Nasze dzieci wiedzą, że się dostaną - przelom.pl

Wiadomości

Zamknij

Nasze dzieci wiedzą, że się dostaną

. 07:26, 22.05.2026
Skomentuj Nasze dzieci wiedzą, że się dostaną

Egzamin ósmoklasisty od lat budzi emocje — zarówno wśród uczniów, jak i rodziców. O tegorocznych arkuszach, stresie egzaminacyjnym, korepetycjach i zmieniającym się podejściu młodzieży Klaudia Remsak rozmawia z Ewą Kowalską, dyrektor  Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 2 w Libiążu.

Sama instrukcja egzaminu dla starszego pokolenia wydaje się dość wymagająca. Słyszałam jednak od młodzieży, że dla nich to akurat bułka z masłem.

Ewa Kowalska: — Instrukcja nie sprawia żadnych trudności, ponieważ młodzież przez kilka lat wykonuje mnóstwo podobnych zadań, a sama formuła poleceń jest właściwie taka sama. Tutaj nic ich nie zaskoczyło.

Na egzaminie, oprócz lektur obowiązkowych, może pojawić się tekst spoza kanonu — tak było również w tym roku. Jak pani ocenia takie rozwiązanie?

— To dobrze, że pojawiają się teksty spoza kanonu. Ci młodzi ludzie nie będą przecież przez całe życie pracować wyłącznie na obowiązkowych lekturach. Muszą być otwarci, potrafić interpretować różne teksty. Jeśli umieją analizować lektury, poradzą sobie również z inną literaturą.

Egzamin ósmoklasisty z języka polskiego był dla wielu uczniów zaskoczeniem. Czy również dla młodzieży z tej szkoły? Tekst opowiadania Stanisława Lema “Przyjaciel Automateusza” był trudny?

— Żaden z uczniów nie wskazywał tekstu Lema jako szczególnie problematycznego. Pojawiło się natomiast pytanie wymagające bardzo dobrego uzasadnienia odpowiedzi właśnie w oparciu o ten tekst. Uczniowie przyznawali, że mieli z tym trudność — napisali odpowiedzi, ale nie byli pewni, czy wpisali się w klucz oceniania i czy właściwie zinterpretowali polecenie.

Czy byli uczniowie, którzy po egzaminie przyznali, że znali twórczość Lema?

— Byli, ale niewielu. Generalnie Lem jest trudnym autorem. W szóstej klasie omawia się „Bajki robotów”, ale raczej fragmentarycznie. Myślę jednak, że współczesna młodzież — wychowana w świecie gier komputerowych i nowych technologii — ma z tą tematyką pewne skojarzenia. To nie jest kwestia samego Lema, ale tego, czy ktoś ma obycie literackie.

Jedno z zadań dotyczyło interpunkcji. Czy zgadza się pani ze stwierdzeniem, że to jedna ze słabszych stron uczniów?

— Jestem polonistką. Co prawda w tym roku nie uczę klasy ósmej, ale w naszej szkole kładziemy duży nacisk na interpunkcję, bo ma ona ogromne znaczenie dla sensu zdań. Generalnie jednak uczniowie mają z nią trudności. Wynika to przede wszystkim z tego, iż uczniowie, pisząc wiadomości sms lub umieszczając wpisy w mediach społecznościowych nie używają znaków przestankowych. Po egzaminie sami przyznawali, że nie wszystko rozwiązali poprawnie.

Przejdźmy do matematyki. Uczniowie mówią, że egzamin był znacznie łatwiejszy niż język polski.

— Wielu uczniów mówiło, że arkusz był łatwiejszy niż w poprzednich latach. Rozwiązują dużo testów z wcześniejszych egzaminów, więc mają porównanie. 

Był stres przed egzaminem?

— Przede wszystkim dzieci są bardzo oswojone z arkuszem egzaminacyjnym. Rozwiązują mnóstwo zadań zarówno na lekcjach, jak i na zajęciach dodatkowych. W naszej szkole mamy też zwyczaj, że przez dwa ostatnie tygodnie przed egzaminem odpuszczamy sprawdziany z innych przedmiotów, aby uczniowie mogli się skupić i odpocząć.

