Wojna widziana oczami dziecka. Historia z Żarek - przelom.pl

Polecamy

Zamknij

Uciekłem spod bagnetu Niemca

Marek Oratowski Marek Oratowski 14:00, 17.02.2026 Aktualizacja: 10:47, 17.02.2026
3 Uciekłem spod bagnetu Niemca Stanisław Jurczyk ze skrzynką z czasów okupacji podobną tej, na której usiadł, by wykraść naboje

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". Wojna odebrała mu ojca i dzieciństwo, a życie po okupacji zmusiło do ciężkiej pracy. Mimo to Stanisław Jurczyk wciąż z pasją opowiada o minionych czasach. Losy 88-letniego mieszkańca Żarek to nie tylko osobiste wspomnienia, ale i fragment historii jego rodzinnej miejscowości.

Stanisław Jurczyk ma 88 lat i jest jednym z najstarszych mieszkańców największego sołectwa w powiecie chrzanowskim. Mieszka przy ulicy Krańcowej w pobliżu wiślanych wałów, na tzw. Bębenkach.

Tragiczny finał zabawy granatem

Sporo w swoim życiu widział i przeżył. Gdy wybuchła wojna, miał zaledwie dwa lata. Mieszkał z rodzicami i rodzeństwem naprzeciwko starej poczty w Żarkach. Wtedy domy były kryte słomą.

- Dwieście metrów od nas było dwóch szewców, którzy naprawiali Niemcom buty. Nosiłem im kawę. Starsi chłopcy podpuścili mnie, żebym wykradł amunicję ze skrzynki, która tam stała. Siadłem na niej i włożyłem rękę do środka. Dostrzegł to stojący w pobliżu Niemiec. Wyleciał z bagnetem i się na mnie zamachnął. Jednak zdołałem mu uciec. Pobiegłem między domami. Zastanawiałem się potem, jak się pokazać, żeby mnie nie zabili. Na szczęście nic mnie za to nie spotkało – wspomina senior. Do dziś przechowuje skrzynkę z lat wojennych podobną do tej, do której wtedy (nie wiedząc, co może mu za to grozić) sięgnął w poszukiwaniu nabojów.

Innym razem pasł krowy i pobiegł się kąpać do przepływającego w pobliżu Chechła.

- Wracając, zobaczyłem dwóch chłopców. Jeden z nich trzymał w ręce granat. Przegadywali się, kto ten granat ma rzucić. Gdy zobaczyłem, co się dzieje, odszedłem jak najszybciej jakieś 30-40 metrów od nich. Po chwili usłyszałem wybuch granatu, który rozerwał ich obu – wspomina Stanisław Jurczyk.

Hektar pola i krowa żywicielka

W jednym z pokojów ich domu żołnierze niemieccy mieli radiostację. Przez to matka musiała spać w kuchni.

Jego ojciec Józef był z zawodu stolarzem. Pracował w kopalni Janina. Zginął w wypadku, na skutek urwania się skały, 16 października 1941 roku. Miał 39 lat.

- Pamiętam, jak Niemcy mówili do mamy "schnell, schnell". Popędzali, żeby jak najszybciej zabrała ubrudzone ciało. Potem na kopalni zginął też niejaki Klamka z Libiąża – dodaje mieszkaniec Żarek.

Po śmierci głowy rodziny zapanowała duża bieda. Matka musiała jakoś wyżywić siebie i czwórkę dzieci z hektara pola. Jurczykowie mieli także krowę, która była ich prawdziwą żywicielką.

Dzieci zmarłego górnika, który w czasie wojny był robotnikiem przymusowym, próbowały od Niemców uzyskać potem z tego tytułu świadczenie. Jednak spotkali się z odmową.

"Tymi świadczeniami są zasadniczo wypłaty dla żyjących ofiar reżimu nazistowskiego. Przy świadczeniach dla spadkobierców po robotnikach przymusowych żyjące ofiary otrzymałyby tylko bardzo skromną sumę" – pan Stanisław pokazuje nam pismo otrzymane z Berlina w 2005 roku, na którego końcu widnieje takie uzasadnienie.

Ludzie przychodzili na spis

Ludwik, brat ojca przyszłej żony Stanisława Jurczyka, został wysłany w czasie wojny na zakupy do Chrzanowa.

- Nie wrócił do domu. Rodzice płakali za nim. Okazało się, że został wywieziony do pracy u bauera w Niemczech. Pasł krowy, wyrzucał gnój. Po wojnie przysłał list, że się ożenił. Wrócił potem do Polski i miał gospodarstwo pod Legnicą. Zaprosił nas nawet na wesele swojej córki – wspomina senior.

Pod koniec wojny w Żarkach obserwował z bliska, jak Rosjanie strzelali z katiusz w stronę pobliskiego obozu w Oświęcimiu.

Po 1945 roku skończył podstawówkę i szkołę górniczą. Na warsztacie mechanicznym libiąskiej kopalni przepracował 36 lat. Wspomina jeńców, jacy pracowali na kopalni i mieszkali w jednym z budynków na Obieżowej. Gdy skończył wieczorowo technikum, dostał się do dozoru. Brał też udział w spisach rolnych oraz ludności.

- W budynku starej poczty u góry mieliśmy biuro. Na spisy ludności mieszkańcy do nas przychodzili. Spisy rolne polegały na tym, że chodziliśmy po domach. Pamiętam, że w latach 50. w Żarkach były 102 krowy oraz około 50 koni – zaznacza Stanisław Jurczyk.

Archiwum Przełomu nr 34/2025

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

HISTORIADo poczytania

Przejdź do wątku

komentarze (3)

WYRÓŻNIONE KOMENTARZE

Pozostałe komentarze

SkitzSkitz

3 3

@Hotin dopiero co chciał z naszych podatków rękami instytucji państwowych dać parą na 50 lecie małżeństwa a teraz starszej osobie żałuje; nieładnie.

17:29, 17.02.2026
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%