Klienci biur podróży nie panikują, ale wybierają ostrożniej - przelom.pl

Wiadomości

Zamknij

Klienci biur podróży nie panikują, ale wybierają ostrożniej

Grażyna Kaim Grażyna Kaim 15:00, 05.04.2026 Aktualizacja: 13:37, 05.04.2026
Skomentuj Klienci biur podróży nie panikują, ale wybierają ostrożniej

Napięcia na Bliskim Wschodzie i niepewność wokół dawniej popularnych kierunków mocno przemeblowały turystyczne wybory Polaków. Nie oznacza to jednak odwrotu od podróży. Wciąż chcą latać, ale dziś częściej pytają o bezpieczeństwo, ubezpieczenie i możliwość zmiany rezerwacji. O tym, które kierunki straciły, a które zyskały mówi Szymon Nartowski, właściciel Biura Turystycznego Tęcza w Trzebini, w rozmowie z Grażyną Kaim.

Grażyna Kaim: Jak klienci zareagowali na wojnę w Zatoce Perskiej?

Szymon Nartowski: Był niepokój, ale nie panika. Klienci są dziś dużo bardziej doświadczeni niż jeszcze kilka lat temu. Swoje zrobił COVID i wojna w Ukrainie. W pierwszym tygodniu po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie mieliśmy wiele zapytań, szczególnie od osób, które miały już wykupione wczasy w tym regionie lub planowały tam wylot.

To był mocny wstrząs dla branży?

Nie aż taki jak pandemia. W COVID-zie wszystko się zatrzymało. Tym razem takiego tąpnięcia nie było. Poza tym wybuch konfliktu zbiegł się z końcówką sezonu wyjazdów na Bliski Wschód, który trwa mniej więcej od listopada do marca czy kwietnia. Operatorzy anulowali część kierunków, klienci dostawali zwrot pieniędzy albo zmieniali destynacje. 

Jakie kierunki wypadły dziś z oferty albo są wyraźnie odradzane?

Na tę chwilę cały Bliski Wschód: Emiraty Arabskie, Katar, Oman, Bahrajn, Jordania. Izrael pozostaje niedostępny już od trzech lat, bo żaden ubezpieczyciel nie chce objąć ochroną klientów, a bez ubezpieczenia biuro nie może wysłać turystów. Jordania była jeszcze dostępna w tym sezonie, ale to się skończyło. Jeśli chodzi o dalsze kierunki, problematyczna okazała się też Wenezuela. Po problemach z ewakuacją klientów loty zostały tam wstrzymane.

Turyści przenieśli się gdzie indziej?

Tak, wyraźnie przesunęli się na zachód. Najwięcej zyskały Wyspy Kanaryjskie, Maroko, Dominikana, Meksyk. Widać też zainteresowanie Wyspami Zielonego Przylądka. Klienci szukają miejsc, do których da się dolecieć bezpiecznie, najlepiej bezpośrednio, bez stresujących przesiadek. To dziś naprawdę ma znaczenie.

Który kierunek najmocniej skorzystał na tych zmianach?

Przede wszystkim Wyspy Kanaryjskie. To kierunek bliski, sprawdzony i bezpieczny. 

Wspomniał pan też o Wyspach Zielonego Przylądka. To już mocny kierunek sprzedażowy?

Coraz mocniejszy. Mamy bezpośrednie loty z Katowic, lot trwa około sześciu, siedmiu godzin, więc dla wielu osób to jeszcze dystans do zaakceptowania. Wyspy Zielonego Przylądka mają piękne plaże, ofertę all inclusive i temperatury trochę wyższe niż na Kanarach. Kiedyś kojarzyły się głównie z wyjazdami zimowymi. Obecnie sezon zaczyna się wydłużać także na lato.

Polacy nadal najchętniej wybierają all inclusive?

Zdecydowanie. Powiedziałbym, że około 95 procent rezerwacji to właśnie all inclusive. Klienci lubią wygodę, przewidywalność kosztów i poczucie bezpieczeństwa. Szczególnie teraz ma to ogromne znaczenie.

Jak na tle tych zmian wyglądają Egipt, Turcja i Cypr? Czy te kierunki są bezpieczne?

Najwięksi touroperatorzy monitorują sytuację na miejscu. Strefy turystyczne pozostają bezpieczne. Potwierdza to także Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Nie ma zakazu lotów. W przypadku Egiptu i Cypru w pierwszych dniach po wybuchu konfliktu pojawiły się obawy, ale później wszystko wróciło do normy. 

A ceny?

Kierunki zachodnie, takie jak Hiszpania czy Grecja, podrożały o 10-20 procent, bo wzrósł na nie popyt. Egipt i Cypr potaniały, więc klienci, którzy mają mniejsze obawy, chętnie korzystają z okazji. Samoloty do Egiptu latają pełne. Turcja cenowo praktycznie się utrzymała i nadal pozostaje numerem jeden wśród wakacyjnych kierunków wybieranych przez Polaków.

Turcja wygrywa, niezależnie od tego, co dzieje się na świecie?

Tak to wygląda. Gdyby doszło tam do realnego zagrożenia, byłby problem, ale na dziś Turcja się broni. To kierunek sprawdzony, dobrze zorganizowany, z bardzo mocną bazą hotelową. Klienci znają ten produkt i wracają do niego regularnie.

Czy w letniej ofercie pojawiły się nowe kierunki, które warto obserwować?

Tak. Jedną z ciekawszych nowości jest północny Egipt, czyli Marsa Matruh nad Morzem Śródziemnym. W mediach promuje się ten rejon jako egipskie Malediwy. Ja podchodzę do takich haseł z dystansem, ale rzeczywiście kolor wody robi wrażenie. Nie ma tam raf koralowych jak nad Morzem Czerwonym, za to są piękne plaże, łagodniejszy klimat i bliskość Kairu czy Aleksandrii. To ciekawa alternatywa dla klasycznego Egiptu.

Droższa?

Tak, wyraźnie droższa. Klasyczny Egipt można znaleźć w granicach 2,5-3 tysięcy złotych, a Marsa Matruh zaczyna się raczej od 4 tysięcy. Mimo to ten kierunek jest popularny. Klienci doceniają łagodniejsze temperatury. Tam nie ma takich upałów jak w Marsa Alam czy Hurghadzie.

Co nowego szykują jeszcze biura podróży na lato?

Jeśli chodzi o bardziej egzotyczne kierunki to Madagaskar, a dokładnie wyspa Nosy Be. To nowość z bezpośrednimi lotami z Katowic w wybranych terminach. Dla klientów z południa Polski to duży atut. Jeśli ktoś był już na Zanzibarze czy w Kenii i szuka czegoś nowego, Madagaskar jest bardzo dobrą propozycją. Na razie to wciąż nowość, ale bardzo obiecująca. Ludzie szukają coraz częściej czegoś więcej niż powtórki z tych samych wakacji. Nosy Be ma piękne plaże, egzotyczny charakter i działa na wyobraźnię. Myślę, że ten kierunek będzie się rozwijał.

A z ofert mniej egzotycznych?

Rumunia, a konkretnie wybrzeże Morza Czarnego, to jedna z ciekawszych nowości tego sezonu. Pojawił się bezpośredni samolot z Katowic, doszła oferta all inclusive i to może zadziałać. Byłem tam jeszcze przed pandemią i dobrze to wspominam. Jest tanio, są ładne plaże, przyjazna atmosfera. To kraj, który się rozwija. W mojej ocenie może być ciekawą alternatywą dla Bułgarii.

A Bałkany?

Rosną Albania i Czarnogóra. W przypadku ofert lotniczych Czarnogóra wypada dziś lepiej niż Chorwacja, bo w podobnej cenie klient dostaje wyższy standard. Albania z kolei bardzo inwestuje w hotele i mocno goni poziom turecki. Piękne plaże, gwarantowana pogoda, niskie ceny na miejscu i ogromna popularność wśród Polaków sprawiają, że zainteresowanie tym kierunkiem stale rośnie.

Jak wyglądają dziś dalsze podróże? Ameryka, Azja, Afryka?

Nie zniknęły. Ameryka Południowa nadal działa, głównie w formule objazdowej: Argentyna, Brazylia, Peru, Chile. W Afryce klasykami pozostają Kenia i Zanzibar, choć tam trzeba pamiętać o sezonowości i porze deszczowej. Japonia jest droga, zwykle mówimy o 10-14 tysiącach złotych, ale zainteresowanie jest duże. Na zimę niezmiennie mocne są Tajlandia i Wietnam. Nowością na przyszły sezon zimowy jest malezyjska wyspa Penang, na którą mają pojawić się bezpośrednie loty. 

Czy napięcia geopolityczne zmieniły sposób, w jaki ludzie kupują wyjazdy?

Co ciekawe, klienci dużo częściej robią rezerwacje first minute. Wiedzą, że wcześniej jest taniej, zaliczka bywa niska, a oferta daje większą elastyczność. Wiele osób rezerwuje wyjazdy nie tylko na lato, ale już na kolejną zimę, a nawet na następny rok. Wiedzą, że im bliżej terminu, tym zwykle jest drożej. Last minute w szczycie sezonu przestało być oczywistą okazją. 

A częściej pytają o ubezpieczenia?

Tak. Coraz częściej interesuje ich ubezpieczenie kosztów rezygnacji. Trzeba jednak jasno powiedzieć, że ono nie działa wtedy, gdy ktoś po prostu się rozmyśli. Chroni w sytuacjach obiektywnych: choroby, utraty pracy czy innych zdarzeń, które uniemożliwiają wyjazd. Zawsze polecamy też dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne, nawet w Europie. Karta EKUZ nie pokrywa przecież transportu medycznego do Polski, a taki transport może kosztować ogromne pieniądze.

Czyli podróżni stali się bardziej ostrożni, ale nie mniej chętni do wyjazdów?

Dokładnie. Niepokoje są, ale ludzie nie rezygnują z podróży. Po prostu bardziej świadomie wybierają kierunek, częściej pytają o warunki i szukają rozwiązań bezpiecznych. Rynek się nie zatrzymał, tylko się dostosował.

A czego dziś najbardziej szkoda?

Trochę Omanu. To był naprawdę piękny kierunek. Zawsze mówiliśmy o nim „Szwajcaria Bliskiego Wschodu”. Niestety, choć nie był stroną konfliktu, odczuł jego skutki. Ten przykład pokazuje, jak bardzo geopolityka potrafi zmienić turystyczną mapę świata.

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%