Alwernia budziła respekt w Małopolsce - przelom.pl

Sport

Zamknij

Alwernia budziła respekt w Małopolsce

Michał Koryczan Michał Koryczan 12:00, 30.08.2025 Aktualizacja: 15:29, 26.10.2025
1 Alwernia budziła respekt w Małopolsce

Przez lata był czołowym klubem piłkarskim w Małopolsce. Jako pierwszy w powiecie chrzanowskim wywalczył w tym stuleciu awans do trzeciej ligi. Dziś Międzyzakładowy Klub Sportowy Alwernia o podobnych sukcesach może pomarzyć, rywalizując na ósmym szczeblu krajowych rozgrywek futbolowych.

W powojennej Polsce, w całym kraju niczym grzyby po deszczu przy zakładach przemysłowych powstawały kluby sportowe. W Trzebini Hutnik przy hucie cynku, a Górnik przy kopalni Siersza. W Chrzanowie Fablok przy fabryce lokomotyw, a w Libiążu Górnik przy kopalni Janina.

Mimo że w Alwerni od kilku dekad również funkcjonowały zakłady przemysłowe, a konkretnie chemiczne, to do 1988 roku miejscowość pozostawała białą plamą na piłkarskiej mapie. Chcąc przeżyć na żywo futbolowe emocje w lokalnym wydaniu, mieszkaniec Alwerni musiał się wybrać do Kwaczały, Okleśnej lub Brodeł, gdzie już istniały kluby piłkarskie. W 1988 roku wszystko się zmieniło.

Szaleni na punkcie piłki

- To wówczas narodził się Międzyzakładowy Klub Sportowy Alwernia. Można powiedzieć, że jego takimi ojcami-założycielami byli dyrektorzy miejscowych zakładów chemicznych: Janusz Dziadur i Kazimierz Boroń – opowiada Tomasz Siemek, były zawodnik i działacz MKS Alwernia.

- Oni byli szaleni, w pozytywnym znaczeniu tego słowa, na punkcie piłki nożnej i właśnie dzięki takim ludziom powstało tutaj coś z niczego. Nazwa „międzyzakładowy” też nie była przypadkowa. Chodziło o to, żeby podkreśli, że nie tylko zakłady chemiczne dołożyły swoją cegiełkę do powstania kluby, ale również inne zakłady i instytucje działające w gminie, takie jak choćby rolnicza spółdzielnia produkcyjna i kółka rolnicze – dodaje Sławomir Knapik, były gracz i późniejszy wieloletni prezes alwerniańskiego klubu.

::photoreport{"type":"check-for-article","item":"6261"}

Pierwszy, historyczny mecz drużyna MKS rozegrał 23 sierpnia 1988 roku. W pojedynku C-klasy pokonała aż 10-0 Pogoń Nową Wieś Szlachecka. Przez ponad dwa lata alwerniańscy piłkarze domowe spotkania ligowe rozgrywali na boisku w Kwaczale. Dopiero na jesieni 1990 roku przenieśli się na własny, nowo wybudowany stadion. Co ciekawe jego powstanie zostało zaplanowane na dobre kilka lat przed narodzinami MKS Alwernia.

- Wiosną 1983 roku na wyjazdowym spotkaniu aktywu partyjnego w Zakopanem, zapadła decyzja o budowie stadionu w Alwerni. Zdecydowano, że inwestycją zajmie się urząd gminy oraz powołany Społeczny Komitet Budowy Stadionu, na którego czele stanął Zbigniew Klatka - mówi Tomasz Siemek.

Przygotowania do tej inwestycji trwały do 1986 roku. Po czterech latach obiekt był gotowy, stając się areną futbolowych sukcesów MKS. Piłkarze tego klubu systematycznie zaczęli się piąć po kolejnych ligowych szczeblach.

Sportowa marka Małopolski

W 1995 roku, a więc dwa lata po tym, gdy Alwernia ponownie otrzymała prawa miejskie, MKS świętował awans do czwartej ligi.

- Przez wiele sezonów drużyna należała do czołówki całego województwa. MKS Alwernia to była sportowa marka. Kluby, które u nas gościły nie przyjeżdżały z nastawieniem, że to jest przysłowiowa wieś i zgarną łatwe punkty. Wręcz przeciwnie. Tu każdy bał się przyjechać. Zresztą jak Alwernia jechała na wyjazd, to też budziła respekt rywali, którzy jeszcze mocniej się na nas spinali. Chcieli pokazać nam nasze miejsce w szeregu, a to niekoniecznie im się udawało – opowiada Tomasz Siemek.

Rywalizacja na czwartym poziomie krajowych rozgrywek futbolowych nie byłaby możliwa, gdyby nie finansowe wsparcie zakładów chemicznych.

- To był główny sponsor MKS. Podobnie jak w innych klubach, działających przykładowo przy kopalniach, wielu naszych zawodników było zatrudnionych na zakładzie. Pracowali do dziesiątej i szli na trening – wspomina Sławomir Knapik.

- Co ciekawe, w tamtych czasach piłkarze trenowali dwa razy dziennie. Przed południem i od osiemnastej. Wyglądało to naprawdę profesjonalnie. W ten sposób zawodnicy odpracowali część swojego wynagrodzenia na boisku – dodaje Tomasz Siemek.

Początkowo w Zakładach Chemicznych w Alwerni funkcjonował zespół gospodarczy, złożony z pracowników, którzy dorabiali sobie po godzinach pracy. Zajmowali się m.in. przepakowywaniem i wysyłką siarczanu miedzi, malowaniem opakowań wyrobów chemicznych przeznaczonych na eksport. Wszystkie dochody uzyskane z tej działalności były przeznaczane na finansowanie działalności klubu.

W 1990 roku zmieniły się przepisy i działalność zespołu przestała być opłacalna. Wówczas powstała spółka Al-Sport, wykonująca roboty i usługi remontowo-budowlane, zlecone w znacznej mierze przez zakłady chemiczne. Jedynym udziałowcem spółki i dysponentem wypracowanych przez nią zysków był klub, który dzięki tym funduszom mógł z powodzenie myśleć o sportowym rozwoju.

PKS-em na mecz

Początkowo trzon drużyny tworzyli miejscowi gracze. Awanse do wyższych lig wymagały jednak podniesienia poziomu sportowego. Do MKS zaczęli trafiać piłkarze spoza Alwerni.

- Krzysiek Kuciel z Kwaczały, Krzysiek Dukała z Rybnej czy Paweł Jajko z Liszek nie byli może typowymi alwerniakami, ale z klubem związali się na długie lata. Paweł zresztą do dzisiaj gra w MKS-ie. Dzisiaj takiego przywiązania do barw klubowych nie ma. Pamiętam, jak awansowaliśmy do trzeciej ligi, to pierwsze pytanie młodego gracza z Krakowa było: panie prezesie, ile ja tutaj zarobię? Taki chłopak nie myślał o tym, że najpierw trzeba coś dać od siebie i pokazać się z jak najlepszej strony – mówi Tomasz Siemek.

MKS Alwernia regularnie co sezon umacniał status czołowego kluby czwartej ligi.

- Bardzo dużo kibiców jeździło na mecze wyjazdowe. Pamiętam jak podjeżdżał autobus. Najpierw wchodzili zawodnicy i sztab szkoleniowy, a dopiero potem kibice. Jak nie było już miejsc siedzących, to jechali na stojąco. Jadąc do Bochni autobus z piłkarzami miał wypadek. Na szczęście nic nikomu się nie stało. Zawodnicy i kibice wsiedli wtedy do PKS-u i dotarli nim na mecz. W ogóle na spotkania ligowe czekała się z niecierpliwością cały tydzień. To było święto. Tak jak mecz Pucharu Polski przeciwko Cracovii. Niektórzy mówią, że na stadionie było około dwóch tysięcy kibiców. Do 70. minuty był wynik 0-0. W naszej bramce stał Paweł Burzyński, który jak to się mówi wyszedł z siebie, stanął obok i we dwóch bronili. Do 71. minuty nie pozwolił sobie strzelić bramki. Ostatecznie przegraliśmy 0-2, ale i tak był to jeden z takich najlepszych i najważniejszych meczów w historii. Pamiętam też mecz z Tramwajem Kraków. Sędzia skończył pierwszą połowę w trzydziestej minucie. Dopiero jak sędziowie weszli do swojego pokoju na przerwę, to liniowi go upomnieli, że chyba mu się coś pomyliło. No i wyszli niby na drugą połowę, ale to była tak naprawdę „dogrywka” pierwszej połowy. Zawodnicy dograli te 15 minut, arbiter odgwizdał koniec pierwszej odsłony i za moment rozpoczął drugą – opowiada Tomasz Siemek.

- Pamiętam pucharowe spotkanie z drugoligowym wówczas Hutnikiem Kraków. Mecz prowadzili sędziowie już z obsady krajowej. Jeden przyjechał aż z Olsztyna. Problem w tym, że nie byliśmy na to przygotowani, bo za takich arbitrów trzeba było zapłacić 6,5 tysiąca złotych. Tymczasem normalnie w lidze płaciło się 150-200 złotych. Jeździłem więc po kolegach, żeby pożyczyć pieniądze, Innej opcji nie było – wspomina Sławomir Knapik.

Plaga kontuzji

W 2008 roku doszło do reorganizacji systemu rozgrywek w Polsce. To wtedy powstała ekstraklasa, będąca do dziś najwyższym poziomem ligowym w kraju. MKS stanął przed szansą awansu do nowej, małopolsko-świętokrzyskiej trzeciej ligi. Alwerniańską drużynę prowadził wówczas Mariusz Wójcik, dla którego było to drugie podejście do pracy trenera w MKS.

- Do Alwerni trafiłem z Wilamowiczanki Wilamowice. Graliśmy w okręgówce, czyli szczebel niżej od czwartej ligi. Mieliśmy dość mocny zespół wtedy. W zimie prezes zaproponował mi „podwyżkę” o minus 50 procent. Stwierdziłem, że to jest zaproszenie do rezygnacji. Tak też uczyniłem. Początkowo miałem ofertę z Trzebini. Trafił tam jednak Antoni Gawronek, który wcześniej prowadził Alwernię, gdzie ostatecznie zająłem jego miejsce. W MKS pracowałem przez dwie rundy. Odszedłem potem do Górnika Brzeszcze, ale do Alwerni wróciłem po półtora roku. W tej pracy nie można się trzymać zasady, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki – mówi Mariusz Wójcik.

Zwłaszcza, że jego powrót do MKS miał przynieść największy sukces w historii klubu. Mimo że pierwsze podejście do trzeciej ligi nie zakończyło się sukcesem.

- O wszystkim decydowały baraże z Granatem Skarżysko Kamienna. Przed dwumeczem mieliśmy jednak wysyp kontuzji. Ciężko nam było uzbierać jedenastkę na te spotkania .Krzysiek Dukała grał chyba z naderwanym czy zerwanym mięśniem czworogłowym. Mimo problemów na wyjeździe powinni wygrać, a przegraliśmy 0-2. W rewanżu zwyciężyliśmy tylko 1-0 i w efekcie to rywale awansowali. W ogóle to do baraży trafiliśmy tylko przez to, że mieliśmy gorszy bilans bezpośrednich meczów z Garbarnią Kraków. Mimo że na boisku byliśmy od niej lepsi. U siebie wygraliśmy 1-0, a na wyjeździe zremisowaliśmy 1-1. Okazało się jednak, że w naszym zespole zagrał pozyskany z Libiąża Dawid Chylaszek, który powinien pauzować w tym meczu za żółte kartki. W efekcie zostaliśmy ukarani walkowerem i to Garbarnia, a nie my awansowała do trzeciej ligi bez konieczności gry w barażach – opowiada Mariusz Wójcik.

Awans niemile widziany

W kolejnym sezonie prowadzony przez niego zespół zajął drugie miejsce w czwartej lidze, premiowane awansem. MKS stał się pierwszym klubem z powiatu chrzanowskiego, który w XXI wieku awansował do trzeciej ligi.

Drużyna zapewniła sobie promocję na kolejkę przed końcem rozgrywek. Do pełni szczęścia wystarczył jej bezbramkowy remis ze Szreniawą Nowy Wiśnicz.

W zespole grali wówczas m.in.: Przemysław Cecuga, Paweł Sawczuk, Krzysztof Dukała, Serge Nahle, Jarosław Cecuga, Paweł Jajko, Marcin Józkowicz, Tomasz Jasieczko, Dariusz Boś, Dawid Chylaszek, Piotr Chuderski, Mateusz Zdun, Robert Kromka, Tomasz Lichota, Mateusz Knapik, Rafał Kobyłecki i Grzegorz Pater.

- Z tamtą grupą zawodników można było konie kraść i osiągać irracjonalne rzeczy, a jedną z nich był właśnie ten awans. To był bardzo udany, ale i trudny sezon. Po rundzie jesiennej byliśmy liderem, mając znaczną przewagę nad drugim zespołem w tabeli. W zimie odeszło, nie za moją aprobatą, kilku podstawowych zawodników, w tym Dawid Chylaszek i Darek Boś. Kadra została uzupełniona graczami z drużyny rezerw. Awans udało się wywalczyć na oparach, dzięki determinacji chłopaków - opowiada Mariusz Wójcik.

Nie dane mu było poprowadzić Alwerni na trzecioligowym froncie. Szkoleniowiec pożegnał się z klubem niedługo po zdobyciu awansu.

- Od zimy wiedziałem, że odejdę. Awans nie był w smak klubowej strategii. Działacze wiedzieli, że to powyżej możliwości finansowych klubu. Gdybym wiedział, że awans jest mile widziany, to zostałbym, a tak postanowiłem poszukać nowych wyzwań, bo moja misja w Alwerni się skończyła. To były jednak naprawdę fajne czasy, które bardzo mile wspominam. Uwielbiałem prowadzić treningi na murawie stadionu z wspaniałym pejzażem lasu. Mogę tylko pozdrowić prezesa Knapika. To bardzo pozytywna, realistycznie patrząca na futbol osoba – mówi trener Wójcik.

- Faktycznie, nie zakładaliśmy wtedy awansu. Graliśmy ustabilizowanym składem, ale na czwartą ligę. Wielką zasługą trenera było to, że tak zmobilizował zespół. Awans był miłym zaskoczeniem, ale i wyzwaniem. Finanse mieliśmy na poziomie czwartej ligi. Dlatego pojawiały się nawet głosy, żeby odpuścić awans. Nie wyobrażam sobie jednak, bym mógł kiedykolwiek pójść, jako prezes, do zawodników i powiedzieć im, żeby przegrali mecz. Po co wtedy wychodzić w ogóle na boisko? – opowiada Sławomir Knapik.

Na ławce trenerskiej Mariusza Wójcika zastąpił Marcin Gędłek, pracujący wcześniej w Cracovii, a w latach 1995-1996 grający jako piłkarz w MKS Alwernia.

Ligowa degradacja

Na stadionie przy ul. Zięby gościły takie kluby jak: Puszcza Niepołomice, Garbarnia Kraków, Hutnik Kraków czy Beskid Andrychów. W drużynie MKS występował wtedy m.in. Marek Baster, znany z gier w ekstraklasie, w barwach Cracovii.

- Zagraliśmy wiele dobrych, wyrównanych spotkań. Każdy rywal musiał się z nami liczyć. W drużynie byli między innymi Krzysiek Dukała i Paweł Jajko, z którymi grałem jeszcze w jednym zespole. To byli zawodnicy, którym nie trzeba było wiele mówić. Jeśli chodzi o dyscyplinę, to była jeszcze stara szkoła. Rozumieliśmy się więc bez słów. Niestety jak na trzecią ligę mieliśmy bardzo wąską kadrę. W rundzie jesiennej brakowało nam snajpera. W zimie przyszedł do nas Józek Mazela, który na wiosnę strzelał bramki jak na zawołanie. Na pewno mogliśmy się utrzymać w trzeciej lidze, ale nie dysponowaliśmy argumentami finansowo-organizacyjnymi – mówi Marcin Gędłek.

Przygoda MKS Alwernia w trzeciej lidze trwała tylko sezon. Zespół zakończył rozgrywki na piętnastym miejscu, w stawce osiemnastu ekip, oznaczający spadek do czwartej ligi.

W następnych sezonach drużyna zanotowała kolejne degradacje, lądując w 2013 roku w A-klasie (ósmy poziom rozgrywkowy w kraju), gdzie rywalizuje do dziś (z rocznym epizodem w okręgówce).

- W zakładach chemicznych nastąpiła prywatyzacja i wszystko zaczęło się kruszyć. Były cięcia kosztów, a priorytetem dla firmy były wypłaty dla pracowników. Patrząc na Fablok czy Górnika Siersza, to i tak najdłużej wytrwaliśmy, bo tam wcześniej wszystko w piłce poupadało. Nie wiem, czy kiedyś jeszcze doczekamy się trzeciej ligi w Alwerni, czy nawet w powiecie chrzanowskim. Z tego co się orientuję, to trzeba by budżetu w wysokości dwóch milionów złotych. Bez sponsora strategicznego nie ma na to szans szans – uważa Sławomir Knapik.

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarz (1)

OsiedlechemikówOsiedlechemików

0 0

Niezły tekst, aż się przypomniały stare dobre czasy i zapach kupowanego piwa w Liderze w trakcie przerw między połowami

23:43, 30.08.2025
Wyświetl odpowiedzi:0
Odpowiedz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%