Z ARCHIWUM PRZEŁOMU. 25 lat temu narodził się MKS Trzebinia. - przelom.pl

Polecamy

Zamknij

„Żółto-czarne” ćwierćwiecze. 25 lat historii MKS Trzebinia

Michał Koryczan Michał Koryczan 15:00, 03.02.2026 Aktualizacja: 13:03, 03.02.2026
1 „Żółto-czarne” ćwierćwiecze. 25 lat historii MKS Trzebinia

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". Rywalizował z klubami, które dziś z powodzeniem grają w ekstraklasie i pierwszej lidze, a jego barw bronili piłkarze mający na koncie występy w najwyższych klasach rozgrywkowych w kraju, a nawet w młodzieżowych reprezentacjach Polski. MKS Trzebinia, który od dłuższego czasu jest wiodącym klubem piłkarskim w regionie kończy właśnie 25 lat.

Nadejście 2000 roku, wbrew popularnym wówczas teoriom, nie przyniosło spodziewanego końca świata. Schyłek lat 90. i początek lat 2000. przyniósł za to koniec ery trzebińskiego przemysłu ciężkiego. Przestały istnieć Zakłady Metalurgiczne w Trzebini (dawna huta) i kopalnia Siersza. Przemiany gospodarcze odcisnęły swoje piętno także na trzebińskim sporcie.

Podobnie jak w wielu innych zakątkach ówczesnej Polski, przez lata kluby działały przy lokalnych zakładach przemysłowych - Hutnik przy trzebińskiej hucie cynku, a Górnik przy kopalni Siersza. Zakłady, przy których funkcjonowały zatrudniały piłkarzy z klubów, którym patronowały i wspierały finansowo kluby. Gdy Górnik i Hutnik straciły swoich mecenasów, zawodnikom pozostało szukać nowych miejsc pracy, ale i barw klubowych.

 

Dom przy Kościuszki

Rok 2000 przyniósł koniec Górnika i Hutnika i jednoczesne narodziny MKS Trzebinia-Siersza (obecnie MKS Trzebinia), powstałego wskutek fuzji tych dwóch zasłużonych trzebińskich klubów.

- To była jedyna opcja, żeby uratować trzebińską piłkę, bo żaden z klubów nie dałby sobie rady sam. Na szczęście można było liczyć na przychylność i pomoc ówczesnego burmistrza, śp Adama Adamczyka. Trzeba było przecież zagospodarować w jakiś sposób obiekty sportowe i cały pozostawiony majątek. Byli zawodnicy, grupy młodzieżowe. Na początku kibice nie byli zbytnio przekonani do tego pomysłu. Wiadomo, chodziło o przywiązanie do barw klubowych i tradycji. Z czasem jednak dotarło do nich, że nie było innego rozwiązania – mówi Lesław Głuch, wieloletni działacz Hutnika, a później MKS.

W przeciwieństwie do swoich poprzedników, rywalizujących z zespołami z Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego, MKS-owi przyszło się mierzyć z ekipami z Małopolski. Do 1999 r. Trzebinia należała do województwa katowickiego i dopiero wskutek reformy administracyjnej stała się częścią nowego województwa małopolskiego.

Domem „żółto-czarnych”, bo takie barwy nadano MKS-owi stał się położony w centrum miasta stadion przy ulicy Kościuszki. Gmina przejęła obiekt należący do Zakładów Metalurgicznych Trzebinia, jako formę spłaty części zobowiązań podatkowych.

Jest 13 sierpnia 2000 roku. Na stadionie w Brzeszczach MKS rozgrywa premierowy mecz ligowy przeciwko miejscowemu Górnikowi. W 45. minucie Robert Moskal trafia do bramki gospodarzy. To pierwszy, historyczny gol strzelony dla trzebińskiego MKS, który ostatecznie przegrywa to spotkanie 1-3.

Na pierwsze zwycięskie spotkanie ligowe trzeba poczekać. Na szczęście niezbyt długo. 23 sierpnia trzebinianie podejmują na swoim boisku w derbach Janinę Libiąż. MKS wygrywa 4-1. Dwie bramki strzela Piotr Stojewski, a po jednym trafieniu dorzucają Norbert Ciepichał i Robert Moskal, który w Trzebini zakończy piłkarską karierę i jednocześnie rozpocznie nowy etap swojego futbolowego życia, już jako trener.

 

Wiodąca siła

- Powolutku odchodziłem od gry w piłkę. Na początku byłem grającym szkoleniowcem. Drużynę prowadziliśmy w duecie z Marcinem Kasprzykiem. Trafiłem na grupę ludzi, którzy byli chętni do pracy. Ja mogłem liczyć na nich, a oni na mnie. Oprócz tak zwanej starszyzny, postawiliśmy też na młodych chłopaków, którzy później zaistnieli w profesjonalnej piłce. Mam na myśli Maćka Budkę i Przemka Szabata. Królem strzelców rozgrywek został z kolei Norbert Ciepichał, inny z naszych wychowanków. Myślę, że graliśmy wtedy niezłą piłkę. Byliśmy jedną z wiodących sił w lidze. Jeśli chodzi o piłkarzy, to w trzebińskich zespołach, czy to w Sierszy, czy w MKS, zawsze była taka mieszanka śląsko-małopolska. Te różne style gry mieszały się i może właśnie dlatego zawsze byliśmy groźni dla wszystkich rywali – opowiada Robert Moskal, który szybko rozwinął trenerskie skrzydła i jako szkoleniowiec prowadził m.in. grającą w ekstraklasie Odrę Wodzisław Śląski oraz pierwszoligowe ekipy GKS Katowice, Dolcanu Ząbki i Sandecji Nowy Sącz. Los sprawił, że jeszcze parokrotnie wracał do Trzebini jako trener.

MKS z marszu stał się jedną z czołowych ekip piłkarskich ziemi chrzanowskiej. Przez wiele sezonów o palmę pierwszeństwa w regionie rywalizował z Fablokiem Chrzanów, MKS Alwernia, Orłem Balin, Janiną Libiąż czy Świtem Krzeszowice.

Od wielu już lat trzebiński MKS jest wiodącym i najwyżej notowanym klubem piłkarskim w powiecie chrzanowskim. Jak twierdzi wielu, jest ostatnim bastionem poważnego futbolu w regionie.

„Żółto-czarni” regularnie występowali na szczeblu czwartej ligi (nie licząc trwającej jeden sezon banicji w piątej lidze) aż do 2014 roku. Wówczas po raz pierwszy w swej historii wywalczyli awans do trzeciej ligi.

Dla wielu osób było zaskoczeniem, że przed startem rozgrywek funkcję szkoleniowca zarząd postanowił powierzyć Pawłowi Olszowskiemu, pracującemu poprzednio w A-klasowym Promyku Bolęcin.

 

Historyczny sezon

- Generalnie też byłem bardzo zdziwiony. Nagle zadzwonili do mnie z klubu z propozycją objęcia drużyny. Byłem wtedy na wakacjach. Zgodziłem się, bo była to szansa, żeby wyrwać się z tej niższej ligi. Dla klubu też byłem chyba dość atrakcyjny, jeśli chodzi o warunki finansowe. Ze strony zarządu nie było żadnej presji, że mamy walczyć o awans, ale o dobre miejsce w tabeli. Kadra, budowana jeszcze przez Roberta Moskala była już wykrystalizowana. W wielu meczach potrafiliśmy grać nawet pięcioma, sześcioma młodzieżowcami. Marcin Kalinowski i Michał Kowalik byli już czołowymi zawodnikami. Ważnymi ogniwami stali się Tomasz Małodobry, Jakub Pająk i Rafał Grzebinoga. Po pierwszej rundzie byliśmy na drugim miejscu. W ostatniej jesiennej kolejce wygraliśmy na wyjeździe z prowadzącą w rozgrywkach Jutrzenką Giebułtów. Zmniejszyliśmy dzięki temu stratę do lidera do pięciu punktów. Padło hasło, że może na wiosnę powalczymy o miejsce premiowane awansem. Gdy zaczęliśmy regularnie wygrywać, a Jutrzenka z kolei tracić punkty, okazało się, że to pierwsze miejsce nie jest wcale takie nierealne – wspomina Paweł Olszowski.

Na kolejkę przed końcem sezonu trzebinianie awansowali na pierwsze miejsce w tabeli. O tym, kto awansuje do trzeciej ligi miało zdecydować bezpośrednie spotkanie MKS z Jutrzenką, rozgrywane na stadionie w Trzebini. Na trybunach zasiadło 500 widzów. „Żółto-czarni” wygrali 1-0 po bramce Marcina Giermka. Oznaczało to jedno - po osiemnastu latach do miasta znów zawita trzecia liga.

W 2014 r. do sukcesu w rozgrywkach ligowych trzebinianie dorzucili jeszcze znakomity wynik w Pucharze Polski. Jako drugi klub z powiatu chrzanowskiego zdołał wywalczyć w XXI wieku awans na ogólnopolski szczebel tych rozgrywek.

W wojewódzkim finale, który toczył się w strugach deszczu, MKS pokonał Dalin Myślenice 4-3.

- To był szalony mecz, w którym wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Niosła nas wtedy fala sukcesu, jakim był awans do trzeciej ligi – mówi Paweł Olszowski.

Na szczeblu centralnym Pucharu Polski trzebinianie zmierzyli się u siebie z drugoligową wówczas Legionovią Legionowo. Rywale wygrali na stadionie przy ul. Kościuszki 2-0.

- Do przerwy w ogóle nie odstawaliśmy od rywali. Stwarzaliśmy sobie sytuacje bramkowe. Niestety, znów detale zdecydowały o wszystkim i to goście awansowali dalej – opowiada Paweł Olszowski.

 

Wydłużona droga

Jego zespół mógł się skupić na walce o ligowe punkty z czołowymi drużynami z województw małopolskiego i świętokrzyskiego. Przygoda „żółto-czarnych” na tym szczeblu rozgrywek trwała jeden sezon.

- Liga nas trochę zweryfikowała. Po awansie dołączył do nas tylko Piotrek Witoń, który poprzednio strzelał sporo bramek dla Libiąża. U nas jednak nie był już tak skuteczny. Jakbyśmy wzmocnili zespół jeszcze dwoma lub trzema graczami, to zapewne osiągnęlibyśmy lepsze wyniki – opowiada Paweł Olszowski.

Po ostatnim meczu rundy jesiennej władze klubowe zwolniły go. Następcą został Maciej Antkiewicz. Wkrótce znalazły się też pieniądze na transfery. Mimo wzmocnień drużyna wywalczyła na wiosnę 15 punktów, czyli tylko o trzy więcej niż na jesieni. Trzeciej ligi nie udało się utrzymać. Do osiągnięcia tego celu zabrakło tylko punktu.

MKS dosyć szybko powrócił na trzecioligowy front, bo w 2016 roku. Droga na ten poziom była jednak dłuższa niż poprzednio.

Trzebiński zespół, prowadzony przez Roberta Moskala triumf w rozgrywkach czwartej ligi zapewnił sobie w ostatniej serii spotkań. Emocji było wówczas co niemiara. Korespondencyjny pojedynek o mistrzostwo MKS toczył wówczas z Jutrzenką Giebułtów. „Żółto-czarni” zrobili swoje, pokonując u siebie Orła Piaski Wielkie 5-1. Wygrana ta mogła się jednak okazać pyrrusowym zwycięstwem, gdyby zespół z Giebułtowa zainkasował pełną pulę w konfrontacji z Garbarzem. Gdy po końcowym gwizdku na stadionie przy ulicy Kościuszki, z Zembrzyc nadeszły znakomite wieści, iż Jutrzenka zremisowała tam bezbramkowo, i w Trzebini mogli unieść ręce w geście triumfu. Czas pełnego świętowania jednak jeszcze nie nadszedł.

 

Na boisku prosto z busa

Chcąc ponownie zagrać w trzeciej lidze, MKS musiał pokonać jeszcze jedną przeszkodę. W barażach na podopiecznych Roberta Moskala czekała drużyna z Bochni, mistrz drugiej grupy małopolskiej czwartej ligi. Po remisie na wyjeździe 1-1, trzebinianie wygrali w rewanżu u siebie 4-1 po raz drugi w historii mogli świętować awans do trzeciej ligi. Wskutek reorganizacji rozgrywek, rywalizowały w niej teraz zespoły z aż czterech województw: małopolskiego, świętokrzyskiego, podkarpackiego i lubelskiego. Do Trzebini zawitał półprofesjonalny futbol, a drużynę czekały dalekie wyjazdy.

