Nie masz konta? Zarejestruj się

Przełom Online

Zmarli do nas przychodzą

31.10.2019 19:00 | 1 komentarz | 4 642 odsłony | Natalia Feluś

Jest o tym przekonana 89-letnia Stanisława Dudek z Trzebini, której dziadek był pogrzebowym śpiewakiem. Niegdyś była to ważna funkcja podczas obrządku żegnania zmarłych.

 

1
Zmarli do nas przychodzą
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Pani Stanisława przypomina o zwyczajach związanych ze śmiercią.
Przede wszystkim zmarły leżał w domu - trzy dni. Stamtąd ciało wiozło się wozem do kościoła, a następnie na cmentarz. Konduktowi towarzyszył ksiądz i wspomniany śpiewak.

Bardzo ważne było, by do trumny włożyć wszystko to, z czym zmarły był mocno związany. Ludzie wierzyli, że jeśli się o czymś zapomni, to będzie się o to „upominał".

- Raz po południu siadłam sobie w domu i odpoczywam, a tu słyszę, że ktoś chodzi po kuchni i stęka. Wieczorem się to powtórzyło. Kolejnego wieczoru znów stękanie. Pytam męża: czego ja nie dałam do grobu mojej dopiero co zmarłej mamie? Chyba tylko szpilki do włosów - pomyślałam. Szukałam tej szpilki i szukałam aż znalazłam i następnego dnia na cmentarz zaniosłam. I skończyło się stękanie - wspomina Pani Stanisława.

Do dziś rodziny starają się, by zmarłego pochować do niedzieli przed którą umarł. Teraz raczej już nikt nie tłumaczy, dlaczego. Ale kiedyś - jak opowiada pani Stanisława - było to oczywiste: żeby zmarły nie „pociągnął" do grobu następnej osoby z rodziny.

O innych zwyczajach związanych z pogrzebem, a także historie o świetlikach, duszkach i stukaniu w szafie, opowiedziane nam przez Stanisławę Dudek, możecie przeczytać w aktualnym, papierowym wydaniu „Przełomu".

KUP DOSTĘP DO AKTUALNEGO e-WYDANIA TYGODNIKA „PRZEŁOM"