Ćwierć wieku bez Górnika i Hutnika. Historia trzebińskiej piłki - przelom.pl

Polecamy

Zamknij

Ćwierć wieku bez Górnika i Hutnika

Michał Koryczan Michał Koryczan 12:00, 28.10.2025 Aktualizacja: 10:46, 28.10.2025
4 Ćwierć wieku bez Górnika i Hutnika

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". W tym roku mija 25 lat od ostatnich meczów Górnika Siersza i Hutnika Trzebinia. Klubów, które potrafiły nie tylko wychować piłkarzy grających później w ekstraklasie i pierwszej lidze, ale również z powodzeniem rywalizować na trzecim szczeblu krajowych rozgrywek futbolowych, zapisując się złotymi zgłoskami w historii lokalnego sportu.

Historia trzebińskiej piłki nożnej liczy już przeszło sto lat, notując tym czasie wzloty i upadki. Często też kondycja lokalnego futbolu była swoistym odbiciem lustrzanym sytuacji miasta na płaszczyźnie społecznej, a zwłaszcza gospodarczej.

Zrodzeni z przemysłu
Piękną kartę w historii trzebińskiego futbolu zapisały Górnik Siersza i Hutnik Trzebinia, których kres nadszedł tuż przed schyłkiem XX stulecia. Swoje ostatnie mecze Górnik i Hutnik rozegrały ćwierć wieku temu, kończąc w ten sposób indywidualną piłkarską podróż i zaczynając jednocześnie nowy etap w dziejach trzebińskiego futbolu, związany z połączeniem obu w klubów w jeden. Niczym dwaj rywalizujący i nieco zwaśnieni ze sobą bracia, choć nie aż tak mocno jak w Krakowie Wisła i Cracovia, czy w Warszawie Legia i Polonia, musieli stanąć ramię w ramię, jednocząc się w imię dobra i przyszłości lokalnej piłki.

Zarówno w przypadku Górnika i Hutnika, ich początki sięgają już czasów powojennych. Jako pierwszy narodził się ten, którego matecznikiem stała się Siersza. W 1946 r. założony z inicjatywy młodzieży i pracowników kopalni Artur na początku działał pod nazwą Górnik. Dopiero od 1949 r., już po połączeniu kopalni Artur i Zbyszek w Kopalnię Węgla Kamiennego Siersza, klub zaczął funkcjonować jako Górnik Siersza.

Hutnik w piłkarskim świecie pojawił się w 1958 r., zastępując istniejącą już wcześniej Stal Trzebinia.

::news{"type":"see-also","item":"64403"}

Nazwy klubów nie były przypadkowe. Podobnie jak w wielu innych zakątkach ówczesnej Polski, działały przy lokalnych zakładach przemysłowych - Hutnik przy trzebińskiej hucie cynku, a Górnik przy kopalni Siersza. Mogły tym samym liczyć na finansowe wsparcie tych zakładów, które zatrudniały piłkarzy z klubów, którym patronowały.

- Można powiedzieć, że 75 procent zawodników pracowało w zakładach metalurgicznych. W ramach swoich obowiązków zawodowych mieli treningi, na które byli oddelegowani. Pamiętam, że później została utworzona firma, która zatrudniała piłkarzy. Wykonywała ona różne usługi dla huty, a czasem także dla miasta – opowiada Lesław Głuch, były działacz Hutnika.

 

Karny zjazd na dół
- To była już piłka półzawodowa. Przyjeżdżaliśmy do pracy przed godziną 7 i tak do godziny 10 lub 11 pracowaliśmy na obiektach kopalnianych. Potem szliśmy na trening, który kończyliśmy po godzinie 14. Tak wyglądała nasza dniówka. Później, gdy przychodził taki powiedzmy martwy okres, czyli od listopada do grudnia, a więc w przerwie rozgrywkowej, trzeba było na trzy godziny zjechać na dół kopalni. To nie było tak, że człowiek sobie siedział, tylko trzeba było pracować – mówi Jacek Kijak, były piłkarz Górnika.

