SPORTOWA SOBOTA. Były ekstraklasowiec katem Świtu Krzeszowice - przelom.pl

Sport

Zamknij

SPORTOWA SOBOTA. Były ekstraklasowiec katem Świtu Krzeszowice

red 16:59, 06.10.2012 Aktualizacja: 18:50, 14.10.2025
Skomentuj SPORTOWA SOBOTA. Były ekstraklasowiec katem Świtu Krzeszowice Paweł Cygnar (z lewej) zdobył trzy gole dla Soły w meczu ze Świtem. FOT. MICHAŁ KORYCZAN

Świt nie sprostał liderowi czwartej ligi Sole Oświęcim. Pierwsze ligowe punkty pod wodzą Roberta Moskala straciła Trzebinia. W A-klasie Gromiec rozbił Płazę, Wolanka wygrała z Zalasem, a Młoszowa zremisowała z Babicami.

PIŁKA NOŻNA

IV liga - zachodnia Małopolska
Świt Krzeszowice - Soła Oświęcim 0-3 (0-1)
0-1 Paweł Cygnar (4), 0-2 Paweł Cygnar (48), 0-3 Paweł Cygnar (90+4)
Świt: Wróbel - Mucha, Calik, Strzeboński, Żywczak (46. Jedynak), Ficek, Para (62. Funek), Sarota, Kanclerz (46. Kuflik), Chlipała, Krzysiak (84. Socha)
Krzeszowiczanie doznali czwartej porażki w tym sezonie, a drugiej przed własną publicznością. Katem Świtu okazał się Paweł Cygnar. Były gracz m.in. Szczakowianki Jaworzno, Zagłębia Sosnowiec (18 występów na najwyższym szczeblu rozgrywek w kraju) i Termaliki Bruk-Bet Nieciecza skompletował w sobotnim pojedynku hat-tricka.
Spotkanie kapitalnie ułożyło się dla przyjezdnych. Już w 4. minucie były zawodnik Janiny Libiąż Jakub Snadny zagrał na przedpole bramki strzeżonej przez Tomasza Wróbla. Piłka szczęśliwie trafiła pod nogi Cygnara, a ten wpakował ją do siatki.
Chwilę później ładne z dystansu przymierzył Marcin Nowak, ale golkiper gospodarzy był na posterunku.
W kolejnych minutach coraz groźniejsze sytuacje zaczęli sobie stwarzać miejscowi. W 30. minucie z rzutu wolnego uderzył Michał Kanclerz, lecz Kamil Talaga przeniósł futbolówkę nad poprzeczką.
Chwilę później Piotr Chlipała podał do Pawła Ficka. Skrzydłowy Świtu przymierzył na dalszy słupek, ale piłka minimalnie minęła słupek.
Na dwie minuty przed przerwą Ficek miał jeszcze lepszą okazję do wyrównania. Po znakomitym dośrodkowaniu Kamila Calika z lewego skrzydła główkował jednak nad bramką.
Druga odsłona rozpoczęła się identycznie jak pierwsza. W 48. minucie po centrze z prawej strony boiska Cygnar precyzyjną główką pokonał Wróbla.
W 55. minucie mogło być już 3-0 dla lidera czwartej ligi. Bramkarz Świtu popisał się jednak rewelacyjnym refleksem broniąc dwa strzały Adriana Stanka najbliższej odległości.
Od 72. minuty oświęcimianie musieli sobie radzić w dziesięciu. Prowadząca zawody sędzia Angelika Kuryło z Brzeska pokazała Nowakowi drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę.
Pomimo gry w przewadze podopieczni Dariusza Bijaka długo nie potrafili poważniej zagrozić bramce rywali. W drugiej minucie doliczonego czasu gry z ostrego kąta strzelał Ficek, ale Talaga obronił.
W ostatnich sekundach spotkania trzeciego gola zdobyli za to gracze Soły. Cygnar trafił z kilkudziesięciu metrów do pustej bramki, opuszczonej przez Wróbla, kompletując hat-tricka.
- Nie zagraliśmy tak jak potrafimy. Druga bramka nas dobiła. Soła zwyciężyła zasłużenie. To dobra drużyna. Na pewno lepsza od Karpat. Szkoda, że oświęcimianie trafili na naszą słabszą dyspozycję, bo można z nimi było coś ugrać - powiedział po meczu Piotr Chlipała, kapitan Świtu.

Sportowy weekend na ziemi chrzanowskiej
MKS Trzebinia-Siersza - Czarni Staniątki 0-0
Trzebinia: MKS : Gielarowski - Sieczko (80. Kukla), Kalinowski,  Juraszek, P. Szczepanik, T. Szczepanik, Czyszczoń, Lickiewicz, Muras (80. Dudek), Ciepichał (80. Rolka), Krawczyk

Klasa okręgowa - Wadowice
Jubilat Izdebnik - Zagórzanka Zagórze 1-3
Cedron Brody - MKS Alwernia 0-2
Iskra Brzezinka - KS Chełmek 2-2

Klasa A - Chrzanów
Tempo Płaza - Nadwiślanin Gromiec 0-6 (0-3)
0-1 Jakub Waligóra (5), 0-2 Łukasz Pactwa (14), 0-3 Przemysław Nowicki (18), 0-4 Martin Manzel (53, karny), 0-5 Martin Manzel (70), 0-6 Przemysław Nowicki (71)
Płaza: Kosek (15. Kurzak) - Ładocha, Bryłka, Dusza, Kowalczyk, Barłóg (82. Kucharski), A. Głownia, Szarota, Kowalski, Kumek, Domagała
Gromiec: Fijołek - Kułaga, Rundzia, M. Kania (68. Szlęzak), M. Pactwa, Nowicki, Ł. Pactwa, K. Kania (55. Hendzlik), Waligóra, Makuch, Zejma (60. Jaśko)
Mecz bardzo dobrze ułożył się dla gości. Już w 5. minucie po prostopadłym dograniu młodzieżowiec Jakub Waligóra trafił do siatki. Po niecałym kwadransie rutynowany Łukasz Pactwa mijał w polu karnym rywali, jak slalomowe tyczki i po minięciu bramkarza umieścił piłkę w bramce. Niedługo potem kontuzjowany golkiper Tempa musiał zejść z boiska. Konrada Koska zastąpił Przemysław Kurzak i nie miał łatwego życia. Już w 18. minucie było 0-3, gdy Przemysław Nowicki trafił w długi róg. Na domiar złego dla gospodarzy sędzia w 25. minucie wyrzucił z boiska Kamila Duszę za kopnięcie rywala podczas przerwy w grze. Mimo gry w osłabieniu gospodarze też mieli swoje sytuacje. Po centrze z wolnego jednak Radosław Kumek główkował wprost w bramkarza. Jeszcze wcześniej strzał Artura Główni bramkarz obronił nogami. A uderzenie z woleja Patryka Kowalskiego minęło poprzeczkę. Ten ostatni zaraz po przerwie ostemplował poprzeczkę. Potem na boisku dominacja gości nie podlegała już dyskusji. Zdobyli jeszcze trzy gole. Na listę strzelców dwukrotnie wpisał się zmiennik Martin Manzel. Za pierwszym razem zamienił na bramkę karnego, za drugim dokładne dogranie z prawej strony Tomasz Jaśko. Wynik na 0-6 ustalił Przemysław Nowicki, który wykorzystał sytuację sam na sam.
- Gol stracony na samym początku ustawił ten mecz. Stwarzaliśmy sytuacje, ale to rywale strzelali bramki. Gdy wysoko przegrywaliśmy, trudno było już o mobilizację. W naszych szeregach odczuwalny był brak Ostrzywilka i Biedy - podsumował Mieczysław Szczurek, trener Płazy.

