Susza w natarciu. Schną lasy, więdną rośliny w parkach, ubywa wody w rzekach - przelom.pl

Przełom Online

Zamknij

Susza w natarciu. Schną lasy, więdną rośliny w parkach, ubywa wody w rzekach

.Marek Oratowski 13:00, 20.09.2024 Aktualizacja: 01:56, 26.10.2025
2 Susza w natarciu. Schną lasy, więdną rośliny, ubywa wody w rzekach

Wysychają rzeki takie jak Wisła, Chechło i Luszówka. Wody ubywa też w lokalnych potokach. Rośliny w ogrodach i na działkach - pomimo podlewania - umierają z pragnienia. Wiele drzew jest już żółtych i zrzuciło liście. To dowody na to, jak głęboko zakorzeniła się susza w naszej codzienności. Czas na zmiany przyzwyczajeń i refleksję nad tym, jak radzić sobie z coraz bardziej kapryśną naturą.

 

Musimy się nauczyć zatrzymywać wodę

Niski poziom wody widać w Wiśle, a także w lokalnych rzekach i potokach. Na przykład Luszówce, gdzie w okolicach bloków przy ulicy Trzebińskiej w Chrzanowie na wierzch wyszły rośliny rosnące na dnie. Brodzące tam kaczki nie mają się już w czym zanurzyć… Meteorolodzy zapowiadają opady, ale do znaczącej poprawy sytuacji mogą nie wystarczyć.

Deficyt wody dotyczy coraz większych obszarów Polski. Widać to gołym okiem, bo stan wielu rzek jest rekordowo niski. Mieszkańcy z niepokojem odkręcają krany. Niektóre gminy wprowadziły zakaz podlewania ogródków i trawników.

W niedzielę, 8 września, stan wody w Wiśle przy stacji hydrologicznej Warszawa-Bulwary, spadający z dnia na dzień, osiągnął 25 centymetrów. To nowy rekord najniższego stanu wody w Wiśle w stolicy. Na innych odcinkach jest tylko trochę lepiej. W Krakowie na Bielanach Wisła miała ostatnio tylko 130 cm głębokości.

Wisła nie jest jedyną rzeką, która musi radzić sobie z problemami w ostatnich tygodniach. Ponad dwie trzecie stacji wodowskazowych notuje strefy wody niskiej, czyli takie, gdzie wody jest mniej niż zwykle.

Inwestują i radzą, by oszczędzać wodę

Podstawową kwestią dla mieszkańców jest dostępność wody i jej ceny.

- Szereg inwestycji wykonanych przez nas w ostatnich latach przyczynia się do tego, że te ceny nie będą bardzo rosły jak w innych, pobliskich miastach, gdzie podwyżki sięgają 30, a nawet 50 procent. Chcemy ceny trzymać w ryzach. Udało nam się  ograniczyć pobór drogiej wody z Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Wodociągowego. Kiedyś mieliśmy stamtąd aż 40 procent wody. A w sierpniu tego roku ten udział spadł już do 15 procent. Zwiększamy pobór z naszych ujęć, uruchamiamy nowe studnie i ujęcia – opowiadał Łukasz Brzózka, prezes Wodociągów Chrzanowskich na sesji libiąskiej rady miejskiej.

Pracownicy Wodociągów zachęcają systematycznie odbiorców indywidualnych do oszczędzania wody. Radzą m.in. zainstalowanie napowietrzacza na kran, montaż w ubikacji spłuczki dwubiegunowej oraz dbanie o stan techniczny armatury w kuchni i łazience. Wszystkie te działania pozwolą zaoszczędzić rocznie od kilkunastu do kilkudziesięciu kubików wody.

Pracownicy spółki dostawali w ostatnich miesiącach informacje na temat spadku ciśnienia wody w kranie. Przyczyną takich sytuacji jest wzrost obciążenia sieci wodociągowej – szczególnie na jej końcowych odcinkach – spowodowany choćby podlewaniem ogrodów, czy napełnianiem przydomowych basenów.

„Podejmujemy wszelkie starania zmierzające do ograniczenia skali problemu i utrzymania stabilnego, bezpiecznego poziomu zaopatrzenia w wodę pitną, jednak prosimy również o zrozumienie sytuacji przez mieszkańców oraz lokalne firmy i instytucje” - apelowały niedawno na swoim profilu facebookowym Wodociągi.

Zachęcały do gromadzenia deszczówki, którą można wykorzystać choćby do podlewania roślin. Radziły w przypadku poboru wody pitnej z kranu do napełniania przydomowych basenów i zbiorników w porze nocnej, by nie obciążać sieci wodociągowej i zminimalizować niedobory wody służącej do celów bytowych.

W razie stwierdzenia problemów z ciągłością dostaw wody lub pogorszenia jej jakości, warto zadzwonić do dyspozytorni Wodociągów Chrzanowskich na numer 994.

Małe zasoby i rekordowo duże zużycie

Polska jest na czwartym miejscu od końca w rankingu zasobów wodnych w UE. Biorąc pod uwagę, że zużywamy dwukrotnie więcej wody niż reszta państw UE, jednocześnie nie rozwijamy systemu retencji, można być pewnym, że w pewnym momencie wody w Polsce zabraknie.

W naszym kraju powstały trzy dokumenty dotyczące gospodarki wodnej. To „Plan przeciwdziałania niedoborowi wody”, „Plan przeciwdziałania skutkom suszy” i „Plany zarządzania ryzykiem powodziowym”. Kluczem do wyjścia z sytuacji kryzysowej jest tworzenie zbiorników wodnych i powrót zieleni do miast. A także budowa oraz przebudowa urządzeń melioracji wodnych. A gdy będzie trzeba, także czasowe ograniczenie zużycia wody z sieci wodociągowej, co stosują już niektóre gminy.

  • Wiesz, że:

Zmiany klimatyczne coraz częściej powodują skrajne zjawiska pogodowe. Ważna jest więc retencja wodna, czyli zdolność do gromadzenia zasobów wodnych i przetrzymywania ich przez dłuższy czas w środowisku. Opady są i jest ich niemało, jednak ze względu na m.in. ich gwałtowność i natężenie, ukształtowanie i przepuszczalność gleby, a także wszechobecny beton sprawiają, że woda zamiast wsiąkać w ziemię spływa z dużą siłą. Mikroretencja wody to jeden z istotnych sposobów zapobiegania suszy. Wielu z nas może z powodzeniem ją stosować tworząc na działce czy w ogrodzie oczko wodne lub niewielki staw.

 

Lasy schną na potęgę

Jak mówi Ewelina Boruń, nadleśnicza Nadleśnictwa Chrzanów, w lokalnych lasach susza jest bardzo mocno odczuwalna. Podobnie zresztą jak w innych zakątkach Polski. Zakaz wstępu do lasów nie został jednak wprowadzony.

- Uważamy, że w tych warunkach bardziej są nam potrzebni ludzie, którzy nas poinformują o potencjalnym pożarze w lesie niż taki zakaz – mówi Ewelina Boruń.

Susza, wysokie temperatury i silny wiatr stworzyły idealne warunki do wybuchu groźnych pożarów w lasach. W efekcie w ostatnim czasie w lasach chrzanowskiego nadleśnictwa prawie codziennie miały miejsce zdarzenia związane z pojawieniem się ognia.

- W związku z tym, że mamy rozbudowany system monitorowania naszych lasów, te pożary udaje się bardzo szybko wykryć. Dzięki temu reagujemy błyskawicznie. Wspomagamy działania strażaków samolotami gaśniczymi. To jest duże wsparcie – mówi Ewelina Boruń.

Pomimo sprzyjających warunków, na szczęście w naszych lasach nie doszło do dużych pożarów. Największy miał miejsce 4 września w Płokach. Objął obszar około jednego hektara. Z żywiołem walczyło 16 jednostek strażackich.

 

Czynnik ludzki

Jak podkreśla nadleśnicza Ewelina Boruń, nigdy nie jest także lasy same zaczynają płonąć. Zawsze działa czynnik ludzki.

- Czasem jest to celowe działanie, a czasem ktoś przykładowo rzuci niedopałek papierosa. Wydaje mu się, że przydeptał go i zgasił, tymczasem jest tak sucho, że niedopałek będzie się tlił, aż w pewnym momencie wywoła pożar. W innych warunkach pewnie taka sytuacja nie miałaby miejsca, ale obecnie jest bardzo sucho – mówi Ewelina Boruń.

Gaszenie pożaru w lesie to zupełnie inna akcja niż gaszenie pożaru przykładowo jednego obiektu.

- Często trzeba dojechać daleko w głąb lasu, zorganizować zaopatrzenie wodne, rozwinąć dużo węży strażackich. W lesie ogień się szybko rozprzestrzenia. Zwłaszcza, jeśli wilgotność ściółki jest bardzo niska i wieje wiatr – mówi Piotr Bębenek.

Nadleśnictwo Chrzanów zaliczone jest do pierwszej, najwyższej kategorii zagrożenia pożarowego. Oznacza to, że tutejsze lasy są bardzo palne. Średniorocznie wybucha tu kilkadziesiąt pożarów.

- Mamy trzy wieże obserwacyjne, pokrywające sto procent powierzchni nadleśnictwa. Jedna znajduje się w gminie Libiąż, a dwie na terenie Jaworzna: w Ciężkowicach i na Cezarówce. Dyżurni od rana do zmierzchu obserwują stamtąd lasy. Każde pojawienie się dymu jest zgłaszane do punktu alarmowo-dyspozycyjnego. Wówczas podrywany jest samolot gaśniczy i powiadamiana straż pożarna. Bazy lotnicze znajdują się m.in. w Niegowoniczkach i w Rudnikach – mówi Ewelina Boruń.

Drzewa się bronią

Oprócz tego kontrolę przeciwpożarową sprawują patrole naziemne. Dużą pomocą są także mieszkańcy, którzy regularnie zgłaszają sytuacje, gdy ogień pojawia się w lesie.

Nadleśnictwo posiada dwie bazy sprzętu przeciwpożarowego zlokalizowane w leśnictwach Kroczymiech oraz Szczakowa. Zaopatrzenie wodne opiera się o punkty czerpania wody w leśnictwach: Mętków, Żarki, Kroczymiech, Chełmek, Podłęże, Bukowno, Szczakowa oraz o sieć hydrantów. Dostępność terenów leśnych oparta jest o rozbudowaną sieć dojazdów pożarowych.

O suszy w lasach świadczy też bardzo niski poziom wody w potokach, takich jak choćby ten płynący przez Puszczę Dulowską i łączący się później z Chechłem.

- Zwierzęta korzystają zazwyczaj z wody, która jest w pożywieniu. Potrafią więc sobie znaleźć jej źródło i sobie same poradzą. Problem jest w przypadku roślinności, która schnie na potęgę. Szczególnie odbija się to na drzewach, które nie są przystosowane do takich zmian klimatycznych. Wiele drzew jest już żółtych i zrzuciło liście. Jest to system obronny, bo im więcej listowia, tym więcej potrzeba wody. W przypadku drzew iglastych efekty suszy są widoczne w roku następnym lub jeszcze kolejnym i to są sytuacje nieodwracalne – mówi Ewelina Boruń.

 

Słońce grzeje i końca nie widać widać

Lokalni działkowcy na bieżąco śledzą w ostatnich tygodniach prognozy pogody z nadzieją, że w końcu pojawią się większe opady deszczu.

Odwiedziliśmy ogród działkowy na osiedlu Stara Huta w Chrzanowie. W sobotę spotkaliśmy tam wielu amatorów pracy i wypoczynku na świeżym powietrzu. Działkowcy już przyzwyczaili się do upałów wpływających na gorsze samopoczucie. Martwią ich jednak skutki ciągłego nasłonecznienia, czyli trawniki przypalone przez słońce oraz omdlewające rośliny.

Odczuwają to zwłaszcza tradycyjni działkowcy, uprawiający kwiaty, warzywa i owoce. Z reguły są to starsze osoby, bo młodzi przejmujący działki zwykle wolą je zagospodarować na cele typowo rekreacyjne – z trawnikiem, huśtawkami, basenem, miejscem na grilla.

- W tym roku słońce grzeje i grzeje, i końca nie widać. Radzimy sobie, jak możemy. Mamy pięć beczek na deszczówkę. W sumie mogą pomieścić tysiąc litrów wody. Pod warunkiem, że cokolwiek napada. Jak nie, to musimy korzystać z wody z sieci. W tym roku naciągnęliśmy już 30 kubików. Między innymi wodą z sieci nawadniamy pomidory, bo jednak woda z beczki zawiera w sobie zanieczyszczenia znajdujące się w powietrzu. Żona jest zakochana w kwiatach, więc jest co podlewać. Mimo to i tak widać, że wszystko marnieje. Cebulę, czosnek i maliny wypaliło słońce, a ogórki się przez ten skwar wcześniej skończyły – opowiada 72-letni Kazimierz Medoń, były pracownik Fabloku. Żonę poznał właśnie na działce, bo ich rodziny miały sąsiadujące ze sobą czteroarowe kawałki ziemi.

 

Iglaki dają sobie radę

- Taka pogoda służy ciemnym winogronom, które także uprawiamy. Dobrze owocują. Plony są tak dobre między innymi dlatego, że na działce nie używamy chemii – podkreśla Grażyna Medoń (na zdjęciu), stojąc przy swoich kwiatach – hortensjach, chryzantemach, różach, rododendronach i kocimiętkach.

Na jednej z sąsiednich działek w cieniu odpoczywa inne małżeństwo. Swoje kilka arów uprawiają od ćwierćwiecza.

- Trzeba podlewaniem ratować warzywa i kwiaty, bo szkoda byłoby naszej pracy. Pogoda płata figle. Wiosną przyszły przymrozki, a latem palące słońce. Upały sprzyjały pomidorom, ale już nie ogórkom. Owoców też jest mniej. Za to iglaki sobie jakoś dają radę z suszą. Trawnika nie ma co ratować. Jak przyjedzie deszcz, to się odnowi. Używamy deszczówki. Każdy działkowiec ma wodomierz i oszczędza, bo woda z kranu jest droga – mówi Krystyna Gąsior-Kłaput. Do niedawna była prezesem ogrodu. W sezonie od rana do wieczora spędza czas na działce.

Rośliny najlepiej podlewać wieczorem – nigdy w czasie pełnego nasłonecznienia. Podlewać powinno się rzadziej i na większą głębokość.

 

  • Co zrobić, by zmniejszyć skalę wszechobecnej suszy?

W okresach suszy zalecamy rezygnację z koszenia trawników. W miejscach,  gdzie jest to konieczne (np. w miejscach komunikacyjnych) zaleca się koszenie na jak najwyższą, możliwą wysokość. Proponujemy także zastępowanie trawników łąkami kwietnymi, które zatrzymują wilgoć i nie wymagają częstego koszenia ani nawadniania. Ponadto pozytywnie wpływają na estetykę oraz bioróżnorodność, stanowiąc pożytek i schronienie dla pożytecznych organizmów. Dobrym rozwiązaniem jest też zwiększenie pokrycia ogrodów szatą roślinną poprzez stosowanie ciągłości upraw (wysiewanie poplonów oraz nawozów zielonych). A także ściółkowanie gleby. Rozkładanie materii organicznej pozyskanej podczas pielęgnacji roślin: cięcia drzew lub odchwaszczania, zabezpiecza powierzchnię gleby przed parowaniem.  Rolę ściółki mogą pełnić pocięte gałązki, zrębki i wióry drzewne oraz materiał z kompostownika” – radzą działacze Krajowego Zarządu Polskiego Związku Działkowców.

 

 

 

(.Marek Oratowski)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (2)

niestetyniestety

0 0

Wiąz przed Urzędem Skarbowym chyba też nie doczeka się wiadra wody

15:25, 04.09.2024
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

ŁukaszŁukasz

0 0

Urzędnicy "starają" się. Podobnie jak w przypadkach stanu technicznego placów zabaw gdzie Pani Zubik wymyśliła jakiś termin w którym niby były kontrole. Oczywiście nie było to prawdą. Urzędników coraz więcej, życie coraz bardziej utrudnione, a z ważnych rzeczy robią coraz mniej.

04:15, 05.09.2024
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%