Stojąc na szczycie, człowiek widzi swoją małość - tak w rozmowie z "Przełomem" Zbigniew Bonderek opisywał swoją największą pozazawodową pasję, czyli turystykę górską. Mimo że w czasie kariery naukowej osiągnął jej szczyty, nawet jako profesor pozostał skromnym i zwyczajnym człowiekiem.
Prof. zw. dr hab. Zbigniew Bonderek urodził się 7 listopada 1938 r. w Młoszowej, ale przez większość życia mieszkał w Trzebini, skąd pochodzi jego żona Ewa. W tym roku mieli obchodzić 60-lecie ślubu. Profesor nie doczekał diamentowego jubileuszu. Zmarł 26 lutego w wieku 85 lat.
Traktor i smażone ziemniaki
- Poznaliśmy się w pociągu. On dojeżdżał do Krakowa na studia na Akademii Górniczo-Hutniczej, a ja do liceum plastycznego. Opowiadał, że na początku nie było mu łatwo. Musiał pracować dorywczo, chociażby rozładowując wagony z węglem. Później, gdy dostał pokój w akademiku oraz stypendium, było mu już lżej. Ślub wzięliśmy po czterech latach znajomości w 1964 roku. Zbyszek już skończył studia. Zamieszkaliśmy w moim domu rodzinnym w Trzebini. W jednym pokoiku na górze. Bez żadnych luksusów, ale nic więcej nam do szczęścia nie było potrzebne. Dopiero później rozbudowaliśmy dom i zrobiło się w nim więcej przestrzeni - opowiada Ewa Bonderek.
Gdy na świat przyszły dzieci: Agata i Tomek, postanowił uprawiać pole, by miały one ekologiczne jedzenie.
- Można powiedzieć, że po pracy ściągał koszulę i krawat, ubierał strój roboczy i ruszał do pola. Bardzo lubił pracę na roli. Skonstruował własny traktorek. Dla dzieci to też była atrakcja. Jechaliśmy do pola, a za nami biegł nasz pies - wspomina pani Ewa.
Nie ukrywa, że to ona w głównej mierze zajmowała się domem i wychowaniem dzieci. Jej mąż większość dnia spędzał na uczelni. Sporo czasu poświęcał też na działalność społeczną.
- Z tego, co pamiętam, to dziadka więcej było poza domem niż w domu. Lubił chodzić własnymi ścieżkami. O swojej pracy nie opowiadał nam zbyt wiele. Szkoda. Wolał iść do znajomego i opowiadać mu o tych wszystkich stopach metali. Miał swoje zasady, których skrupulatnie się trzymał. Zawsze zwracał uwagę na porządek. Noże musiały być poukładane, a ulubiony rondelek musiał znajdować się w tym samym miejscu. Jak ktoś gotował, to on zawsze lubił przejść przez kuchnię, coś przestawić lub sprzątnąć. Mimo że sam nie odnajdywał się w kuchni, to potrafił przyrządzić świetne smażone ziemniaki. Niby coś prostego, ale robił je w taki sposób, jak nikt inny. Był bardzo konsekwentny. Sukces, jaki osiągnął, jest efektem tego, że dążył do celu krok po kroku, zgodnie z planem, bez zbaczania z trasy. Nie uznawał dróg na skróty i był niezwykle zdeterminowany - wspomina Fryderyk Borowczak, wnuk Zbigniewa Bonderka.
Książki, artykuły i patenty
Wszyscy, którzy go spotkali, pamiętają go jako człowieka niezwykle sympatycznego, skromnego i pogodnego.
- Zbyszek był niezwykle życzliwym i uczynnym człowiekiem. Zawsze można było na niego liczyć. Gdy trzeba było, chwytał za łopatę czy kilof. Nie unikał pracy fizycznej. Tak jak wtedy, gdy pomagał mi w budowie domu. Mimo że był bardzo dobrze wykształcony, nigdy się z tego powodu nie wywyższał i z każdym chętnie porozmawiał - wspomina zmarłego jego kuzyn Wojciech Koryczan z Dulowej.
Profesor przez kilkadziesiąt lat pracował na Wydziale Odlewnictwa AGH. Był znanym i cenionym autorytetem w dziedzinie odlewnictwa metali nieżelaznych w kraju i za granicą.
- Po raz pierwszy byłem w odlewni jako uczeń szkoły średniej. Zobaczyłem, że nie ma gałęzi przemysłu, która nie byłaby związana z odlewnictwem. I już wiedziałem, co będę chciał robić w przyszłości. Planowałem, że po uzyskaniu magistra pójdę do przemysłu. Tym bardziej, że wszystkich obowiązywały wówczas nakazy pracy. Jednak kierownik katedry zaproponował, żebym został na uczelni. Zbyt długo się nie zastanawiałem - opowiadał na łamach "Przełomu" Zbigniew Bonderek.
Napisał 150 artykułów naukowych oraz sześć książek. Współpracował z 37 zakładami przemysłowymi, wdrażając lub udoskonalając technologię odlewnictwa metali nieżelaznych.
Wypromował dwóch doktorów, ponad 120 inżynierów i magistrów. Był uznanym naukowcem, nauczycielem akademickim, cenionym i lubianym przez współpracowników i studentów.
Niedościgniony wzór
- Po raz pierwszy zetknąłem się z nim w czasie studiów na AGH. Gdy byłem na czwartym roku, profesor Bonderek wykładał odlewnictwo metali nieżelaznych. Robił to z ogromną pasją i niezwykle przejrzyście. Miłością do wykładanego przedmiotu potrafił zarazić innych. Był niezwykle przyjaznym człowiekiem. Niejednokrotnie jeździliśmy z Trzebini na uczelnię tym samym pociągiem, prowadząc rozmowy nie tylko na tematy naukowe, ale również osobiste. W czasie pracy w samorządzie bardzo ceniłem jego niezwykłą umiejętność bezstronnego rozstrzygania spraw mających często zabarwienie polityczne. Zawsze był dla mnie mentorem, jeśli chodzi o załatwianie trudnych spraw. Trzebinia straciła wybitnego człowieka z niesamowitą osobowością, którego będzie bardzo trudno zastąpić - mówi Janusz Szczęśniak, były starosta chrzanowski.
Na krakowskiej AGH Zbigniew Bonderek doktoryzował się w 1966 r. Habilitację uzyskał w 1986 r., a tytuł profesora nadzwyczajnego w 1990 r. W 2008 r. prezydent Lech Kaczyński nadał mu tytuł profesora zwyczajnego.
- Dla wielu z nas był mistrzem w swej działalności naukowej i niedoścignionym wzorem we współpracy z przemysłem. Środowisko naukowe straciło wybitną postać w kraju i za granicą. Panie profesorze, dziękujemy za trud i troskę włożoną w rozwój zespołu, wydziału odlewnictwa AGH, polskiej nauki i przemysłu. Ponieważ wspomnienie jest formą spotkania, to wierzymy, że będziemy się z Tobą spotykać nadal na corocznych konferencjach. W ten sposób Twoje dzieło pozostanie, a Ty pozostaniesz w naszych myślach i sercach - napisali w liście pożegnalnym przedstawiciele władz Wydziału Odlewnictwa AGH w Krakowie.
Za swoją działalność naukową został odznaczony m.in. Brązowym Krzyżem Zasługi, Srebrnym Krzyżem Zasługi, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Nagrodą Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Nagrodą Ministra Przemysłu Ciężkiego.
W latach 1998-2002 pełnił funkcję przewodniczącego Rady Miasta Trzebini. Aktywnie działał na rzecz edukacji informatycznej młodzieży i społeczności lokalnej, organizując sesje informatyczne. Czynnie włączył się w rozwiązywanie problemów regulacji stosunków własnościowych gruntów komunalnych i w uzbrojenie terenów. W 2006 r. otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Trzebini.
Szacunek, na który zasłużył
Był współzałożycielem Trzebińskiego Ruchu Społecznego "Niezależność", wraz z którym zaangażował się w rewaloryzację północnej części kompleksu pałacowego w Młoszowej, który był jego oczkiem w głowie.
W wyremontowanych piwnicach i dawnych kuchniach dworskich otwarto w 2003 roku "Empireum Kultury - U Florkiewiczów". M.in. dzięki zaangażowaniu profesora kierownictwo Akademii Ekonomicznej w Katowicach dokonało wymiany pokrycia dachowego na neogotyckiej części pałacu, kapitalnego remontu wjazdowej bramy św. Floriana i modernizacji kotłowni.
- Radny, prezes, przewodniczący, profesor. Nie wiadomo było, jak go tytułować. Mimo że w stowarzyszeniu wszyscy zwracamy się do siebie po imieniu, to przez ogromny szacunek zwracaliśmy się do niego "panie profesorze" i tak też o nim mówiliśmy. Wcale nie wynikało to z tego, że tak oczekiwał. Na ten szacunek on sobie zasłużył. Był dla nas wszystkich prawdziwą ikoną. Miał olbrzymie doświadczenie zawodowe i samorządowe. Był społecznikiem z krwi i kości. Nigdy nie zastanawiał się nad osobistymi korzyściami i nie prosił o nic dla siebie. Był bardzo punktualny. Na wszystkie zebrania i spotkania przychodził jako pierwszy. Nie potrafił się porządnie zdenerwować. Nawet jak był wzburzony, to nie wyrażał tego w ostrych słowach, co wynikało jego wysokiej kultury osobistej - wspomina Jan Burzej z TRS "Niezależność".
- Jeszcze dwa tygodnie przed śmiercią, w Tłusty Czwartek był na spotkaniu naszego stowarzyszenia. Nie spodziewaliśmy się, że na kolejnym spotkaniu już go z nami nie będzie. Krzesło, na którym zawsze siedział, pozostało puste i pewnie jeszcze długo się to nie zmieni - mówi Krzysztof Głuch z TRS "Niezależność".

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
“Przełom” to moje ukochane dziecko
odloty molendowej..... nie dość, że komentujesz sama swoje artykuły to jeszcze przeprowadzasz wywiady sama ze sobą, przecież remsak nie jest w stanie zadać samodzielnie żadnego pytania. 🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣🤣
bążur
10:35, 2026-05-21
Nocne oczekiwanie na diagnostykę
umieralnią w chrzanowie siedlisku komuchów i POwskich *%#)!& kieruje funkcjonariusz Baranowski oraz Gęba sędzia piłkarski. obaj reprezentują nurt głębokiego zidiocenia PO
bążur
10:31, 2026-05-21
Mieszkańcy dostali ostrzeżenie. Chodzi o próby włamań d
Ciekawe jakby się tak ktoś włamał i zastał osobę w środku. Przecież można zawału dostać na widok włamywacza. Co z tego, że ktoś zachowa ostrożność będąc w zamkniętym mieszkaniu jak nic nie zrobi gdy się ktoś włamie. Może wyjściem byłaby kamerka nad drzwiami. Mogłaby odstraszyć delikwenta, a poza tym w razie czego nagrać. Chyba innej opcji by się zabezpieczyć nie ma.
Janka
10:22, 2026-05-21
Komu burmistrz Alwerni umorzyła podatek za ubiegły rok
rolnikom to nigdy nie dogodzi a to za cieplo i susza a to za zimno i omrozi a to za mokro i zgnije i tylko doplaty odszkodowania i umazania podatku
@hotin
09:59, 2026-05-21
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz