To miała być kolejna intensywna, samodzielnie zaplanowana podróż. Tym razem po Bliskim Wschodzie. Zamiast pięknych fotek z Jordanii, Kataru, Omanu i Emiratów przywiózł wspomnienia o alarmach rakietowych, nocach bez snu, tygodniu spędzonym w hotelu pod ostrzałem i ewakuacji przez pustynię do Arabii Saudyjskiej. Jakub Jurek z Katowic, rodowity Trzebinianin, inżynier i menedżer, który odwiedził już 50 krajów, w kilka godzin stał się nie tylko uwięzionym turystą, ale też amatorskim korespondentem wojennym dla TVP. O bezradności, złości, przypadkowej medialnej przygodzie i o tym, dlaczego nadal nie zamieniłby swoich podróży na „all inclusive”, opowiada w rozmowie z Grażyną Kaim.
To miały być po prostu wakacje?
Tak. Normalny, samodzielnie zaplanowany wyjazd. W lutym i marcu chciałem objechać kilka krajów Bliskiego Wschodu: Jordanię, Kuwejt, Katar, Oman oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie. Wszystko miałem rozpisane, zarezerwowane, przemyślane. Początkowo planowałem też Bahrajn. Ostatecznie z niego zrezygnowałem. Napięcie w regionie było wyczuwalne. Nie przypuszczałem jednak, że konflikt obejmie także państwa Zatoki Perskiej. Tego nikt się nie spodziewał.
Czyli nie jechał pan całkiem beztrosko, ale zakładał pan inne ryzyko?
Dokładnie. Miałem z tyłu głowy, że w Jordanii może wydarzyć się coś niepokojącego. Ale Katar, Oman, Kuwejt? To wydawało się bezpieczne. Nie było żadnego powszechnego sygnału, że za chwilę rakiety polecą także tam. Dlatego, kiedy wojna zastała mnie w Dosze, to było kompletne zaskoczenie.
Jak wyglądał ten moment?
Byłem z ojcem. Tego dnia mieliśmy jeszcze trochę pozwiedzać Dohę przed wylotem do Omanu. Pojechaliśmy do dzielnicy West Bay, tej z nowoczesnymi wieżowcami, najbardziej kojarzonej z Katarem. I wtedy nagle zrobiło się surrealistycznie. Najpierw alarm, którego zresztą początkowo nie wzięliśmy do końca na poważnie, a potem spojrzałem w górę i zobaczyłem rakiety. Z jednej strony lecące pociski, z drugiej rakiety Patriot. Ziemia zaczęła drżeć, po chwili przyszła fala ciśnienia, taki podmuch w twarz. Człowiek nagle rozumie, że to nie film, tylko rzeczywistość.
Co się wtedy czuje? Strach?
U mnie najmocniejszy był nie tyle strach, ile bezradność. Bezwzględna, totalna bezradność. Człowiek całe życie coś organizuje, załatwia, planuje, ma poczucie sprawczości. A tu nagle nie możesz zrobić nic. Widzisz, że nad tobą lecą rakiety, nie możesz wyjechać, loty są odwołane, nie wiadomo, co będzie za godzinę. I nagle wszystko, co na co dzień wydaje się ważne - praca, mieszkanie, samochód - przestaje mieć znaczenie.
Wróciliście do hotelu?
Tak. I tam dopiero było widać skalę chaosu. Ludzie siedzieli w lobby, przy ścianach, z dala od przeszkleń. Część płakała. Zwłaszcza kobiety i dzieci reagowały bardzo emocjonalnie. Ja byłem bardziej wściekły, że nie mam żadnego wpływu na sytuację. Wtedy też szybko stało się jasne, że nigdzie nie lecimy. Wszystkie loty zostały anulowane.
Zostaliście w Dosze na tydzień. Jak wyglądało takie uwięzienie?
Na początku płaciłem za hotel z własnej kieszeni, ale później znalazłem informację w lokalnych mediach, że osoby, które nie mogą opuścić Kataru, mogą liczyć na bezpłatne zakwaterowanie i wyżywienie. Faktycznie tak było. W praktyce jednak to nie były wakacje, tylko życie w zawieszeniu. Człowiek funkcjonował na walizkach, a właściwie na plecaku. Praliśmy ręcznie bieliznę, suszyliśmy rzeczy i czekaliśmy na rozwój wydarzeń.
Dało się spać?
Prawie wcale. Zawsze w nocy były ataki - około północy, później koło trzeciej, siódmej rano. Zrywały człowieka na równe nogi. Miałem ze sobą stopery do uszu, ale celowo ich nie zakładałem. Bałem się, że przegapię alarm albo jakieś wezwanie. Spałem czujnie, o ile w ogóle można to nazwać snem.
W pewnym momencie zmienił pan hotel. Dlaczego?
Bo dowiedziałem się od pracownika, że nasz hotel znajduje się na linii ognia w kierunku amerykańskiej bazy wojskowej. Powiedział mi wprost, że dla własnego bezpieczeństwa przeniósłby się gdzie indziej. Posłuchałem tej rady. To też nie było łatwe, bo taksówki często odwoływały kursy. Ostatecznie udało mi się przenieść do hotelu na obrzeżach miasta.
Skąd czerpaliście informacje?
Przede wszystkim z lokalnych portali, takich jak Doha News czy Qatar News. Tam pojawiały się dane o zestrzelonych rakietach, dronach, sytuacji na lotnisku. W hotelu szybko powstała też specyficzna wspólnota ludzi uwięzionych przez konflikt: Włosi, Hiszpanie, Słowacy, inni Europejczycy. Wymienialiśmy się wiadomościami, rozmawialiśmy o tym, kto jak reaguje, czy jego rząd pomaga, czy nie pomaga. Ramadan dodatkowo nadawał temu wszystkiemu osobliwy rytm. Miejscowi "ożywali" dopiero po zmroku.
I wtedy pojawiła się telewizja. Jak to się stało, że został pan „korespondentem wojennym”?
Z przypadku. W telewizji apelowano, by osoby będące na miejscu zgłaszały się. Napisałem więc maila do TVP. Krótki, bardzo konkretny: „Jestem w Dosze. Jest wojna”. Odezwali się do mnie i zapytali, czy mogę wejść na żywo i opowiedzieć, co dzieje się na miejscu. Zgodziłem się. I tak to się zaczęło.

Mówił pan też o próbie oszustwa.
Tak. To była bardzo niebezpieczna sytuacja, bo ktoś podszywał się pod ambasadę i oferował mi „ewakuację” do Arabii Saudyjskiej za 14 tysięcy riali katarskich. To były ogromne pieniądze. Wszystko wyglądało wiarygodnie: numer, logo, sposób kontaktu. Dopiero później okazało się, że to oszustwo. Opowiedziałem o tym na antenie, żeby ostrzec innych.
Jak długo czekaliście na ewakuację?
Praktycznie tydzień, ale i tak byliśmy drugą po Niemcach grupą obywateli Unii Europejskiej, która została wywieziona z Kataru.
Jak wyglądała sama ewakuacja?
Najpierw wielogodzinna podróż autobusem przez pustynię do Rijadu. Nawigacja pokazywała 6-7 godzin, ale rzeczywistość i procedury graniczne zrobiły swoje. Jechaliśmy 14-15 godzin. Wokół ciemność, pustynia, znaki ostrzegające przed wielbłądami, które faktycznie biegały po pustyni. Potem z Rijadu polecieliśmy samolotem rządowym do Polski. Po tygodniu napięcia człowiek był fizycznie i psychicznie wyczerpany.
Na co dzień nie jest pan dziennikarzem, tylko menedżerem i inżynierem.
Zgadza się. Pracuję jako dyrektor w dwóch międzynarodowych firmach. Jedna zajmuje się sprzedażą masową dla przemysłu, druga transportem i obsługą terminali. Zawodowo przeszedłem długą drogę. Zaczynałem jako mechanik wagonów i lokomotyw w Trzebini, później zajmowałem się dużymi projektami kolejowymi, drogowymi i morskim. Zawsze lubiłem konkretne działanie na dużą skalę.
A podróże?
To moja druga natura. Odwiedziłem już 50 krajów i chciałbym dobić do setki. Nie interesuje mnie „all inclusive”. Wolę autentyczne, intensywne doświadczenie, nawet jeśli czasem kończy się ono historią, której sam bym sobie nie wymyślił. Spełniłem już kilka marzeń. Przejechałem się Ferrari po torze, byłem trzy razy na meczu Interu Mediolan, przejechałem całe zachodnie wybrzeże USA. Teraz myślę o Ameryce Południowej.
Po tym wszystkim nie ma pan dość?
Nie. Wojny nikomu nie życzę. Ale paradoksalnie doświadczenie takie jak to w Katarze, pokazuje człowiekowi, kim jest naprawdę. I chyba jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że warto żyć intensywnie.

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Pan burmistrz dobrze wiedział o co ci chodzi. A teraz udaje ze nie wie i nie chce się wypowiadać na ten temat , popieram tych ludzi którzy rozwiązali umowy, i mam nadzieję ze inni tez tak zrobią, te mieszkania to zwykła siema
Chrzanow wita
14:46, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Przecież burmistrz, to pachołek Tuska. Nie liczcie na to , że Wam pomoże. Trzeba zrobić referendum, tak jak w Krakowie i wybrać innego burmistrza. Wtedy może będzie lepiej.
Gieks
13:30, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
A co na to nasz Robert - może redakcja go dopytać, bo po budowie latał i wywiadów udzielał .......
:)
13:18, 2026-05-21
“Przełom” to moje ukochane dziecko
odloty molendowej..... nie dość, że komentujesz sama swoje artykuły to jeszcze przeprowadzasz wywiady sama ze sobą, przecież remsak nie jest w stanie zadać samodzielnie żadnego pytania. 🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣
bążur
10:35, 2026-05-21
WYRÓŻNIONE KOMENTARZE
7 3
A kto bogatemu zabroni 😂😂😂
10 1
A kogo to obchodzi.
Pozostałe komentarze
7 1
Szukajcie a znajdziecie jak mówi Pismo Święte. Szukałeś guza i znalazłeś.
6 0
po co tam się pchał? widać że jednostka bez zmysłu przetrwania ..
Naruszono regulamin portalu lub zgłoszono nadużycie. Komentarz został zablokowany przez administratora portalu.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz