Nie masz konta? Zarejestruj się

Przełom Online

Zamek, duchy i młoda kobieta, która spadła z wieży

21.02.2021 15:00 | 3 komentarze | 3 995 odsłony | Michał Koryczan
Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Przewodnika Turystycznego. O 20 latach spędzonych na zamku rozmawiamy z Michałem Kwaśniewiczem, przewodnikiem na Lipowcu.
3
Zamek, duchy i młoda kobieta, która spadła z wieży
Michał Kwaśniewicz
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas
Michał Koryczan:. W tym roku okoliczności raczej nie sprzyjają świętowaniu. Ze względu na pandemię zamek Lipowiec jest od blisko roku zamknięty. Brakuje ci kontaktu ze zwiedzającymi?
Michał Kwaśniewicz: Trochę tak. Z dwudziestu lat pracy na zamku, kilkanaście przepracowałem jako przewodnik. Człowiek przyzwyczaił się więc do bycia gadułą i tych rozmów z ludźmi brakuje. Zwłaszcza, gdy spędza się w zamkniętym zamku przez dwanaście godzin.

Na zamku masz jednak cały czas dyżury. Czym w tym czasie się zajmujesz?
- Razem z kolegą między innymi segregujemy materiał archeologiczny, który przez 40 lat był złożony w piwnicy. Sprzątamy też niedostępne dla turystów miejsca, na uporządkowanie których wcześniej nie było zbytnio czasu. Poza tym pilnujemy zamku, bo zdarzało się nam przyłapać turystów, którzy mimo zamknięcia przełazili przez mury. W obecnej sytuacji COVID-owej i tak jesteśmy w dobrej sytuacji, bo mamy pracę, w przeciwieństwie do przewodników terenowych, którzy zostali bez środków do życia i musieli się przekwalifikować.

Pamiętasz swój pierwszy dyżur na Lipowcu? Był dreszczyk emocji?
- Troszkę tak. Trochę też dla bezpieczeństwa ten pierwszy dyżur odbyłem z tatą, który pracował wtedy na zamku. Chciałem, żeby mi wyjaśnił "z czym się to je". Pamiętam zresztą, że jak on miał swój debiut w tej pracy, to ja też poszedłem razem z nim. Byłem wtedy w siódmej lub ósmej klasie podstawówki. Wiadomo, że we dwóch zawsze jest raźniej. Bać się nie bałem. Natomiast babcia, jak się dowiedziała, że będę pracował na Lipowcu, zapytała: "Jezusie, Michałku, a nie będziesz się bał na tym zamku?" Mówię: "Babciu, ale czego?". A ona na to: "Jak to czego, duchów!". Odpowiedziałem: "Babciu, jak one były żywe, to mnie wtedy na świecie nie było, więc niczego złego im nie zrobiłem. Za co miałyby się mścić?"

Kolejne nocki byłeś na zamku słynącym z legend związanych także z duchami już sam.
- Nigdy nie zdarzyło mi się, abym usłyszał lub zobaczył coś, czego nie byłbym w stanie racjonalnie wyjaśnić. Nie miałem niespodziewanych wizyt, nikt nie pukał do drzwi. Kilka osób, które tutaj pracowały mówiło, że coś stukało, ale nikt nie wspominał, żeby komuś ukazała się słynna biała dama. Ja zresztą mieszkam w drewnianym domu, więc musiałbym się bać cały czas, bo non stop coś w nim puka, stuka... Poza tym tata mnie "wprowadził" w te różne hałasy i dziwne rzeczy. Na przykład: trzaskanie niedomkniętej okiennicy.

Po czterech latach pracy na Lipowcu jako strażnik zostałeś przewodnikiem.
- Prawdziwym egzaminem była pierwsza grupa zwiedzających. Trafiła mi się pielgrzymka. Trochę dzieciaków i dorosłych. Pewnie poszło średnio. Praca z większą liczbą ludzi jest trudna. Każda jest trochę inna. Najlepiej pracuje się z dziećmi. Można je zaciekawić, a jak zaczynają rozrabiać, to delikatnie można je nastraszyć duchami, albo tym, że zostaną zamknięte w zamku. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku. Najtrudniejsza jest współpraca z seniorami. Zdarzają się bardzo dociekliwi. Dopytują: a dlaczego to, a dlaczego tamto.

A najdziwniejsze sytuacje, jakie zdarzyły się tobie przez te dwadzieścia lat pracy na Lipowcu?
- Nietrzeźwy mężczyzna, który po piorunochronie wdrapał się na mury zamku. Pamiętam też zdarzenie z pewną studentką. Kiepska pogoda, mało turystów i wśród tych kilku zwiedzających zamek młoda dziewczyna. Miała plecak, śpiwór, jakąś reklamówkę. Nieczęsto, ale zdarzają się tacy turyści. Kupiła bilet i poszła zwiedzać. Wieczorem, gdy miałem już zamykać, zacząłem się zastanawiać, czy ona już wychodziła. Poszedłem sprawdzić wszystkie pomieszczenia. Intuicja mnie nie zawiodła. Wchodzę na wieżę zamkową, patrzę, a w drugiej działobitni dziewczyna ma już rozłożony śpiwór i patyczki przygotowane do rozpalenia ogniska. Pytam ją, co tutaj zamierza robić, a ona taka wystraszona mówi, że chciała tylko przenocować. Wytłumaczyłem, że nie ma takiej możliwości, bo nie jesteśmy hotelem. Nie wiadomo co miała w planach wypić, zjeść, czy przyjąć, i co mogłoby jej się stać przy jakichś halucynacjach.

Kiedyś na Lipowcu doszło do śmiertelnego wypadku.
- To były lata 70. Historię znam z kilku źródeł. Z tych sprawdzonych wiem, że z wieży spadła naga kobieta. Znaleziono ją przy schodach. Okoliczności tej tragedii nie są jasne. Podobno było to podczas imprezy studentów, mających na zamku praktyki. Ta dziewczyna ponoć podkochiwała się w jednym z profesorów. Czy sama skoczyła, z powodu zawiedzionej miłości, czy też zazdrosna żona tego profesora znalazła ich w intymnej sytuacji na zamkowej wieży, czy też on ją zepchnął, żeby się pozbyć problemu. Wersje są różne. Słyszałem też, że na tej imprezie byli wysoko postawieni oficerowie Urzędu Bezpieczeństwa. Jaka była prawda, pewnie już się nigdy nie dowiemy.

Co ludzie zostawiają na zamku?
- Na przykład elementy garderoby, zapomniane w pośpiechu, bo w różnych celach tu przychodzą. Raz kobieta przyniosła mi znaleziony aparat, taką wypasioną lustrzankę, z całą torbą obiektywów. Nie wiem jak można czegoś takiego zapomnieć. Za pół godziny przybiegł po to zdyszany mężczyzna. Miał szczęście, bo sprzęt wart był dużo pieniędzy.


Przeczytaj również

Błyskawica Myślachowice ma nowego prezesa

O tym wiadukcie w Chrzanowie było głośno w całej Polsce

KORONAWIRUS. U jednego z naszych sąsiadów nie ma nowych zakażeń (RAPORT - 21.02.)

Zespół z Trzebini wraca z Gdańska na tarczy. Mistrz Polski był zbyt mocny

Piłkarska sobota. Sprawdź wyniki meczów

Alkohol, narkotyki, nadmierna prędkość i auto na środku Balatonu