Pięć zespołów i 10 tysięcy wyjazdów
Pogotowie Ratunkowe w Chrzanowie zabezpiecza cały powiat chrzanowski. Na jego terenie działają dwa zespoły stacjonujące w szpitalu w Chrzanowie oraz po jednym w Trzebini, Libiążu i Babicach. Pracują tu 62 osoby.
– Rocznie realizujemy około 10 tysięcy wyjazdów. Oczywiście najwięcej jest ich w Chrzanowie i Trzebini, ale zespoły z Babic, czy Libiąża często pokonują znacznie większe odległości. Karetka z Babic obsługuje między innymi okolice Alwerni, więc sama droga do pacjenta bywa dłuższa – mówi kierownik pogotowia Konrad Chechelski.
Ratownicy wyjeżdżają nie tylko na terenie powiatu. Jeśli dyspozytor medyczny w Krakowie uzna to za konieczne, karetki z Chrzanowa kierowane są także do sąsiednich powiatów, najczęściej oświęcimskiego.
W ostatnich latach starań udało się również doprowadzić do całodobowego funkcjonowania podstacji w Libiążu. Sprzętowo pogotowie nie odbiega od standardów obowiązujących w kraju. Każda karetka wyposażona jest podobnie, a flota jest sukcesywnie odnawiana.
– Nie mamy możliwości wymienić wszystkich ambulansów jednocześnie, dlatego od kilku lat kupujemy jeden nowy pojazd rocznie. Dzięki temu flota jest stopniowo odmładzana – wyjaśnia Chechelski.
„A gdzie jest lekarz?”
To pytanie nadal pada. Tymczasem od około trzech lat w zespołach wyjazdowych chrzanowskiego pogotowia nie ma już lekarzy.
– Ludzie często nadal mają przekonanie, że w karetce powinien przyjechać lekarz. Tymczasem ratownik medyczny to dziś osoba po studiach wyższych, licznych kursach specjalistycznych i bardzo wymagającym szkoleniu zawodowym. To nie są sanitariusze – podkreśla kierownik pogotowia.
Podobne doświadczenia ma Marcin Czechowicz, ratownik pracujący w Chrzanowie od początku roku.
– Starsi pacjenci nadal często zwracają się do nas „panie doktorze”. W trakcie rozmowy okazuje się, że lekarza nie ma, ale zwykle nie stanowi to problemu. Widać jednak, że ten dawny obraz pogotowia jest nadal bardzo silny – mówi.
Sam przyznaje, że rzeczywistość zawodu okazała się zupełnie inna niż wyobrażenia ze studiów.
– Uczy się nas przede wszystkim ratowania życia i działania w stanach nagłych. Tymczasem wiele wyjazdów dotyczy codziennych problemów ludzi, kwestii socjalnych czy sytuacji, które z medycyną ratunkową mają niewiele wspólnego - opowiada.
Między tragedią a samotnością
Choć ratownicy widzieli już niemal wszystko, są sytuacje, które zapamiętuje się na długo.
– Najbardziej zostają w głowie wyjazdy do dzieci i ciężkie wypadki drogowe. W takich sytuacjach trzeba działać szybko, precyzyjnie i jednocześnie mieć świadomość, że każdy ruch obserwują rodzice lub bliscy – mówi Grzegorz Rojek, który w pogotowiu pracuje od blisko 30 lat.
Jego zawodowa droga dobrze pokazuje, jak bardzo zmieniło się ratownictwo.
– Kiedy zaczynałem, nie było ratowników medycznych. Byli kierowcy i sanitariusze. Jeździło się nysami, polonezami albo dużymi fiatami. Dziś to zupełnie inny świat, nowoczesny sprzęt, procedury i technologie. To jak porównanie garażowego grania do profesjonalnej sali koncertowej – śmieje się ratownik.
O dzieciach mówi także Aleksandra Lorek, która do zawodu trafiła dopiero rok temu, wcześniej pracując jako kierownik produkcji.
– Wyjazdy do dzieci pamięta się najdłużej. Jako mama przeżywam je szczególnie mocno. Jesteśmy przygotowani do działania medycznego, ale emocji rodziny obecnej na miejscu nie da się całkowicie wyłączyć – przyznaje.
Na sygnale i wśród kierowców
Praca ratownika to nie tylko działania medyczne. Duża część odpowiedzialności zaczyna się już w chwili wyjazdu karetki ze stacji.
Grzegorz Rojek od lat prowadzi ambulanse i przyznaje, że jazda na sygnale wymaga ogromnej koncentracji.
– Musimy myśleć nie tylko za siebie, ale często także za innych uczestników ruchu. Odpowiadamy za kolegów w karetce, pacjenta i wszystkich ludzi wokół. To naprawdę wymagająca część tej pracy – podkreśla.

