SPORTOWA SOBOTA. Wygrane Balina i Libiąża, porażka Trzebini - przelom.pl

Sport

Zamknij

SPORTOWA SOBOTA. Wygrane Balina i Libiąża, porażka Trzebini

red 14:26, 11.02.2012 Aktualizacja: 04:55, 19.10.2025
Skomentuj SPORTOWA SOBOTA. Wygrane Balina i Libiąża, porażka Trzebini Marcin Giermek (żółto-niebieska koszulka), jeden z nabytków trzebińskiego MKS-u. Przyszedł z Lotnika Kryspinów. Fot. Michał Koryczan.

W sobotnich sparingach trzebiński MKS przegrał z Rekordem Bielsko-Biała, Orzeł Balin pokonał Pniówek Pawłowice Śląskie, a Janina Libiąż wygrała z Zagłębiakiem Dąbrowa Górnicza.

W sobotnich sparingach trzebiński MKS przegrał z Rekordem Bielsko-Biała, Orzeł Balin pokonał Pniówek Pawłowice Śląskie, a Janina Libiąż wygrała z Zagłębiakiem Dąbrowa Górnicza.

PIŁKA NOŻNA

Sparingi

Rekord Bielsko-Biała - MKS Trzebinia Siersza 4-0 (2-0)
Trzebinia: Wilk - Sieczko, Kukla, Ołownia, T. Szczepanik, Rolka, Czyszczoń, Giermek, J. Pająk, Czech, Lickiewicz oraz K. Pająk, Urbański, Kalinowski, P. Szczepanik, Muras, Kowalik i Ciepichał.
W meczu przeciwko wiceliderowi drugiej grupy śląskiej czwartej ligi trener MKS Mateusz Miś nie mógł skorzystać z kontuzjowanego Kamila Wojdyły oraz chorych Łukasza Gielarowskiego i Michała Gąsiora.
Bielszczanie objęli prowadzenie w 19. minucie. Po wrzutce w pole karne precyzyjnym strzałem z woleja popisał się Andrzej Maślorz i Jakub Wilk musiał wyciągać piłkę z siatki.
Wyrównać mógł Artur Czech, ale jego strzał z rzutu karnego (faulowany był Krzysztof Sieczko) obronił Maciej Wnętrzak.
Tuż przed przerwą drugą bramkę dla Rekordu zdobył Krystian Papatanasiu, finalizując błyskawiczną kontrę.
Po przerwie ekipa z Bielska-Białej dorzuciła jeszcze dwa trafienia. Najpierw w 63. minucie celną główką po centrze z rzutu rożnego popisał się Przemysław Suchowski. Na kwadrans przed końcem spotkania wynik ustalił Mateusz Żyła, wykorzystując jedenastkę.
- Mecz rozgrywany na specyficznym, wąskim boisku sprzyjał walce, mniej składnej grze. Rywal doskonale odnalazł się w tych warunkach. Była to dla nas dobra lekcja z silnym przeciwnikiem, kandydującym do awansu do trzeciej ligi. Poza karnym dobre okazje bramkowe mieli Damian Lickiewicz, Michał Kowalik, Tomek Szczepanik i Norbert Ciepichał. Gole straciliśmy po własnych błędach. Musimy popracować, żeby wyeliminować wszelkie mankamenty. Liczę, że poprawę będzie widać w kolejnym sparingu z LKS Czaniec - powiedział Mateusz Miś, szkoleniowiec trzebinian.

Zagłębiak Dąbrowa Górnicza - Janina Libiąż 1-2 (1-1)
Libiąż: Księżarczyk - Byrski, Górka, Szafran, Grzywa, Ficek, Szlęzak, Pactwa, Marzec, Snadny, Witoń oraz Niewiedział, Jamróz, Adamczyk, Ząbek, testowany 1, Pater, Patyk, testowany 2.
Był to dopiero drugi sparing Janiny w zimowym okresie przygotowawczym. W miniony weekend przez siarczyste mrozy odwołany został mecz z Puszczą Niepołomice.
Dlatego też w pierwszej części spotkania z Zagłębiakiem libiążanie szukali piłkarskiego rytmu. Zanim go jednak na dobre złapali to wcześniej stracili gola. Po rzucie wolnym piłkę co prawda wybronił Księżarczyk, ale wobec dobitki rywala był już bezradny.
Libiążanie wyrównali po trzydziestu minutach gry. Prostopadłe podanie od Pactwy trafiło do Snadnego, a ten pognał z piłką na samotne spotkanie z golkiperem, z którego wyszedł z łupem bramkowym.
Rozstrzygające trafienie w tym meczu padło w 63. minucie. Gola zdobył powracający z półrocznego wypożyczenia z KS Chełmek Przemysław Niewiedział.
- Początek meczu w naszym wykonaniu był słabszy, ale z biegiem czasu mieliśmy już więcej z gry. W drugiej połowie stworzyliśmy sobie dużo ciekawych sytuacji, brakowało jednak tego ostatniego podania. Mamy jeszcze przed pierwszym ligowym spotkaniem nad czym pracować zarówno od strony ofensywnej jak i defensywnej - skomentował po sparingu z Zagłębiakiem trener Antoni Gawronek.
W sobotnim spotkaniu nie mógł skorzystać usług z kontuzjowanego Jesionowskiego i leczącego zapalenie oskrzeli Hejnowskiego.
W najbliższą środę Libiąż zagra kolejny mecz kontrolny. Tym razem formę Janiny sprawdzi ligowy rywal, Przebój Wolbrom.

W innym meczu:
Pniówek Pawłowice Śląskie - Orzeł Balin 1-2 (1-1)

Bramki dla Orła: 1-1 Mariusz Suwaj (27), 1-2 Paweł Wojdała (68)
Orzeł: Smok (46. Stambuła) - Chrzanowski, testowany 1, Grabiec, Domurat (55. testowany 3), testowany 2 (46. Liput), Suwaj, Guzik, Motyka, Wojdała, Smarzyński
Orzeł kontynuuje serię spotkań z wyżej notowanymi rywalami. Tym razem podopieczni Piotra Pierścionka w Świerklanach zmierzyli się z trzecią drużyną trzeciej ligi opolsko-śląskiej Pniówkiem Pawłowice Śląskie.
W składzie na to spotkanie znalazło się jedynie czternastu zawodników. Właśnie w sobotę kawalerem przestał być Piotr Wtorek, Żuraw z ROW-em Rybnik nabawił się kontuzji dłoni, a pozostali gracze walcząc w mroźnych warunkach się rozchorowali.
Prowadzenie objęli w 16. minucie gospodarze. Po dwóch dośrodkowaniach z prawego skrzydła piłka doszła w końcu do napastnika, który z siedmiu metrów pokonał Smoka.
- Poza meczem z A-klasową Tęczą Błędów jeszcze w żadnym ze sparingów nie prowadziliśmy - zauważył szkoleniowiec Orła Piotr Pierścionek.
Okazję do wyrównania miał Wojdała, ale z 20 metrów posłał piłkę nad poprzeczką. Skuteczny był za to w 35. minucie Suwaj idealnie egzekwując rzut wolny podyktowany za faul na Motyce.
W drugiej odsłonie oba zespoły miały swoje sytuacje. Kilkakrotnie dobrze zachowywał się w bramce Orła Stambuła, a z drugiej strony wstrzelić nie mógł się Suwaj czy Smarzyński. Gola na wagę wygranej dla Balina strzelił Paweł Wojdała.
Rosły napastnik w polu karnym minął obrońcę i płaskim strzałem umieścił piłkę w siatce korzystając z prostopadłego podania od testowanego młodzieżowca Cracovii Kraków.

W innym meczu:
LKS Żarki - Korona Mętków 5-3

Sportowy weekend w obiektywie
PIŁKA RĘCZNA

I liga mężczyzn

MTS Chrzanów - ASPR Zawadzkie 27-33 (15-16)
MTS: Białecki, Borecki - Zajdel, Szlinger 2, Zacharski 2, Kruczek 2, Bednarczyk 3, Klementowicz 2, Cupisz, Łącki 1, Kirsz 2, Stroński 1, Skoczylas 6
To był mecz z gatunku tych za "cztery punkty". Chrzanowianie wreszcie chcieli przełamać niemoc w drugiej rundzie i wygrać z rywalami również walczącymi o utrzymanie. Po wyrównanym początku w 8. minucie goście prowadzili 5-2, a w 22. minucie 11-8. Gospodarze mieli problem z upilnowaniem wszędobylskiego Mateusza Krzyżanowskiego, który w całym meczu rzucił aż 10 bramek. Drugim "żądłem" gości był Andrzej Kryński. W końcówce pierwszej partii gra się wyrównała. Na przerwę gospodarze schodzili ze stratą jednej bramki. A mogli nawet doprowadzić do remisu, gdyby Adam Kruczek wykorzystał dogodną sytuację w ostatniej akcji. Po przerwie trzy razy na świetlnej tablicy widniał remis (16-16, 21-21 i 22-22). Ostatni kwadrans to jednak słaba skuteczność MTS-u. Adam Kruczek i spółka rzucali często z nie przygotowanych sytuacji. Kilka razy obijali też słupki i poprzeczki. Kilka dobrych interwencji zanotował w chrzanowskiej bramce Łukasz Borecki. Niestety, jego koledzy nie przechwytywali ważnych piłek. A kontry gości były zabójcze. Zawadzkie prowadziło 25-22 i 29-24, by ostatecznie wygrać 33-27.
- W końcówce za szybko chcieliśmy odrabiać straty. Takie niecelne rzuty podcinają nogi. Chcieliśmy zagrać tak, jak w Końskich, gdzie nieźle graliśmy w obronie. Wyszło całkiem co innego.Trudno mi uwierzyć w to, że się utrzymamy. Skoro nie wygrywamy u siebie z zespołami będącymi w naszym zasięgu, to trudno liczyć na lepsze wyniki w meczach z drużynami z czołówki - powiedział nam po końcowym gwizdku Marcin Skoczylas.
W głosie snajpera MTS-u zabrzmiała nuta rezygnacji. Rzeczywiście, chyba tylko cud może uchronić chrzanowskich szczypiornistów od degradacji do II ligi.

SIATKÓWKA

III liga kobiet
Maraton Krzeszowice - Salos Kraków 3-0 (25-19; 25-16; 25-11)
Maraton: Płatek, Pigan, Koźbiał, Kret, M. Domagalska, Kłeczek, Woźniak (libero) oraz Satora
Krzeszowiczanki we własnej hali udanie zrewanżowały się siatkarkom Salosu za grudniową porażkę w Krakowie 0-3.
Początek pierwszej partii był wyrównany, ale od stanu 8-8 miejscowe narzuciły rywalkom swój styl. W końcówce jedynie przy wyniku 20-15 straciły trzy "oczka" z rzędu, więc przez moment było trochę nerwowo.
W drugim secie przyjezdne rzuciły się do ataku i w efekcie prowadziły 4-0. Podopieczne Tomasza Piechoty zdołały jednak wyrównać i do stanu 6-6 wymieniano ciosy, po czym inicjatywę na dobre przejęły gospodynie.
Trzecia odsłona okazała się wyłącznie formalnością. Maraton zdobył pierwsze 7 punktów i tylko powiększał przewagę. Dopiero przed końcem krakowianki wyszły z "dziesiątki".
- Nie było dużego ciśnienia. W pierwszych dwóch setach uratował nas spokój - w tych słowach odniósł się do potyczki z Salosem szkoleniowiec Maratonu Tomasz Piechota.

(BG, MK, AB, MOR, JD)

(red)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%