Pół wieku tradycji i wciąż te same składniki - przelom.pl

Polecamy

Zamknij

Kultowa zapiekanka z Krzeszowic. Ten sam smak od 50 lat i kolejki fanów

Ewa Solak Ewa Solak 12:00, 02.12.2025 Aktualizacja: 10:33, 02.12.2025
1 Kultowa zapiekanka z Krzeszowic. Ten sam smak od 50 lat i kolejki fanów Edward Sioła z bratem oraz panią Janiną w budce z zapiekankami FOT. ARCHIWUM RODZINNE

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". Pieczarki, ser i świeża bułka. Przez ponad pół wieku w jej recepturze nie zmieniło się nic. Niezmiennie kusi klientów. Nikt nie pomyślałby nawet, że w Krzeszowicach ma tak długą tradycję. Kultowa zapiekanka.

Wszyscy mieszkańcy doskonale pamiętają niewielką budkę przy ul. Daszyńskiego. To właśnie tam zaczęła się jej historia i trwająca do dziś popularność. Mimo że budki już nie ma, a właściciele zmienili lokal przenosząc się na ul. św. Floriana, smakosze pozostali. Karmią się tradycyjnymi zapiekankami i podkreślają, że z nimi nie równa się nic.

Wcześniej były także ryby i kiełbaski

Był rok 1974, gdy Edward Sioła zdecydował się uruchomić własny zapiekankowy biznes. Dziś już nikt nie wie, co mu wtedy przyświecało. Czy w ciężkich czasach komuny wierzył w powodzenie takiego interesu? Czy uwierzyłby, że jego zapiekanki po 50 latach nadal mają swoich fanów?

- Wtedy jeszcze oprócz zapiekanek w budce, w sprzedaży były smażone ryby i kiełbaski. Wkrótce też pojawiły się kręcone lody – wspomina Grzegorz Kaczmarczyk, obecny właściciel gastronomii.

U Edwarda Sioły całe życie pracowała mama Grzegorza, Janina, a pan Edward - właściciel był dla niego jak ojciec. To on nauczył go oszczędzania, szacunku do pracy i tego, jak ważna jest jakość. Nawet z tak zwyczajnej zapiekanki można uczynić coś, czego smak wielu z dzieciństwa pamięta do dziś.

Zawsze było coś do zrobienia

Budka przy ul. Daszyńskiego była mała. 30 metrów kwadratowych podzielonych na odrębne pomieszczenia. W lecie było tu jak w piecu, w zimie jak w lodówce.

- Najpierw przychodziłem tam po szkole do mamy. Zawsze coś udało mi się skubnąć. Lubiłem tamto miejsce – wspomina Grzegorz Kaczmarczyk.

Jak już zaczął przychodzić, to zaczął też pomagać. Zawsze było coś do zrobienia, sprzątnięcia, coś do pokrojenia. Widząc jego zapał Edward Sioła mobilizował chłopaka.

- Skończyłem szkołę jako piekarz, choć nie mam pojęcia jak to zrobiłem, bo zawsze miałem uczulenie na mąkę – śmieje się pan Grzegorz.

Poszedł do Sioły. Kiedy zrobił prawo jazdy, właściciel co dzień wysyłał go po towar. Ser z mleczarni w Miechowie, bułki z rejonowej Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu. Jeździł po pieczarki i inne składniki. Tak, jak wtedy wstawał o godz. 5.00, tak wstaje teraz.

Przez jakiś czas były też lody

Pan Grzegorz miał też epizod, gdy pracował sprzedając lody. Zdjęcie przy maszynie samo mówi za siebie. Zadowolony nastoletni Grzesiek.

- Lody robiło się z mleka w proszku, śmietany i cukru. Mieszało, podgrzewało do odpowiedniej temperatury, a potem chłodziło. Były pyszne! - wspomina.

Ale przyszedł czas, gdy lody zaczęli produkować w Krzeszowicach także inni. Nikt nie próbował jednak konkurować z zapiekankami. Lody u Sioły odeszły w przeszłość, zapiekanki zostały.

To były czasy, gdy Krzeszowice tętniły życiem towarzysko-rozrywkowym. Tuż przy drodze był przystanek dla busów, a nieopodal działała restauracja Zdrojowa. Urządzano tam dancingi i dyskoteki. Dużo się działo.

