Nie masz konta? Zarejestruj się

Praca, biznes, edukacja

Jemy mało chleba

08.10.2014 10:10 | 3 komentarze | 3 583 odsłony | red
Obroty piekarni, również chrzanowskich, spadają z roku na rok. Właściciel jednej z nich Aleksander Staszczyk prognozuje, że nadejdzie czas, kiedy piekarz stanie się zawodem umierającym, jak dzisiaj kowal.
3
Jemy mało chleba
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Obroty piekarni, również chrzanowskich, spadają z roku na rok. Właściciel jednej z nich Aleksander Staszczyk prognozuje, że nadejdzie czas, kiedy piekarz stanie się zawodem umierającym, jak dzisiaj kowal.

Jak podaje Instytut Polskie Pieczywo w ubiegłym roku Polacy w przeliczeniu na jedną osobę zjedli około 50 kilogramów chleba i bułek. Szacuje, że ten rok skończy się kolejnym spadkiem – o pół kilograma. Tymczasem w 1990 roku były to przeszło 104 kilogramy na osobę.

- Jest źle. Z jednej strony jest o wiele mniej lokalnych sklepów, bo się pozamykały. Z drugiej wyrastają ogromne piekarnie przemysłowe, a z nimi nie mamy szans konkurować – mówi Aleksander Staszczyk, właściciel zakładu produkującego bułki i chleby w Luszowicach.

Zderzenie potężnych producentów i piekarzy rzemieśników obrazuje na innym przykładzie – kowalstwa.
- Można gotowe elementy ogrodzenia kupić w markecie. Można też je zamówić u kowala i mieć solidne, kute, a nie odlewane z fabryki – porównuje Staszczyk.

Przewiduje, że za kilka lat mogą nam się ostać jedynie bułki na polepszaczach z supermarketów, bo ręcznie robionego chleba po prostu już nie będzie.
- Stanie się tak jak w dawnych Niemczech wschodnich. Supermarkety miały swoje piekarnie. Z małych zostały tylko te, które miały doskonałą lokalizację, np. w centrum Berlina. Tak będzie i u nas. Jedna piekarnia w Chrzanowie, może kilka w Krakowie – stwierdza Staszczyk.

Obszerna rozmowa z właścicielem piekarni w Luszowicach Aleksandrem Staszczykiem w 40. numerze „Przełomu”, w sprzedaży od 8 października.
(taj)