- Do Krosna pojechaliśmy osiemnastoosobowym busem. Dotarliśmy nieco spóźnieni. Po tak długiej podróży nie mogliśmy złapać rytmu przez całą pierwszą połowę meczu. Dopiero po przerwie zaczęliśmy coś grać. Szczęśliwie wywieźliśmy stamtąd remis 0-0, ale przekonaliśmy się, że na tak dalekie wyjazdy nie ma sensu jeździć w dniu meczu, tylko wcześniej, bo bez odpoczynku i regeneracji nie da się grać – mówi Robert Moskal.

Stadion przy ul. Kościuszki stał się celem wyjazdów uznanych piłkarskich firm, takich jak Motor Lublin, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, Karpaty Krosno, Stal Rzeszów, Resovia czy Avia Świdnik. Mecze przyciągały na trybuny sporo kibiców. Również przyjezdnych.

- Graliśmy bardzo ofensywnie i początkowo nam to wychodziło naprawdę dobrze. Potrafiliśmy wygrać wysoko z rezerwami Wisły Kraków, Sołą Oświęcim, Orlętami Radzyń Podlaski oraz zwyciężyć Motor Lublin. Mieliśmy solidny skład. W bramce Tomasz Wróbel, w polu Dariusz Gawęcki, Marek Mizia, Kamil Włodyka. Czołowymi piłkarzami nadal byli miejscowi chłopcy, czyli Marcin Kalinowski, Michał Kowalik i Sebastian Ołownia – opowiada Robert Moskal.

Na trzecioligowym froncie „żółto-czarni” utrzymali się przez dwa sezony. Ostatni mecz na tym poziomie rozegrali 16 czerwca 2018 r. Przegrali wówczas 0-2 na wyjeździe z Wisłą Sandomierz. Obecnie trzebinianie rywalizują w czwartej lidze, ale o awansie nikt w MKS-ie na ten moment nie marzy. Dziś bez strategicznego sponsora klub nie jest w stanie udźwignąć ciężaru występów na trzecioligowym szczeblu.

 

Bramkarz broni i strzela

Przez ćwierć wieku w barw trzebińskiego klubu bronili zawodnicy z ciekawym CV. Tak jak grający w ekstraklasie Kamil Włodyka i Witold Cichy, czy bramkarz Tomasz Wróbel, który do MKS dołączył ze Świtu Krzeszowice. Wcześniej występował w młodzieżowych reprezentacjach Polski oraz takich klubach jak: Kmita Zabierzów, Sandecja Nowy Sącz, Stal Rzeszów, GKS Katowice i Puszcza Niepołomice.

- Do MKS-u trafiłem za namową trenera Moskala, z którym miałem już okazję wcześniej współpracować w Kmicie, Sandecji oraz GKS-ie Katowice. Znaliśmy się więc dobrze, co z pewnością ułatwiło mi decyzję o dołączeniu do zespołu. W klubie spędziłem 10 lat. Mam mnóstwo wspomnień z tego okresu, ale są mecze, które szczególnie zapadły mi w pamięć. Jednym z nich było spotkanie z Motorem Lubin na naszym stadionie. Prowadziliśmy, ale niestety daliśmy sobie wyrwać zwycięstwo w ostatniej sekundzie meczu. Takie chwile długo się pamięta. Bardzo dobrze wspominam mecz z Jawiszowicami sprzed dwóch lat oraz spotkanie z Glinikiem w zeszłym sezonie. Udało mi się wtedy obronić ponad 10 strzałów w trakcie 90 minut, co było naprawdę wyjątkowym doświadczeniem. Przez te lata strzeliłem też paręnaście bramek dla MKS-u, ale dwie z nich zapamiętam szczególnie. Jedna to trafienie z gry w meczu z Wolanią, a drugie z rzutu karnego, który wykorzystałem przeciwko mojemu przyjacielowi Łukaszowi Gielarowskiemu. Łukasza serdecznie pozdrawiam. To był wyjątkowy moment, nie tylko sportowo, ale i prywatnie! - opowiada Tomasz Wróbel.

Na stadionie przy ul. Kościuszki kibice mieli okazję zobaczyć w akcji wielu znanych piłkarzy. W 2002 r. wygraną Wiśle II w Trzebini dał Paweł Brożek, mający na koncie ponad sto goli w ekstraklasie. W 2013 r., razem z drużyną Cracovii II porażkę na stadionie MKS poniósł Bartosz Kapustka, uczestnik piłkarskich Mistrzostw Europy w 2016 r.

Wreszcie, rok później, w barwach Korony II w Trzebini zagościli m.in. Marokańczyk Nabil Aankour, Brazylijczyk Leandro i Oliver Kapo. Ten ostatni, były reprezentant Francji i uczestnik Ligi Mistrzów w barwach AJ Auxerre, Juventusu Turyn i AS Monaco, w Trzebini zdobył swojego pierwszego gola na polskich boiskach.

Prawdziwe oblężenie trzebiński obiekt przeżył w czerwcu 2022 r. Na trybunach pojawiło się rekordowa liczba około 900 osób. Każdy chciał zobaczyć w akcji rywala MKS, czyli naszpikowaną znanymi piłkarzami Wieczystą Kraków, kontynuującą swój marsz ku futbolowym wyżynom (dziś krakowski zespół rywalizuje w pierwszej lidze).

Na murawie mogli obejrzeć na żywo w akcji m.in. Radosława Majewskiego, Thibault Moulina czy Wilde`a-Donalda Guerriera, a na trybunach Sławomira Peszkę, który cierpliwie pozował do zdjęć i rozdawał autografy. Miejmy nadzieję, że kolejne 25 lat przyniosą równie emocjonujące momenty sportowe z udziałem trzebińskiego klubu.

Archiwum Przełomu nr 30/2025

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

WYRÓŻNIONE KOMENTARZE

Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

Mecenas Jan Hoffman kandyduje na prezydenta

Zauważyłem że,kiedy pojawia się w tekście....gdziekolwiek dwa słowa Koalicja Obywatelska...pojawia się Pani z artykułem informacjami...natomiast jednocześnie NIGDZIE Pani nie napiszę złych chwilach tejże partii politycznej,o pomysłach i jeśli nawet przyjdzie...taki moment obiera lub obierze Pani w słowa, które przykryją cały ten bajzel...i to nie są już wolne Media,a człowiek myśląc:"Przełom się sprzedał"...dlatego jeśli nie będzie dzików,nie będzie kiedyś Ukrainy, będzie zgoda...to gwarantuje, że być może kiedyś dziennikarze zaczną pisać o poważnych problemach i jak Je rozwiązać...lub napiszę o tych zaniedbaniach (jak to miało miejsce na PKP-ie w Libiążu)bo tego nikt nie roztrząsał,ale temat o kładce był... PRZYPADEK? Nie sądzę,po prostu LEWACTWO kupuję MEDIA WSZĘDZIE MASAKRA... KIEDYŚ LUDZIE BĘDĄ ZAŁĄCZAĆ TV TYLKO PO TO ABY SŁYSZEĆ TO PiS albo to Wina Tuska...TAKI MAMY CHORY KLIMAT

Szczery

02:28, 2026-06-10

Strzelanie dla sportu, mieszkańcy się boją zabłąkanej k

Gdzie jest ta strzelnica na tym Wapienniki? Bo szukam w internecie i nic znaleźć nie potrafię. Z okolic Wolbromia bym się na nią wybrał z moim sprzętem i amunicją. Postrzelał bym na długim dystansie 100 - 200m.

Ludwik

00:43, 2026-06-10

Na 800 metrach drogi będzie nowy asfalt

To zdjecie jest zabiste

Photo loto

23:54, 2026-06-09

Mecenas Jan Hoffman kandyduje na prezydenta

To doradza radzie czy burmistrzowi?

Peter

22:47, 2026-06-09

0%