Nie masz konta? Zarejestruj się

Trzebinia

Jak przełamać samotność po izolacji

06.03.2022 09:00 | 1 komentarz | 1 573 odsłona | Agnieszka Filipowicz
Przedłużająca się pandemia pokazała, jak trudno jest nam wszystkim poradzić sobie z długotrwałym odosobnieniem. Dlatego chcemy wesprzeć osoby, doświadczające długotrwałej izolacji - mówi Milena Ślusarczyk z Trzebini, 16-letnia uczennica I LO im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie, liderka projektu "PodarujMysie".
1
Jak przełamać samotność po izolacji
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Agnieszka Filipowicz: Do tej pory było o Tobie słychać głównie za sprawą sukcesów szachowych, które odnosisz od najmłodszych lat, reprezentując barwy Hetmana Koronnego w Trzebini. Co skłoniło Cię, by zaangażować się w działania społeczne?

Milena Ślusarczyk: Zauważyłam w szkole ogłoszenie o olimpiadzie "Zwolnieni z teorii", w której osoby niepełnoletnie mogą tworzyć własne projekty społeczne. Uczę się w klasie biologiczno-matematyczno-chemicznej. Być może ten fakt stanowił jedną z inspiracji, by zaangażować się w projekt, który zajmuje się problematyką samotności poizolacyjnej. Próbujemy w nim odpowiedzieć na kilka ważnych pytań - co zrobić, by wykorzystywać czas lockdownu lepiej? Jak wpływa na nas pandemiczna sytuacja na świecie? Jak my, młodzi ludzie, możemy pomóc osobom doświadczającym problemów z długotrwałą izolacją?

No właśnie, jak możecie pomóc?

- Na przykład organizując spotkania, aktywizując osoby dotknięte izolacją. Tak możemy przełamać tę poizolacyjną samotność. Ta olimpiada tak naprawdę uczy nas życia.

Czyli czego konkretnie?

- Na przykład organizacji wydarzenia od początku do końca, publicznego wypowiadania się, umiejętności planowania.

Co już zrobiliście podczas realizacji projektu?

- W ramach działań na rzecz projektu podjęliśmy współpracę z hospicjum Alma Spei dla Dzieci. Przez kilka dni, w kolorowych przebraniach, kolędowaliśmy w domach podopiecznych hospicjum. To było dla nas piękne doświadczenie, choć jednocześnie - trudne, bo obciążające psychicznie. Podjęliśmy się też organizacji zajęć w Wojewódzkim Specjalistycznym Szpitalu Dziecięcym im. św. Ludwika w Krakowie. Podobnie było w Warsztatach Terapii Zajęciowej w Chrzanowie i w Chełmku. Wszystko to realizowaliśmy, uwzględniając obowiązujące obostrzenia antycovidowe.

Coś Cię zaskoczyło podczas realizacji tego projektu?

- Uświadomiłam sobie, że ludzie długotrwale hospitalizowani odczuwali problem samotności izolacyjnej już wcześniej, jeszcze przed pandemią. To nas uderzyło.

A co cię wzruszyło?

- Największą nagrodą dla nas był uśmiech na twarzach ludzi, zwłaszcza tych małych, chorych dzieciaczków. Doprowadziliśmy do małej, ale jednak znaczącej zmiany, która była nich ważna. Jestem szczęśliwa, że mogłam być częścią tego wydarzenia. Serce rosło, gdy patrzyło się na ich uśmiechnięte twarze.

Pewnie te wszystkie spotkania dostarczyły wam - mówię o autorach projektu - wiele emocji, ale i refleksji, czasem smutnej.

- Tak. Za każdym razem towarzyszyła nam refleksja. Zwłaszcza, gdy wracaliśmy z hospicjum dla dzieci, chorujących na nieuleczalne choroby. Najważniejsze było jednak niesienie im radości. Każdy uśmiech na twarzy dziecka jest bezcenny - tego się nauczyłam w tym projekcie.