::photoreport{"type":"check-for-article","item":"7523"}
Nie mówi o sobie, że jest ekologiem. Nie śledzi trendów i nie inwestuje w kosztowne technologie. A jednak od ponad dwudziestu lat oszczędza wodę, wykorzystuje to, co daje ogród, nie marnuje odpadów organicznych i tworzy przestrzeń przyjazną zwierzętom. Władysław Kądzior z Libiąża pokazuje, że troska o klimat zaczyna się od codziennych wyborów i uważności na to, co dzieje się wokół nas.
::video{"type":"single","item":"12642"}
Powrót pod las
Gospodarstwo Władysława Kądziora z Libiąża to przykład życia w zgodzie z naturą - nie z obowiązku, ale z przekonania. Tu nic się nie marnuje, a większość rozwiązań powstała z własnej pomysłowości i wieloletniego doświadczenia gospodarza. Nie ma sztucznych nawozów, a każdy element gospodarstwa znajduje swoje zastosowanie.
Państwo Kądziorowie dwadzieścia lat temu wyprowadzili się z blokowiska w Chełmku, gdzie mieszkali przez 26 lat. Wrócili do rodzinnego Libiąża i wybudowali drewniany dom tuż pod lasem. Od początku chcieli żyć bliżej natury i samodzielnie wypracowywali rozwiązania, które pozwalają ograniczać marnowanie zasobów.
- To mnie cieszy, to lubię. Ja wolę coś porobić, zmęczyć się - mówi pan Władysław. - Staram się wykorzystywać to, co mam, nie marnować.
Nie planował tworzyć wzorcowego gospodarstwa ekologicznego. Po prostu robił to, co wydawało mu się rozsądne.
Każda kropla jest cenna
Jednym z najbardziej niezwykłych rozwiązań w gospodarstwie jest system odzyskiwania deszczówki. Woda z wszystkich rynien jest kierowana podziemnymi rurami drenażowymi do specjalnie przygotowanego zbiornika i studzienki. Całość Władysław Kądzior wymyślił i wykonał samodzielnie.
- Najpierw zrobiłem jeden odpływ, potem drugi, później kolejne. To nie było wszystko naraz. Tu są plastikowe rury drenażowe z dziurkami. Część wody zostaje po drodze w ziemi, a nadmiar spływa do zbiornika, takiego stawku - opowiada.
Pomysł nie pojawił się przypadkiem.
- Dwadzieścia lat temu robiliśmy znajomej odwodnienie działki. Wiedziałem, że potrzeba rur drenażowych. Wtedy chodziło o odprowadzenie wody. A tutaj cel był odwrotny – nawodnienie. Kiedyś wody było tyle, że podlewałem prosto z węża. Teraz trzeba ją oszczędzać, raz ze względu na koszty, dwa dlatego, że gołym okiem widać, że jest jej mniej.
Instalacja wykonana przez pana Władysława wymaga regularnego czyszczenia.
- Rury potrafią się zatkać, więc trzeba je czasem przetkać i wyczyścić.
Sam montaż też nie należał do łatwych.
- Wkopywałem rury pod werandą na leżąco. Musiałem się czołgać - śmieje się.
Dziś, po każdym deszczu, uważnie obserwuje poziom wody.
- Jak leje drobnym deszczem, to woda z dachu nie zdąży przez te rury dojść do zbiornika. Po drodze wsiąknie w ziemię. Choć zawsze coś tam zostaje, bo po każdym deszczu widać, że woda choć trochę się podnosi.
Własna studnia na deszczówkę
Zbiornik powstał w miejscu dawnego wykopu po budowie domu.
- Obok ustawiłem betonowe kręgi i stworzyłem własną studzienkę filtrującą.
Studzienka została dodatkowo osłonięta naturalną konstrukcją z gałęzi.
- Zrobiłem taką ściankę z plecionek z wierzby. Wszystko zarosło i teraz praktycznie wtapia się w ogród. Część zgniła, część wyrosła. Potem wykorzystuję te gałązki na pelet.
Obok studzienki stoi pompa.
- Kiedy studnia jest pełna, pompuję wodę i podlewam ogród. Beczka ma 250 litrów, pompuję ją kwadrans.
Szacuje, że dzięki temu znacząco ogranicza zużycie wody z sieci.
- Jest czerwiec. Korzystam z tej wody od kwietnia. Wykorzystałem do podlewania kubik w ciągu trzech tygodni, ale średnio wychodzi dwa kubiki miesięcznie. Od maja do września to około dziesięciu kubików wody, za którą nie muszę płacić.
Nie ma śniegu, nie ma wody
Pan Władysław od lat obserwuje zmiany zachodzące w najbliższym otoczeniu.
- Kiedyś wody gruntowe były na poziomie trzydziestu, czterdziestu centymetrów. A teraz? Na metr się kopie i jest suchutko.
Zmiany widać także w zbiorniku.
- Na początku były rośliny wodne, ryby, żaby. Rechot taki, że w maju nie szło wytrzymać. Teraz przez suszę prawie nic nie zostało.
Nie ma wątpliwości, że klimat się zmienia. Opadów jest mało. Wody gruntowe poszły bardzo głęboko. Jakby ktoś chciał wiercić studnię, to trzeba dwa razy głębiej niż kiedyś.
I dodaje krótko:
- Nie ma śniegu, nie ma wody.
Znikające mokradła i lasy
Zmiany dostrzega również w krajobrazie, który pamięta z dzieciństwa.
- Kiedyś tu, w pobliżu, poniżej, były mokradła. Teraz wszystko wysycha. Dawniej przez las szły rowy odwadniające. Wszystkie w tej chwili są puste.
Wspomina libiąskie okolice dzielnicy Budzowy i Szyjek.
- W stawach szczególnie to widać. Kiedyś wszystkie były napełnione. Rowem schodziła woda ze stawu Lasówka i napełniała stawy. Teraz ledwo cieknie.
Nie ukrywa też żalu związanego z wycinką drzew.
- Koło stawów rosły potężne dęby. Spotykali się tam wędkarze z całymi rodzinami. Pamiętam to z dzieciństwa, bo mój tata był prezesem związku. Teraz nie ma nic. W głębi lasu pustki. Co grubsze drzewa, wycinają. Ani lasu, ani wody.
Nic się nie marnuje
W ogrodzie państwa Kądziorów rosną między innymi pigwowce, porzeczki, truskawki, wiśnie, orzech laskowy i japoński, rzodkiewki, cebula, szczypior, buraki, cukinie i dynie.
Wszystko nawożone naturalnie.
Gałęzie po przycinaniu drzew nie trafiają na ognisko.
- Nie palę ich na stosie. Mam maszynę do peletowania. Rozdrabniam je, wynoszę na strych domku gospodarczego, tam się suszą, a potem rozsypuję pod krzewy i maliny.
Tak przygotowana ściółka pomaga zatrzymywać wilgoć i ogranicza rozwój chwastów. Pelet trafia również do skrzyń uprawowych.
- Rozsypuję go na spód, a dopiero potem ziemia.
Świadomie zrezygnował także z kupnego torfu.
- Korzystam z tego, co mam - zapewnia.
Drugie życie dla wody
W gospodarstwie działa również przydomowa oczyszczalnia ścieków.
- Mam szambo ekologiczne. Zbiornik ma dwa tysiące litrów. Tu jest filtr, rozdzielnik i odpowietrzniki.
Oczyszczona woda trafia do systemu rozsączającego.
- Ta woda się oczyszcza i nasącza wszystko w ogrodzie. Jak trawa jest skoszona, to widać ciemną zieleń pod każdym sączkiem.
Bywa, że pojawiają się tam nawet pieczarki, które momentalnie robaczywieją podczas suszy.
Brak kanalizacji sprawił, że było to jedyne możliwe rozwiązanie.
Ogród dla ptaków i nietoperzy
Ważną częścią gospodarstwa są zwierzęta.
Na drzewach wiszą budki dla ptaków. Jest także domek dla nietoperzy wykonany według projektu znalezionego w internecie.
Przez wiele lat stał pusty. Dopiero w ubiegłym roku pojawili się pierwsi lokatorzy. Nietoperze pomagają ograniczać liczbę komarów. Zimą gospodarz codziennie dokarmia ptaki. Przylatują dzięcioły, sikorki, sójki, wróble i bażanty.
- Bardzo lubię patrzeć na nie przez okno. Wołam wtedy wnuki i podziwiamy wspólnie ten ptasi teatr.
Historia Władysława Kądziora pokazuje, że działania na rzecz klimatu nie zawsze wymagają wielkich inwestycji. Czasem zaczynają się od prostego pytania: czy naprawdę muszę to wyrzucić, zmarnować albo zużyć więcej, niż potrzebuję?
Odpowiedź pana Władysława od lat pozostaje taka sama. Jeśli coś można wykorzystać ponownie, oszczędzić wodę, pomóc zwierzętom i zostawić przyrodzie choć trochę więcej przestrzeni - warto to zrobić. Nie dla mody. Nie dla rozgłosu. Po prostu dlatego, że tak należy.
Libiążanka 12:14, 19.06.2026
👏I dla takich ludzi mam ogromny szacunek. BRAWO 👏
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

15.06.2026
PRACOWNIK. Fundamenty, mury, dach, z doświadczenie...

15.06.2026
PRZESTRZEŃ Psychoterapii Aleksandra Wołoszczak. Ps...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Podwyżka cen biletów ZKKM
To nielogiczne! Jednym się obniża żeby docisnąć innych. ABSURD! Albo są pieniądze na takie prezenty jak bilet wakacyjny albo nie ma. Przewodniczący Zgromadzenia wylicza, że komunikacja jest w 75% finansowana z wpłat gmin członkowskich, a w 25% z dochodów z biletów. Róbcie tak dalej to w przyszłym roku będziecie mieć proporcje 80% gminy i zaledwie 20% z biletów.
mtch
13:40, 2026-06-19
Podwyżka cen biletów ZKKM
a kiedy szmaciarze za publiczne środki wywalicie tego szkodnika Dyszego oraz zrobicie alternatywę dla kolei czyli połączenie autobusowe do Krakowa? jesli nie wszyscy won, precz
bążur
13:34, 2026-06-19
Podwyżka cen biletów ZKKM
Panie Redaktorze, może warto przeanalizować dokumenty i obowiązujące prawo, by dowiedzieć się, że zgromadzenie związku straciło kompetencję ustalania cen. Według interpretacji przepisów, zgromadzenie uchwala ceny maksymalna e, natomiast organ wykonawczy, to jest Zarząd Związku, wprowadza ceny, w oparciu tych maksymalnych. Nikt nie mówi też, że od lipca. Tylko jest możliwość, by od lipca zarząd zdobył te kompetencje.
Pablo
13:32, 2026-06-19
Podwyżka cen biletów ZKKM
A lektyka ile?
VvV
13:13, 2026-06-19