Krótko przycięta trawa, soczyście zielona nawet w największe upały, dzięki hektolitrom wylanej na nią wody. Do tego rabaty kwiatowe, zaprojektowane tak, by od wczesnej wiosny do późnej jesieni zawsze kwitło coś, co przyciągnie oko. Tak wygląda piękny, zadbany ogród. Sporo osób przytaknie na to stwierdzenie. Piotr Grzegorzek widzi to zupełnie inaczej.
Może dlatego, że jest przyrodnikiem – z pasji i wykształcenia. Postanowił nim zostać, będąc uczniem czwartej klasy szkoły podstawowej. Będąc w klasie ósmej pomyślał, że może będzie pisarzem. Obydwa plany udało mu się zrealizować. I tak został pisarzem - przyrodnikiem.
Jest już na emeryturze, ale ciągle pisze do lokalnej prasy, kręci filmy przyrodnicze do obejrzenia na YouTube. Ma na koncie tysiące publikacji, a za sobą prawie 40 lat pracy w Muzeum w Chrzanowie.
Bezstresowy ogród
Ogródek Piotra Grzegorzka jest niewielki – ma z kilkanaście metrów kwadratowych. Nie ma w nim ani trawy, ani geometrycznie rozmieszczonych rabatek kwiatowych. Prowadzi swój ogród – można by rzec - bezstresowo. Na co dzień nie wtrąca się w życie roślin, które w nim rosną. Czasem więc robią, co chcą.
- Taka szałwia lekarska. Zaczęło się od dwóch doniczek, w których została posadzona. Teraz zajmuje z półtora metra kwadratowego. Większość kwiatków sieje się sama. Czasem przywożę ciekawe gatunki z terenu i dosadzam. Posiałem sobie ogórecznik – wiadomo, że to dobre ziółko. Ja go nie używam, ale cieszę się, że przylatują pszczoły i mają z niego radość – mówi pan Piotr.
W ogrodzie ma też wielosił błękitny, naparstnicę, ziele kola - czyli bylicę boże drzewko, mydlnicę lekarską, kilka róż, piwonie, cztery drzewka – czereśnie i gruszkę azjatycką, której owoce dojrzeją za jakieś dwa miesiące.
Rośliny rosną w tym ogrodzie blisko siebie - jedna obok drugiej, dzięki czemu jego gospodarzowi odpada podlewanie, bo gleba jest dobrze chroniona przed wyschnięciem i skutecznie kumuluje wodę. Podlewa więc sporadycznie przy wyjątkowo długich okresach suszy. Odpada mu też koszenie, bo podłoże jego ogrodu tworzy coś w rodzaju łąki kwietnej.
Bardzo nie lubi tego określenia w odniesieniu do tak małych powierzchni.
- Łąka to dla mnie coś, co ma przynajmniej pół hektara trawiastej przestrzeni - podkreśla.
Abstrahując jednak od nomenklatury, taka „łąka”, to dobry pomysł – uważa. Zarówno w prywatnych ogródkach jak i w odniesieniu do zieleni miejskiej. Łagodzi zmiany klimatyczne – pochłania dwutlenek węgla, wyłapuje zanieczyszczenia powietrza, spowalnia odpływ wód opadowych, zapewnia bioróżnorodność, jest świetną bazą dla pszczół i innych zapylaczy.
Z pożytkiem dla Ziemi, ludzi, owadów...
Pozostaje tylko kwestia estetyki, bo nie wszystkim podoba się taka łąka, tak jak i nie wszystkim odpowiada wysoka, nieskoszona trawa. Panuje bowiem przekonanie, że wykoszony teren, to zadbany teren. Tak widzą to sąsiedzi i znajomi, wypada więc ogród mieć wykoszony.
Podobnie jest z terenami zielonymi w mieście. Próby zostawiania celowo niewykoszonych obszarów kończą się zazwyczaj interwencyjnymi telefonami mieszkańców, którzy opisują je
jako zarośnięte i zaniedbane. Często więc, dla świętego spokoju, wraca się do koszenia tych miejsc.
- Trzeba pracować nad świadomością ludzi. Oswajać ich z takimi praktykami, tłumaczyć i jasno komunikować, co i dlaczego się robi; że skorzystają na tym: Ziemia, ludzie, owady, ptaki... – mówi Piotr Grzegorzek. – Trzeba informować, że określony teren jest koszony tylko raz czy dwa razy do roku i na jaki okres przypada koszenie. Bo przynajmniej raz w roku taką łąkę trzeba skosić, pod koniec lata albo początkiem jesieni.
Jak tłumaczy przyrodnik, chodzi o to, żeby to, co zakwitło zdążyło wyrzucić nasiona do ziemi, ale potem trzeba łąkę skosić, żeby to, co spadło, miało szansę lepiej rosnąć.
Trzeba coś robić
Piotr Grzegorzek wymienia dwa modele pielęgnacji zieleni.
- Pierwszy nazywam włosko-francuski, przy którym kosimy trawę do gołej gleby wszędzie, gdzie tylko się da i robimy geometryczne kompozycje - czyli wydajemy mnóstwo kasy na to, żeby to natury w ogóle nie przypominało. Drugi model wpisuje się w styl parku angielskiego. Tutaj z kolei wydajemy mnóstwo kasy na to, żeby wyglądało na to, że nikt tam nic nie robi. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że nieważne, jaki model opieki nad zielenią przyjmiemy, to zawsze trzeba po pierwsze jakieś działania wykonać i po drugie jakieś pieniądze na to wydać. Skoro tak, to można wybrać opcję korzystniejszą dla Ziemi – uważa Piotr Grzegorzek.
W rejonie rond, skrzyżowań ulic, gdzie ważna jest dobra widoczność, niewątpliwie trzeba regularnie kosić. Natomiast w takich miejscach, jak chociażby park miejski w Chrzanowie, gdzie są trawiaste przestrzenie, wystarczyłoby zdaniem Piotra Grzegorzka, kosić trawę dwa razy do roku.
- Zmienia się klimat, dlatego musi się też zmienić nasze podejście do utrzymywania terenów zielonych. Może nam się wydawać, że takie drobne działania, to nic w skali planety, ale jak to się mówi: grosz do grosza, będzie kokosza. Trzeba coś robić – ucina krótko pan Piotr.
Łąka na dachu i zielona akupunktura
- Można też mądrze planować i nie zabudowywać istniejących w mieście otwartych terenów zielonych – zauważa przyrodnik. - A jeśli już musimy zabudować teren zielony, np. łąkę, jak przy ul. Partyzantów w Chrzanowie, to cóż stoi na przeszkodzie, żeby zobowiązać dewelopera do wykonania zielonego dachu, czyli przenieść tę łąkę 10-20 metrów wyżej? Retencji to nie poprawi, ale niekorzystny dla klimatu Ziemi dwutlenek węgla rośliny pochłoną.
Piotr Grzegorzek podpowiada, że na dachu można zrobić coś, co nie wymaga dużej ilości wody np. łąkę typu kserotermicznego (taką ciepłolubną o charakterze stepowym), ogródek sukulentów (roślin przystosowanych do życia w warunkach ograniczonej dostępności wody) – posadzić rozchodniki, rojniki (rośliny, które bardzo dobrze znoszą suszę, bo posiadają grube liście w których gromadzi się woda).
- Kolejną metodą poprawiania warunków klimatycznych poprzez zieleń miejską jest coś, co się nazywa miejską zieloną akupunkturą. Czyli tam, gdzie już jest wielka, deweloperska, betonowa pustynia, ustawia się donice z kwiatami, otacza się zielenią wiaty przystankowe - mówi Piotr Grzegorzek.
Metoda prób i błędów
Kto zdecydowałby się zrobić u siebie ogród przyjazny dla Ziemi i sprzyjający klimatowi, np. założyć łąkę kwietną, może sięgnąć po gotowe mieszanki nasion albo samemu sobie ją skomponować. Decydując się na gotową, trzeba obserwować, co z tego, co posialiśmy przeżyło i dosiewać.
- Bo na pewno nie wszystko się przyjmie. Metodą prób i błędów trzeba dojść do tego, co będzie u nas rosło – mówi przyrodnik.
Poleca też gatunki zadarniające, np. dąbrówkę rozłogową, która tworzy zwarte darnie. Jej liście rosną gęsto, dobrze więc osłania glebę, przez co lepiej kumuluje wodę. Z kolei wspomniane wcześniej szałwia lekarska i ogórecznik są praktycznie bezobsługowe. Każdy powinien wybrać coś, co najbardziej mu pasuje.
- Nie wiem, czy rośliny coś rozumieją z tego, co do nich albo o nich mówimy, ale mam w ogrodzie budleję Dawida, znaną jako motyli krzew. Po tej zimie przestała rosnąć. Przymierzaliśmy się z sąsiadem, który ma odpowiedni sprzęt, do tego, żeby ją usunąć. Rozmawialiśmy o tym przy budlei. Nie minęły dwa tygodnie, jak pojawiły się u niej nowe pędy... Roślinom, które przywożę z terenu i sadzę mówię: To jest twoja życiowa szansa. Albo ją wykorzystasz, albo nie. Budleja ją wykorzystała - śmieje się Piotr Grzegorzek.

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
Szkoda, że nie wiedziałam nic o loterii. Chyba słabo zareklamowana. W urzędzie nie było, ma stronie Przełomu też nie widziałam.
Beza
22:27, 2026-05-21
Przed nami weekend pełen futbolu
Mecz w Krzeszowicach w sobotę o 15:45
marcinellino
22:20, 2026-05-21
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
A gdzie były informacje o tej loterii 🤔
Barbara
21:31, 2026-05-21
Najpierw urzędnicy, potem PSZOK
trzeba szybko otworzyć bo butelkomaty to nie wypał, a tak to podstawią hasioka i gitara
kiki
21:19, 2026-05-21
Naruszono regulamin portalu lub zgłoszono nadużycie. Komentarz został zablokowany przez administratora portalu.
1 0
Do pytanie do Rudego niemieckiego Tuska.
0 1
Myślałem że pytasz starego, SS mana.
Zgłoszono nadużycie. Komentarz został zablokowany przez administratora portalu.
2 0
Chłopy, wy tak sobie gadu- gadu, a tu klimat się zmienia.
Naruszono regulamin portalu lub zgłoszono nadużycie. Komentarz został zablokowany przez administratora portalu.
0 2
Dla Tuska kwiatów jak zdechnie nie trzeba będzie. Jemu wystarczy bezimienna mogiła w Berlinie.
Zgłoszono nadużycie. Komentarz został zablokowany przez administratora portalu.
2 1
Ja mam podobnie. Nie aż tak, ale minimum ingerencji, rośnie to co rosło, koszenie i przycinanie w minimalnym zakresie (no; niewielkim). Skutek; mnóstwo życzliwych ludzi, doradców, pomocników. Odwiedzający, sąsiedzi czy rodzina; "a to byś ściął", "trawę przecież trzeba skosić", "jak nie dasz rady weź firmę". Nawet niektórzy sąsiedzi się deklarują; "mam odpowiednie urządzenie, podetnę ci", "mam wysoką drabinę, pożyczę ci", a nawet "powiedz to ci to czy tamto podetnę". A mówią, że nie ma ludzi życzliwych, że sąsiedzi się nie interesują. Nic błędniejszego; zrobią wiele, aby upodobnić nas do siebie.
2 0
A mnie się bardzo podoba, że ludzie dbają o swoje ogrody, sadzą mnóstwo kwiatów, drzew, starannie koszą trawę. Dobrze, że czasy emeryta Piotra odchodzą w zapomnienie, że zieleń wokół blokowisk jest zadbana, że powoli rezygnuje się z wątpliwego piękna łąk kwietnych, których stworzenie i utrzymanie jest kosztowne, a ich wygląd nie powala na kolana. Niech ten wykształcony emeryt nie dzieli się raczej z innymi swoimi złotymi bzdurami. A z kurzem w domu należy walczyć?
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz