Piekiełko i tajemnice kopalni Matylda w Chrzanowie - przelom.pl

Polecamy

Zamknij

Było też Piekiełko w kopani Matylda w Chrzanowie

Łukasz Dulowski Łukasz Dulowski 16:00, 18.11.2025 Aktualizacja: 11:58, 23.11.2025
4 Było też Piekiełko w kopani Matylda w Chrzanowie Roman Madejski na terenie byłej kopalni Matylda w Chrzanowie

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM". Jeśli pojawiało się zagrożenie planu wydobywczego i należało go podratować, to górnicy szli do Piekiełka. Przodek świecił się od rud cynku i ołowiu. W Piekiełku nie straszyło, tylko było dużo surowca – opowiada Jerzy Mikłas, elektryk górniczy w kopalni Matylda w Chrzanowie.

Żeby lepiej poczuć ducha danego miejsca, trzeba stanąć nad… grobem. A przynajmniej można. W moich podróżach rowerowych natrafiłem ostatnio na cmentarz Tiele-Wincklerów w Mosznej, gdzie mieli swoją wspaniałą rezydencję. Ich nekropolia tyleż urokliwa, co i upiorna. Położona na zalesionej wysepce, otoczonej łąkami. Brr! Przyjść tutaj w nocy nie byłoby łatwo. To właśnie rodzina Tiele-Wincklerów, śląskich przemysłowców, wybudowała na chrzanowskich Kątach kopalnię galmanu, czyli rud cynku. Matyldę uruchomiono około 1855 r.

Mur, krach i boisko

Zwracają uwagę ceglane zabudowania Matyldy przy ul. Śląskiej. Na pierwszy rzut oka widać, że nie są z naszych czasów. Do środka wejdziemy jednak na koniec. To będzie wisienka na torcie. Najpierw spacer wokół kopalni. Moim przewodnikiem jest Roman Madejski z osiedla Kąty, pasjonat lokalnej historii, autor książek o swojej małej ojczyźnie, obecnie przygotowuje monografię Matyldy.

Stoimy na ul. Leśnej, naprzeciwko ośrodka rekreacyjno-sportowego. Pod starym murem kręci się kot.

- To jest pierwszy mur oporowy kopalni Matylda z lat 1874-1887, z początku jej działalności. Tutaj składowano pozostałości po urobku rudy cynku i ołowiu, czyli odpady. Mur zabezpieczał, żeby te odpady nie przesypywały się na zewnątrz. Nawet chciałem, żeby zamontować jakąś tablicę opisującą ten zabytek – opowiada Roman Madejski.

Po drugiej stronie Leśnej – baseny i nowy stadion. Pierwsze boisko powstało w 1931 r., gdy rok wcześniej po raz kolejny Matylda została zamknięta. Wtedy, podczas ogólnoświatowego krachu na giełdach, tak bardzo spadły ceny rudy, że jej wydobywanie przestało być opłacalne.

- Dyrekcja Matyldy przypuszczała, że kiedyś kopalnia jeszcze wznowi pracę, więc zatrzymała część górników, którzy wybudowali boisko dla okolicznych mieszkańców – mówi pan Roman.

Zresztą do dzisiaj zachowały się parterowe zabudowania przy skrzyżowaniu Leśnej z Kopaniną, zajmowane kiedyś przez górników. To dawne baraki pracownicze, później mieściła się w nich filia Szkoły Podstawowej nr 2 w Chrzanowie i oddział biblioteki miejskiej. Obecnie są tam prowadzone różne kursy, jak również mieszkają Ukraińcy.

Kanał, most i hałda

Niedaleko muru oporowego przy Leśnej widzimy kanał Matylda, zaczynający się w szybie Józef. Kiedyś był w całości otwarty, przechodził przez obecną drogę i szedł w stronę ul. Kopanina. Tym kanałem płynęła woda wypompowywana z kopalni. Obok tryskały źródła i tworzyły się dwa, nieistniejące już stawy. W jednym była woda zimna, w drugim ciepła. Jak w termach.

- Myśmy pili tę wodę, kiedy w dzieciństwie graliśmy obok w piłkę – wspomina Roman Madejski, który urodził się w 1963 r. - Między jednym i drugim stawem mieszkańcy Kątów wybudowali sobie molo i tam się opalali – dopowiada.

Nad ulicą Leśną wznosił się most na betonowych filarach, po którym jeździł pociąg transportujący kopalniany odpad na hałdę. Znajdowała się w miejscu, gdzie aktualnie jest firma Alu System.

- Bawiliśmy się na tej hałdzie. Rosły tam grzyby, choć mówili, żeby ich nie zbierać, bo zawierają pierwiastki. Z tej hałdy zjeżdżaliśmy też na nartach i sankach – opowiada pan Roman.

Często kręcił się w pobliżu kopalni Matylda, ponieważ jego mama Władysława pracowała na markowni. Od lat 50. minionego wieku do ostatniego zatopienia Matyldy, czyli do 1972 roku. Wydawała identyfikatory górnikom rozpoczynającym pracę i odbierała je po skończonej szychcie. Żeby było wiadomo, czy zgadza się liczba ludzi, którzy zjechali na dół i wyjechali do góry.

Na Matyldzie krótko pracował też tata Romana Madejskiego. Miał na imię Zygmunt, pochodził z Będzina. Był górnikiem strzałowym, przodowym. Przeniósł się do kopalni Siersza w Trzebini, gdzie zginął tragicznie w 1966 r., w wieku 39 lat.

Skwer, gliniaki i cegielnia

Przy skrzyżowaniu Leśnej i Kopaniny znajduje się skwer, nazywany przez niektórych mieszkańców Parkiem Romana.

- Tylko w cudzysłowie – zastrzega Roman Madejski, bo chodzi o niego.

Siedzimy na ławce. Około 30 metrów pod nami przechodzi sztolnia odwadniająca, biegnąca z głównego szybu Karol. To rodzaj chodnika wysokiego na ok. 1,8 m i szerokiego na około metr. Jego długość przekracza nieco jeden kilometr.

Idąc ul. Leśną w stronę nowego osiedla bloków, mamy obok Dolinę Trzech Stawów. To może być jedno z bardziej urokliwych miejsc w gminie Chrzanów, jeśli w jego zagospodarowanie włoży się jeszcze trochę pracy i pieniędzy. Tutaj były gliniaki, a obok funkcjonowała cegielnia należąca do Matyldy.

- Część cegły eksportowali, a część służyła do rozbudowy kopalni i m.in. familoków przy Śląskiej. Trzy stawy zostały do dzisiaj, a na dwóch innych powstały baseny na przełomie lat 50. i 60. XX wieku – precyzuje Roman Madejski.

Na cześć Stalina

Na kopalni Matylda było kilka szybów. Takie konstrukcje służą do wyciągania urobku na powierzchnię, transportu górników, a także spełniają funkcję wentylacyjną.

Zatrzymajmy się przy widocznym od drogi, obrzuconym szarym tynkiem, jedynym zachowanym szybie Józef. Po drugiej wojnie światowej dostał to imię na cześć Józefa Stalina. Budynek pochodzi z lat 80. XIX w.

- Józef był szybem transportowym o głębokości 92 metry. Wyposażony w potężną maszynę wyciągową, przymocowaną do szyn. Służył do opuszczania urządzeń o dużym ciężarze, np. silników – mówi Roman Madejski.

W szybie Józef pracował nieżyjący już Stanisław Kosowski, z którym rozmawiałem w 2018 r.

- Obsługiwałem maszynę wyciągową. 92 metry w dół. Opuszczaliśmy nieraz 10-tonowe silniki. Czasem ktoś siadał na silnik, żeby nim trochę manewrować w trakcie transportu, aby nie zaklinował się w wąskim szybie. Załoga chciała tylko mnie jako maszynistę, bo miała do mnie największe zaufanie – wspominał 82-letni Stanisław Kosowski.

W 2020 roku miałem okazję zobaczyć wnętrze Józefa, który wciąż należy do Wodociągów Chrzanowskich. Wówczas kierownik Jarosław Gucik opowiadał, że wodę pitną z Józefa, dla mieszkańców Chrzanowa i częściowo Libiąża, pobierano do września 2013 r. Wtedy jej stan tak bardzo się pogorszył, że uzdatnianie nie było możliwe.

- Największy pobór był w latach 70. i 80. XX w., co wiązało się z funkcjonującymi dużymi zakładami przemysłowymi. Aż 4 miliony 300 tysięcy metrów sześciennych rocznie. W latach 90. - 3,2 miliona, a na początku XXI wieku – 2,2 miliona – tłumaczył Jarosław Gucik z Wodociągów Chrzanowskich.

Wcześniej szyb Józef nazywał się Betty. Przed ponownym uruchomieniem kopalni w latach 50. XX w. również inne szyby dostały nowych patronów: Lindy został Karolem na cześć Marksa, Berta – Ludwikiem na cześć Waryńskiego, Knappe – Małgorzatą na cześć działaczki komunistycznej Fornalskiej (teren hurtowni Art-Mlecz). Do około 1930 r. był też szyb Clara w rejonie ul. Brackiej.

Całkiem spory ruch

Obecnie teren Matyldy należy do osób prywatnych. Nie wszędzie da się wejść, ale działa tutaj całkiem sporo różnych firm, więc na przykład jako potencjalni klienci możemy dotrzeć do niektórych miejsc.

Zaraz za bramą stoi budka, a w niej czujny ochroniarz.

- Proszę nie robić zdjęć. Ma pan pozwolenie? - pyta, widząc aparat.

Pan Roman tłumaczy, że jest lokalnym historykiem z osiedla Kąty, że opowiada o historii Matyldy. Na szczęście pojawia się właściciel części terenu, znajomy pana Romana. Dostajemy zgodę na fotografowanie.

Ceglany obiekt z szarą nadbudową, górującą nad resztą dawnego zakładu, to kotłownia, kiedyś wyposażona w dwa kominy – większy i mniejszy. Matylda miała centralne ogrzewanie i ciepłą wodę.

Tam, gdzie dzisiaj działa sklep z materiałami budowlanymi Sewera, znajdowała się cechownia (miejsce zbiórek i spotkań górników). Za nią płuczka.

- Cały urobek kopalniany był rozdzielany na rudę cynku i ołowiu, którą ładowano na wagony, bo do Matyldy dochodziły tory kolejowe. Odpad natomiast szedł na hałdę – precyzuje pan Roman.

Współczesne tabliczki informują o różnych usługach i produkcji. Strzałki kierują np. do spółki Stal-Krak, Stalmal (śrutowanie, piaskowanie, malowanie konstrukcji stalowych), Send-Kor (piaskowanie, szkiełkowanie), BLP (transport, spedycja, logistyka). Jest wulkanizacja i mechanika pojazdowa, są alternatory, rozruszniki, akumulatory. Poza tym pompy ciepła, fotowoltaika, klimatyzacja, a także wypożyczalnia sprzęty medycznego. Gdzie indziej jakieś psy się kręcą, zza firanki ktoś zerka podejrzliwie.

- Idę akurat po auto, bo działa tam mechanik – pokazuje napotkany mężczyzna. - Funkcjonuje też firma robiąca szybki kolorowe do okienek fabrycznych, a ja zamawiałem u nich szklany blat na stół. Jest produkcja materacy, jest złom, spawanie – wylicza.

Po wejściu na teren dawnej Matyldy okazuje się, że panuje tutaj całkiem spory ruch.

Srebro w urobku

Obok Matyldy mieszka Jerzy Mikłas pracujący w tej kopalni. Był elektrykiem górniczym. Na początek pokazuje skórzany hełm górniczy z lat 60., lampę karbidową, lampę wskaźnikową, która gasła, gdy pojawiał się np. gaz, ostrzegając przed zagrożeniem. Na stole leży też urobek, czyli galena z rudami cynku i ołowiu. Nieduże kawałki, a całkiem sporo ważą.

- Wśród minerałów również srebro występowało na Matyldzie. Jego zawartość w jednej tonie galeny to około 300-400 gramów – podaje jako ciekawostkę.

Jerzy Mikłas jako uczeń fablokowskiej szkoły dla pracujących w październiku 1969 r. trafił na praktykę do Matyldy, do warsztatów elektrycznych.

- Już wtedy było wiadomo, że kopalnia będzie działać tylko do końca 1972 roku. Ostatnia zmiana wypadła w Sylwestra – wtrąca.

Przez siedem miesięcy pracował jako elektryk górniczy na Matyldzie, później przeniósł się na Trzebionkę, która już wcześniej stanowiła razem z Matyldą jeden zakład.

- Na dole było nas na zmianie na przykład dwóch elektryków. Tutaj nie ciągnęły się kilometry korytarzy jak na Trzebionce. Usuwaliśmy jakieś awarie oświetlenia, sprawdzaliśmy komorę pomp. Zjeżdżało się, plus minus, na głębokość 100 metrów – precyzuje. Jego ojciec Stanisław też pracował na Matyldzie w latach 1953-1968. Brał udział w odtapianiu kopalni.

W Piekiełku nie straszyło

Wydobycie polegało na wierceniu otworów i strzelaniu. Chodniki szły głównie na wschód i południe, w kierunku centrum Chrzanowa. Trasy pokonywało się na piechotę.

Pan Jerzy przychodził do pracy i – jak inni górnicy – odbierał blaszany identyfikator na markowni. Do dzisiaj pamięta swój numer – 464. Gdyby kogoś spotkało nieszczęście pod ziemią, to znaczek informował o tożsamości.

- W szybie wchodziło się do klatki na jakieś 10 osób. Sygnał 4 – 2 i jazda na dół jakieś sto metrów. Robiło się zasilanie dla danego rejonu albo usuwało się usterki. Jeśli nie było grubej roboty dla elektryków, to zjeżdżało się na parę godzin – relacjonuje Jerzy Mikłas.

Opowiada, że po zamknięciu Matyldy w 1972 r. zdemontowano jeden zestaw pomp. Tylko nikt nie wiedział, gdzie się znajduje. Pan Jurek wreszcie ustalił, że można go zobaczyć w zabytkowej kopalni Guido w Zabrzu.

W latach 80. minionego wieku, gdy już od dawna Matylda nie funkcjonowała, pan Jerzy, gdy była potrzeba, obsługiwał pompy w szybie Józef, wtedy wykorzystywanym jako ujęcie wody pitnej.

Żeby zakończyć naszą opowieść jakąś ciekawostką, oddajmy jeszcze głos panu Jerzemu.

- Na Matyldzie było Piekiełko. Tak nazywano to miejsce. Jeśli pojawiało się zagrożenie planu wydobywczego, należało go podratować, to górnicy szli właśnie do Piekiełka. Przodek świecił się od rud cynku i ołowiu. W Piekiełku nie straszyło, tylko było dużo surowca – podkreśla Jerzy Mikłas i pokazuje błyszczącą galenę.

 

Ważniejsze daty w historii kopalni Matylda
  • Ok. 1855 r. - uruchomienie kopalni przez śląskich przemysłowców Tiele-Wincklerów.
  • Lata 70. XIX wieku – sprzedaż kopalni innej śląskiej spółce Giesches’s Erben.
  • 1930 r. - zatopienie kopalni Matylda.
  • 1953 r. - kolejne odwodnienie kopalni.
  • 1957 r. - rozpoczęcie wydobycia.
  • 31 grudnia 1972 r. - ostatnia szychta na Matyldzie.

Archiwum Przełomu nr 22/2025

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (4)

WYRÓŻNIONE KOMENTARZE

BążurBążur

0 2

Ja tam wolę oglądać Republikę, prawdziwe fakty a nie takie bajdurzenie.

17:52, 18.11.2025

Pozostałe komentarze

KebsonKebson

3 0

Ciekawy artykuł, więcej takich proszę

19:33, 18.11.2025
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz

Leszek MorawieckiLeszek Morawiecki

3 0

Nie "Lindy" tylko Lidy. Tak jest na mapach górniczych. Co do pomp. W 1972 r wydano pompę z pompowni przy szybie Ludwik. W latach 1979-80 w pompowni przy szybie Józef były trzy zestawy pompowe. Pompy Shulzera i silniki Brown Boveri (asynchroniczne, synchronizowane). Pracując w Oddz. Wentylacji zjeżdżałem raz na miesiąc szybem Karol zrobić pomiary powietrza i opisać Tablice Kontrolne. Było na co popatrzeć. Kadłuby pomp i silników z mosiądzu wyczyszczone "na złoto" - Złota Pompownia.

16:46, 19.11.2025
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%