Szpital to takie miejsce, gdzie każdy, bez wyjątku, wcześniej czy później trafi. To takie miejsce, w którym oczekujemy pomocy, a czasem nawet cudu. To miejsce, w którym najmniej jest nadziei, a najwięcej lęków, obaw i niepewności. To takie miejsce, w którym chcemy czuć się bezpiecznie. To takie miejsce, w którym, za wyjątkiem oddziału położniczego, raczej nie ma ludzi szczęśliwych. To miejsce, w którym jak w żadnym innym, pragniemy zachować swoją godność.
Szpital to takie miejsce, gdzie każdy, bez wyjątku, wcześniej czy później trafi. To takie miejsce, w którym oczekujemy pomocy, a czasem nawet cudu. To miejsce, w którym najmniej jest nadziei, a najwięcej lęków, obaw i niepewności. To takie miejsce, w którym chcemy czuć się bezpiecznie. To takie miejsce, w którym, za wyjątkiem oddziału położniczego, raczej nie ma ludzi szczęśliwych. To miejsce, w którym jak w żadnym innym, pragniemy zachować swoją godność.
Jeden z oddziałów chrzanowskiego szpitala. Dzień jak co dzień. W salach leżą chorzy w różnym wieku: i młodzi, i starzy. Jedni w całkiem dobrym jeszcze stanie, inni już nie. Po korytarzach i salach krzątają się pielęgniarki. Wymieniają uśmiechy, żartobliwe pozdrowienia, w międzyczasie rozdają leki, podłączają kroplówki, robią zastrzyki, zmieniają opatrunki, myją pacjentów - tych w stanie ciężkim.
Lekarze robią tzw. obchód. Pomiędzy jedną salą a drugą wymieniają nic nie znaczące uwagi na temat spędzonego weekendu, wyjazdu na szkolenie, wspominają inne fajne wydarzenia z życia towarzyskiego. Wśród lekarzy jest spora grupa młodych, a nawet bardzo młodych. Idąc korytarzem niosą swoje twarze jak cenne wizerunki. Na szyjach niedbale zarzucone stetoskopy. W ten sposób łatwiej odróżnić lekarza od pracownika obsługi czy średniego personelu medycznego. Starsi lekarze przechodząc korytarzem od czasu do czasu kogoś zaszczycą swoją uwagą.
Na korytarzu zawsze są rodziny chorych. Jedni zniecierpliwieni, zdenerwowani, a nawet wściekli, inni zrezygnowani, a jeszcze inni pogrążeni w rozpatrzy. Rodziny przemykają albo snują się pod ścianami czekając na lekarza, który może coś powiedzieć o stanie zdrowia ich bliskich.
Sale chorych pootwierane. W salach jest bardzo gorąco, nie ma klimatyzacji. W jednej z otwartych sal leży człowiek. Widać i słychać, że jest w bardzo ciężkim stanie, że bardzo cierpi. Sala jest trzyosobowa, więc chorzy z tej sali mają niepowtarzalną okazję i w dzień i nocy, patrząc na cierpienia tego człowieka, zastanawiać się nad sensem istnienia. W zasadzie każdy, kto przechodzi obok tej sali może zobaczyć jak człowiek przenosi się do tego podobno lepszego świata.
Obok w dyżurce siedzą pielęgniarki. Właśnie złapały wolną chwilę i mogą napić się herbaty, porozmawiać. Słychać, że w dyżurce atmosfera jest przyjemna.
Od strony windy słychać hałas. Ktoś tłucze się blachami. Okazuje się, że to wjeżdża na oddział blaszana trumna. Taka duża blaszana puszka w kształcie trumny zmyślnie skonstruowana. Można ją nawet podnosić lub obniżać - według potrzeb. Tę trumnę-puszkę popycha dobrze zbudowany rumiany i uśmiechnięty pracownik. Uśmiechnięty, ponieważ spotkał na oddziale kogoś ze znajomych i właśnie wymieniali między sobą zwyczajowe uprzejmości. Twarze odwiedzających i czekających przed gabinetami lekarskimi tężeją. W końcu takiej trumny-puszki nie widzi się codziennie. Pan z hałasującą trumną zaparkował przed otwartą salą, w której prezentował swoje cierpienie odchodzący z tego świata pacjent. Pan z trumną znów wymienił kilka uśmiechów i uprzejmości z pielęgniarkami. Później przeciągnął z hałasem trumnę-puszkę w pobliże innej sali. Okazało się, że w tym dniu inny pacjent był szybszy i zwolnił łóżko dla następnego. Trumna stoi na korytarzu. Obok przechodzą chorzy, odwiedzający i personel. Pan z trumną po pewnym czasie wyjeżdża z oddziału. Widać, że pomimo zdrowego wyglądu jest mu zdecydowanie trudniej manewrować. Trumna-puszka hałasuje jak przedtem. Pan z trumną i zawartością znika w windzie.
Szpital pracuje dalej w swoim rytmie. Dzień jak co dzień. W końcu nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Ale czy na pewno? Czy to był profesjonalizm, rutyna czy bezduszność? Czy można inaczej?
KALINA

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
Szkoda, że nie wiedziałam nic o loterii. Chyba słabo zareklamowana. W urzędzie nie było, ma stronie Przełomu też nie widziałam.
Beza
22:27, 2026-05-21
Przed nami weekend pełen futbolu
Mecz w Krzeszowicach w sobotę o 15:45
marcinellino
22:20, 2026-05-21
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
A gdzie były informacje o tej loterii 🤔
Barbara
21:31, 2026-05-21
Najpierw urzędnicy, potem PSZOK
trzeba szybko otworzyć bo butelkomaty to nie wypał, a tak to podstawią hasioka i gitara
kiki
21:19, 2026-05-21
0 0
Przygnębiające, bardzo, niestety też spotkałem się z plakatem w poczekalni Ip na badania gdzie jednym z punktów na plakacie było "pacjent ma prawo do godnego umierania"....
W starym szpitalu często idąc korytarzem były zaklejone lepcem drzwi do toalety i tam "trzymano" człowieka co dopiero zmarł, powiedziała mi o tym pielęgniarka - tak żeby za wiele osób nie widziało, ehhh
0 0
Tak wygląda codzienność w szpitalu... Nic dodać, nic ująć. Ludzie pracujący w nich już chyba dawno zapomnieli, że są tam po to aby służyć ludziom chorym, potrzebującym pomocy. Najbardziej życzliwymi ludźmi są... salowi :) Kobiety, a czasem i jakiś pan. Oni maja więcej serca i ludzkich odruchów niż większość personelu medycznego, co jest bardzo przykre.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz