Pochwał za często prezesi nie słyszą. No, może w wyjątkiem rzadkich chwil, gdy klub ma jubileusz. Bo już takie awanse idą zwykle na konto graczy i szkoleniowców - pisze Marek Oratowski
Dochodzę ostatnio do wniosku, że bycie prezesem klubu sportowego to ciężki kawałek chleba. Ta praca wymaga pełnej dyspozycyjności. Trzeba dreptać po urzędach w sprawach dotacji oraz całować klamki w poszukiwaniu sponsorów. A i tak za plecami słychać zwykle pytanie "ile on z tego ma?". Bo tak zwanych życzliwych nie trzeba daleko szukać.
W tej społecznej robocie trzeba być po trosze menadżerem, psychologiem i mediatorem. Na styku działaczy, zawodników, kibiców, a niekiedy także rodziców (gdy rzecz dzieje się w klubie skupiającym dzieci i młodzież) nieraz iskrzy. Bo wyniki nie takie, jak sobie wszyscy wymarzyli, siadła atmosfera albo trener nie może wyegzekwować, by zawodnicy odpowiednio przyłożyli się do zajęć. Pochwał za często prezesi nie słyszą. No, może w wyjątkiem rzadkich chwil, gdy klub ma jubileusz. Bo już takie awanse idą zwykle na konto graczy i szkoleniowców.
Pytanie "gdzie jest prezes?" pada zwykle w sytuacjach kryzysowych, kiedy trzeba zwalić na kogoś winę. W końcu trudno ją zrzucić na barki kolektywnego zarządu. Prezes jest w takich sytuacjach niezastąpiony. Nikt sie nim nie rodzi. Do wszystkiego trzeba zwykle dojść samemu, często metodą prób i błędów. Ponieważ sytuacja wielu lokalnych klubów, także tych o długiej tradycji, jest ostatnio nie do pozazdroszczenia, pojawiły się w nich zmiany personalne. Nagle okazało się, że posada takiego sternika KS Chełmek lub MKS Fablok to gorące krzesło.
Gdy w klubie pada hasło zmian, wczorajsi krytycy poczynań "starych" władz jakoś niezbyt chętnie kwapią się do przejęcia odpowiedzialności. W końcu wiedzą, albo tylko przeczuwają, że społeczna robota nie jest łatwa, prosta ani przyjemna z powodów, o których napisałem na wstępie. Najlepiej, gdyby na prezesa wybrać kogoś będącego jednocześnie sponsorem, finansistą i osobą z doświadczeniem samorządowym.
Jednak takich ludzi "3 w 1" trudno znaleźć. W tej sytuacji odpowiedzialność spada na barki zapaleńców, którzy maja dobre chęci. Jak to zdarzyło się choćby po ostatnim walnym Fabloku, w którym rządy objęli rodzice piłkarzy. Pozostaje im życzyć, by w zetknięciu z urzędniczą machiną nie stracili zapału ani pomysłów. I by pojawiające się w sytuacjach podbramkowych pytanie "gdzie jest prezes?" padało jak najrzadziej...

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Trzeba być niezłym frajerem żeby zapłacić więcej niż za mieszkanie na własność.
Adam
18:25, 2026-05-21
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
Przypominam że państwo nigdy nic nie daje zadarmo . Ani samorządy jednemu dadzą a innym muszą zabrać więc ciemnoty ludzie maciaszek nie wciskaj
Yoop
18:22, 2026-05-21
2080 mieszkańców zawalczyło o wakacje marzeń
Brawo za pomysł. Każdy pomysł zatrzymywania mieszkańców pożądany. Robert, jesteśmy z i za Tobą!
Endriu
17:10, 2026-05-21
Komu burmistrz Alwerni umorzyła podatek za ubiegły rok
Poprosimy o zestawienie z każdej z gmin naszego powiatu, bo w małej Alwerni skala zdecydowania mniejsza niż w Trzebini i Chrzanowie, a ponoć jest tam co czytać
Jerry
17:09, 2026-05-21
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz