Świt Krzeszowice. Historia klubu Adama Nawałki i walka o awans - przelom.pl

Polecamy

Zamknij

Piłkarski Świt Krzeszowice. Od Nawałki i III ligi do mozolnej odbudowy

Michał Koryczan Michał Koryczan 12:00, 16.12.2025 Aktualizacja: 09:40, 16.12.2025
Skomentuj Piłkarski Świt Krzeszowice. Od Nawałki i III ligi do mozolnej odbudowy Drużyna Świtu Krzeszowice z 2003 r., prowadzona wówczas przez trenera Dariusza Wójtowicza (pierwszy z lewej) FOT. Z ARCHIWUM KLUBOWEGO

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". To tutaj trenerską karierę zaczynał Adam Nawałka, w drużynie grali piłkarze znani z występów w ekstraklasie, a na stadionie gościły takie zespoły jak Cracovia, Korona Kielce czy Sandecja Nowy Sącz. Dziś Świt Krzeszowice, jeden z najbardziej rozpoznawalnych klubów piłkarskich w regionie ma wciąż daleką drogę do powtórzenia największych sukcesów w historii.

Plac Kulczyckiego w Krzeszowicach. To tutaj mieści się stadion liczącego przeszło sto lat klubu sportowego Świt. Jest piątkowe, słoneczne przedpołudnie. To nie pora meczu, więc próżno tu o tłumy ludzi. Kilka osób można tu jednak spotkać. To klubowi działacze. Zbigniew Mirek wsiada na traktorek ogrodowy i bierze się za koszenie murawy. Prezes Stanisław Molik, z którym jestem umówiony na rozmowę, opowiada o najbliższych remontach i inwestycjach. Wszak obiekt Świtu to nie tylko stadion piłkarski. To także hala sportowa, szatnie, pomieszczenia wynajmowane na biura i pokoje hotelowe. Jest więc co robić.

Praca na pełen etat

- Chcąc, żeby to wszystko jakoś wyglądało to czasem ośmiogodzinny czas pracy nie wystarcza. Do klubu przychodzę zwykle na ósmą godzinę. Pracuję do trzynastej. Potem jadę do domu na obiad. Do klubu wracam około szesnastej i jestem tu nawet do dwudziestej. Oprócz całej masy spraw papierkowych, jest cała masa różnych innych rzecz, które trzeba samemu zrobić. Coś naprawić, wyremontować. Gdyby nie społeczna praca działaczy, ograniczająca koszty, wielu inwestycji nie bylibyśmy w stanie zrealizować. Mam świadomość tego, że przez tę moją działalność zaniedbuję dom, ale cały czas mogę liczyć na życzliwość i wsparcie rodziny, w której duch sportowy też jest obecny – nie ukrywa Stanisław Molik.

Stadion Świtu jest gotowy, by gościć mecze nawet trzeciej ligi piłkarskiej. Pod względem organizacyjnym i finansowy, a co za tym idzie także sportowym o tym poziomie rozgrywkowym nikt na ten moment nie myśli. Drużyna walczy na razie, aby wydostać się z klasy okręgowej (siódmy szczebel krajowych rozgrywek) do piątej ligi. Kibicom pozostaje więc jedynie wspominać o sportowych sukcesach Świtu sprzed lat.

Krzeszowicki klub, kojarzony dziś wyłącznie z piłką nożną, jeszcze kilka dekad temu był wielosekcyjny. W Świcie trenowali m.in. lekkoatleci, szachiści, pięściarze, zapaśnicy.

- Pod koniec lat 60. byłem zawodnikiem sekcji lekkoatletycznej. Trenowałem biegi średnio i długodystansowe pod okiem Zygmunta Nowaka. Wywalczyłem nawet tytuł mistrza powiatu chrzanowskiego w biegach przełajowych. To były czasy zupełnie inne niż dzisiaj, gdy dzieci wolą bawić się na komputerze czy w telefonie. Wtedy trzeba było uczestniczyć w zajęciach pozalekcyjnych organizowanych przez szkoły i kluby sportowe, bo nauczyciele na to patrzyli. Ja mieszkałem w Siedlcu i do Krzeszowic nie było autobusów. Trzeba było na piechotę zrobić te pięć kilometrów. Najpierw do szkoły, potem do domu na obiad. Następnie na SKS (szkolny klub sportowy) i wieczorem z powrotem do domu. 20 kilometrów w ciągu dnia. To już miałem niezły trening kondycyjny. Proszę powiedzieć dzisiaj dziecku, żeby coś takiego zrobiło – opowiada Stanisław Molik.

Puchar dla Świtu

Z biegiem czasu kolejne sekcje sportowe zaczęły znikać w Świcie. Do dziś została już tylko piłka nożna. Na krajowej arenie futbolowej klub zdołał się pokazać z bardzo dobrej strony. Największe sukcesy, od których minęło już sporo czasu nie byłyby możliwe gdyby nie odpowiednie fundusze.

W czasach powojennych, zgodnie z wytycznymi władz PRL, niemalże wszystkie państwowe zakłady pracy obejmowały opieką kluby sportowe, wspierając je organizacyjnie, finansowo i materialnie. Tak było chociażby w sąsiedniej Trzebini, gdzie działały Hutnik i Górnik. Pierwszy przy przy trzebińskiej hucie cynku, a drugi przy kopalni Siersza. Świt też zyskał swojego patrona, którym została kopalnia Czatkowice, która przyczyniła się m.in. do budowy stadionu przy Placu Kulczyckiego, oddanego do użytku w 1965 r.

Gdy w latach 80. ubiegłego stulecia kopalniany patronat zaczął tracić swoją wydolność, Świt, podobnie jak wiele klubów całym kraju zdecydował się założyć zakład remontowo-budowlany. Miał on zapewnić fundusze na funkcjonowanie klubu.

- Pamiętam, jak przychodziłem tutaj za trenera Adama Nawałki, to mimo że była to czwarta liga, mogliśmy się skupić tylko na grze w piłkę. Treningi odbywały się przed południem, a nie jak teraz popołudniu, gdy zawodnicy skończyli pracę. Gdy na przełomie XX i XXI wieku do klubów piłkarskich zaczęli wchodzić prywatni sponsorzy, do nas trafił pan Kazimierz Duda, a za im naprawdę solidni piłkarze – wspomina Piotr Chlipała, były piłkarz i trener Świtu.

Były pieniądze, były też wyniki. Starsi kibice wciąż pamiętają zwycięstwo krzeszowickiego zespołu w Pucharze Ministra Budownictwa w połowie lat 80. W półfinale drużyna Świtu wygrała z Lechią Gdańsk, prowadzoną przez Wojciecha Łazarka, późniejszego selekcjonera reprezentacji Polski, a w finale pokonała Budowlanych Bydgoszcz.

Trzy awanse trenera Kruka

Największe sukcesy w piłce ligowej krzeszowicki klub odnosił później, bo w latach 90. i na początku XXI wieku. Świt trzykrotnie zdobywał awans do trzeciej ligi (wówczas był to trzeci poziom krajowych rozgrywek, obecnie jest czwarty): w 1990, 1995 i 2001 roku. Za każdym razem drużynę do awansu prowadził trener Ryszard Kruk.

- Klub był wtedy dobrze zorganizowany. Było tu paru mądrych ludzi, którzy wpadli na pomysł utworzenia brygad remontowych pracujących głównie na terenie ówczesnej huty im. Lenina w Krakowie. Część funduszy z ich działalności musiało być przekazywane na sport. Niestety po awansach z drużyny odchodzili najlepsi piłkarze. Po pierwszym z nich zespół opuściło czterech, a po drugim pięciu zawodników. Chłopaki wyjechali głównie do Austrii do pracy, tam też zresztą grali w piłkę. Można było więc w tym kraju zebrać dobrą drużynę Świtu – opowiada Ryszard Kruk.

Jako piłkarz, do trzeciej ligi trzykrotnie z zespołem z Krzeszowic awansował Piotr Piątek. Nie wyklucza, że jest jedynym graczem, który może się tym pochwalić. Najprawdopodobniej jest on także rekordzistą jeśli chodzi o występy w Świcie.

- W wieku juniora dołączyłem tutaj z Tęczy Tenczynek i pozostałem wierny barwom krzeszowickiego klubu. Graliśmy mecze z mocnymi zespołami: Cracovią, Koroną Kielce, Siarką Tarnobrzeg, Stalą Mielec czy Sandecją Nowy Sącz. Ja szczególnie wspominam spotkanie z Victorią Witowicę. Trafiłem w nim do własnej bramki, zmarnowałem rzut karny, ale potem zdobyłem dwa gole i wygraliśmy 3-1. Pamiętam, że po tym meczu w jednej z gazet pojawił się artykuł pod tytułem „Smutki i radości Piątka”. Albo gdy po strzeleniu pięknego gola Tarnovii pisano, że była to bramka a'la Youri Djorkaeff (mistrz świata i mistrz Europy z reprezentacją Francji – dop. red). W ogóle to w zespole mieliśmy mnóstwo naprawdę świetnych zawodników. Czasem trzon drużyny stanowili gracze z Krzeszowic i okolic. Pamiętam jednak taki sezon, gdy w kadrze zespołu byłem jedynym zawodnikiem stąd – mówi Piotr Piątek.

Z Krzeszowic do ekstraklasy

Przez drużynę Świtu przewinęło się wielu zawodników, którzy trafili później do ekstraklasy i pierwszej ligi, a nawet reprezentacji Polski.

W przeszłości w barwach krzeszowickiego klubu występowali np. Artur Sarnat (bramkarz Wisły Kraków), Piotr Giza (pomocnik m.in. Cracovii i Legii Warszawa) czy Michał Miśkiewicz (bramkarz m.in. Wisły Kraków i Korony Kielce), a także młodzieżowi reprezentanci Polski: Tomasz Wróbel (obecnie MKS Trzebinia) i Tomasz Zając (aktualnie grający trener Tura Milejów).

To właśnie w Krzeszowicach trenerską karierę rozpoczynał Adam Nawałka, były selekcjoner pierwszej reprezentacji Polski oraz szkoleniowiec m.in. Wisły Kraków, Górnika Zabrze i Lecha Poznań.

Do Świtu przyszedł przed startem rundy wiosennej sezonu 1996/97. Pod jego wodzą drużyna spadła z trzeciej ligi. W krzeszowickim klubie pracował do końca sezonu 1997/98.

- W trzeciej lidze często przegrywaliśmy mecze po 0-1. Pamiętam, że trener miał wtedy rejestrację samochodu właśnie z "01", co szybko podłapaliśmy. W Świcie dopiero uczył się pracy trenerskiej, ale już wtedy widoczny był duży profesjonalizm, mimo że drużyna była amatorska. W miarę możliwości wprowadzał elementy, które na tym poziomie rozgrywek nie były powszechne. Zwracał uwagę na wszelkie detale, na odpowiednie prowadzenie się. Była dieta, jednakowe stroje dla zawodników, przez które zresztą ekipa została raz przyłapana w Krakowie. Poszli na piwo w dresach z charakterystycznym kogutkiem, czyli logiem producenta sprzętu sportowego. Doszło to do trenera i była lekka afera, bo szkoleniowiec nie tolerował takiego zachowania. Potrafił wzbudzić w nas dużą determinację i wolę walki. Podobnie zresztą było później w innych klubach, w których pracował – opowiada Piotr Piątek.

Odmówił Adamowi Nawałce

W 1997 r. to właśnie Adam Nawałka odkrył talent młodego napastnika Orląt Rudawa – Piotra Chlipałę, ściągając go właśnie do Świtu.

- Osobiście przyjechał do klubu, żeby się ze mną spotkać, co było dla mnie niesamowite i zaskakujące. Zaprosił mnie na sparing Świtu z Wisłą Kraków, ale musiałem odmówić. Uczyłem się w szkole hotelarskiej i czekał mnie wyjazd na praktyki zagraniczne. Musiałem odbyć ten staż, żeby ukończyć szkołę. Trener Nawałka powiedział, że nie ma problemu, bo szkoła jest najważniejsza, ale po stażu mam się do niego zgłosić. Zaskoczyło mnie, że tak to przyjął i mnie nie skreślił. Gra w Świcie była najlepszym okresem podczas mojej przygody z piłką. Tutaj strzelałem najwięcej bramek. Na pewno mocno się w tym miejscy rozwinąłem. Przechodziłem przecież z zespołu B-klasowego do czwartoligowca. To był dla mnie duży przeskok – opowiada Piotr Chlipała, który grał też m.in. w takich klubach Fablok Chrzanów, Kmita Zabierzów, Kolejarz Stróże, Sandecja Nowy Sącz, Resovia Rzeszów, Limanovia Limanowa. Miał okazję występować m.in. na boiskach drugiej, czyli dzisiejszej pierwszej ligi.

Z czasów gry w krzeszowickim zespole pamięta też pojedynki z filigranowym pomocnikiem Leszkiem Piszem, legendą Legii Warszawa, z którą występował w Lidze Mistrzów. W sezonie 2001/02 był już graczem Pogoni Staszów i strzelił Świtowi dwa gole.

- Chociaż byliśmy beniaminkiem, to nie odstawaliśmy od reszty ligowej stawki. Wiele kluczowych meczów w Krzeszowicach przegrywaliśmy różnicą jednej bramki. Pamiętam jak pojechaliśmy do Kraśnika. Podróż trwała kilka godzin. Na mecz wyszliśmy praktycznie prosto z autobusu. Nie zdążyliśmy się nawet zregenerować po podróży i już w pierwszej minucie straciliśmy gola, a spotkanie zakończyło się naszą porażką 0-1. Dzisiaj w trzeciej lidze nie ma już chyba drużyny, która na tak daleki wyjazd jechałaby w dniu meczu – mówi Piotr Chlipała.

Z trzeciej ligi do A-klasy

- Strzeliłem pierwszą bramkę po awansie do trzeciej ligi. Trafiłem na stadionie Korony Kielce. Był to zwycięski gol. W dodatku chyba mój najładniejszy w karierze, uderzając z woleja po podaniu od Jarka Giszki. Pamiętam też bramkę Piotrka Chlipały z Pogonią Leżajsk. Pokonał wtedy Bogusia Wyparłę (późniejszy mistrz Polski z ŁKS Łódź – dop. red), a ja asystowałem przy tym golu. Mam go nagranego, bo wtedy skróty meczów z trzeciej ligi były pokazywane w krakowskiej „Kronice”. Nie zapomnę też domowego meczu z Cracovią. Jej kibice wypełnili całą wschodnią trybunę. Mieli ze sobą flagi na długich drzewcach. Ja grałem na prawej pomocy. Biegając wzdłuż linii byłem przez nich obijany – wspomina Krzysztof Szumiec, były zawodnik Świtu.

Sezon 2001/2002 był ostatnim jak dotąd, w którym krzeszowiczanie rywalizowali na szczeblu trzeciej ligi. Potem oscylowali między ligą czwartą a okręgówką.

Finansowe problemy, mające niebagatelny wpływ na sportowe wyniki, zaczęły się na dobre po 2012 r., gdy struga pieniędzy z opłat targowych przestała już płynąć do klubowego budżetu. Pojawiły się długi. Czary goryczy dopełnił w 2019 r. spadek drużyny do A-klasy, z której zdołał się wydostać po dwóch sezonach.

- Mam nadzieję, że uda nam się awansować wyżej. Parę lat temu na stadion przychodziło 20-30 osób. Dziś mecze ogląda z trybun około 200 kibiców. Jest więc dla kogo grać. Żeby to jednak wszystko utrzymać potrzeba budżetu około pół miliona złotych, a myśląc o awansie potrzeba jeszcze więcej pieniędzy – nie ukrywa Stanisław Molik.

Archiwum Przełomu nr 25/2025

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

HISTORIADo poczytania

Przejdź do wątku

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%