Kiedyś i my będziemy historią - przelom.pl

Wiadomości

Zamknij

Kiedyś i my będziemy historią

Klaudia Remsak Klaudia Remsak 12:00, 30.05.2026
Skomentuj Kiedyś i my będziemy historią

Podczas jubileuszu 100-lecia OSP Libiąż wielokrotnie powtarzano, że dzieje straży są nierozerwalnie związane z dziejami całego Libiąża Wielkiego. Ale sobotnie uroczystości pokazały też coś więcej - że za historią jednostki stoją przede wszystkim ludzie. Całe rodziny. Kilka pokoleń mieszkańców, których życie przez dekady toczyło się wokół remizy przy ul. Floriańskiej.

Były oficjalne przemówienia, odznaczenia, msza w kościele Przemienienia Pańskiego, potem festyn i tańce. Ale najważniejsze były wspomnienia. O tych, których już nie ma. O dziadkach, ojcach, sąsiadach i krewnych utrwalonych dziś na starych fotografiach.

 

Wielkowsianie i ich straż 

Dużo emocji wzbudziła wydana z okazji jubileuszu monografia „Libiąż Wielki i jego Straż”, autorstwa dr. Łukasza Płatka, nauczyciela historii i wiedzy o społeczeństwie. To obszerna, starannie wydana przez gminę publikacja, która już podczas obchodów była jednym z głównych tematów rozmów mieszkańców. Pytali prezesa OSP Marka Cygana, gdzie można ją dostać, bo to właściwie rodzinny album wielu rodów z Libiąża Wielkiego. W książce obok historii straży są rozdziały o parafii, szkole, ochronce, cmentarzu, folwarku, spółdzielni czy parku. Ale przede wszystkim są zdjęcia ludzi - zaangażowanych społeczników. 

- Wyobraźcie sobie to miejsce sto lat i trzy dni temu: rozwidlenie ul. Floriańskiej, sąsiedztwo szkoły, widok na kościół, naprzeciwko piekarnia, parku jeszcze nie ma. Wyobraźcie sobie ośmiu mężczyzn, którzy stoją tu, gdzie my dziś stoimy i dyskutują... - mówił Łukasz Płatek podczas jubileuszu.

Wymienił ich nazwiska: Jan Filipek, Stanisław Mołata, Benedykt Mołata, Henryk Latko, Franciszek Matysik, Jan Grochal, Stanisław Poznański i Jan Bochenek. Większość miała niewiele ponad 20 lat.

Za chwilę mieli założyć Ochotniczą Straż Pożarną w Libiążu Wielkim. Pożary były wtedy jednym z największych zagrożeń dla Libiąża Wielkiego. Domy były drewniane, pełne słomy i siana. W samej Galicji w 1909 roku wybuchło ponad dwa tysiące pożarów, które strawiły blisko 10 tysięcy budynków.

20 maja 1926 roku w Szkole Powszechnej w Libiążu Wielkim powołano stowarzyszenie Ochotnicza Straż Pożarna. Gmina przekazała sikawkę ręczną, kilkadziesiąt metrów węży, drewnianą szopę przy stodole szkolnej i plac ze stawem. Reszta opierała się już głównie na pracy ludzi. Kiedy rozlegał się alarm - dźwięk trąbki albo bicie w szynę - druhowie zbierali się i jechali do pożaru końmi Franciszka Filipka.

Straż szybko zaczęła odgrywać ważną rolę w życiu miejscowości. W 1929 roku powstała żeńska drużyna pożarniczo-sanitarna, jedna z pierwszych w województwie krakowskim. Działała sekcja piłkarska, organizowano zabawy, festyny i uroczystości. Zbierano pieniądze na budowę prawdziwej remizy.

Murowana strażnica z charakterystyczną wieżą powstała w 1937 roku.

Odniesiono się również do czasów powojennych, kiedy nie liczyły się fundusze, bo tych zwyczajnie brakowało. Ważna była pomysłowość i własna praca.

Pierwszą motopompę sprowadzono z Zakopanego. Zapłatą była wyremontowana przez strażaków mobilna drabina znaleziona wcześniej przy drodze w Libiążu. Potem pojawił się Bedford, Star i Scania. Strażnicę rozbudowywano społecznie - po pracy, wieczorami, w soboty. Angażowały się całe rodziny. I właśnie o tych rodzinach najwięcej mówiono podczas jubileuszu.

 

Syrena zawyje i się jedzie

Agnieszka Bigaj, wnuczka nieżyjącego już prezesa OSP Stanisława Kliczmaka, opowiadała, że ze strażą związana jest praktycznie od dziecka.

- Dziadek wciągnął mnie jeszcze w szkole podstawowej. Mocno angażował się w straż, więc zawsze mu towarzyszyłam. A potem, już po ślubie, metodą łańcuszkową wciągnęłam do straży męża - mówiła.

Jej mąż Piotr wspominał największe akcje, w których uczestniczył:

- Powódź w Gromcu. Domy zalane po dachy. Pompowaliśmy wodę, zabezpieczaliśmy wały workami z piaskiem. Potem pożar rafinerii w Trzebini. Czy był strach? Zawyła syrena i się jechało. Nieważne czy trawa, czy rafineria. Po prostu się jechało.

Dziś oboje nie biorą już udziału w akcjach ratowniczych, ale nadal pomagają organizacyjnie i uczestniczą w życiu jednostki. Podczas jubileuszu Agnieszka Bigaj otrzymała brązowy medal oraz odznaczenie za 25 lat służby, a jej mąż złoty medal za wieloletnią działalność.

W uroczystościach uczestniczył także Jan Wojtal, jedyny żyjący były prezes jednostki. Ze strażą związany jest od 65 lat. 

- Byłem kierowcą w wojsku, a w straży potrzebowali kogoś takiego jak ja. O zawodowego było wtedy naprawdę trudno - wspominał.

Miał też kilka słów do młodszych druhów:

- Miejcie więcej pokory i szanujcie to, co inni zrobili. Ta formacja wymaga dyscypliny i odpowiedzialności.

Opowiadał też o tym, jak wygląda strażacka „rotacja”.

- Jak ma 12 lat, może za zgodą rodziców wejść do młodzieżówki. Potem przechodzi do bojówki. A później często jest tak, że spotka dziewczynę, ożeni się i trochę od straży odchodzi. Ale po jakimś czasie wraca - mówił z uśmiechem.

O ludziach tworzących straż przypomina też Wiesława Zamarlik, córka i wnuczka strażaków, która podczas przygotowań do monografii kontaktowała się z rodzinami i zbierała archiwalne fotografie.

- Mój dziadek Jan Grochal był w straży od samego początku. Pełnił rolę gospodarza. Pamiętam, jak mówił, że wszystko musi być dokładnie rozliczone, nawet ile zostało bułek po strażackiej uroczystości. Kierowcą w straży był także mój tato Tadeusz Remsak, który poszedł w ślady teścia. Wiele godzin spędzał w remizie z Janem Wojtalem. Kochał straż - wspominała.

Wśród gości obecny był Kazimierz Poznański, były burmistrz Libiąża, który przypominał, jak silne są strażackie tradycje w Libiążu Wielkim.

- Razem z Markiem Cyganem byliśmy młodzieżowymi strażakami już 50 lat temu. Pierwszą odznakę strażacką dostałem właśnie tutaj. Znałem trzech założycieli - panów: Henryka Latkę, Stanisława Mołatę, który był wójtem Libiąża, i Jana Grochala. To były wspaniałe postacie - mówił.

 

Rozpoczynamy kolejne stulecie 

Strażackie korzenie ma także sam autor monografii. Łukasz Płatek przypomina historię swojej babci.

- W 1929 roku Perpetua Jureczko, 16-letnia mieszkanka dzisiejszej ul. Floriańskiej, współtworzyła żeńską sekcję pożarniczo-sanitarną. Po prawie wieku do tej samej straży wraca jej wnuk - jako kronikarz.

Prezes Marek Cygan podkreśla, że libiąska formacja wciąż się rozwija. Wylicza ostatnie remonty i inwestycje: modernizację strażnicy, wymianę ogrzewania, nowe schody na wieżę, remont placu manewrowego i wjazdu.

Jednostkę odznaczono Złotym Znakiem Związku OSP RP za wieloletnią, ofiarną działalność w ochronie przeciwpożarowej dla dobra społeczeństwa i Rzeczypospolitej Polskiej. 

Ale majowe obchody nie były o medalach, infrastrukturze czy sprzęcie. Były o ludziach, którzy po pracy przychodzili budować remizę. O rodzinach, które przez pokolenia żyły strażą.

Łukasz Płatek zakończył swoje wystąpienie słowami:

- Rozpoczynamy kolejne stulecie historii libiąskiej straży. Tutaj dalej czuć ducha Wielkowsian, naszych przodków. Wyobraźmy sobie, że za sto lat w tym samym miejscu staną kolejne pokolenia strażaków ochotników i wspomną nas. Jako historię.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%