Ratownicy zgodnie zauważają, że świadomość kierowców jest dziś znacznie większa niż jeszcze kilkanaście lat temu.
– Większość kierowców zachowuje się bardzo dobrze. Jeśli jedziemy płynnie i dajemy czas na reakcję, ludzie ustępują miejsca i tworzą przejazd. Problemy zdarzają się głównie wtedy, gdy ktoś reaguje impulsywnie albo nie wie, jak zachować się na autostradzie – mówi Marcin Czechowicz.
Ratownicy zwracają uwagę zwłaszcza na sytuacje związane z korytarzem życia. Wciąż zdarzają się kierowcy, którzy próbują wykorzystywać go do zawracania lub omijania korka, blokując przejazd służbom.
Największy problem? Niepotrzebne wezwania
Choć podczas rozmowy pojawiały się tematy agresji wobec ratowników, stresu czy wielogodzinnych akcji, wszyscy rozmówcy najczęściej wracali do jednego problemu – nieuzasadnionych zgłoszeń.
– Karetka nie jest darmową taksówką do szpitala. Są sytuacje, z którymi ludzie powinni poradzić sobie w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. Często dopiero na miejscu okazuje się, że wezwanie w ogóle nie dotyczyło stanu nagłego – podkreśla Grzegorz Rojek.
Ratownicy nie ukrywają, że właśnie takie wyjazdy bywają najbardziej frustrujące.
– My ratujemy życie. Dlatego warto przed wybraniem numeru alarmowego zastanowić się, czy rzeczywiście potrzebna jest karetka. Bo może się okazać, że w tym samym czasie ktoś inny czeka na ten wolny zespół w sytuacji, w której liczy się każda minuta – podsumowuje Aleksandra Lorek.
Libiążanka 12:07, 19.06.2026
Częściej ten ratownik jest bardziej empatyczny niż niejeden lekarz, a wiem to z własnego przypadku jak na sobie tak na rodzinie i znajomych. Szacun dla Państwa 👏🫶
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

15.06.2026
PRACOWNIK. Fundamenty, mury, dach, z doświadczenie...

15.06.2026
PRZESTRZEŃ Psychoterapii Aleksandra Wołoszczak. Ps...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Podwyżka cen biletów ZKKM
To nielogiczne! Jednym się obniża żeby docisnąć innych. ABSURD! Albo są pieniądze na takie prezenty jak bilet wakacyjny albo nie ma. Przewodniczący Zgromadzenia wylicza, że komunikacja jest w 75% finansowana z wpłat gmin członkowskich, a w 25% z dochodów z biletów. Róbcie tak dalej to w przyszłym roku będziecie mieć proporcje 80% gminy i zaledwie 20% z biletów.
mtch
13:40, 2026-06-19
Podwyżka cen biletów ZKKM
a kiedy szmaciarze za publiczne środki wywalicie tego szkodnika Dyszego oraz zrobicie alternatywę dla kolei czyli połączenie autobusowe do Krakowa? jesli nie wszyscy won, precz
bążur
13:34, 2026-06-19
Podwyżka cen biletów ZKKM
Panie Redaktorze, może warto przeanalizować dokumenty i obowiązujące prawo, by dowiedzieć się, że zgromadzenie związku straciło kompetencję ustalania cen. Według interpretacji przepisów, zgromadzenie uchwala ceny maksymalna e, natomiast organ wykonawczy, to jest Zarząd Związku, wprowadza ceny, w oparciu tych maksymalnych. Nikt nie mówi też, że od lipca. Tylko jest możliwość, by od lipca zarząd zdobył te kompetencje.
Pablo
13:32, 2026-06-19
Podwyżka cen biletów ZKKM
A lektyka ile?
VvV
13:13, 2026-06-19