Kamil Knapczyk przed wjazdem do Zjednoczonych Emiratów Arabskich FOT. UDOSTĘPNIONE PRZEZ KAMILA KNAPCZYKA
Zgodnie z tradycją w tym roku ponownie uciekłeś przed zimą w cieplejsze rejony świata. Tym razem obrałeś kierunek na Półwysep Arabski. W 31 dni pokonałeś rowerem 4012 kilometrów, jadąc przez: Jordanię, Irak, Kuwejt, Arabię Saudyjską, Bahrajn, Katar, Oman i Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Wydawało mi się naprawdę ekscytujące, żeby odkryć te arabskie kraje, zwłaszcza że Arabów średnio lubimy ze względu na różne ekscesy z ich udziałem w Europie. Tymczasem u siebie są wspaniałymi, gościnnymi ludźmi. Wybrałem tamten rejon, żeby uciec przed zimą, co nie do końca się udało, bo przez pierwsze noce były nawet ujemne temperatury. Uratował mnie wojskowy śpiwór. Z dnia na dzień było coraz cieplej, ale ogólnie przez pierwsze dwa tygodnie marzłem. Dopiero bliżej Omanu zrobiło się tak naprawdę fajnie ciepło.
Wspomniałeś o niezwykłej gościnności i życzliwości miejscowych. To było dla ciebie największe zaskoczenie?
Gdy opowiadam ludziom o mojej wyprawie, zadają im pytanie: do Kuwejtu wiozłem 30 dinarów, jak myślicie, ile tam wydałem i z iloma wracałem? Nikt nie trafił. Wyjechałem bowiem z 35 dinarami. Każdego dnia mojej wyprawy zatrzymywało się przy mnie po kilka, a nawet kilkanaście samochodów. Miejscowi dawali mi wodę i jedzenie. Gdy odmawiałem, bo nie miałem już gdzie tego schować, to musieli mi dać jeszcze chociaż dinara na szczęście. W sklepach nigdzie nie pozwolono mi płacić. Odwiedziłem już 90 państw na całym świecie, ale tak gościnnych ludzi, zwłaszcza w Iraku, jeszcze nie spotkałem.
Tymczasem prawie każdy, kto słyszy słowo Irak, od razu chwyta się za głowę.
Dokładnie. Myślą, że tam są terroryści i bomby. Nic takiego nie miało miejsca, choć był dreszczyk emocji. Na liczącym około 400 kilometrów odcinku od granicy jordańsko-irackiej, aż do Bagdadu były kontrole wojskowe co 10 kilometrów. Za każdym razem robiono mi zdjęcie i mojemu paszportowi. Dowodzący był za każdym razem informowany, że przejechałem dany punkt kontrolny. Gdy nadchodziła noc, nie mogłem jechać bądź zatrzymać się na nocleg. Byłem transportowany wozem opancerzonym. Zazwyczaj amerykańskim Hammerem. Oczywiście było zimno, dlatego obczaiłem, z której strony ten Hammer ma rurę wydechową, działającą w tym przypadku jak grzejnik. Jechałem więc cały w spalinach, ale przynajmniej nie trząsłem się z zimna.
Czułeś się bezpiecznie?
Tak, chociaż wiele sytuacji wyglądało absurdalnie. Przykładowo, jedziemy przez pustynię i nagle auto się zatrzymuje. Słyszę, że musimy poczekać na inny pojazd, który zabierze mnie do następnego punktu kontrolnego. Stoimy przy Hammerze, światła zapalone. Pomyślałem sobie wtedy, czy my na pewno jesteśmy bezpieczni? Przecież nas widać z daleka. Gdyby w pobliżu był jakiś snajper syryjskich rebeliantów, to zostalibyśmy „zdjęci” bez mrugnięcia okiem. Albo, gdy dowozili mnie do jakiegoś punktu. Nagle jeden z gości gwiżdże, a z pustynnej ciemności wychodzi dwóch innych facetów. Prowadzą mnie do lepianki, abym tam poczekał na transport. Innym razem siedzimy w Hammerze, pijemy herbatę. Nagle nadjeżdża jakieś auto. Jeden z moich towarzyszy idzie sprawdzić, kto to. Drugi stoi przyczajony z karabinem. Co by było, gdyby nastąpił atak? Tamtych dwóch gości załatwiają, potem lecą do Hammera, a w środku gość w lycrze pije herbatkę z plastikowej butelki. Początkowo naprawdę byłem przerażony, ale później te absurdalne sytuacje sprawiły, że totalnie się rozluźniłem.
Jako turysta na rowerze wzbudzałeś chyba wśród miejscowych szczególna ciekawość.
Na stacji benzynowej, na środku pustyni idę z zakupami i nagle słyszę zza pleców perfekcyjny angielski, a właściwie amerykański. Byłem święcie przekonany, że to jakiś Amerykanin, a to jednak miejscowy, ubrany w chusty. Okazało się, że studiował kilka lat w USA. Światowy gość, ale wolał jednak wrócić w rodzinne strony i zamieszkać w namiocie na pustyni. Ma kilkaset wielbłądów i kontynuuje rodzinne tradycje. Wiele osób na hasło, że jestem z Polski reagowało bardzo pozytywnie. Część z nich jeździło bowiem do naszego kraju w latach 80. i 90. Pozytywne reakcje były też na widok mojego zdjęcia z Robertem Lewandowskim, które miałem ustawione jako tapeta w telefonie. Albo taka sytuacja w Kuwejcie. Razem z mieszkającymi tam Polakami poszedłem na kolację. Suto zastawiony stół. Robię zdjęcia. Zauważyła to siedząca niedaleko kuwejcka rodzina. Jedna z dziewczyn podeszła porozmawiać, pytała co tutaj robię. Miła pogawędka. Gdy wychodzili, życzyła nam miłego wieczoru. Za chwilę podchodzi do nas kelner i mówi, że ta dziewczyna uregulowała cały nasz rachunek. Szok.
Udało ci się dotrzeć wszędzie tam, gdzie sobie zaplanowałeś?
Tak. Bez przeszkód dotarłem nawet do Bahrajnu, gdzie prowadzi most, po którym nie można jeździć rowerem. Przed wyprawą napisałem na międzynarodowym forum, o jakieś wskazówki i odezwał się Mohannad, który obiecał, że weźmie mój rower na bagażnik i przewiezie mnie do Bahrajnu. Okazało się, że Mohannad zna się z miejscowym celebrytą rowerowym Matrookiem. Obaj pokazali mi najciekawsze miejsca w tym kraju. Super.
Swoją eskapadę zakończyłeś w Dubaju.
Musiałem tam dojechać, bo mój synek narysował przed wyjazdem tatę pod Burj Khalifa, czyli najwyższym budynkiem świata. Trzeba było więc odtworzyć ten rysunek. Co ciekawe, dawniej, gdy byłem młodszy, zachwycałem się Dubajem. Teraz, dla mnie to miasto to jeden wielki kicz i szpanerstwo. W sumie nic specjalnego. Zdecydowanie większe wrażenie zrobiły na mnie miasta w Kuwejcie i Katarze.
Nie licząc nocy spędzonych w Hammerze, to gdzie zwykle nocowałeś?
Zazwyczaj w namiocie na pustyni, bo baza noclegowa nie jest zbyt rozwinięta. Jedna z obserwujących mnie osób dała mi kontakt do swojej siostry mieszkającej w Kuwejcie. Dzięki temu poznałem tamtejszą Polonię, żyjącą w tym kraju od co najmniej 30 lat. Oni mają niesamowite kontakty. Załatwili mi od razu noclegi u Polonii w Arabii Saudyjskiej i Katarze. Poznałem dzięki temu naprawdę ciekawych ludzi, m.in. panią, która zaprojektowała port lotniczy w Abu Zabi, a teraz projektuje słynny The Cube w Rijadzie. Z kolei w Abu Zabi gościł mnie pochodzący z Libiąża Piotrek z rodziną. Przekonałem się po raz kolejny jaki ten świat mały. Od niego dowiedziałem się, że jest możliwość przejazdu rowerem po torze formuły 1 Yas Marina. Oczywiście skorzystałem
Dużo turystów spotkałeś podczas wyprawy?
W Dubaju czy Katarze tak, ale poza tym bardzo mało. Raz spotkałem Francuzów podróżujących starych kamperem, natomiast na rowerach tylko miejscowych. Ciekawą sytuację miałem w Jordanii. Pojechałem zobaczyć pustynny zamek, wpisany na listę zabytków UNESCO. Myślałem, że będą tłumy i drogie bilety. Na miejscu cisza. Tylko wiejący wiatr. Strażnik i przewodnik wołają mnie uradowani, że ktoś przyjechał. Mówią, że dziennie odwiedzają to miejsce dwie czy trzy osoby. Nakarmili i napoili mnie, a potem oprowadzili po miejscach, które są ponoć zwykle niedostępne dla turystów. Wychodząc trzeba się było jeszcze wpisać do księgi gości. Patrzę na ostatnie dwa wpisy, a tam zapisane „Polska”. Mówię przewodnikowi, że ja też jestem z Polski, a on, że tamci jeszcze tutaj są, tylko poszli do toalety. Jak widać, nasi są wszędzie. W Bagdadzie z kolei było dużo turystów z Chin, bo ich rodacy robią tam biznesy, zwłaszcza w budowlance.
Wzorem poprzednich eskapad udało ci się obejrzeć jakiś mecz piłkarski? Kraje takie jak Katar czy Arabia Saudyjska przeznaczają krocie na futbol, sprowadzając do rodzimych lig piłkarskie gwiazdy.
W Kuwejcie namawiali mnie, żebym został dłużej. Odmówiłem, bo spieszyło mi się do Rijadu, gdzie za trzy dni swój mecz gra drużyna Cristiano Ronaldo, a ja mam do pokonania 600 kilometrów. Stwierdziłem, że się zmobilizuję i zrobię te 200 kilometrów dziennie. Udało się. Wchodzę na stronę internetową, żeby kupić bilet, a tu się okazuje, że Cristiano Ronaldo i spółka grają, ale na wyjeździe. Przez moje niedopatrzenie mecz przeszedł mi koło nosa. To chyba mój pierwszy zimowy wyjazd, gdy nie odhaczyłem żadnego spotkania piłkarskiego.
Założyłeś sobie, żeby przewieźć się rowerem po każdym kontynencie. Azja zaliczona. Została ci już tylko Australia.
Boję się, że tam umarłbym z nudów. Nie wiem jeszcze kiedy, ale pojadę tam chyba tylko po to, żeby odhaczyć ten kontynent. Byłaby to wisienka na torcie całej tej przygody rowerowej. Na razie myślę o wypadzie do Tadżykistanu, Kirgistanu i Turkmenistanu. To jednak nie zimą. Kusi mnie, aby o tej porze roku wybrać się na południe Afryki. W Katarze poznałem Karolinę, która jest zachwycona tym regionem świata. Jeździ tam sama, wynajmuje samochód i zwiedza poszczególne kraje. Mówi, że to wspaniałe miejsce.
Twoje najbliższe plany rowerowe?
Lada dzień ruszamy wzdłuż polskiego wybrzeża Bałtyku, ze Świnoujścia na Hel. Zacznę od tego, że okazało się, iż Mohannad pracuje dla firmy z Nowego Jorku, która produkuje rowery. Gdy pokazał szefowi co ja robię, to tak mu się to spodobało, że postanowił podarować mi rower. Stwierdził, że mogę sobie wybrać jaki tylko chcę. Patrzę, a tam rowery nawet za 20 tysięcy złotych. Wybrałem za 7 tysięcy. Zapytałem czy mogę dwa, aby móc z kimś wybrać się wzdłuż Bałtyku. Nie było żadnego problemu. Wysłali dwa roweru po 13 tysięcy złotych każdy. W dodatku zapłacili wszystkie cła i podatki. Razem z dziewczyną Natalią mamy przetestować te rowery właśnie podczas nadmorskiej wyprawy. Mohannad stwierdził, że jeśli wszystko będzie w porządku, to w przyszłym roku on też pojedzie tą trasą, bo jest to jego marzenie.
W sierpniu planuję z moją ekipą pojechać na Festiwal Trąbki w serbskiej Gučy. Taki bałkański Woodstock. Są koncerty, ale najlepsza zabawa jest w mieście, gdzie idzie sobie dwóch trębaczy, dobierają sobie jakiegoś skrzypka, wokół mnóstwo ludzi i wszyscy się wspólnie bawią.
Archiwum Przełomu nr 26/2025

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
Wakacje marzeń za 10tys. to chyba w sosnowcu tylko 🤣🤣🤣
Skit
16:21, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Radni chcieli sesji nadzwyczajnej, ale jak widać, burmistrz Latko troszczy się szybciej i sprawniej o mieszkańców i już jest spotkanie, dziękujemy!
absurd
15:13, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Pan burmistrz dobrze wiedział o co ci chodzi. A teraz udaje ze nie wie i nie chce się wypowiadać na ten temat , popieram tych ludzi którzy rozwiązali umowy, i mam nadzieję ze inni tez tak zrobią, te mieszkania to zwykła siema
Chrzanow wita
14:46, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Przecież burmistrz, to pachołek Tuska. Nie liczcie na to , że Wam pomoże. Trzeba zrobić referendum, tak jak w Krakowie i wybrać innego burmistrza. Wtedy może będzie lepiej.
Gieks
13:30, 2026-05-21
WYRÓŻNIONE KOMENTARZE
6 3
Bardzo dobrze. Niech sobie jeździ po tych dziwnych krajach tylko jak zakończy żywot porwany w biały dzień jako dawca organów to nie chcę słyszeć żeby rodzinka robiła zbiórki na ściągnięcie do kraju to co po nim, zostanie.
2 4
frustracie! Nie martw się. Na ciebie nikt złotowki nie da. Nawet i dawnej kopiejki. Na ciebie to i splunąć żal marna istoto.
5 1
Nie jestem frustratem tylko realistą bo codziennie są takie Żebrania. A Czołem to sobie *%#)!& o ścianę to może co gamoniu rozumu przybędzie.
6 3
Mamusia z tatusiem funduje wycieczki
3 2
że żal d u p ę ściska. Tylko frustrat może coś takiego jak ty napisać.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz