Mętków – papieska wioska i kościół Jana Pawła II - przelom.pl

Polecamy

Zamknij

Mętków - papieska wioska nad Wisłą

Michał Koryczan Michał Koryczan 13:00, 30.09.2025 Aktualizacja: 12:55, 27.10.2025
Skomentuj Mętków - papieska wioska nad Wisłą Halina Sędzielarz i Elżbieta Fuczek przed kościołem w Mętkowie

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". Papieski kościół i koncert. Do tego początek szlaku poświęconego Janowi Pawłowi II. W regionie nie ma drugiej takiej miejscowości, z którą osoba papieża-Polaka byłaby tak mocno związana jak Mętków w gminie Babice.

Urokliwa miejscowość położona jest przy ujściu rzeki Chechło do Wisły. Z oddzielającego wioskę od królowej polskich rzek wału przeciwpowodziowego rozpościera się przepiękny widok. Wałem prowadzi także Wiślana Trasa Rowerowa, przyciągająca mnóstwo rowerzystów.

7 kilometrów do kościoła
Część z nich zajeżdża przy okazji do Mętkowa, aby odwiedzić wioskę, która jak żadna inna w regionie nie jest tak mocno związana z osobą Jana Pawła II. Mimo że jeszcze kilkadziesiąt lat temu w tej nadwiślańskiej miejscowości nie było kościoła. Mętków od wieków należał bowiem do parafii w Babicach i do tamtejszej świątyni mętkowianie chodzili na niedzielne nabożeństwa.

- Do Babic mieliśmy około siedem kilometrów. Ja i moja rodzina przeważnie chodziliśmy na mszę rozpoczynającą się o godzinie dziewiątej. Żeby zdążyć, musieliśmy z domu wyjść za dwadzieścia ósma, bo mieszkaliśmy na końcu wsi. Do domu wracaliśmy tak na wpół do dwunastej – opowiada Halina Sędzielarz z Mętkowa.

- Całe niedzielne przedpołudnie było poświęcone drodze do kościoła, uczestnictwu we mszy świętej i drodze powrotnej do domu. Samochodów wtedy nie było. Mało kto miał rower. Jeśli ktoś miał rower męski, to jechało się na nim w trzy osoby. Jedna na siodełku, druga na rurce, a trzecia na bagażniku. Jak były na przykład rekolekcje czy inne uroczystości kościelne w środku tygodnia, to czasem udało się załapać na autobus pracowniczy, jadący z Chełmka przez Żarki, Mętków, aż do Babic. Oczywiście, jak kierowca nas zabrał. Zdarzało się jednak, że do domu trzeba było wracać na nogach, gdy już było ciemno. Ale nas chodziło wtedy nie pięć czy dziesięć osób, tylko grupa dzieci. Prawie pielgrzymka – wspomina Elżbieta Fuczek z Mętkowa.

- Myśmy sobie jednak aż tak bardzo nie krzywdowali. Nawet jak wychodziliśmy o wpół do piątej z Mętkowa, żeby zdążyć do kościoła na roraty. Myśmy się nawet cieszyli, że będziemy szli po ciemku i w dodatku tak daleko. Czasem udało się podjechać do kościoła bryczką mojego dziadka. On jednak mieszkał na Małym Mętkowie, a ja na Dużym Mętkowie. On już wcześniej zabierał moją ciocię i kuzynostwo, więc jak dojeżdżał do nas, to miejsca nie było za dużo. Czasem udawało się jednak jeszcze gdzieś upchać - mówi Halina Sędzielarz.

Przenosiny zamiast budowy
Jak wspominają panie, wtedy droga prowadząca z Mętkowa do Babic nie była asfaltowa, lecz piaszczysta. Jadąc rowerem, trzeba było umiejętnie manewrować, żeby nie zaliczyć wywrotki i nie umorusać świątecznego ubrania.

W latach 60. XX w. sytuacja nieco się zmieniła. W znajdującej się w rejonie skrzyżowania Nadwiślańskiej i Wiejskiej kapliczce pw. Trójcy Świętej, gdzie wcześniej jedynie w Wielką Sobotę święcono pokarmy, zaczęto w co drugą niedzielę odprawiać popołudniową mszę.

- Kto miał bryczkę lub samochód, jechał do Babic po księdza, a potem go odwoził. W niewielkiej kapliczce mieścił się jedynie ksiądz i ministranci. Wierni stali na zewnątrz – opowiada pani Halina.

W Mętkowie zaczęli marzyć o własnej świątyni z prawdziwego zdarzenia, gdzie mogliby pójść się pomodlić nie tylko od święta. Zanim jednak marzenie się ziściło, we wsi zawiązał się komitet, który postawił sobie za cel rozbudowę kapliczki. Tak, aby przynajmniej część wiernych mogła się modlić pod dachem.

- To był przełom lat 60. i 70. minionego wieku. Wtedy mieszkałam w akademiku w Katowicach i do domu przyjeżdżałam tylko na weekend. Przyjeżdżam w jedną sobotę i widzę, że kaplica jest rozbudowana. Przyjeżdżam w kolejną sobotę i wszystko wygląda jak przed rozbudową. Okazało się, że wszystko zostało zrobione bez pozwolenia. Ludzie mieli kłopoty. Zaczęły się szykany. Niektórzy byli nawet aresztowani – opowiada Halina Sędzielarz.

- Mój tata miał w pracy problemy. Mnie na przykład pan dyrektor szkoły zawezwał na rozmowę – mówi Elżbieta Fuczek.

- Ostatecznie władze zadeklarowały, że jeśli ludzie rozburzą to, co dobudowali do kapliczki, to zgodzą się, żebyśmy się starali o własny kościół – wspomina Halina Sędzielarz.

Wybudowanie nowej świątyni w czasach PRL nie było jednak takie proste, jakby się mogło wydawać.

- Mój tata Stanisław Kosowski przeczytał w gazecie katolickiej historię drewnianego kościoła przeniesionego z jednej miejscowości do drugiej. Zaczął drążyć temat – opowiada Elżbieta Fuczek.

Od domu do domu
Stanisław Kosowski zwrócił się z pismem do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Krakowie o możliwość przeniesienia do Mętkowa któregoś z kościołów. W odpowiedzi wskazano dwa drewniane: z Ryczowa oraz z Niegowici, gdzie zaczęto stawiać nowe, murowane świątynie.

Co ciekawe oba drewniane kościoły miały wkrótce trafić do gminy Babice. Pierwszy do skansenu w Wygiełzowie, a drugi właśnie do Mętkowa.

- 1 kwietnia 1973 roku został skierowany do nas ksiądz, który już co niedzielę odprawiał mszę w kapliczce i otrzymał zadanie przeniesienia do naszej wsi kościoła z Niegowici. Na szczęście to już był zabytek, więc nie można go było wyburzyć. Pamiętam, jak zorganizowano od nas wycieczkę do Niegowici. Modrzewiowy kościółek służył już wtedy przede wszystkim jako magazyn. W środku były worki z cementem do budowy nowej świątyni. Nie da się ukryć, że mieszkańcy Niegowici chcieli się wtedy pozbyć starego kościoła, a myśmy bardzo chcieli go przenieść do nas – mówi pani Halina.

- I zaczęło się. Najpierw trzeba było rozebrać kościółek, opisać każdą belkę, a potem po przewiezieniu złożyć wszystko na nowo. Mieszkańcy bardzo się zaangażowali. Takiego pospolitego ruszania ludzi do pracy to już później nie było chyba nigdy – mówi pani Elżbieta.

- No i jak tu przywieźli ten rozebrany kościół, to pamiętam taką stertę zmurszałych belek. Ludzie bardzo wtedy ubolewali, z czego to ten kościół trzeba postawić. A jednak wszystko się udało. Ksiądz chodził od domu do domu i zapisywał, kto na kiedy się deklaruje przyjść do pomocy przy stawianiu kościoła. Chętni byli wszyscy. Mężczyźni, kobiety i dzieci. Każdy coś robił na miarę swoich możliwości. No po prostu wtedy ludzie naprawdę potrzebowali tego kościoła. Przy budowie pomagali też fachowcy. Przyjechali z gór. Każdy dom po kolei miał za zadanie wyżywić ich przez cały jeden dzień. Zapewnić śniadanie, obiad i kolację. Nikt tam się nie wypierał, że go nie stać czy po prostu nie chce – wspomina Halina Sędzielarz.

Konsekracja z kardynałem
Modrzewiowa świątynia stanęła w nadwiślańskiej wiosce w nieco ponad pół roku. 25 listopada 1973 r. odprawione zostało w nim pierwsze nabożeństwo sprawowane przez ks. Mariana Budzyka, nowego proboszcza parafii w Babicach.

- Z daleka kościół wyglądał wtedy jak jedna wielka szopa, bo to był jeszcze taki stan surowy. W każdym razie pierwsza msza była wielkim wydarzeniem. Świątynia była wypełniona po brzegi – wspomina Elżbieta Fuczek.

Kilka miesięcy później, 1 maja 1974 r. mętkowski kościół został konsekrowany. W uroczystości wziął udział ówczesny kardynał Karol Wojtyła. Była to pierwsza wizyta późniejszego papieża Jana Pawła II w Mętkowie. Wizyta dla niego szczególna, bo jeszcze jako wikariusz pełnił posługę w Niegowici (w latach 1948-1949), odprawiając msze w modrzewiowej świątyni, która znalazła swój nowy dom.

- Podczas nabożeństwa wspominał o tym. Było to też dla niego duże przeżycie. Zwłaszcza, że kościół wrócił do pełnienia swojej naturalnej funkcji, a nie stanowił jakiegoś magazynu. A w Niegowici do dziś chyba mają żal do siebie, że ten kościół oddali, bo mieliby taką pamiątkę – mówi pani Elżbieta.

- Mam nawet zdjęcie z poświęcenia kościoła. Byłam wtedy dzieckiem. Dzisiaj jak sobie o tym przypomnę, to czuję wielkie wzruszenie. Papież Jan Paweł II jest ważny dla nas wszystkich. Myślę, że w tym naszym kościele każdy w duchu modli się do niego. Ten kościółek jest też dla nas ważny, bo wiemy, ile potrzebnych było starań, żeby tutaj powstał. To też architektoniczna perełka. Wiadomo, że jak to w przypadku zabytku, jego utrzymanie i odnowienie kosztuje. Ludzie zawsze coś jednak dołożą – mówi Teresa Bogacz z Mętkowa.

Kardynał Karol Wojtyła jeszcze raz odwiedził Mętków. W maju 1975 r. gościł tu z dwudniową wizytacją kanoniczną. Wtedy jeszcze chyba nikt nie przypuszczał, że zostanie on głową Kościoła Katolickiego, a Mętków będzie mógł się szczycić kościołem papieskim, bo tak wielu mieszkańców mówi o modrzewiowej świątyni. W tym urokliwym zabytku sztuki sakralnej można też zobaczyć unikalny fotel-konfesjonał, w którym spowiadał późniejszy papież.

- Pamiętam, jak byliśmy u kardynała Stanisława Dziwisza, żeby przekazał nam do kościoła jakąś relikwię Jana Pawła II. A on nam mówi: to jeszcze macie mało? W każdym razie to fakt, że z kościołem papieskim, to już chyba nikt nie może się równać – mówi pani Halina.

Koncert i szlak papieski
To ona zresztą sprawiła, że do niewielkiej wioski zawitali znakomici artyści, których miejscowi mogli wcześniej oglądać jedynie w telewizji lub w salach koncertowych dużych miast, a Mętków stał się miejscem jednego z najważniejszych kulturalnych wydarzeń w regionie. Chodzi o koncerty papieskie, organizowane w drewnianym kościele w Mętkowie

- Wszystko zaczęło się w 2003 roku. Wówczas przypadała 25. rocznica pontyfikatu Jana Pawła II. Któregoś dnia mój syn Artur powiedział do mnie, że wszyscy robią różne imprezy z tej okazji, tymczasem my mamy w Mętkowie kościół papieski, a mimo to nic nie robimy w związku z jubileuszem. Wszedł mi na ambicję. Zaczęliśmy się zastanawiać, co moglibyśmy zorganizować. Wpadliśmy na pomysł, żeby zrobić koncert. Zaprosiliśmy Grzegorza Turnaua. Wystąpił za symboliczną kwotę tysiąca złotych. Była też orkiestra i chór Quattro Voci, prowadzony przez mojego syna – opowiada Halina Sędzielarz.

Wydawało się, że będzie to jednorazowe wydarzenie. Tym bardziej, że w następnych kilku latach nie było kontynuowane.

- W 2008 roku uznaliśmy, że może warto zrobić kolejny koncert. Tym razem zagrał Stanisław Soyka. Wszystkim bardzo się podobało. Mieszkańcom, przyjezdnym i władzom samorządowym. I tak od tego czasu to wydarzenie muzyczne organizowane jest co roku. Pamiętam, że na początku, jak ludzie się dowiedzieli, że koncert jednak trochę kosztuje, to niektórzy mówili, że lepiej byłoby za te pieniądze zrobić kawałek drogi czy chodnika. Dziś już takich głosów praktycznie nie ma. Ludzie przekonali się do koncertów, a wielu z nich czeka na nie z niecierpliwością – mówi pani Halina.

Kościół papieski, koncert papieski. Nie ma się co zatem dziwić, że to właśnie w Mętkowie, w kwietniu 2006 r. zapoczątkowany został Szlak Miejsc Papieskich na Ziemi Chrzanowskiej, wyznaczający miejsca w powiecie odwiedzone przez Karola Wojtyłę. Są one oznaczone kamieniem, tablicą z cytatem z papieskiej homilii oraz krzyżem wzorowanym na pastorale Jana Pawła II.

Archiwum Przełomu nr 17/2025

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

HISTORIADo poczytania

Przejdź do wątku

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%