Ten sam piec

Wkrótce Grzegorz poznał Edytę. Skończyła budowlankę o specjalności handel i pracowała w sklepie w centrum Krzeszowic. Młodsza od niego o parę lat, ze ślicznym uśmiechem dziewczyna. Od razu wpadła mu w oko.

- Zaglądał do mnie, przynosił kwiaty i zaczęliśmy się umawiać. Śmiałam się, że z niego taki Romeo. W końcu i ja zaczęłam przychodzić do budki z zapiekankami, pomagać – opowiada pani Edyta. Są razem od 26 lat.

Kiedy Edward Sioła zaczął się czuć coraz gorzej, Grzegorz więcej się starał. W 2009 r. właściciel zmarł. Chłopak zdecydował się dalej prowadzić biznes i choć przez lata wiele się w mieście zmieniło, w zapiekankach nie zmieniło się nic. Grzegorz Kaczmarczyk zachował dotychczasową recepturę także na keczup, który do zapiekanek zawsze robi sam. Trochę go tylko podrasował ziołami. Jednak przepisu na zapiekanki nie ruszał. Nawet piec, na którym Sioła je piekł, zachował do tej pory i piecze zapiekanki do dziś.

- Piec jest solidny, robiony na zamówienie. Mieści 10 czasem 11 zapiekanek. Ma ponad 50 lat i ostatnio strzeliła grzałka, ale jego budowa jest dosyć prosta, więc wszystko jestem w stanie wymienić sam – mówi pan Grzesiek.

Wie, że ten piec to połowa sukcesu w jego biznesie. Reszta to serce i zapał. Choć piec czasem w lecie dokucza gorącem, jest jak stary, niezawodny przyjaciel. Można na nim polegać cały czas.

- Nie zamieniłbym go na inny – zapewnia.

Wracają po tradycyjny smak

Tak samo nie zamieniłby na nic innego swoich zapiekanek. Pielęgnuje tradycję i niczego nie ulepsza na siłę. Chociaż mówili mu, dodaj do menu frytki, albo kurczaki, może jakiś kebab, on zdecydowanie protestuje.

- Klienci wracają właśnie po tradycyjny smak. Tym zapiekankom nic więcej nie trzeba – mówi.

I faktycznie od lat menu jest takie samo. Zapiekanka z serem i pieczarkami. Może być ze szczypiorkiem, keczupem i majonezem. Chętni mogą dokupić dodatki: salami, prażoną cebulkę, kiszony ogórek. Nie ma tam żadnych kurczaków, boczków czy tuńczyków. Jest ten sam smak od lat.

Przenosiny i obawy

Kiedy nieco ponad rok temu okazało się, że budka z zapiekankami przy ul. Daszyńskiego może zniknąć, w Krzeszowicach zrobił się raban. Budka choć bardzo już stara budziła wspomnienia wielu osób. Zapiekanki nie mogły zniknąć ot tak. Właściciel działki rozpoczął budowę dużego pawilonu, Kaczmarczykowie nie mieli wyjścia, musieli znaleźć inny lokal.

- Bardzo się obawialiśmy. Inne miejsce wiązało się z ryzykiem, że stali klienci mogą odejść. Najedliśmy się dużo strachu – opowiada pani Edyta.

Krzeszowickie zapiekanki przeniosły się do budynku remizy przy ul. Floriana, tam, gdzie jest dworzec dla busów. Kiedy rok temu otwierali lokal, nie spodziewali się, że wszyscy stali klienci pójdą za nimi. Nawet nie myśleli, że pojawią się nowi. Bywa, że obsługują grupy wycieczek po kilkadziesiąt osób naraz. Zatrzymują się u nich ludzie z różnych stron. Są klienci z Trzebini, Chrzanowa, Krakowa, trafiają także przyjezdni z zagranicy. Bywali nawet czołowi politycy. Wszystkich kusi ten smak.

Zawsze z kimś pogada

- Żona opiekuje się małą córką, zatrudniliśmy więc panią Sylwię. Jest jak opoka – chwalą pracownicę właściciele.

Pani Sylwia zaczynała pracę w zapiekankach i wcale nie była pewna czy to jest jej bajka. Po paru dniach okazało się, że nadaje się do tego znakomicie.

- Uwielbiam to – zapewnia z uśmiechem kobieta.

Nie pracuje jednak sama, bo zawsze jest też pan Grzegorz. Tak, jak zaczynał wiele lat temu o godz. 5.00 rano, tak robi do dziś. Jeździ po towar, przywozi, kroi. Obsługuje klientów, zawsze z kimś pogada.

- Kiedy wraca do domu wieczorem, odsapnie i zawsze znajdzie jeszcze dla dzieciaków czas – chwali męża pani Edyta.

Tak, jak kiedyś, gdy się poznali, dostaje od niego kwiaty. Co tydzień rano w sobotę. Bo choć pan Grzegorz cały czas jest w biegu, pamięta zawsze o żonie. A ona, kiedy tylko może wpada pomagać w krojeniu, przygotowaniu lokalnego przysmaku.

W liceum brałem trzy naraz

Choć wydawać by się mogło, że w zwyczajny dzień przed południem klientów nie będzie wielu, w zapiekankach drzwi się nie zamykają. Wchodzą osoby wysiadające z busów, podjeżdżają ludzie, zmierzający autem gdzieś dalej.

- Kidy chodziłem do liceum wpadałem jeszcze do budki przy Daszyńskiego i brałem trzy naraz. Dwie zjadałem od razu, a trzecią brałem na drogę busem do domu. Miałem wtedy naście lat – wspomina Marcin Szarek z Rudna, który od 20 lat wierny jest krzeszowickim zapiekankom.

Przyjeżdża tam na późne śniadanie lub popołudniową przekąskę.

Zapiekanki odwiedza też wicestarosta krakowski Wojciech Pogan, zachwalając zawsze ich smak.

- Kiedy pierwszy raz poszedłem na zapiekanki, miałem parę lat. Przyprowadziła mnie wtedy mama. Od tamtej pory zawsze biorę takie same: z keczupem i majonezem – opowiada.

Świetnie pamięta czasy, gdy jako licealista razem z kolegami wyskakiwał na zapiekanki na przerwie. Wsuwali je szybko po drodze do szkoły, zajadając się nimi między lekcjami. Po zapiekanki chodzi także dziś.

Były balony, było „Sto lat”

Pan Grzegorz nie jest zachłanny, wystarcza mu to, co ma. Kiedy słyszy, że mógłby zorganizować katering, że mógłby otworzyć zapiekanki jeszcze gdzieś indziej, macha tylko ręką.

- Ważne, że udało nam się zaistnieć w nowym miejscu. W stare kąty raczej już nie wrócimy. Cieszymy się z tego, jak jest – zapewnia.

Ma mało czasu, żeby wypocząć, tylko niedziele ma wolne. Czasem bierze urlop i zabiera rodzinę w góry. Ale szybko wraca, bo o interes trzeba dbać.

Kiedy parę dni temu świętowali rok w nowym miejscu przy ul. Floriana, nie spodziewał się, że przyjdzie tyle ludzi. Były balony, było „Sto lat”.

Nigdy by też nie przypuszczał, że doceni go także lokalna władza. Choć nagród zebrał już kilka, w tym roku czekało go duże wyróżnienie.

Podczas wielkiej gali od burmistrza Krzeszowic dostał nagrodę „Źródło sukcesu” w kategorii firma. Kiedy przyszło wyjść na scenę aż się zestresował. Ze wzruszeniem odebrał statuetkę, dziękując za zaufanie i wiarę w powodzenie biznesu.

Zostają przy tradycji

Jego córka jest jeszcze mała, ma ledwie trzy lata. Syn jest teraz nastolatkiem. Czasem przychodzi mu pomagać. Czy pójdzie w ślady ojca? Kto to wie.

- Lubi to robić, ale ani żona, ani ja nie chcemy naszych dzieci do niczego przymuszać. Dla nas to wystarcza – zapewniają Kaczmarczykowie.

Zostają przy tradycji. Ser i pieczarki plus świeża bułka. Tego chcą ich klienci, po to wracają do nich. I tak od pięćdziesięciu lat.

Archiwum Przełomu nr 24/2025

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

HISTORIADo poczytania

Przejdź do wątku

komentarz (1)

smakoszsmakosz

0 1

Ale niestety to już nie ten smak co dawniej...

18:49, 02.12.2025
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%