Jak spaść, to z dobrego konia; Leje jak z cebra - przelom.pl

Porady

Zamknij

Jak spaść, to z dobrego konia; Leje jak z cebra

red 10:58, 05.06.2012 Aktualizacja: 22:31, 20.10.2025
Skomentuj Jak spaść, to z dobrego konia; Leje jak z cebra Maciej Malinowski

Polszczyzna łatwizna

Polszczyzna łatwizna

Funkcjonuje w polszczyźnie powiedzenie: Jak spaść (spadać), to z wysokiego konia. Mówi się tak wtedy, gdy chce się podjąć jakieś ambitne, trudne zamierzenie, ale jednocześnie ma się świadomość tego, że to rzecz niesłychanie trudna, często ponad siły i możliwości.

Oto przykład, kiedy można się owym zwrotem posłużyć:
- Wiesz, mamo - mówi córka - po dobrze zdanej maturze chciałabym się dostać na psychologię.
- Ależ, Kasiu, tam zawsze jest kilkunastu kandydatów na jedno miejsce - dziwi się mama.
- Nie przeraża mnie to - twardo stoi przy swoim córka. - Jak spadać, to z wysokiego konia...
Przywołany przeze mnie frazeologizm, podawany w różnych słownikach i poradnikach w takiej właśnie postaci, tzn. Jak spaść (spadać), to z wysokiego konia, jest właściwie... niepoprawny. Jak twierdzi prof. Andrzej Markowski w książce "Czy znasz polszczyznę? Zagadki językowe" (wydawnictwo Trio, Warszawa 2004 r.), nie powinno się mówić: Jak spaść (spadać), to z wysokiego konia, tylko: Jak spaść (spadać), to z dobrego konia.

Dlaczego?.

Prof. Andrzej Markowski wyjaśnia to następująco:
- Wymiana w owym powiedzeniu przymiotnika "dobry" na "wysoki" jest błędem, ponieważ w owym zwrocie tradycyjnie odwołujemy się do "upadku z konia dobrego", co nie przynosi ujmy. "Wysokość konia", choć to cecha widoczna, nie świadczy jeszcze o klasie wierzchowca.

Namawiam więc do posługiwania się przytoczonym frazeologizmem we właściwej, a nie zniekształconej postaci.
Wielu użytkowników chętnie sięga również po inne powiedzenie - lać jak z cebra. Mówi się tak czasem, kiedy pada ulewny, rzęsisty deszcz i nie da się wyjść z domu. Ale dlaczego akurat z cebra? Co to jest ów cebr (ceber)?
Niewątpliwie mamy do czynienia z wyrazem przestarzałym i to... bardzo przestarzałym, uchodzi on bowiem za pierwsze zapisane polskie słowo pospolite. Znajdujemy je już w "Kronice polskiej" Anonima zwanego Gallem (inaczej Galla Anonima) do roku 1113, opisującej dzieje Piastów (przede wszystkim Bolesława Krzywoustego). W opowiadaniu o Piaście i jego gościnności autor wymienia pluralną formę czebri na oznaczenie `naczyń z drewna`. Takie pojedyncze naczynie nazywano jednak nieco inaczej czber, a nie: czebr.

Dlaczego?

Otóż, w gwarach mazurzących spółgłoskę cz ludzie wymawiali jak c, słowo czber przeszło więc w cber i w takiej postaci (tzn. z nagłosowym c) zaczęło funkcjonować w polszczyźnie ogólnej. Z czasem jednak i ono poddane zostało gramatycznej modyfikacji. Powodem było to, że podczas odmiany cber przyjmował formy przypadków zależnych o innej postaci tematu (ceb-, a nie: cbe-). Mówiono cber, ale: cebra, cebrowi, cebrem, o cebrze. Jak widać, tych ostatnich było więcej, więc w końcu i w mianowniku ustalił się ostatecznie cebr.

Dziś jednak we współczesnej polszczyźnie mamy nie słowo cebr, tylko ceber, od którego utworzono zdrobniałe formy ceberek, cebrzyk (czyli `małe cebry`). W liczbie mnogiej są oczywiście (te) cebry (w dopełniaczu cebrów).
Czas na wyjaśnienie, dlaczego słowo to weszło do frazeologizmu lać jak z cebra.
Ceber był dużym (jednym z największych), okrągłym naczyniem do noszenia wody (i innych płynów, np. trunków), wykonanym z drewnianych klepek z obręczami. Początkowo obręcze również robiono z drewna (przeważnie z leszczyny), dopiero później ze stalowej taśmy (nazywała się bednarka).

Ponieważ jednak taki ceber służył do noszenia wody, a nie tylko jej gromadzenia, musiał mieć oczywiście jakieś ucha. Dlatego w cebrze nie wszystkie klepki były jednakowej długości: dwie przeciwległe specjalnie wydłużano, a na ich końcu wiercono otwory, przez które przekładano drążek (tzw. powerek). Wtedy dopiero dwie osoby mogły ów wielki pojemnik z wodą (niesłychanie ciężki) podnieść i przenieść go w dowolne miejsce.

Zdarzało się jednak, że w starych, wysłużonych lub wadliwie wykonanych cebrach między klepkami występowały szczeliny, więc z całego naczynia wylewała się jego zawartość. Jeśli zatem z takiego cebra (transportowanego nawet na krótką odległość) woda tryskała na różne strony, niosące go osoby wyglądały potem tak, jakby zlał je rzęsisty deszcz.
Poza frazeologizmem leje jak z cebra dawna polszczyzna znała i inny: Kto ma umrzeć, i w cebrze wody utonie. Nie warto natomiast upowszechniać wątpliwej jakości powiedzenia powstałego ostatnimi czasy: Kto rano wstaje, ten leje jak z cebra...

Maciej Malinowski jest mistrzem ortografii polskiej (katowickie "Dyktando"), autorem książek "(...) boby było lepiej", "Obcy język polski" i "Co z tą polszczyzną"


Przełom nr 20 (1041) 23.5.2012

(red)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

OSTATNIE KOMENTARZE

0%