Ruch Młoszowa - Arka Babice 1-1 (1-0)
1-0 Adrian Bartoszewicz (30), 1-1 Sławomir Smoleń (70)
Młoszowa: Dębski - G. Bartyzel, K. Zając, Odrzywołek, Kaliński, Chechelski, Czarnecki (55. Latko), Bartoszewicz, Skotniczny (70. Klimczak), Grabski (55. Wichrowski), Brzózka.
Babice: Proksa - Kasperczyk, Kwiatkowski, F. Zając, J. Paprot, G. Paprot, Palka, B. Paprot (65. Niziołek), Mianowski (85. Miękina), Wierzbic (75. Frączek), Smoleń (80. Dziadkiewicz).
W pierwszej połowie gospodarze mieli przewagę. Dłużej utrzymywali się przy piłce i częściej atakowali, jednak przez długi czas nie potrafili zdobyć gola. Najbliżej objęcia prowadzenia byli w 30. minucie, gdy Grabski przyjął piłkę kilka metrów przed bramką rywala. Uderzył jednak ponad poprzeczką. Chwilę później celnym trafieniem popisał się Adrian Bartoszewicz. Precyzyjnym strzałem wykończył ładną akcję prowadzoną skrzydłem. Chwilę później mogło być 2-0, ale piłka minęła bramkę. Gracze z Babic postawili na grę z kontrataku i kilka razy zagrozili golkiperowi Ruchu, jednak Dębski za każdym razem pewnie interweniował.
Po zmianie stron sytuacja się odwróciła. Zawodnicy Arki przeważali na murawie. Mieli kilka groźnych sytuacji, ale wykorzystali tylko jedną z nich. W 70. minucie Smoleń dostał dośrodkowanie, uderzył mocno i piłka po rękach bramkarza wylądowała w siatce. Goście postawili na ofensywną grę i się odkryli, co sprawiło, że kilka razy pod ich własną bramką było niebezpiecznie. Miejsocwi byli jednak nieskuteczni.
- Boisko nie sprzyjało konkretnej grze. Zabieramy punkty liczącym się drużyną, a tracimy podczas meczów ze słabszymi zespołami zajmującymi dolne rejony tabeli. To niepokojące, trzeba wziąć się do pracy - ocenił grę Bartosz Paprot, grający wiceprezes Arki Babice.
- Przed meczem remis brałbym w ciemno. Chłopcy nieźle się zaprezentowali i teraz czuje jednak pewien niedosyt - powiedział Krzysztof Doległo, szkoleniowiec Ruchu Młoszowa.

Wolanka Wola Filipowska - Victoria Zalas 3-1 (0-1)
0-1 Marcin Bartnik (43), 1-1 Przemysław Kowalski (51), 2-1 Robert Noworyta (61), 3-1 Przemysław Kowalski (85)
Wolanka: Mateusz Filipek - Żbik, Marcin Filipek, Grochal, Augustynek - S. Kocot (79. Lasoń), Kalęba, Kempka, M. Kłeczek (32. Kisielak) - Skotniczny (46. R. Noworyta), Kowalski (87. Urbański)
Victoria: Kapusta - D. Dudek, Oczkowski, Tataruch (46. J. Knapik), Jawień - D. Kwoka, K. Kwoka (89. Kołacz), Stępień (69. Podgórski), Wosik - Bartnik, Ryszka
Po czterech zwycięstwach z rzędu Victoria uległa Wolance, choć prowadziła do przerwy.
Pierwsza połowa nie była zbyt ciekawa. W obu drużynach brakowało kluczowego podania i dokładności. Dla Victorii szanse mieli Ryszka i K. Kwoka (najpierw chybił, potem refleksem wykazał się Mateusz Filipek). Groźnie strzelał także Jawień. W ekipie Wolanki okazje mieli Skotniczny, Kempka i Kisielak. W 43. minucie przyjezdni nieoczekiwanie, ale zasłużenie objęli prowadzenie po trafieniu z najbliższej odległości Bartnika.
Druga odsłona była już atrakcyjniejsza. Wolanka goniła wynik, a u siebie zwykle lepiej radzi sobie po przerwie. W 51. minucie Kowalski wyrównał strzałem z pierwszej piłki. Główkę Bartnika świetnie sparował bramkarz. Z kolei R. Noworyta strzałem z 10 metrów dał prowadzenie miejscowym. Kempka spudłował w sytuacji trzech na dwóch, a mógł podać do Noworyty lub Kalęby. Za to Kowalski uderzył pod poprzeczkę notując tym samym swoją drugą bramkę i ustalając wynik. Ten mógł się jeszcze zmienić, lecz były i obecny trener Victorii - Jawień i Oczkowski - główkowali niecelnie, podobnie jak Grochal z Wolanki. Kisielak zaś zmarnował sytuację sam na sam.
- Można powiedzieć, że przeszliśmy z piekła do nieba. W drugiej połowie wykorzystaliśmy swoje okazje. Victoria jest groźna, ma dobrze grającego głową trenera. Uczulałem na to chłopaków. Umiejętności wielkich nie mamy, ale powalczyliśmy. W szatni trochę wstrząsnąłem drużyną, ale nie do przesady, bo gramy dla przyjemności. Brakowało członu drużyny: Gaja i Nowaka. Ważne jest, że Kowalski miał dwie sytuacje i dwa razy trafił. Mecz był wyrównany. Odbiliśmy sobie porażkę w Babicach - skomentował szkoleniowiec Wolanki Tomasz Ryba.
- Jeden z obrońców musiał w przerwie opuścić mecz i nie miałem do dyspozycji już trzech defensorów. Brakowało też Marcina Klity. Trzej zawodnicy, którzy dziś zagrali w defensywie, nie są nominalnymi obrońcami. Bramki, które straciliśmy, wynikają z braku zrozumienia w linii obrony. Poza tym na Wolance zawsze ciężko się gra - przyznał grający trener Victorii Artur Oczkowski.

