90. minuta - cud i przekleństwo - przelom.pl

Sport

Zamknij

90. minuta - cud i przekleństwo

red 13:04, 23.01.2011
Skomentuj 90. minuta - cud i przekleństwo

Kiedyś podczas transmisji meczu Ligi Mistrzów usłyszałem od komentatora, że statystycy wyliczyli, iż w około 60-70 procentach piłkarskich potyczek zwycięzcą zostaje ten, kto pierwszy strzeli gola. Z jednej strony to dużo, z drugiej - mało, bo przecież statystycznie 3 lub 4 meczów na 10 nie wygramy mimo prowadzenia.

Kiedyś podczas transmisji meczu Ligi Mistrzów usłyszałem od komentatora, że statystycy wyliczyli, iż w około 60-70 procentach piłkarskich potyczek zwycięzcą zostaje ten, kto pierwszy strzeli gola. Z jednej strony to dużo, z drugiej - mało, bo przecież statystycznie 3 lub 4 meczów na 10 nie wygramy mimo prowadzenia.

Jeśli prowadzimy 1-0, największym prawdopodobieństwem jest nasz triumf. Tyle że są małe kłamstwa, duże kłamstwa, a dopiero potem statystyki... Im większą różnicą bramek prowadzimy, tym prawdopodobieństwo utraty prowadzenia mniejsze. Im większą przewagę zmarnujemy, tym większe rozczarowanie. Im większą stratę odrobimy, tym większa radość, o czym przekonał się m. in. Jerzy Dudek w finale Ligi Mistrzów w 2005 roku (tam akurat nie było goli w 90. minucie, ale jak dobrze pamiętamy, odrabianie trzybramkowej straty). Czasem różnica trzech, nawet czterech goli jest do odrobienia. W naszym regionie od czasu do czasu zdarza się, że zespół przegrywający np. 0-3 schodzi z boiska w roli zwycięzcy. W zawodowej piłce również to się zdarza - strzelenie czterech goli w 11 minut i dwóch w doliczonym czasie jest możliwe!

W 1999 roku Manchester United przegrywał z Bayernem Monachium 0-1, a była już 90. minuta meczu. Jeden z moich kolegów wspomniał kiedyś, że gdy ów finał Ligi Mistrzów dobiegał końca, wyszedł na chwilę z pokoju, a gdy wrócił za niespełna dwie minuty, Anglicy już prowadzili. W 106. sekund zdobyli dwa gole. Kiedy wyrównali, myślałem, że będzie dogrywka (a przecież jeszcze ostatni gwizdek nie zabrzmiał). Wtedy miałem prawo tak myśleć, bo byłem nastolatkiem i niewielkie miałem pojęcie o piłce. Dziś myślę inaczej - grać trzeba do samego końca. Zawsze. Jeśli przegrywasz i myślisz, że przegrasz, bo jest 90. minuta, to rzeczywiście przegrasz. Jeśli robisz wszystko, by było lepiej, to prawdopodobnie co najmniej raz w życiu uda ci się strzelić gola "rzutem na taśmę". Jeśli prowadzisz w ostatniej minucie i jesteś pewny zwycięstwa, to prawdopodobnie co najmniej raz w życiu będziesz skarcony. Piłka jest piękna, ale nawet jeśli jest przez długi czas twym przyjacielem, prędzej czy później i tak cię zdradzi (mimo twojego szacunku do rywala i gry na pełnych obrotach do ostatniego gwizdka sędziego).

Kiedyś podczas meczu Świtu Krzeszowice z Niwą Nową Wieś (w 2009 roku), w którym padł remis 1-1, rozbawił mnie jeden z kibiców (ale nie znawców futbolu) starszy ode mnie co najmniej o jedno pokolenie. Do końca tego nudnego meczu zostało około 10 minut. Wspomniany kibic powiedział, że wychodzi, bo już nic się nie wydarzy. Rzeczywiście wynik już nie uległ zmianie, ale napastnik Świtu Dominik Dąbek w 89. i 92. minucie miał dogodne okazje do zdobycia gola. Na dobrą sprawę mecz zakończony remisem mógł, a raczej powinien zakończyć się wynikiem 3-1. Gdyby Dąbek wykorzystał wtedy swoje sytuacje, można byłoby powiedzieć, że w 90. minucie wydarzyło się więcej niż w całym meczu. We wspomnianym spotkaniu emocji brakowało przez niemal 90 minut, ale było ich pod dostatkiem w trakcie ostatnich trzech minut. A czasem tak się zdarza. Zdarza się nawet, że jedna drużyna w 90. minucie obejmuje prowadzenie, a w odpowiedzi je traci. A wracając do Świtu - w tym sezonie krzeszowiczanie w dwóch spotkaniach z rzędu zdołali uratować remis w ostatniej minucie. Ktoś mógłby powiedzieć, że to fart. A ja powiem, że to nie przypadek, ale konsekwencja.
Wolanka kiedyś prowadziła do 90. minuty 2-0. A w doliczonym czasie straciła dwa gole. I dobrze. Dla piękna futbolu i dla nauczki, by grać do końca.

Kiedyś dziwiłem się, dlaczego niektórzy trenerzy są wściekli, gdy ich podopieczni prowadzą 5-0 i nie wykorzystują kolejnych sytuacji podbramkowych. Bo wynik zwiastuje przecież zwycięstwo. Ale czasem na koniec sezonu o miejscu w tabeli może zadecydować właśnie ta bramka z 90. minuty, która dla jednych jest cudem (lub konsekwencją determinacji), a dla drugich przekleństwem (lub karą za zlekceważenie rywala).
Jan Dobosz

(red)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%