Były komendant na tropie tajemnic sprzed lat - przelom.pl

Polecamy

Zamknij

Były komendant na tropie tajemnic sprzed lat

.Łukasz Dulowski, Michał Koryczan 12:00, 18.02.2025 Aktualizacja: 00:31, 24.10.2025
1 Były komendant na tropie tajemnic sprzed lat Mirosław Dudek Reklama W najnowszym odcinku podcastu z cyklu „Przełomowe rozmowy”, gościem Michała Koryczana i Łukasza Dulowskiego jest Mirosław Dudek z Babic, znawca i pasjonat lokalnej historii. Wiele osób kojarzy go jako policjanta. Przez lata był szefem komisariatu w Alwerni, tropiąc przestępców. Dziś, będąc na policyjnej emeryturze, nadal prowadzi swoje śledztwo, wgłębiając się w lokalną historię. Jest jej znawcą i pasjonatem. Zwłaszcza tej z czasów II wojny światowej. W najnowszym podcaś

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". Wiele osób kojarzy go jako policjanta. Przez lata był szefem komisariatu w Alwerni i tropił przestępców. Dziś, będąc na policyjnej emeryturze, nadal prowadzi swoje śledztwo, wgłębiając się w lokalną historię. Jest jej znawcą i miłośnikiem. Zwłaszcza tej z czasów II wojny światowej. O swojej pasji Mirosław Dudek z Babic opowiada w rozmowie z Michałem Koryczanem i Łukaszem Dulowskim.

Pasjonuje cię historia II wojny światowej w lokalnym kontekście. Odkrywając tajemnice sprzed lat. szukasz w terenie różnych pamiątek wojennych. Nie boisz się, że coś ci wybuchnie pod nogami?
Strach jest moim nieodłącznym towarzyszem. Jeżeli ktoś się nie boi, jest człowiekiem nieodpowiedzialnym. Nie wiadomo, na co się trafi. Wszystko może wybuchnąć. To są przedmioty, które mają już 80 lat. Są często przerdzewiałe. Ja się nie nastawiam na szukanie typowych niewybuchów. Można szukać monet, klamer, odznaczeń, ale strach jest w poszukiwaniach nieodzowny. Ja się tego nie wstydzę i jak coś brzęczy, to po prostu się boję.

Bo tak do końca nie wiesz, co się kryje pod ziemią.
Ziemia nie wciąga do siebie, ale jakby wypycha te wszystkie artefakty z przeszłości. Coś zabrzęczy i może to być kapsel po Coca-Coli, ale równie dobrze być jakiś niebezpieczny pocisk z zapalnikiem z czasów II wojny światowej.

Jak to się stało, że złapałeś bakcyla odkrywania lokalnej historii?
Mój tata, świętej pamięci, zaszczepił we mnie tę pasję. On też był zbieraczem takich pamiątek. Nie chodził po lasach, nie szukał, ale kolekcjonował.

Zaczątkiem mojej przygody z historią było zbieranie informacji o terenie Dolnego Śląska, o Górach Sowich. Robiłem to jeszcze jako nastolatek. Kiedy poznałem moją żonę, okazało się, że pochodzi z tamtych stron i udało mi się tam w końcu pojechać. No i trafiłem do środka Gór Sowich, do Walimia. Potem poszło jak po sznurku.

Jak wyglądała sytuacja frontowa na terenie dzisiejszego powiatu chrzanowskiego, gdy nacierała Armia Czerwona, bo chyba często znajdujesz w ziemi różne pamiątki właśnie z tamtego okresu.
Interesuję się szczególnie gminą Babice. Wojska radzieckie nacierały tu od strony Kwaczały i od Zatora. Niemcy stawili potężny opór na obszarze Czarnego Lasu. Można powiedzieć, że górowali nad Babicami i mieli przewagę nad Rosjanami, zatrzymując całą ofensywę. Pamiętajmy, że na wzgórzu nie było tych drzew co obecnie. Niemcy mieli obsadzone stanowiska moździerzowe i stamtąd operowali. Mieli niesamowity widok.

Często piszemy o tym, że w okolicach Tenczynka i trochę bardziej w stronę Krakowa, ludzie spacerujący po lesie napotykają na niewybuchy, rzeczy niebezpieczne.
Alianci wiedzieli, że w Rudnie znajdują się potężne składy amunicji niemieckiej. No i postanowili zbombardować to miejsce, ale omyłkowo zbombardowali miejscowość Kamień oddaloną o kilkanaście kilometrów. W okolicach Tenczyna i Rudna do dziś pozostały te składy. Ponoć nawet saperzy się boją tam wchodzić. Miejscowi mówią, że to są pryzmy. Nawet była tam rampa kolejowa, gdzie pociąg miał wjeżdżać po te zasoby. Oczywiście one są w lasach, z dala od zabudowań, ale ludzie faktycznie boją się tam wchodzić.

A w gminie Babice, gdzie najczęściej natrafiasz na znaleziska?
Na wzgórzu lipowieckim, w Czarnym Lesie. Tam, gdzie w czasie wojny stacjonowało wojsko. Niemcy jak się dowiedzieli, że zacznie się ofensywa radziecka, to obsadzali całe wzgórze. Nie trzeba żadnego wykrywacza metali. Wystarczy przejść po terenie zrytym przez dziki, które wyciągają na powierzchnię różne artefakty, np. lotki z moździerzy.

Są też troszkę większe rzeczy, bo w dokumentach można znaleźć informację, że jeden z radzieckich czołgów średnich, T-34, zatonął w bagnie w Rozkochowie. Próbowałeś rozszyfrować ten temat?
Tak i jestem w kontakcie z grupą poszukiwawczą. Ma ona zezwolenie na wycinkę drzew w tej części wsi zwanej Słonica. Posiadam kopię dokumentów radzieckich z czasów działań w styczniu 1945 roku. Jest tam napisane, ile czołgów zostało rozbitych i, że jeden utonął w bagnie. Rosjanie o nim mnie wiedzieli. Wielotonowy czołg wjechał i od razu zatonął, prawdopodobnie razem z załogą.

Co trzeba by dzisiaj zrobić, żeby go wyciągnąć? To pewnie duże koszty, cała logistyka, jak to miałoby wyglądać?
Oglądam filmiki, jak w Rosji wyciągają zniszczone T-34. Czołg z Rozkochowa na pewno nie jest zniszczony, bo on nie brał tu udziału w działaniach bojowych. On po prostu jechał. Prawdopodobnym celem był folwark w Jankowicach, który zajmowali niemieccy żołnierze. To byłoby takie odkrycie rzeczywiście niebagatelne.

Jeśli chodzi o wspomniane Jankowice, to w czasie wojny były strategiczne pod tym względem, że znajdował się tam most, przeprawa na Wiśle.
Tak. Z relacji świadków znam taką historię z końca wojny, gdy żołnierze radzieccy, którzy dowiedzieli się o istnieniu mostu w Jankowicach, napotkali niemiecki patrol na motocyklu. Przepuścili go. Okazało się, że to byli saperzy. Za chwilę usłyszeli bum, bo go wysadzili w powietrze.

Czy były takie sytuacje, że w czasie historycznej wędrówki ciarki ci po plecach przeszły, bo sytuacja czy miejsce troszkę przerażało?
Tak. Człowiek chodzi, szuka przykładowo jakiejś ziemianki, stąpa po stropie. Zdarzyło mi się kilka razy, że zapadł się sufit i wpadłem do środka. Albo gdy wlazłem do jakiejś piwnicy, a tam widzę dwa stare, drewniane łóżka, na których bym się nie pomieścił. Widok jak z horroru. 

Pamiętam, jak opowiadałeś, że wchodzisz do jakiegoś opuszczonego pomieszczenia, a tam ktoś siedzi na krześle...
To było w Kwaczale. Spalony budynek. Totalna ruina. Nieogrodzona, zamaskowana drzewami. Takie właśnie rzeczy przyciągają. Adrenalina rośnie. No i wszedłem do tego budynku. Drzwi otwarte, okien nie było. Na środku stół i krzesło. Myślałem, że ktoś na nim siedzi. Okazało się, że ktoś sobie zrobił żart. Ustawił tu manekina i ubrał go. Aż mnie ciarki normalnie przeszły, mimo że nie należę raczej do lękliwych osób.

Zapraszamy do posłuchania podcastu z Mirosławem Dudkiem na przelom.pl

Archiwum Przełomu nr 45/2024

(.Łukasz Dulowski, Michał Koryczan)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

GlinaGlina

2 0

Miło popatrzyć na tak umętrzonego młodego emeryta.

14:09, 18.02.2025
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%