Wolanka Wola Filipowska - Victoria Zalas 3-1
Wisła Jankowice - Nadwiślank Okleśna 2-3
UKS Dulowa - Start Kamień 2-1
Błyskawica Myślachowice - Zgoda Byczyna 1-1 mecz przerwany w 85 minucie (goście niezadowoleni z decyzji sędziego zeszli z boiska)

Klasa B - Chrzanów
Zryw Kąty - Pogorzanka Pogorzyce 2-0
Jutrzenka Ostrężnica - MKS Chrzanów 5-0

Klasa C - Chrzanów
MKP Wodna Trzebinia - UKS Korona Trzebinia 3-0 (0-0)

1-0 Tomasz Bugno (51), 2-0 Paweł Kulawik (60), 3-0 Tomasz Bartoń - samobójcza (77)
Wodna: Turek - Dubas, Nowak (70. Kasperkiewicz), Pstrucha, Ostrowski, D. Porębski, O. Porębski (80. Niedzielski), Kulawik, Starczynowski, Kutaj (46. Dudek), Lisowski (46. Bugno)
Korona: Bałuszyński (45. Hojna) - Ruczyński, Daczyński, Fundakowski, Kepka, Kuliński, Pałka, Biały, Stachańczyk (65. Bartoń), Spytkowski, Głuch (65. Maj)
Derbowy pojedynek trwał 120 minut i to wcale nie przez dogrywkę, a kontuzję jakiej nabawił się bramkarz Korony Adrian Bałuszyński. W 15. minucie po jednym ze strzałów został sfaulowany niefortunnie przez jednego z rywali, po czym z krzykiem padł na murawę. Atak w plecy okazał się na tyle niebezpieczny, że do Trzebini musiała przyjechać karetka co trwało 30 minut i tyle właśnie arbiter doliczył do pierwszej połowy. Z pierwszych diagnoz wynika, że Bałuszyński przynajmniej do końca roku musi odpocząć od gry w piłkę.
Pierwszy groźny strzał w 6. minucie oddał Biały, ale piłkę zmierzającą w bliższe okienko wybił Turek. Później strzelający takich okazji już nie miał bowiem musiał zastąpić między słupkami kontuzjowanego kolegę. Szło mu to całkiem nieźle, ale skuteczności brakowało napastnikom. Dwukrotnie głowa minimalnie pudłował Pałka, którego uderzenie po indywidualnej akcji wybronił także bramkarz. Korona wykorzystywała więc przewagę bowiem w 10. minucie Starczynowski za dwukrotnie odepchnięcie przeciwnika musiał opuścić boisko.
W drugiej odsłonie braku jednego zawodnika u gospodarzy kompletnie nie było widać. Prowadzili oni grę co zaowocowało bramkami. W 51. minucie główkował Bugno, a piłkę po odbiciu się od stojącego na linii bramkowej Ruczyńskiego wpadła do siatki. Dziewięć minut później było już 2-0, a celnym strzałem pod poprzeczkę popisał się Kulawik. W 71. minucie okazję do podwyższenia rezultatu miał Dawid Porębski, ale mocno przestrzelił nad poprzeczką. Trzecia bramka i tak jednak padła. D. Porębski dośrodkował z rzutu rożnego, a do własnej bramki trafił Bartoń nie dając szans Białemu. Honorowe trafienie dla Korony mógł zaliczyć Pałka, ale kiedy jego zespół grał już z przewagą dwóch zawodników po indywidualnej akcji trafił w słupek.

Okręgowa liga trampkarzy
Janina Libiąż - MOKSiR Chrzanów 1-9 (0-4)
0-1 Hubert Matys (5), 0-2 Oskar Szczurek (8), 0-3 Tomasz Kędziora (13), 0-4 Hubert Matys (35), 0-5 Oskar Szczurek (45), 0-6 Adrian Kaczmarski (46), 1-6 Wiktor Kaniaburka (54), 1-7 Hubert Matys (57), 1-8 Robert Madoń (66), 1-9 Oskar Szczurek (68)
Libiąż: Cyzio, Bochenek, Domagała, Szałkowski, Rutkowski, Kita, Łuczak, Bigaj, Policht, Łysak, Żegleń, Kaniaburka, Nowak, Światłowski, Siupa, Nelec, Wojtczak
Chrzanów: Pasek, Feliński, Lasik, Jarosz, Piekło, Dzikowski, Kaczmarski, Kędziora, Matys, Szczurek, Kuciel, Kumala, Sadowski, Madoń
W piątkowych derbach juniorów Janina uległa MKS Chrzanów 0-4. Podobny rozkład punktów zanotowano także w sobotę w pojedynku trampkarzy. Tym razem MOKSiR Chrzanów wygrał jednak aż 9-1.
Mecz rozpoczął się idealnie dla gości. W 5. minucie główkował Matys po czym został powalony na boisko przez Kacpra Cyzio. Piłka wtoczyła się jednak do bramki, ale po interwencji bramkarza Janiny Matys z krwawiącym nosem musiał opuścić boisko. Udanie zastąpili go koledzy. Akcję sam na sam wykończył Szczurek, a karnego podyktowanego za faul na Dzikowskim wykorzystał Kędziora i w 13. minucie było już 0-3.
Prowadzenie uśpiło nieco gości, ale Janina, która osiągnęła optyczną przewagę nie potrafiła poważnie zagrozić bramce Paska. MOKSiR za to skontrował. W 30. minucie strzał Matysa obronił jeszcze Cyzio, ale tuż przed końcem pierwszej połowy napastnik był już skuteczny i było 0-4.
W drugiej połowie mecz miał podobny przebieg. Obrońcy gospodarzy przepuszczali prostopadłe podania co wykorzystywali szybcy napastnicy. Matys dwukrotnie przegrał pojedynek z bramkarzem by w 45. minucie podać do Szczurka, a ten tylko dopełnił formalności. Minutę później było już 0-6. Matys popędził z piłką z własnej połowy i w polu karnym dograł do Kaczmarskiego, a ten trafił z najbliższej odległości.
Podrażniona wynikiem Janina wzięła się do roboty i w 54. minucie przeprowadziła akcje zakończoną bramką. Prawym skrzydłem popędził Bigaj, który zacentrował mocno na dalszy słupek, a tam nogę dołożył Kaniaburka.
Końcówka należała ponownie do gościu, którzy zdobyli jeszcze trzy bramki. Matys przymierzył po długim rogu, a Madoń i Szczurek trafili z pola bramkowego po podaniach odpowiednio Matysa i Kędziory.
- Janina się nie przystawiła. Patrząc na ten mecz można stwierdzić, że pojedynek z Trzebinią był wypadkiem przy pracy. Musimy jednak pokonać jeszcze mocny Zator - skomentował po spotkaniu trener MOKSiR-u Sławomir Gołba.

Sportowy weekend na ziemi chrzanowskiej

 

PIŁKA RĘCZNA

II liga mężczyzn
Zagłębie Sosnowiec - MTS Chrzanów 31-23

(MOR, MK, KO, JD, AB)

(red)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%