Na szczęście albo całe szczęście, że...Mieć coś wypisane na twarzy - przelom.pl

Porady

Zamknij

Na szczęście albo całe szczęście, że...Mieć coś wypisane na twarzy

red 10:55, 31.07.2013
Skomentuj Na szczęście albo całe szczęście, że...Mieć coś wypisane na twarzy Maciej Malinowski

Polszczyzna łatwizna. Maciej Malinowski jest mistrzem ortografii polskiej (katowickie „Dyktando”), autorem książek „(...) boby było lepiej”, „Obcy język polski” i „Co z tą polszczyzną”

Polszczyzna łatwizna. Maciej Malinowski jest mistrzem ortografii polskiej (katowickie "Dyktando"), autorem książek "(...) boby było lepiej", "Obcy język polski" i "Co z tą polszczyzną"

Na nasze szczęście zawodnik drużyny przeciwnej dotknął siatki - słyszę czasem, oglądając w Polsacie mecze siatkówki z udziałem polskich drużyn żeńskich i męskich.

Niestety, dziennikarze i osoby zapraszane do komentowania wydarzeń na parkiecie nie zawsze używają dobrej polszczyzny. Jest to niebezpieczne, gdyż słysząc pewne zwroty czy sformułowania, oglądający, chcąc nie chcąc, zapamiętują je i potem tak właśnie mówią czy piszą (mam na to wiele dowodów).

Najpierw o uchybieniu w zdaniu: Na nasze szczęście zawodnik drużyny przeciwnej dotknął siatki.
Otóż warto zapamiętać (jeśli się tego nie wiedziało), że mamy w polszczyźnie dwa wyrażenia: na szczęście i całe szczęście, że..., które znaczą to samo (pomyślnym zbiegiem okoliczności, szczęśliwym zrządzeniem losu; szczęśliwie).
Kiedyś był także w obiegu przysłówek szczęściem występujący w narzędniku. Mówiono: Szczęściem nikt tego nie zauważył;

Szczęściem nie doszło do tragedii. Dziś forma ta wyszła z użycia.

Możemy natomiast powiedzieć: Na szczęście nikt tego nie zauważył; Na szczęście nic się takiego strasznego nie stało lub Całe szczęście, że nikt tego nie zauważył; Całe szczęście, że nic się takiego strasznego nie stało.
Nie wszyscy o tym wiedzą (właśnie komentatorzy meczów siatkówki i ich goście) i wprowadzają do wypowiedzi błędne konstrukcje: na całe szczęście, na nasze szczęście, np. Na całe szczęście piłka wyszła poza boisko; Na nasze szczęście zawodnik drużyny przeciwnej dotknął siatki itp. Rzecz jasna, powinni mówić: Na szczęście piłka wyszła poza boisko; Na szczęście zawodnik drużyny przeciwnej dotknął siatki lub Całe szczęście, że piłka wyszła poza boisko; Całe szczęście, że zawodnik drużyny przeciwnej dotknął siatki.

Jak nietrudno się domyślić (z pewnością już to Państwo zrobili), wyrażenie na całe szczęście jest skrzyżowaniem wyrażeń na szczęście i całe szczęście, że... Językoznawcy uważają je za błędne.

***

Mówi się nieraz, że ktoś ma coś wypisane na czole (np. to, ile liczy lat, co akurat myśli, na co przyszła mu ochota, czym się martwi albo z czego się cieszy itp.), jeśli jego zachowanie czy wygląd na to wskazuje, rzuca się w oczy. Jest to oczywiście frazeologizm, znany też w wersji: mieć coś wypisane na twarzy.

Używa się go w takich przykładowo zwrotach (wynotowałem je z internetu): Czy ja wyglądam na dziewczynę mającą wypisane na czole: "Uwaga, nie lubię was"?; Zachowywała się tak, jakby miała wypisane na czole: błagam, niech Tomek powie, że to nieprawda...; Mam trzy randki w czasie tego weekendu. Chyba muszę mieć to wypisane na czole!; Jestem trochę frajer, wiem, superfrajer. Mam to wypisane na twarzy...

Okazuje się, że zwrot mieć coś wypisane na czole (twarzy) nawiązuje w sensie przenośnym do opisu pewnych realnych zwyczajów sprzed wieków. Otóż w czasach średniowiecznych różnej maści przestępców schwytanych i skazanych (np. oszustów, złodziei, włóczęgów) piętnowano, to znaczy wypalano lub wygniatano im na ciele specjalne znaki. Owo piętnowanie było karą znacznie poważniejszą niż popularna wówczas publiczna chłosta czy pręgierz albo zakucie w dyby, gdyż zostawiało fizycznie trwały ślad na całe życie.

Jak pisze Witold Paweł Cienkowski w Kalejdoskopie językowym (Warszawa 1967), w Rosji zwyczaj ten przetrwał aż do 1863 r. Złodziejom wypalano na czole literę rosyjską B (czyli nasze W), na policzkach zaś litery O i P (nasze R), co tworzyło słowo BOR [wym. wor], czyli złodziej.

Dla nikogo nie ulegało więc wątpliwości, że taki "obrendowany" przestępca właśnie uciekł z więzienia albo z zesłania. W ten sposób łatwo go było rozpoznać i ponownie schwytać. Była to też dla wszystkich informacja, że od takiego napiętnowanego jegomościa należy się trzymać z daleka, bo jest groźny, niebezpieczny, nieobliczalny. Nie trzeba chyba dodawać, że i po odbyciu kary taki człowiek nie mógł liczyć na przychylność otoczenia. Blizny na twarzy mówiły same za siebie...

Zdradzę państwu na koniec, że w średniowieczu znano też inne kary cielesne (była to tzw. mutylacja), np. okaleczanie (przez wypalanie oczu) albo odcinanie winowajcom poszczególnych części ciała (dłoni, ręki, nogi, nosa, uszu, języka). Przykładowo za kradzież karano obcięciem dłoni, za złamanie postu - wybiciem zębów, a za hultajstwo, czyli szelmostwo - obcięciem uszu (stąd popularne kiedyś powiedzenie: szelma bez ucha).

Uwaga! Istniała też kara za łapówkarstwo. Otóż przyłapanie kogoś na przekupstwie groziło napiętnowaniem rozpalonym żelazem.
Przełom nr 29 (1100) 24.7.2013

(red)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OGŁOSZENIA PROMOWANE

OSTATNIE KOMENTARZE

0%