocje. Tak łowią wędkarze - przelom.pl

Polecamy

Zamknij

Ryby, emocje i szczęście – życie według wędkarzy

Marek Oratowski Marek Oratowski 18:00, 10.03.2026 Aktualizacja: 18:09, 10.03.2026
Skomentuj Ryby, emocje i szczęście – życie według wędkarzy Na Groblach łowi Mieczysław Wartalski

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". Od bambusowych wędek po echosondy. Nad wodą widać, jak zmienia się wędkarstwo. Jednak emocje, rozmowy i walka z rybą pozostają takie same. Wędkarstwo wciąż przyciąga mieszkańców regionu – niezależnie od wieku. Dla jednych to sportowa rywalizacja, dla innych najlepsza forma odpoczynku.

Stawy w Żarkach, zwane Zapadłymi, należą do najbardziej malowniczych w regionie. Droga biegnąca przez środek akwenu, oblana wodą z obu stron, tworzy niemal bajkowy krajobraz.

Kiedyś wystarczył groch albo chleb

W sobotni poranek nad wodą zasiada Kazimierz Siuda z Libiąża – wędkarz z ponad 30-letnim stażem. Od niedawna na emeryturze, ma wreszcie więcej czasu na swoją pasję.

– Najczęściej biorą tu karpie i amury. Można też trafić na sandacza czy karasia. Zawsze stawiam na naturalne przynęty. Kiedyś wystarczył groch albo chleb ugnieciony z ziemniakiem i ryba szła. Dziś wszystko się zmieniło. To drogi sport, sprzęt kosztuje, ale i tak liczą się umiejętności i szczęście – podkreśla członek koła PZW nr 33.

Pan Kazimierz ma na koncie metrowego szczupaka. Złowione ryby zwykle zabiera do domu – jak mówi, lubi je zjeść.

– Każdy ma jakiegoś konika. Ojciec hodował gołębie, ale mnie to nie wciągało. Ja od zawsze wybierałem wodę. Psychicznie odpoczywam. Żona się przyzwyczaiła. Powtarza: jak masz patrzeć w kielicha, to lepiej jedź na ryby – śmieje się wędkarz.

Rywalizacja na wagę ryb

Tymczasem na libiąskich Szyjkach trwają zawody feederowe. W tej metodzie liczy się precyzyjne nęcenie i łowienie z dna. Pięć godzin zmagań kończy sygnał trąbki sędziego Marka Bila.

– Staram się brać udział we wszystkich zawodach. Często jestem w czołówce. Dziś złowiłem 4,7 kg, ale nie jestem zadowolony. Dużo ryb mi się spinało – tłumaczy Aleksander Sieprawski, emerytowany górnik. – Wędkarstwo uodporniło mnie na każdą pogodę. Nawet urlopy planuję tam, gdzie można połowić.

Od dwudziestu lat nad Szyjki przyjeżdża Jacek Głowicki.

– Mój rekord to karp 19,8 kg. Walka trwała 40 minut, na zakolu Wisły w Rozkochowie. Marzę o trzydziestokilogramowej rybie – mówi. – Wędkarstwo to dla mnie sport. Wszystkie ryby wypuszczam. Jedyny minus to ceny sprzętu – dziś kompletne wyposażenie to kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Trąbka gra początek i koniec

Sędzia Marek Bil od 18 lat dba o porządek nad wodą.

– Najpierw odbiór łowiska, losowanie stanowisk, regulamin. Potem trąbką sygnalizuję początek i koniec połowu. Na końcu ważenie i wyniki – wylicza.

Jako sędzia klasy krajowej jeździ po całej Polsce. Bywa, że w kilka godzin wędkarze wyciągają nawet 70 kg ryb. – Zdarzają się próby kombinowania, np. przemycania nadmiaru zanęty. Wtedy trzeba karać – przyznaje.

Za swoją pracę otrzymuje skromne wynagrodzenie, choć często pełni kilka funkcji naraz. – Taka oszczędność w PZW – uśmiecha się 72-latek.

Weterani nad Groblami

Tydzień później wędkarze seniorzy spotykają się na Groblach. W zawodach spławikowych startują tylko ci 65+.

– Macie wagę aptekarską? – żartuje 78-letni Jerzy Haberka, który złowił zaledwie jedną płotkę.

Nie narzeka jednak. – Najważniejszy jest kontakt z kolegami. Ryby wypuszczam. Kiedyś wystarczyła jedna karta, dziś wszędzie dodatkowe opłaty – wzdycha.

Podobnie myśli 75-letni Mieczysław Wartalski. – Przyjeżdżam na dwie godziny pooddychać powietrzem. Czasem z żoną, dawniej z wnukiem.

Najwięcej powodów do radości ma 70-letni Andrzej Wacławski. Wraca do domu z nagrodą – nowym kołowrotkiem. – Takie wyciszenie nad wodą jest bezcenne – mówi.

Straż rybacka kontra kłusownicy

Groble składają się ze stawu ogólnodostępnego i trzech specjalnych, wymagających dodatkowej opłaty. Pieniądze idą na zarybianie i utrzymanie.

– Każdy wędkarz ma obowiązek zapłacić składkę i przepracować określoną liczbę godzin. W praktyce większość woli wpłacić ekwiwalent – tłumaczy prezes koła PZW nr 10, Sławomir Czesak.

Koło dba o stawy, prowadzi zarybienia i współpracuje ze społeczną strażą rybacką. – Najczęściej trafiamy na drobne przewinienia, czasem kłusowników. Wtedy wkracza policja i państwowa straż rybacka – dodaje prezes.

Na Groblach problemem bywają kormorany, wydry i niskie stany wody. – Sprzęt też się zmienił, dziś trudno przyjechać z nim rowerem. To już zestawy za kilka tysięcy – mówi Czesak.

Bez sprzętu nie ma brań
Wędkarze używają różnych metod: spławikowej, gruntowej, feederowej czy spinningowej. Każda wymaga innego sprzętu – od haczyków i koszyczków po echosondy i sygnalizatory. Coraz częściej nad wodą pojawiają się parasole, namioty i krzesełka. Wędkarz w XXI wieku wygląda jak turysta z półprofesjonalną bazą biwakową.
Ale niezależnie od technologii, jedno pozostaje niezmienne. Wędkowanie to emocje – chwila skupienia nad spławikiem, walka z dużą rybą i satysfakcja, gdy uda się ją wyciągnąć. To rozmowy nad wodą, żarty i cisza, która koi nerwy.
Bo – jak mówią wędkarze – w życiu trzeba mieć szczęście. A ono nad wodą smakuje szczególnie dobrze.

Archiwum Przełomu nr 35/2025

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

HISTORIADo poczytania

Przejdź do wątku

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%