- Pamiętam, że udało nam się ustalić troszeczkę inny układ. Pozwolono nam, w ramach etatu górniczego popracować cztery godziny przygotowując boisko i teren wokół niego. To było nasze zajęcie do godziny 11 czy 12, a potem mieliśmy już trening. Pamiętam, gdy nadeszły gorące czasy zmian i nastawała Solidarność. Wydawało się, że to wszystko się posypie, ale załoga nam powiedziała, że my jesteśmy od grania i mamy to robić jak najlepiej, a oni naszą 20-osobową kadrę zawsze utrzymają. Natomiast na dół czasem się zdarzało zjeżdżać za karę. Mnie też. To było po meczu z Hejnałem Kęty, w którym grali wtedy Bogdan Prusek (były napastnik m.in. Amiki Wronki, Groclinu Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski i Odry Wodzisław – dop. red) i Andrzej Krzyształowicz (były bramkarz m.in. ŁKS Łódź, Polonii Warszawa i Legii Warszawa – dop. red), a ja strzeliłem trzy bramki. W pierwszej połowie nie strzeliłem jednak karnego i kibice trochę na mnie pomstowali. Po przerwie skompletowałem hat-tricka. Nie ukrywam, że miałem trochę taką jakąś dziką satysfakcję. Niepotrzebnie wdałem się w dyskusję z kibicami, za co dostało mi się potem od prezesa Idzika. Gdy drużyna stanęła za mną murem, pan prezes powiedział tylko, że nie będę mu podburzał załogi i poszedłem karnie na tydzień na dół kopalni. Trzeba było więc wstawać o 4. rano i maszerować co pracy – wspomina Robert Moskal, były zawodnik Górnika, a obecnie dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 w Trzebini.

Hutnik był pierwszy
W ciągu kilku dekad Górnik i Hutnik potrafiły wychować piłkarzy grających później w ekstraklasie i pierwszej lidze. Z Trzebini wywodzą się tak znani zawodnicy, jak wychowanek Hutnika Bogdan Gunia, który z Górnikiem Zabrze dwukrotnie sięgał po mistrzostwo Polski, czy też Mieczysław Agafon, były gracz Hutnika i Sierszy, mogący się pochwalić ponad 220 meczami w ekstraklasie w barwach klubów z Zabrza, Płocka, Radzionkowa i Katowic.

W drużynie Sierszy występował też m.in. pochodzący z Chełmka Jacek Matyja, który zagrał ponad 200 spotkań w ekstraklasie w zespole Wisły Kraków (zdobył z nią mistrzostwo Polski w 1999 r.) i Odry Wodzisław Śląski, a także Zbigniew Krzyżoś, występujący przez wiele sezonów w GKS Katowice, z którym wywalczył Puchar Polski. Do ekipy „Białej Gwiazdy” bezpośrednio z Górnika przeniósł się z kolei Robert Moskal.

Trzebińskie kluby z powodzeniem rywalizowały na trzecim szczeblu krajowych rozgrywek futbolowych, dziś nieosiągalnym dla zespołów piłkarskich z ziemi chrzanowskiej. Jako pierwszy ten poziom osiągnął Hutnik.

- Wtedy się nazywał ligą międzywojewódzką, do której w sezonie 1965/66 awansowaliśmy z ligi okręgowej. O wszystkim zdecydował dodatkowy mecz, bo w tabeli mieliśmy tle samo punktów co Górnik Siersza. Graliśmy na Fabloku. Zwyciężyliśmy 2-0. Trenował nas wówczas Edward Jabłoński, były piłkarz Cracovii i reprezentacji Polski. W Sierszy występował wtedy Zygmunt Malarz, broniący wcześniej barw Cracovii Kraków. Z tamtego sezonu pamiętam szczególnie spotkanie, gdy przyjechał do nas Wawel Kraków z Robertem Gadochą i Maciejem Gigoniem. W ogóle to była mocna paka. Zremisowaliśmy 0-0. W międzywojewódzkiej mierzyliśmy się z Górnikiem Sosnowiec, Bronią Radom, Błękitnymi Kielce, Stalą Stalowa Wola, Resovią Rzeszów. Uznane firmy, jak na tamte czasy. Nasze mecze w Trzebini były prawdziwym świętem. Oglądało je nawet po trzy tysiące ludzi – opowiada Andrzej Pieszczek, grający w Hutniku jako boczny obrońca lub pomocnik.

Trzebiński Hutnik utrzymał się na trzecim poziomie rozgrywek przez dwa sezony. Później ten pułap udało się jeszcze osiągnąć Górnikowi, który w pierwszej połowie lat 90. regularnie występował na trzecioligowych boiskach, plasując się w futbolowej hierarchii wyżej od rywala zza miedzy.

Całe życie w Górniku
Pochodzący z osiedla Gaj Jacek Kijak w Górniku spędził całe swoje piłkarskie życie. Jak mówi, zarówno w najlepszych jak i w najgorszych momentach w historii klubu.

- Należeliśmy wtedy do województwa katowickiego, więc wszystkie mecze graliśmy na Śląsku. Gdy jechaliśmy na wyjazdy, to wszyscy mówili o nas „gorole”. Rywale patrzyli na nas nieco z góry, będąc przekonani, że taki klubik z Sierszy sobie nie poradzi. Nawet jak wygra parę meczów, to potem i tak ich dościgniemy w tabeli. Okazało się, że nikt nie był w stanie nas doścignąć i wywalczyliśmy awans z okręgówki do trzeciej ligi. Zdecydował o tym punkt wywalczony w Knurowie z miejscowym Górnikiem II. Gola na wagę remisu zdobyliśmy w 90. minucie – opowiada Jacek Kijak.

Trzecioligowa przygoda Górnika trwała jeden sezon. Siersza stała się jedną z ofiar reorganizacji rozgrywek. Mimo że zajęła 10. miejsce, została zdegradowana do okręgówki. Banicja trwała jednak tylko rok i w sezonie 1989/1990 ponownie ekipa z Sierszy znów mogła się cieszyć z promocji.

- O awansie decydowały baraże z Górnikiem Żywiec. Przed dwumeczem czuliśmy się bardzo pewnie, bo z tym zespołem zwykle wygrywaliśmy. Pierwsze spotkanie graliśmy w Żywcu. Na nieistniejącym już boisku przy browarze. Było bardzo gorąco, a murawa dodatku sucha i twarda. Przegraliśmy 0-2. Wracaliśmy rozczarowani. Rewanż w Sierszy też zaczął się dla nas źle, bo do przerwy przegrywaliśmy 0-1 po golu Marka Zajdy. Mimo to wiedziałem, że będzie dobrze. Ostatecznie wygraliśmy 5-1 i awansowaliśmy – wspomina Jacek Kijak.

- Rzadko kiedy robi się taką "remontadę", niczym obecnie FC Barcelona – dodaje Robert Moskal.

Na trzecioligowym froncie Górnik utrzymał się przez sześć sezonów. Do Sierszy przyjeżdżały tak uznane firmy jak Zagłębie Sosnowiec, GKS Jastrzębie czy Odra Wodzisław Śląski.

 

Górnicza mieszanka
- Grałem przeciwko Zygfrydowi Sołtysikowi, byłemu reprezentantowi Polski i piłkarzowi Górnika Zabrze, który wówczas występował już w Górniku Knurów. Pamiętam też mecze z Concordią, z Jerzym Dudkiem w bramce. Na mecze przyjeżdżali kibice z Krzeszowic, Rudawy czy nawet Zabierzowa. Na każdym spotkaniu na trybunach ponad tysiąc osób. Do dzisiaj ludzie wspominają, jakie świetne mecze tu były. Kibice takiej Odry Opole czy Zagłębia Sosnowiec szli na stadion z dworca kolejowego w Trzebini. Robili włamy do sklepów i kradli cukierki całymi workami. Mimo eskorty policji. Ludzie bali się reagować. Pamiętam też spotkanie z Ruchem Radzionków. Było bardzo ważne dla ówczesnego dyrektora kopalni Jana Zająca, który pochodził z Radzionkowa. Dla niego było priorytetem, żebyśmy wygrali. Skończyło się 7-0 dla Ruchu. Pięć goli strzelił Marian "Ecik" Janoszka. Niedługo po tym meczu poszedł do GKS Katowice, a później zagrał jedno spotkanie w kadrze narodowej. Śmialiśmy się potem, że wypromowaliśmy reprezentanta Polski – opowiada Mieczysław Szczurek, grający w Górniku Siersza przez 23 lata.

Jak wspomina Jacek Kijak, zawodnicy tworzyli zgraną ekipę, którą dodatkowo cementowały obozy przygotowawcze, krajowe i zagraniczne. Piłkarze szlifowali formę przed rozgrywkami w Iławie, Limanowej, ale także na Słowacji czy w byłej Jugosławii.

- W Sierszy połowę drużyny tworzyli miejscowi, a połowę zawodnicy z okolic Krakowa. Można powiedzieć, że niejako przetarłem pewien szlak graczom od śląskiej strony. Była to więc taka mieszanka, ale co ważne, wychowankowie Górnika byli naprawdę dobrymi piłkarzami. Myślę to choćby o Zenku Feliksiku, Staszku Opachu czy Mietku Szczurku, którzy byli takim kierownictwem w drużyny. Stadion w Sierszy był taką twierdzą nie do zdobycia. Każdemu zespołowi, a wiemy, że była to wymagająca liga z bardzo dobrymi piłkarzami, grało się tutaj ciężko i nie było łatwo o punkty. Do Sierszy trafiłem z Victorii Jaworzno, gdzie wypatrzył mnie działacz Górnika, pan Czapiński. W trzecim sezonie mojej gry w Sierszy wywalczyłem koronę króla strzelców trzeciej ligi, co sprawiło, że kupiła mnie Wisła Kraków. – wspomina Robert Moskal.

 

Trzebińska fuzja
Koniec ery trzebińskiego przemysłu ciężkiego sprawił, że kluby straciły swych mecenasów. Istnieć przestały Zakłady Metalurgiczne w Trzebini (dawna huta) i kopalnia Siersza. Zawodnikom pozostało szukać nie tylko nowych barw klubowych, ale i przenieść się w nowe miejsce pracy.

Sezon 1999/2000 był ostatnim, w którym na ligowych boiskach rywalizowali futboliści Górnika i Hutnika. Wskutek fuzji obu klubów na piłkarskiej mapie pojawił się wówczas MKS Trzebinia-Siersza, obecnie MKS Trzebinia, piszący swą historię od sezonu 2000/2001.

- To była jedyna opcja, żeby uratować trzebińską piłkę, bo żaden z klubów nie dałby sobie rady sam. Na szczęście można było liczyć na przychylność i pomoc ówczesnego burmistrza, śp Adama Adamczyka. Trzeba było przecież zagospodarować w jakiś sposób obiekty sportowe i cały pozostawiony majątek. Byli zawodnicy, grupy młodzieżowe. Na początku kibice nie byli zbytnio przekonani do tego pomysłu. Wiadomo, chodziło o przywiązanie do barw klubowych i tradycji. Z czasem jednak dotarło do nich, że nie było innego rozwiązania – mówi Lesław Głuch.

 

_____________________________

Ostatki z Górnikiem i Hutnikiem

Sezon 1999/2000 był ostatnim, w którym na ligowych boiskach rywalizowali futboliści Górnika Siersza i Hutnika Trzebinia.

W ostatnim w meczu na swoim stadionie Siersza, grająca w czwartej lidze śląskiej, pokonała 1-0 Górala Żywiec. Zwycięską bramkę zdobył Konrad Lasek.

Zespół Górnika wystąpił w składzie: Bury - Maciejowski, Aksamit, Mrozek, Wdowik, Kopiec, Klimek, M. Kasprzyk, Lekston, Głownia (75. Kopczyk), Lasek.

Drużyna Sierszy rozgrywki zakończyła wyjazdową porażką 0-2 z Górnikiem Niwka. W ostatnim w historii spotkaniu ligowym zespół prowadzony przez Bogdana Przygodzkiego zagrał w składzie: K. Kasprzyk - Aksamit, Harwes, Mrozek, Wdowik (50. Kopiec), Klimek, M. Kasprzyk, Ficek, Lekston, Smolarek, Lasek (62. Głownia).

Rywalizujący w piątej lidze Hutnik Trzebinia w swoim ostatnim domowym meczu przegrał 1-5 z Czarnymi Sosnowiec. Honorowego gola dla gospodarzy strzelił Sebastian Tryfanów.

Hutnik wystąpił w składzie: Kulawik - Niemczyk, Zając, Kobierecki, D. Jędrzejczyk (48. Tryfanów), Suchora, Dziuba (72. Cyzio), Nietrzebka, Mądry, Stojewski, Sz. Jędrzejczyk.

Na zakończenie ligowej batalii drużyna z Trzebini, prowadzona przez Mieczysława Szczurka przegrała na wyjeździe 1-3 z Unią Ząbkowice. Bramkę dla gości zdobył Szymon Jędrzejczyk.

Hutnik zagrał w składzie: Szkoczylas - Niemczyk, Zając, Mądry, Kobierecki, Sz. Jędrzejczyk, Dziuba, Nietrzebka, Sucharza, Tryfanów (77. Cyzio), Stojewski.

Archiwum Przełomu nr 20/2025

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

HISTORIADo poczytania

Przejdź do wątku

komentarze (4)

WYRÓŻNIONE KOMENTARZE

Pozostałe komentarze

BakiBaki

4 0

dobry - treściwy artykuł- fajnie powspominać stare czasy . Grałem kiedyś w Górniku w latach 90 . Inny świat - szkoda stadionu a zwłaszcza tego niedokończonego budynku. Pozdrowienia dla wszystkich fanów 2 drużyn :)

14:19, 28.10.2025
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Jerzy nieżJerzy nież

1 0

A
utor nie wspomniał o śp. Zbyszku Padlikowskim który z Górnika trafił do Szombierek razem z Feliksikiem i Ginterem ,Zbyszek Sporek zasilił później Piasta Gliwice

11:35, 30.10.2025
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%