Nie masz konta? Zarejestruj się

Historia

Historyczne przejścia gdańskich schodów

11.08.2010 14:32 | 0 komentarzy | 11 533 odsłon | red
W "Ilustrowanym Przewodniku po Galicyji" wydanym przez Mieczysława Orłowicza w 1919 roku trzy zabytki pochodzące z ziemi chrzanowskiej uhonorowane zostały zamieszczeniem ich fotografii. Były to nasze zamki Lipowiec i Tenczyn oraz sala z gdańskimi schodami w krzeszowickim pałacu Potockich. Co takiego było w tych schodach, że przyćmiły nasze klasztory, kościoły i pałace?
0
Historyczne przejścia gdańskich schodów
Gdańskie schody, przeniesione z Krzeszowic, można teraz oglądać w sali Stuba Communis w Collegium Maius UJ
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

W "Ilustrowanym Przewodniku po Galicyji" wydanym przez Mieczysława Orłowicza w 1919 roku trzy zabytki pochodzące z ziemi chrzanowskiej uhonorowane zostały zamieszczeniem ich fotografii. Były to nasze zamki Lipowiec i Tenczyn oraz sala z gdańskimi schodami w krzeszowickim pałacu Potockich. Co takiego było w tych schodach, że przyćmiły nasze klasztory, kościoły i pałace?

Przewodnik redagowany przez Orłowicza miał przybliżać Polskę mieszkańcom wszystkich trzech zaborów. Wypadało więc pokazać rzeczy najbardziej znane i cenne, a o gdańskich schodach wiedzieli wszyscy zainteresowani narodowym dziedzictwem, bo ich zakup dokonany przez Katarzynę Potocką w Gdańsku wiązał się z międzynarodowym skandalem. W każdym razie taką otoczkę starali się nadać tej transakcji Gdańszczanie.

W Gdańsku
W 1856 roku Hrabina Potocka, szukając ciekawych obiektów do wystroju krzeszowickiego pałacu, natrafiła w gdańskim antykwariacie na wyjątkowo efektowne, dębowe schody. Doceniła ich wartość i postanowiła je kupić, ale wtedy pojawiły się... schody. Wiadomość o transakcji szybko się rozniosła i niemiecka społeczność Gdańska podniosła krzyk, że Polacy rabują gdańskie dzieła sztuki. Wśród oburzonych był Johann Carl Schultz, twórca Verein zur Erhaltung der Altertümlichen Bauwerke und Kunstdenkmäler Danzigs, czyli Stowarzyszenia na Rzecz Zachowania Starożytnych Budowli i Pomników Sztuki Gdańska. Głos stowarzyszenia był na tyle silny, że Katarzyna Potocka musiała szukać sposobu wyjścia z niezręcznej sytuacji. Znalazła i to dość szybko. Nie można kupować zabytków? W porządku, ale można kupować przedsiębiorstwa. Na przykład antykwariaty....

Zakup przeprowadzono, ale Prusacy i tak starali się Potockiej utrudnić życie. Na polecenie władz transport musiał przejechać przez Berlin, skąd po przepakowaniu schody mogły wreszcie pojechać do Krzeszowic.

Jak to się stało, że takie piękne schody trafiły na rynek antykwaryczny? Za pośrednictwem mody. Wspaniałe, rzeźbione w dębie, kręcone schody z początku XVIII wieku, niektórym już w połowie XIX wieku wydawały się, za przeproszeniem miłośników sztuki, starym rupieciem, a na pewno były skrajnie niemodne. W gdańskim domu Schewelów, przy Heilige-Geist-Gasse 101 znudziły się domownikom i zdecydowano, aby odsprzedać je antykwariuszowi. Podobnie postępowało wielu Gdańszczan, którzy w imię nowoczesności usuwali ciężkie, bogato zdobione meble, które w Polsce całe lata kojarzyły się i kojarzą nadal z najwyższym luksusem.

W Krzeszowicach
Gdy transport z meblami dotarł do pałacu Potockich w Krzeszowicach, stworzono tam pokój gdański, którego najefektowniejszym elementem były oczywiście schody. Wszystkie zabiegi stolarzy trwały bardzo długo, aż do 1887 roku, a w całym przedsięwzięciu wziął podobno udział nawet Tadeusz Stryjeński, który przyczynił się do nadania ostatecznej formy pomieszczenia z gdańskimi schodami. Potoccy mogli cieszyć się nimi przez kilkadziesiąt lat, a potem chodził po nich zapewne Hans Frank rezydujący od 1940 roku w krzeszowickim pałacu. Po wojnie, gdy odebrano majątek właścicielom, schody trafiły do Krakowa.

W Krakowie
Profesor Karol Estreicher junior, który słusznie podejrzewał, że bez opieki prawowitych właścicieli nic się w pałacu nie uchowa, spowodował ich rozebranie i przeniesienie do Collegium Maius w Krakowie. Można je teraz oglądać w sali Stuba Communis. Kiedyś była to jadalnia i sala zebrań profesorów, obecnie podejmuje się tam najwybitniejszych gości Uniwersytetu Jagiellońskiego. W sali tej odbywają się także wybory rektora uczelni. Jeśli ktoś ma wystarczająco dużo pieniędzy, może pomyśleć o wynajęciu sali, ale znacznie taniej, za jedyne 12 złotych, można obejrzeć schody w czasie zwiedzania Collegium Maius.

A może jeszcze w Krzeszowicach
Mimo upływu dziesiątek lat od wywiezienia schodów z Krzeszowic do Krakowa, dla wielu osób ich historia nie jest do końca wyjaśniona. W Collegium Maius rzeczywiście gdańskie schody stoją, są oczywiście dębowi halabardnicy, ale brakuje paru innych elementów, które stanowiły część ich konstrukcji w Krzeszowicach. Może coś w pałacu Potockich pozostawiono, a potem te fragmenty zostały ,,zagospodarowane” przez jakiegoś zapobiegliwego mieszkańca?
Aby znaleźć różnice w wyglądzie schodów można porównywać znaną rycinę Johanna Carla Schultza z 1857 roku, przedstawiającą schody i wnętrze domu, który stał niegdyś w Gdańsku przy Heilige-Geist-Gasse 101, zdjęcia pałacu w Krzeszowicach, a wreszcie można wybrać się do Krakowa i sprawdzić co stoi w Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
(l)

Przełom nr 31 (950) 4.08.2010