Nie było widać dużego stresu. Na korytarzach uczniowie byli uśmiechnięci, spokojni, rozmawiali ze sobą. Pamiętam jeszcze czasy gimnazjum — wtedy uczniowie tuż przed egzaminem siedzieli z książkami i byli bardzo zestresowani. U nas psycholog rozmawia z młodzieżą na korytarzu, wspiera ją. Myślę, że dziś bardziej denerwują się rodzice niż dzieci. Uczniowie, siadając do arkusza, mają poczucie, że wszystko potrafią — i wydaje mi się, że to dobre podejście. Są pewni siebie, spokojnie piją wodę, spacerują, rozmawiają.

Czyli to już zupełnie inne pokolenie uczniów?

— Zdecydowanie spokojniejsze. Nie ma napięcia. Trzeba też pamiętać, że inaczej do egzaminów podchodzą uczniowie w dużych miastach, np. w Krakowie, gdzie trudniej dostać się do wybranych szkół i klas. Nasze dzieci wiedzą, że dostaną się do wymarzonych szkół — niekoniecznie do konkretnych klas, ale jeszcze chyba nie do końca rozumieją wagę punktów rekrutacyjnych. Dopiero później zaczynają to przeliczać. Wiedzą też, że oceny z przedmiotów mają znaczenie i że nadal mają czas, by je poprawić.

Przypomnijmy więc — co decyduje o dostaniu się na wymarzony profil?

— Liczą się oceny z konkretnych przedmiotów, które są przeliczane na punkty w systemie rekrutacyjnym, wyniki egzaminu oraz zainteresowanie daną klasą w konkretnym roku. Co jakiś czas zmienia się moda — raz większym zainteresowaniem cieszą się klasy biologiczno-chemiczne, innym razem matematyczno-informatyczne czy informatyczno-fizyczne. Trudniej dostać się do klas ścisłych, łatwiej do ogólnych lub humanistycznych.

A klasy językowe?

— Generalnie dzieci bardzo często korzystają z korepetycji językowych nie tylko przed egzaminem, ale właściwie przez całą podstawówkę. Wielu uczniów uczęszcza też do szkół językowych. Rodzice doceniają naukę angielskiego i często inwestują właśnie w ten kierunek. Zresztą przed egzaminem uczniowie zwykle mówią: najbardziej boimy się języka polskiego, potem matematyki, a najmniej angielskiego. Trzeba jednak pamiętać o skali centylowej. To, że uczeń ma 70 proc. z języka polskiego i 90 proc. z angielskiego, nie musi oznaczać, że lepiej napisał angielski. Liczy się również to, ilu uczniów w Polsce osiągnęło podobny wynik. Dlatego wyniki egzaminu podawane są zarówno w procentach, jak i centylach. Siedemdziesiąt procent z polskiego to bardzo dobry wynik, ale z angielskiego może oznaczać już wynik przeciętny. W matematyce ta skala wygląda jeszcze inaczej.

Dobrze, że wspomniała pani o korepetycjach. To dziś trendy— dzieci chodzą na nie masowo.

— Najczęściej są to korepetycje z matematyki. Wynika to między innymi z tego, że rodzice często nie potrafią pomóc dzieciom z języka angielskiego czy matematyki tak, jak mogliby pomóc z geografii czy biologii. Czasami jednak zapisywanie dzieci na korepetycje jest trochę „na wyrost” — rodzice chcą mieć poczucie, że zrobili wszystko i zdejmują z siebie odpowiedzialność.

Czyli nie pochwala pani korepetycji?

— Nie pochwalam. Uważam, że od pomagania są nauczyciele w szkole. Nie ma sytuacji, w której szkoła odmawia pomocy uczniowi. Organizowane są dodatkowe zajęcia, można przyjść, zapytać, poprosić o wsparcie. Tymczasem część rodziców uważa, że jeśli zapłacą za indywidualne zajęcia, to jest to bardziej prestiżowe.

Jeszcze kilkanaście lat temu mało kto chwalił się korepetycjami, bo oznaczały one problemy z nauką.

— A dziś na korepetycje często chodzą nie najsłabsi uczniowie, ale ci, którzy balansują między czwórką a piątką i chcą poprawić ocenę.

Zdarza się też, że na korepetycjach uczniowie rozwiązują dokładnie te same testy, które później pojawiają się w szkole.

— Tak samo jest z językiem angielskim. To szkodzi, bo staje się po prostu kolejną lekcją. Rozmawiamy o tym z rodzicami. Mówimy, że jeśli zauważymy realną potrzebę korepetycji, sami to zasugerujemy. Ale dziś jest to po prostu modne. 

 

(.)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%