Marek Harat – neurochirurg, który dokonuje rzeczy niemożliwych - przelom.pl

Polecamy

Zamknij

„Lekarz od cudów” z Libiąża. Historia profesora, który zmienia życie pacjentów

Marek Oratowski Marek Oratowski 12:00, 09.12.2025 Aktualizacja: 09:40, 09.12.2025
1 „Lekarz od cudów”. Historia profesora, który zmienia życie pacjentów Neurochirurg rodem z Libiąża często wypowiada się dla mediów. Na zdjęciu przed telewizyjnymi kamerami opowiada o operacji, jaką przeprowadził po wypadku znanego żużlowca Tomasza Golloba.

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". Pomaga pacjentom z najcięższymi schorzeniami, przeprowadzał pionierskie operacje, leczył znanych sportowców. Profesor Marek Harat nie zapomina jednak, skąd pochodzi. Dlatego Libiąż uhonorował go tytułem Honorowego Obywatela.

Od drugiej klasy wiedział, że będzie lekarzem

Marek Harat przyszedł na świat w 1958 roku. W rodzinnym Libiążu skończył podstawówkę i znalazł się w chrzanowskim liceum.

- Naszą wychowawczynią była Zdzisława Wiśniewska. Zawsze mówiła o nas, że jesteśmy jak rodzina. Z klasy wyszło wielu wybitnych ludzi. Oprócz Marka Harata uczył się w niej także pochodzący z Jaworzna Andrzej Karweta. Był wiceadmirałem i szefem marynarki Wojennej. Zginął w katastrofie smoleńskiej. Choć nasza klasa miała profil matematyczno-fizyczny, wyszło z niej aż pięciu lekarzy – wspomina jeden z uczniów, Andrzej Włodarczyk.

Klasa była zgrana. Mimo że los rozrzucił jej uczniów po świecie - systematycznie się spotykają.

Po ukończeniu liceum i zdaniu matury w 1977 roku Marek Harat też postanowił zostać lekarzem. Dlaczego?

- To dojrzewało we mnie i nie było jednego powodu ani wydarzenia, które zaważyło na wyborze zawodu. Nauczyciele zachęcili mnie do nauki biologii. Poczułem, że to może być przyjemne. Dlatego od drugiej klasy liceum wiedziałem, że to jest moje powołanie, że w ten sposób chcę pomagać ludziom. Wiedziałem też, jak ten zawód wygląda w praktyce, bo uprawiała go moja ciocia – powiedział "Przełomowi" profesor.

Lekarzem został też jego brat Rafał. Doktor nauk medycznych i pulmonolog, ordynator Oddziału Chorób Płuc Szpitala Powiatowego w Chrzanowie.

Na emeryturze wciąż pracuje

Marek Harat w 1983 roku ukończył studia na Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi (obecnie jest pułkownikiem w stanie spoczynku). W tym mieście pracował. Odbył też staż w Kanadzie.

Do Szpitala Wojskowego w Bydgoszczy przyjechał w połowie lat 90. i został najmłodszym w Polsce szefem oddziału neurochirurgii. Miał wtedy 36 lat.

- Czułem wielki niepokój, przyjmując to wyzwanie – wspominał w jednym z wywiadów.

Przed ponad dwie dekady kierował Kliniką Neurochirurgii w 10. Wojskowym Szpitalu Klinicznym w Bydgoszczy. Pracował też na stanowisku profesora w Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Od dwóch lat jest na emeryturze. Pełni funkcję konsultanta w Klinice Neurochirurgii 10. Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy oraz w Zakładzie Neuroonkologii i Radiochirurgii Centrum Onkologii w Bydgoszczy.

Prof. Harat jest także autorem licznych publikacji naukowych i podręczników. Przeprowadził szereg pionierskich operacji, wprowadzając nowatorskie metody leczenia w dziedzinie neurochirurgii czynnościowej i psychochirurgii.

Tyle suchych faktów. O tym, jak wyglądała jego codzienność i jakie miał dylematy jako lekarz i człowiek opowiedział w trakcie godzinnego wykładu, jaki wygłosił 12 czerwca dla słuchaczy UTW w Chrzanowie. W spotkaniu uczestniczyli także uczniowie i nauczyciele I LO oraz szkolni koledzy i koleżanki znanego lekarza.

Profesor przyznał, że po powrocie ze stażu w Kandzie wiedział, że chce zajął się chirurgią czynnościową. Choć operacje, jakie zobaczył za oceanem, wydawały mu się bardzo skomplikowane.

- Trzy lata później byłem u jednego z profesorów we Freiburgu i wtedy nabrałem przekonania, że uda się je powtórzyć w Polsce – zaznaczył podczas wykładu.

Neurochirurgia czynnościowa różni się od klasycznej tym, że w chirurgii klasycznej jest jakaś zmiana: guz, tętniak wypadnięty dysk. W tej czynnościowej lekarz działa na tkance mózgu, która jest zdrowa. Natomiast występuje zaburzona równowaga między różnymi układami neuroprzekaźników. Albo pewne obszary mózgu są nadmiernie pobudzone i trzeba przywrócić im równowagę.

Włączał prąd i drżenie ustawało

Pierwsi pacjenci, jakich operował, cierpieli na chorobę Parkinsona.

- Wykonywałem ablacje. To znaczy nieodwracalnie niszczyłem pewien precyzyjnie wyznaczony fragment mózgu, by nie było objawów ubocznych. To są operacje bardzo spektakularne, bo widzimy w ich trakcie, jak zmienia się zachowanie chorego. Nic dziwnego, że na sali często gościła telewizja. Pacjent jest w znieczuleniu miejscowym i ma założony na głowę specjalną ramkę z suwmiarkami, którymi precyzyjnie mogę posuwać się elektrodą do mózgu. Jeżeli włączę prąd i zablokuję wybrany fragment mózgu, to momentalnie ustępuje u chorego drżenie związane z chorobą Parkinsona. W oczach pacjentów często od razu pojawiały się łzy – opowiadał w Chrzanowie prof. Marek Harat.

Zainteresowanie mediów tymi operacjami (a był to rok 1998) było tym większe, że na Parkinsona cierpiał wtedy także papież Jan Paweł II.

Profesor leczył także pacjentów z dystonią. To zaburzenie neurologiczne, charakteryzujące się mimowolnymi, powtarzającymi się skurczami mięśni, które prowadzą do nieprawidłowych, skręcających lub wyginających ruchów i postaw ciała. Tacy chorzy są najczęściej więźniami własnego mieszkania. Tymczasem po operacji zwykle mogą wykonywać swobodne ruchy.

W grudniu 2000 roku wykonał w klinice w Bydgoszczy pierwszy w Polsce zabieg psychochirurgiczny. Te zabiegi nie miały w niektórych krajach dobrej sławy, a nawet były w nich zabronione. Choćby przez to, co działo się w Związku Radzieckim, gdzie próbowano operacyjnie wpływać na zachowania ludzi. Ale podobnie było też na Zachodzie, o czym opowiadał słynny film Milosa Formana "Lot nad kukułczym gniazdem".

- Kiedy w chrzanowskim kinie "Zorza" przy alei Lenina oglądałem ten film, zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Nie spodziewałem się, że 30 lat później będę przeżywał dylematy etyczne, jakie musieli rozstrzygnąć bohaterowie tego filmu. Bo zamierzałem już wpływać nie na stan neurologiczny i zaburzenia ruchu, ale na sferę psychiczną. Trafił do mnie z Poznania na leczenie operacyjne pacjent z zaawansowanym zespołem obsesyjno-komulsyjnym. Na sali operacyjnej miałem kamery TVN24, prowadzącej transmisję na żywo. Zabieg się udał, a chory odczuł znaczna ulgę. Wielu pacjentów ze schorzeniami psychicznymi, jakimi się później zajmowałem, nie chciało ujawniać wizerunku. Miałem jednak szczęście, bo ten pacjent bardzo chętnie opowiadał o swojej chorobie – wspominał neurochirurg.

Marzenie rodziców się spełniło

Neurochirurg miał także do czynienia z pacjentami przejawiającymi zachowania agresywne i autodestrukcyjne.

- Tu rodziło się najwięcej wątpliwości. Zadawałem sobie pytanie, czy zamiast leczyć, nie będę  "produkował" ludzi spełniających oczekiwania społeczne – podkreślił.

Gdy jednak zobaczył, jaka jest jakość życia tych ludzi oraz opiekujących się nimi osób, postanowił im pomóc.

- Pewnego dnia rodzice przyprowadzili do mojego gabinetu kobietę, która miała związane z tyłu ręce i maskę na twarzy. Kiedy zdjęli jej maskę i ją rozwiązali, zaczęła odgryzać sobie kawałki ciała. Rzuciłem się na nią, razem ją obezwładniliśmy i ponownie związaliśmy. Pytam rodziców, czego by się spodziewali. Powiedzieli, że marzą, by córka żyła tak, jak jeszcze kilka lat temu, kiedy mimo mózgowego porażenia dziecięcego i autyzmu, mogła z nimi jeździć na wycieczki po świecie. A teraz przez całą dobę musiała być w pasach bezpieczeństwa. Postanowiłem zadziałać tak, jak przeczytałem w literaturze. W tylnym podwzgórzu chorej umieściłem elektrodę i wszystko się zmieniło. Po operacji ta kobieta siedziała, popijała kawę i przeglądała kobiece czasopismo – opowiadał Marek Harat.

Powoli jednak objawy choroby wróciły. Profesor stwierdził wówczas, że warto będzie kobiecie założyć drugą parę elektrod w określonym miejscu mózgu, na co dostał zgodę komisji bioetycznej oraz akceptację rodziców. Przeprowadził zatem pionierską operację na świecie. Jej wynik nie był spektakularny, ale z miesiąca na miesiąc było coraz lepiej.

- Dostaję od czasu do czasu jej zdjęcia z jachtu, którym pływa razem z ojcem. Marzenie rodziców się spełniło – cieszy się.

Chodzi po górach, pływa, jeździ na rowerze, dba o wnuki

Nic dziwnego, że do profesora Harata przylgnęło określenie "Lekarz od cudów".

- Dla lekarza to niezbyt komfortowe , bo powinien bazować na faktach medycznych. Natomiast "Lekarz od cudów" to brzmi trochę jak kuglarz. Przecież nie mam jakiegoś związku z siłami nadprzyrodzonymi. Jednak to do mnie przylgnęło. Gdy artykuł pod takim tytułem ukazał się w prasie, anestezjolog, który jest od lat moim kolegą powitał mnie "O, wszedł na salę lekarz od cudów...". Rozumiem jednak, że ma to mimo wszystko jakiś pozytywny wydźwięk, bo możliwości neurochirurgii czynnościowej mogą robić wrażenie – skomentował prof. Harat.

W swojej karierze leczył także znanych sportowców. Operował między innymi znanego żużlowca Tomasza Golloba. Po jego koszmarnym wypadku z 2017 roku i uszkodzeniu rdzenia kręgowego, likwidował obrzęk i do dziś próbuje pomóc swojemu najsłynniejszemu pacjentowi w powrocie do sprawności.

A jaki jest prof. Harat prywatnie? Jest żonaty, ma dwójkę dzieci: Agatę i Macieja oraz kilkoro wnuków. Podróżuje, chodzi po górach, jeździ na rowerze i pływa. Jest też melomanem.

W piątek 13 czerwca otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Libiąża, nadany mu przez radę miejską.

"Związek profesora z Libiążem polega nie tylko na odwiedzinach u mamy i brata, W swoich wypowiedziach wielokrotnie podkreślał swoje pochodzenie, promując naszą gminę podczas ogólnopolskich konferencji, wydarzeń naukowych i wywiadów. Angażuje się w inicjatywy społeczne i edukacyjne. Na przykład był pomysłodawcą Gminnego Konkursu Historycznego im. Andrzeja Harata, jaki od 10 lat organizuje SP nr 1 w Libiążu. Jest także fundatorem popiersia Andrzeja Harata znajdującego się w tej szkole. W 2019 roku z okazji 50-lecia uzyskania praw miejskich, został laureatem jubileuszowego konkursu w kategorii "Przyjaciel Libiąża" – wyliczyła dyrektor libiąskiej biblioteki Aneta Gwóźdź, w wygłoszonej podczas uroczystości laudacji.

Przyjaźnie z młodości przetrwały próbę czasu

- Jestem bardzo dumny i szczęśliwy z takiego wyróżnienia w moim rodzinnym mieście. Bardzo dobrze wspominam dzieciństwo i młodość w Libiążu. Wiele z zawartych wtedy przyjaźni przetrwało próbę czasu. Mieszkańcy Libiąża zawsze są dla mnie bardzo ważnymi pacjentami. Wielu z nich leczyłem - mówił podczas uroczystości wzruszony profesor.

Cieszy się, że Libiąż pozytywnie się zmienia i staje się coraz lepszym miejscem do życia.

- Kiedy tu przyjeżdżam często biorę rower i jeżdżę po mieście - zdradził neurochirurg, który zapisał się w kartach światowej medycyny.

 

- Dziękuję za to, że jesteś wybitnym lekarzem, ale przede wszystkim wspaniałym człowiekiem, oddającym cząstkę siebie dla ratowania innych - podkreślił burmistrz Jacek Latko. 

Senator RP Andrzej Pająk zacytował słowa Abrahama Lincolna:

"To piękne, gdy człowiek może być dumny ze swojego miasta. Lecz jeszcze piękniej, gdy miasto może być z niego dumne". Te słowa dobrze oddają relację Marka Harata z rodzinnym miastem i jego mieszkańcami.

 

 

Honorowi obywatele Libiąża zostali dotąd:

Mieczysław Warszawski, Jan Łyp, Wiktor Trębacz, Stanisław Rusek, kardynał Franciszek Macharski, Jan Kurp, biskup Jan Zając, ksiądz kanonik Stanisław Marchewka, Jerzy Wróbel, Helena Kmieć (tytuł otrzymała pośmiertnie), kardynał Stanisław Dziwisz oraz prof. Marek Harat.

 

Z rodzinnej historii 

Prof. Marek Harat pochodzi z patriotycznej rodziny. Jego ojciec, Andrzej, był dobrze znany w Libiążu. Urodził się 12 listopada 1900 r. w Czańcu koło Kęt. Przerwał szkołę, by wstąpić do Legionów Piłsudskiego. Uczestniczył w wojnie z bolszewikami Był społecznikiem i świetnym organizatorem. W 1934 r. został wójtem gminy Libiąż.

- Mieszkańcy Libiąża zawsze podkreślali jego przedsiębiorczość. Najbardziej przejawiała się w sprawie budowy dróg. Za jego kadencji powstawały w dużym tempie i miały utwardzoną nawierzchnię. Na terenie gminy powstały kamieniołomy. Wójt postarał się także o budowę nowej, na tamte czasy wręcz monumentalnej szkoły. Budynek miał cztery kondygnacje i salę gimnastyczną, co w przedwojennej wsi było niespotykane – opowiada dr Łukasz Płatek, libiąski radny, z wykształcenia historyk.

Po rozpoczęciu okupacji niemieckiej, Andrzej Harat od razu zaangażował się w działania konspiracyjne. Aresztowany przez gestapo, dzięki sprytowi, uniknął tragicznych konsekwencji działań w podziemiu. Jedną z jego bardzo ważnych aktywności była pomoc więźniom KL Auschwitz. Dostarczał im żywność i lekarstwa. Prowadził też działalność wywiadowczą. Zdobyte informacje i dokumenty o zbrodniach popełnianych przez Niemców w obozie Auschwitz przekazywał zwierzchnikom. Był również współorganizatorem ucieczek więźniów. Aktywnie działał w strukturach Armii Krajowej. Za te dokonania został odznaczony Krzyżem Walecznych. Po wojnie był prześladowany przez komunistów. Wywieziony na Syberię, wrócił do domu w 1948 r. Nie był to koniec represji, bo później, przez pięć lat, do 1957 r., siedział w więzieniu bez wyroku. Rok po wyjściu Andrzeja z więzienia urodził się syn - Marek.

Andrzej Harat Pracował w żwirowni w Libiążu. Tam w 1970 roku został śmiertelnie potrącony przez samochód. Spoczął na libiąskim cmentarzu.

Krewną znanego neurochirurga była też zmarła w 2017 roku Władysława Rzepecka z d. Harat. To ona dostarczyła Janowi Karskiemu dowody niemieckich zbrodni w Auschwitz, szmuglując zebrane materiały przez granicę Generalnego Gubernatorstwa. Wcześniej zdobyli je i wywieźli z obozu członkowie tamtejszego ruchu oporu zorganizowanego przez Witolda Pileckiego. Do okupowanej przez Niemców Warszawy pojechała w wagonie „nur für Deutsche", udając Niemkę. Musiała mieć nerwy ze stali wiedząc, że szczegółowa kontrola może skończyć się dla niej śmiercią. Stałą się bohaterką filmu "Kurierka", fabularyzowanego dokumentu łączącego narrację z animacją.

Archiwum Przełomu nr 24/2025

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

HISTORIADo poczytania

Przejdź do wątku

komentarz (1)

Andrzej WojdyłoAndrzej Wojdyło

0 0

Redaktorze Oratowski, wstyd. Ojcem Profesora jest Stanisław Harat, a Andrzej Harat jest Jego dziadkiem!!!!!

18:01, 10.12.2025
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%