Temat miniaturowego pojazdu w Chrzanowie został odkryty przez chrzanowskich muzealników przypadkiem, na zasadzie „po nitce do kłębka”. Przed Wszystkimi Świętymi w ubiegłym roku dyrektor Kamil Bogusz zainteresował się biografią spoczywającego na parafialnym cmentarzu Leona Jakubczyka. Okazało się, że to bardzo ciekawa postać.
Inżynier z licznymi patentami
Leon Jakubczyk urodził się w 1899 roku w Nowej Wsi w powiecie Frysztat i był Czechem. Skończył szkołę podstawową (wtedy nazywaną obywatelską) w Nowym Jiczynie. Potem zdobywał zawodowe doświadczenie jako czeladnik ślusarski i tokarski w różnych firmach. Między innymi przez pewien czas pracował – już po odzyskaniu niepodległości przez Polskę – w Fabryce Cegielskiego w Poznaniu.
W 1925 roku przyjechał do Chrzanowa. Zatrudnił się w Pierwszej Fabryce Lokomotyw w Polsce Fablok. Najpierw pracował jako technik warsztatowy w wydziale montażu lokomotyw. Potem znalazł się w biurze technicznym.
W 1930 roku otrzymał polskie obywatelstwo. W zbiorach chrzanowskiego muzeum znajduje się dowód osobisty Leona Jakubczyka, wystawiony przed drugą wojną światową.
Jako delegat fabryki pojechał do Bułgarii, aby dopiąć na miejscu wszystkie szczegóły techniczne związane z lokomotywami i parowozami, jakie w tamtym czasie wyjeżdżały z chrzanowskiej fabryki.
– W czasie drugiej wojny światowej Leon Jakubczyk zaczął robić pierwsze rysunki konstrukcyjne wynalazków mających na celu poprawić byt osób mieszkających w Chrzanowie, choć wiedział, że ich realizacja może się odwlec w czasie – opowiadał dyrektor muzeum Kamil Bogusz na grudniowej konferencji naukowej zorganizowanej przez tę placówkę.
Po zakończeniu wojny inżynier Jakubczyk ukończył studia na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Zajmował w Fabloku kierownicze stanowiska. Między innymi był kierownikiem sekcji konstrukcji pomocy i urządzeń warsztatowych w dziale głównego technologa.
Kilka lat temu siostrzeniec żony inżyniera przekazał do muzeum plik dokumentów. Były to między innymi dyplomy ukończenia szkół, a także materiały związane z konstrukcjami, nad którymi urodzony w Czechach mieszkaniec Chrzanowa pracował. Konstrukcjami tymi były m.in. hamownia do badania przekładni lokomotyw, urządzenie dźwigowe lakierni do przenoszenia parowozów na sąsiedni tor, szlifierki do załamywania zębów zużytych kół zębatych oraz prasa hydrauliczna do wytłaczania tulei cylindrycznych w parowozach. Wszystko to usprawniało pracę zakładu.
W zbiorach muzeum znajduje się także zdjęcie inżyniera jeżdżącego na skonstruowanym przez siebie rowerku.
Kilka swoich wynalazków udało mu się opatentować. Na tej liście znalazła się na przykład pralka mechaniczna. W latach powojennych taki sprzęt był prawdziwym luksusem.
Autobąk zdezorganizował ruch w śródmieściu Katowic
Dziełem jego życia był miniaturowy samochód. Pierwsze szkice pojazdu wykonał w 1944 roku. Samochód miał być nowoczesny, przyjazny i umożliwiać podróż na dłuższych trasach.
Udało mu się zbudować taki pojazd w 1948 roku. Silnik jego konstrukcji miał pojemność 125 cm³. Pojazd zużywał 3,5 litra paliwa na 100 km. Miał 2,25 metra długości, zaledwie 85 cm szerokości oraz 1,15 metra wysokości. Był niewiele większy od roweru. Ważył 125 kg i miał dwa miejsca.

Pojazd nie miał tablicy rozdzielczej. Kierowca manipulował jedynie starterem, pedałem gazu i hamulcami. Z boków auta znajdowały się małe otwory, z których wysuwały się strzałki sygnalizujące zamiar skrętu.
– Garażuje w przedpokoju mojego mieszkania na pierwszym piętrze, a potem znosimy go, jak wózek dziecięcy, schodami w dół – opowiadał o swoim wynalazku na łamach jednej z gazet.
Swoim pojazdem wybrał się w pierwszą dłuższą trasę na zakupy do Katowic. Wywołał taką sensację, że na pewien czas zdezorganizował ruch w śródmieściu. Gdzie tylko się pojawił, natychmiast zbierał się tłum ludzi chcących obejrzeć z bliska jego samochód. Był tak mały, że konstruktor nadał mu nazwę Autobąk.
Jakie były reakcje przechodniów?
„Wstawić go do kiosku, niech się mały ogrzeje” – śmiali się jedni. „Nie kaszleć, bo się wywróci” – dowcipkowali inni na widok „najmniejszego samochodu świata”, jak został nazwany.
Faktycznie, przez pewien czas było to najmniejsze jeżdżące auto globu. Mogło rozwinąć prędkość 50 km/h. Bardzo dobrze trzymało się szosy, a wiraże pokonywało pewnie.
Inni kierowcy reagowali różnie. Jedni zatrzymywali swoje pojazdy i długo patrzyli za miniaturowym autem. Inni omijali je ostrożnie, obawiając się, by przypadkiem „małego nie przewrócić jakimś mocniejszym podmuchem wiatru” – jak czytamy w jednym z prasowych wycinków.
Doświadczenia uzyskane przy eksploatacji Autobąka konstruktor wykorzystał przy opracowywaniu nowej wersji pojazdu – w formie kabrioletu. Miał to być samochód znacznie wygodniejszy. Silnik chłodzony powietrzem o pojemności 250 cm³ miał napędzać tylne koła przez zespół kół pasowych. Konstruktor zamierzał zastosować koła z oponami bezdętkowymi.
Nadwozie miało być wykonane z blachy duraluminiowej lub tworzywa sztucznego i wyglądać bardziej estetycznie niż pierwotna wersja Autobąka. Ulepszony pojazd miał ważyć jeszcze mniej – około 100 kg – i rozwijać prędkość do 85 km/h.
Niestety, nie udało się zbudować tej wersji. Powstał jedynie 30-centymetrowy drewniany model, który prawdopodobnie znajduje się w Jaworznie, oraz szkice konstrukcyjne.
Nie wiadomo także, gdzie znajduje się sam Autobąk. Pracownicy muzeum prowadzą intensywne poszukiwania.
– Jest też takie prawdopodobieństwo, że pojazdu już nie ma. Na razie powstał jego wirtualny model 3D, być może uda się nam go wydrukować – zaznacza Kamil Bogusz.
W 1964 roku inżynier z Fabloku został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Rok później przeszedł na emeryturę. Zmarł we wrześniu 1969 roku.
eSJotka zdeklasowała konkurencję
W sąsiednim Jaworznie powstał podobny pojazd. Zaprojektował go Stanisław Sucheta. Był to unikatowy mikrosamochód zbudowany od podstaw przez tego jaworznickiego konstruktora.
Stanisław Sucheta urodził się w 1905 roku i był mechanikiem w stopniu czeladnika. Pracował jako mechanik w jaworznickiej kopalni, a także był zatrudniony w chrzanowskim Fabloku.
W sierpniu 1939 roku uczestniczył w konwoju ciężarówek jadących z Fabloku do Warszawy. Pojazdy były zamówione przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Niedługo potem został zmobilizowany do wojska i uczestniczył w ewakuacji ministerstwa do Rumunii, z ministrem Józefem Beckiem na czele. Prawdopodobnie spędził z nim Wigilię 1939 roku. Udało mu się później wrócić do Jaworzna.
Projekt budowy samochodu rozpoczął jeszcze przed wybuchem wojny. Zaczął gromadzić części mechaniczne potrzebne do konstrukcji pojazdu. W czasie okupacji wynosił potajemnie z kopalni metalowe elementy konstrukcyjne. Ręcznie kształtował je na kowadle, nadając karoserii fantazyjny kształt.
– Sam nie wykonał jedynie kół, silnika ani skrzyni biegów. Pochodziły z przedwojennego motocykla produkowanego w Katowicach o nazwie MOJ. Budowę rozpoczął w 1942 roku, gdy pracował w kopalni Fryderyk August, dziś Piłsudski. Wzorował się na światowych trendach motoryzacyjnych. Jego pojazd miał na przykład instalację elektryczną wzorowaną na Chevroletach – opowiadał niedawno w Chrzanowie Adrian Rams z Muzeum Miasta Jaworzno.
Pojazd miał światła mijania, długie i stopu, kierunkowskazy oraz oświetlenie tablicy rejestracyjnej. Prąd pochodził z 6-woltowego akumulatora.
Samochód został ukończony w 1946 roku. Miał 2,4 metra długości, 1,45 metra szerokości i ważył 140 kg. Rozwijał prędkość do 65 km/h.
Pojawiły się jednak problemy z jego rejestracją. Konstruktor musiał m.in. udowodnić, że pojazd nie jest mieniem poniemieckim. Ostatecznie nie udało się go zarejestrować.
Stanisław Sucheta, jako członek Automobilklubu Polskiego, uczestniczył w rajdach. Dzięki temu uzyskiwał czasowe pozwolenie na poruszanie się pojazdem, co wykorzystywał do przejażdżek własnoręcznie wykonanym samochodem.
Co ciekawe, nazwa eSJotka jest marketingowa, ale nieprzypadkowa. Sam konstruktor nazywał swój pojazd SJ – od swoich inicjałów oraz nazwy rodzinnego miasta. Kilkadziesiąt lat później okazało się, że SJ to także litery znajdujące się na tablicach rejestracyjnych pojazdów w Jaworznie.
Przed wojną w Polsce jeździło zaledwie 4–5 tysięcy samochodów osobowych. Po wojnie sytuacja nie uległa poprawie, ponieważ przeciętnego Polaka nie było stać na zakup auta. Dlatego wielu konstruktorów budowało tzw. „samy”, czyli pojazdy wykonane własnoręcznie.
Żmudna renowacja przyniosła efekty
W 1952 roku jaworznianin został zaproszony przez Polski Związek Motorowy do udziału w ogólnopolskim konkursie mikrosamochodów. Konkurs obejmował próbę szosową, rozruch silnika, hamowanie oraz przyspieszanie.
Samochód Stanisława Suchety zdeklasował konkurencję. Pokonywał nawet strome wzniesienia. Konstruktor wjechał nim m.in. na Obidową w Gorcach. Oprócz udziału w rajdach eSJotka służyła także do rodzinnych wycieczek.
– Pojazd trafił do nas mocno podniszczony i skorodowany. Przez ostatnie 40 lat był nieużywany, stał w rodzinnym garażu i niszczał. Na szczęście rodzina przekazała pojazd do naszego muzeum. Podjęliśmy się kosztownej renowacji – tłumaczył Adrian Rams.
Muzealnicy z Jaworzna skontaktowali się z Centrum Kształcenia Zawodowego w Jaworznie. Powstał pomysł, aby uczniowie technikum podjęli się renowacji zabytkowego samochodu. Pojazd autorstwa Stanisława Suchety stał się dla nich „żywym laboratorium”. Młodzi mechanicy pracowali nad maszyną, która nie posiadała instrukcji, katalogu części ani gotowych schematów.

Renowacja objęła prace blacharskie i mechaniczne, wykończenie wnętrza oraz rekonstrukcję detali. Wiele elementów wymagało ręcznego dopasowania i odtworzenia. Wymagało to nie tylko wiedzy technicznej, ale także dużej pomysłowości.
Dzisiaj odnowiony pojazd jest dostępny dla zwiedzających.

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Trzeba być niezłym frajerem żeby zapłacić więcej niż za mieszkanie na własność.
Adam
18:25, 2026-05-21
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
Przypominam że państwo nigdy nic nie daje zadarmo . Ani samorządy jednemu dadzą a innym muszą zabrać więc ciemnoty ludzie maciaszek nie wciskaj
Yoop
18:22, 2026-05-21
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
Brawo za pomysł. Każdy pomysł zatrzymywania mieszkańców pożądany. Robert, jesteśmy z i za Tobą!
Endriu
17:10, 2026-05-21
Komu burmistrz Alwerni umorzyła podatek za ubiegły rok
Poprosimy o zestawienie z każdej z gmin naszego powiatu, bo w małej Alwerni skala zdecydowania mniejsza niż w Trzebini i Chrzanowie, a ponoć jest tam co czytać
Jerry
17:09, 2026-05-21
WYRÓŻNIONE KOMENTARZE
4 6
Po co w Polsce fabryka lokomotyw, skoro jest w Niemczech.
Pozostałe komentarze
2 6
zrób sobie kawe
3 2
Od początku tego roku nazwy mieszkańców miast zapisujemy dużą literą.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz