Wieloletni konflikt gminy z przedsiębiorcą kończy się kosztownym finałem. Radni nie mają wyboru – wyrok sądu trzeba wykonać. Rachunek na dziś przekracza 3,3 mln zł. Co ciekawe, to może nie być jeszcze koniec roszczeń.
Na nadzwyczajnej sesji Rady Miasta Trzebini toczyła się dziś debata o tym, dlaczego doszło do kompromitującej przegranej gminy w sądzie. O tym, kto za nią zapłaci, nie dyskutowano, bo wiadomo, że koszt poniosą mieszkańcy.
Od zgody na inwestycję do wielomilionowego rachunku
Sedno sporu sięga 2014 roku. Wtedy uchwalono miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla terenów pokopalnianych w rejonie ul. Grunwaldzkiej w Trzebini, który dopuszczał na spornej nieruchomości określoną działalność gospodarczą, związaną z gospodarką odpadami. Dla przedsiębiorcy, firmy Kompostech z Nowego Sącza, była to podstawa do zakupu terenu i zaplanowania na nim inwestycji. Jak przypomniano podczas sesji, firma najpierw zawarła umowę przedwstępną, a potem kupiła nieruchomość, kierując się właśnie zapisami planu.
W 2015 roku wokół planowanej inwestycji zaczęły narastać protesty. Pojawił się sprzeciw mieszkańców, przedsiębiorców z sąsiedztwa, radnych. Zbierano podpisy. Gmina zmieniła kurs.
W 2017 roku rada zmieniła plan miejscowy, usuwając zapis, który wcześniej umożliwiał realizację inwestycji. I właśnie ten moment prawnicy gminy oraz część uczestników debaty uznali za punkt przełomowy. Nie dlatego, że sama zmiana planu była formalnie niemożliwa. Dlatego, że uruchomiła roszczenie przedsiębiorcy wobec gminy.
Mówiąc wprost: samorząd najpierw stworzył warunki do zakupu i planowanej działalności, a potem te warunki odebrał. To nie była już kwestia politycznych deklaracji, lecz potencjalnie kosztownej odpowiedzialności finansowej.
Kto zawinił
- Tutaj padło takie ważne słowo "wiarygodność. Ta wiarygodność gminy wobec przedsiębiorcy nie została naruszona wyrokiem Sądu Okręgowego ani wyrokiem sądu Apelacyjnego. Ta wiarygodność została naruszona w 2017 roku - mówił podczas sesji radca prawny urzędu miasta Rafał Wentrys, pełnomocnik gminy w procesie z Kompostechem.
W 2017 r. doszło do zmiany planu zagospodarowania przestrzennego, która uniemożliwiła przedsiębiorcy z Nowego Sącza realizację inwestycji, pod którą kupił działkę przy ul. Kopalnianej w Trzebini.
Kto naruszył tę wiarygodność? Wśród potencjalnych winowajców w trakcie dyskusji wymieniani byli radni poprzednich kadencji, urzędnicy, burmistrz, komisarz, prawnicy. Radny Grzegorz Duda powiedział nawet, że to mieszkańcy są winni, bo to oni nie chcieli na swoim terenie kompostowni i protestując doprowadzili do zmiany planu zagospodarowania.
- Ale przecież mieszkańcy mają prawo zabierać głos w sprawie przekształcenia i kształtowania przestrzeni w gminie. A zadaniem samorządu jest w odpowiednim czasie z nimi na ten temat dyskutować - zwróciła przytomnie uwagę radna Teresa Jarczyk.
Bez względu na to kto zawinił, a każdy uczestnik dyskusji miała własną tego wersję, finał sprawy jest brutalny: gmina ma wykupić nieruchomość od przedsiębiorcy, zapłacić odsetki liczone od 2018 roku, koszty procesu i wydatki na opinie. Łącznie – jak wynika z danych przedstawionych podczas sesji – około 3 321 836 zł. I to jest konkretna kwota, która obciąży budżet.
Roszczenie z 2018 roku próbą dla gminy
W kwietniu 2018 roku przedsiębiorca formalnie uruchomił roszczenie wobec gminy. Z pisma przywołanego na sesji wynika, że domagał się stanowiska organu, a brak odpowiedzi albo odpowiedź negatywna miały skutkować wejściem na drogę sądową.
To właśnie tutaj zaczyna się zasadniczy spór, który zdominował obrady.
Jedna strona przekonywała, że właśnie wtedy był jeszcze czas na podjęcie realnych rozmów i próbę ugodowego załatwienia sprawy, zanim wieloletni proces i odsetki zamienią spór planistyczny w finansową katastrofę. Druga odpowiadała, że przestrzeń do porozumienia była watła, bo rozbieżność stanowisk była zbyt wielka: gmina miała własną wycenę opiewającą na około milion złotych, a przedsiębiorca oczekiwał ponad 2,4 mln zł.
Ta różnica rzeczywiście była ogromna. Ale nie zmienia to faktu, że z punktu widzenia mieszkańca najważniejsze pytanie brzmi inaczej: czy władze zrobiły wszystko, by nie dopuścić do sytuacji, w której po ośmiu latach trzeba zapłacić ponad 3,3 mln zł?
I właśnie na to pytanie podczas sesji nie padła jedna, spójna, przekonująca odpowiedź.
Co gorsza, przegrana sądowa prawdopodobnie nie zakończy roszczeń przedsiębiorcy. Gmina zapłaci mu za działkę tyle, ile orzekł sąd. Kompostech sp. z o.o. może natomiast domagać się jeszcze odszkodowania, za utracone korzyści. Radca Wentrys mówił na sesji, że w tej części sąd oddalił powództwo, co spółki nie satysfakcjonuje. Ponadto może chcieć też zwrotu płaconego gminie podatku od nieruchomości i opłat za użytkowanie wieczyste. Ten wątek historii zapewne dopiero przed nami.
Potyczki polityczne
Nadzwyczajna sesja, zwołana po wyroku sądu apelacyjnego (zapadł 20 marca), miała służyć formalnemu przyjęciu uchwały niezbędnej do wykonania prawomocnego orzeczenia. W praktyce zamieniła się w spór o winę, zaniechania i polityczną odpowiedzialność.
Były pełniący funkcję burmistrza Grzegorz Żuradzki mówił wprost, że mamy do czynienia z „bardzo jaskrawym przypadkiem” nietrafionej decyzji, bolesnej dziś finansowo dla gminy. Zarzucał, że po niekorzystnym dla samorządu wyroku z 2022 roku nie doprowadzono do zakończenia sprawy, choć wtedy – jego zdaniem – można było jeszcze ograniczyć koszty, przede wszystkim przez uniknięcie dalszego narastania odsetek.
W jego ocenie samorząd nie tylko przegrał wieloletnią batalię z przedsiębiorcą, ale również sam sobie wystawił fatalne świadectwo wobec inwestorów. Padały mocne słowa o stratach finansowych i wizerunkowych. Żuradzki pytał, dlaczego nie znaleziono porozumienia, nie zaproponowano innych rozwiązań, nie zamknięto sporu wcześniej. Odrzucał także narrację, że całą odpowiedzialność ponosi rada miasta. Przypominał, że to burmistrz wykonuje uchwały i odpowiada za działania organu wykonawczego.
Obecny burmistrz odpowiadał równie stanowczo: to nie oni stworzyli problem, lecz odziedziczyli skutki wcześniejszych decyzji. Według tej wersji nie można było po prostu zapłacić kwoty dwukrotnie wyższej od tej, która wynikała z posiadanej przez gminę wyceny. Argumentowano, że wydatkowanie pieniędzy publicznych wbrew własnym operatom szacunkowym byłoby nie do obrony. Inne jednak szacunki miał poszkodowany przedsiębiorca, jeszcze inne uzyskał sąd.
Burmistrz Jarosław Okoczuk wskazywał, że sprawa mogła zostać zakończona wcześniej, jeszcze zanim wkroczyła na drogę sądową. I obciążył odpowiedzialnością okres, gdy obowiązki burmistrza po śmierci Adama Adamczyka pełnił jego polityczny oponent - Grzegorz Żuradzki. Podkreślał, że później sam podejmował próby rozmów z przedsiębiorcą, ale spotkał się z twardym stanowiskiem. Od prezesa zarządu spółki Kompostech dowiedziała się tego, co prezes Robert Borek powiedział w ubiegłym piątek Przełomowi: To ma być lekcja i przestroga dla samorządu trzebińskiego i innych, jak nie traktować przedsiębiorców. Miała być i jest. I jest. Bardzo kosztowna lekcja. Przedsiębiorca chciał jej udzielić i to osiągnął.
Dziś wyroku już nie da się obejść. Dobrze jest go znać wraz z uzasadnieniem. Radna Marzena Jewuła chciała, aby oba wyroki i ten z 2022 r. i ten najnowszy z 20 marca 2026 zostały na sesji odczytane. Radca Wentrys "poczytanki", jak to określił odmówił, bo dokument jest długi, wygłosił natomiast "pogadankę" prezentując oczywiście stanowisko gminy, odpowiedział na pytania i zapowiedział, że radni dostaną dokumenty mailem. Uzasadnienie apelacji będzie dopiero za miesiąc.
Czy naprawdę nie było wyjścia?
To najważniejszy wątek tej historii i zarazem ten, który powinien interesować mieszkańców bardziej niż personalna wojna między politykami.
Z relacji przedstawionej podczas sesji wynika, że w różnych momentach sporu pojawiały się próby rozmów. Według władz spotkanie z przedsiębiorcą zostało zorganizowane już po objęciu urzędu przez obecnego burmistrza. Rozważano różne warianty, w tym także ewentualne rozwiązania związane z innymi nieruchomościami. Padały też deklaracje, że do rozmów włączono lokalnego przedsiębiorcę zainteresowanego kupnem terenu.
Jednak z tej samej sesji wynika również, że przedsiębiorca nie chciał już prostego kompromisu finansowego na warunkach satysfakcjonujących gminę.
Tyle że taki opis, choć politycznie wygodny dla urzędu, nie zamyka sprawy. Bo nawet jeśli przedsiębiorca od początku przyjmował twarde stanowisko, to i tak pozostaje pytanie, czy samorząd wykorzystał wszystkie realne momenty, w których można było zmniejszyć stratę. Czy po wyroku z 2022 roku – skoro odsetki dalej biegły – naprawdę nie było już żadnej ścieżki do ograniczenia kosztów? Czy apelacja była obroną interesu gminy, czy tylko przedłużaniem nieuniknionego?
Radca Rafał Wentrys powiedział, że apelację złożyły obie strony, więc nawet gdyby gmina tego nie zrobiła, sprawa i tak trafiłaby do sądu apelacyjnego, a odsetki nadal by rosły. To ważny argument. Ale nie rozstrzyga wszystkiego. Bo nie odpowiada na pytanie, czy między 2018 a 2026 rokiem samorząd działał przede wszystkim po to, by wygrać, czy po to, by jak najmniej przegrać.
A to są dwie zupełnie różne strategie.
Ile kosztuje ta historia?
Podczas sesji padły konkretne wyliczenia. Według danych przedstawionych przez Pawła Korbiela, dyrektora wydziału gospodarki nieruchomościami, gmina ma zapłacić:
- 1 858 077,30 zł należności głównej,
- 1 132 628,33 zł odsetek od należności głównej, wyliczonych do 30 kwietnia 2026.
- 103 363 zł kosztów procesu,
- 19 583,37 zł tytułem części wydatków na opinie,
- 8 100 zł kosztów postępowania apelacyjnego,
- 84,16 zł odsetek od kosztów apelacyjnych.
Łącznie daje to około 3 321 836,16 zł.
To właśnie tę kwotę mieszkańcy powinni zapamiętać. Nie dlatego, że robi wrażenie. Dlatego, że za tą sumą nie stoi żadna nowa droga, remont w przedszkolu, ani kanalizacja. To cena za konflikt, którego nie udało się zatrzymać.
Na sesji wprost padły głosy, że pieniądze te mogły zostać przeznaczone na inwestycje. Burmistrz mówił nawet o konieczności rezygnacji z części planów, wskazując m.in. na kolejne budownictwo mieszkaniowe. W ten sposób spór o jedną nieruchomość przestał być sprawą abstrakcyjnego procesu. Stał się kwestią tego, czego gmina nie zrobi dla mieszkańców, bo najpierw musi zapłacić za przegraną.
Najbardziej niepokojące: nikt nie bierze pełnej odpowiedzialności
Z całej tej debaty wyłania się jeden naprawdę niepokojący obraz. Jest nim całkowite rozproszenie odpowiedzialności.
Jedni wskazują na radę z 2017 roku. Inni na urząd i brak działań po roszczeniu z 2018 roku. Jeszcze inni na decyzje procesowe już po wyroku z 2022 roku. Padają argumenty o presji mieszkańców, o trudnej sytuacji politycznej, o różnicy wycen, o prawnych ograniczeniach, o sztywności stanowiska przedsiębiorcy. Wszystko to zapewne jest częściowo prawdą.
Ale dla mieszkańców najważniejsze pozostaje coś innego: w sprawie, która kosztuje gminę ponad 3,3 mln zł, nie widać jednej osoby ani jednego środowiska politycznego, które powiedziałoby po prostu: tak, to także nasza odpowiedzialność.
Było za to dużo wzajemnego punktowania, przywoływania dat, kompetencji, dawnych funkcji, zaniedbań poprzedników i politycznych aluzji. Było mniej rzetelnego namysłu nad tym, jak zbudować procedury, które zabezpieczą gminę przed podobną katastrofą w przyszłości.
To właśnie ten element czyni całą sprawę jeszcze poważniejszą niż sam wyrok.
FAKTY W SPRAWIE
2014 – plan dopuszcza działalność związaną z gospodarowaniem odpadami na nieruchomości,
2015 – przedsiębiorca kupuje teren,
2017 – gmina zmienia plan i blokuje działalność związana z gospodarowaniem odpadami na nieruchomości,
2018 – przedsiębiorca zgłasza roszczenie wobec gminy,
2022 – wyrok sądu I instancji,
2026 – wyrok apelacyjny utrzymuje rozstrzygnięcie
Co mówi urząd?
Twierdzi, że gmina nie mogła zapłacić kwoty znacząco wyższej od własnej wyceny i że próbowała rozmawiać.
Co mówią krytycy?
Że zabrakło skutecznych negocjacji i odwagi do wcześniejszego zakończenia sporu.
NAJWAŻNIEJSZE WNIOSKI Z TEJ HISTORII
1. Najdroższe bywają nie błędy, ale brak odwrotu od błędu
Zmiana planu miejscowego mogła być politycznie wygodna i społecznie oczekiwana, ale uruchomiła lawinę konsekwencji. Później samorząd nie znalazł bezpiecznej drogi wyjścia.
2. Odsetki są cichym zabójcą budżetu
Ponad milion złotych odsetek pokazuje, jak kosztowne jest przeciąganie sporu. Nawet jeśli intencją było bronienie interesu gminy, efekt końcowy jest dla budżetu druzgocący.
3. Samorząd nie może być nieprzewidywalny
Najpierw wolno, potem nie wolno – taki model działania niszczy zaufanie. A bez zaufania nie ma stabilnego klimatu dla inwestorów.
4. Polityczne przerzucanie winy niczego nie naprawia
Mieszkańcy nie potrzebują już wzajemnych oskarżeń. Potrzebują odpowiedzi, jak uniknąć kolejnej podobnej sprawy.
5. To nie jest tylko spór o działkę
To opowieść o jakości zarządzania gminą. O tym, czy władza umie przewidywać skutki swoich decyzji i brać za nie odpowiedzialność.
KOMENTARZ
Ta historia jest znacznie poważniejsza niż zwykły spór prawny między samorządem a przedsiębiorcą. Pokazuje bowiem, że w lokalnej polityce wciąż zbyt często rządzi następująca logika: dziś gasi się protest, jutro odsuwa problem, pojutrze zrzuca winę na poprzedników, a rachunek przychodzi po latach do mieszkańców.
Samorząd oczywiście ma prawo zmieniać politykę przestrzenną. Ma prawo reagować na opór społeczny. Ma prawo bronić publicznych pieniędzy. Ale nie ma prawa udawać, że decyzje nie mają ceny. Jeśli najpierw stwarza przedsiębiorcy warunki do działania, a potem mu je odbiera, musi być gotowy na skutki. Jeśli wchodzi w wieloletni spór, musi wiedzieć, kiedy walka o rację zamienia się w kosztowną iluzję za pieniądze podatników. Jeśli przegrywa, powinien umieć powiedzieć mieszkańcom nie tylko „musimy zapłacić”, ale też „wiemy, gdzie zawiedliśmy”. Tego właśnie w dzisiejszej debacie w Trzebini brakowało mi najbardziej.
Na dzisiejszej sesji było dużo polityki. Dużo tłumaczeń. Za mało samokrytyki. Dużo przeszłości. Za mało konkretnej odpowiedzi, jak uniknąć takiej sytuacji w przyszłości, a punktów zapalnych w gminie nie brakuje.

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Radni chcieli sesji nadzwyczajnej, ale jak widać, burmistrz Latko troszczy się szybciej i sprawniej o mieszkańców i już jest spotkanie, dziękujemy!
absurd
15:13, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Pan burmistrz dobrze wiedział o co ci chodzi. A teraz udaje ze nie wie i nie chce się wypowiadać na ten temat , popieram tych ludzi którzy rozwiązali umowy, i mam nadzieję ze inni tez tak zrobią, te mieszkania to zwykła siema
Chrzanow wita
14:46, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Przecież burmistrz, to pachołek Tuska. Nie liczcie na to , że Wam pomoże. Trzeba zrobić referendum, tak jak w Krakowie i wybrać innego burmistrza. Wtedy może będzie lepiej.
Gieks
13:30, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
A co na to nasz Robert - może redakcja go dopytać, bo po budowie latał i wywiadów udzielał .......
:)
13:18, 2026-05-21
WYRÓŻNIONE KOMENTARZE
14 2
Dużo słów, mało treści - jak zwykle, gdy sytuacja niewygodna jest dla kolegi z listy wyborczej małżonka redaktorki. A każdy kto oglądał sesje wie, że Żuradzki dziś nie tylko się wystawił ale i nie odpowiedział na najprostsze pytanie - co zrobił, gdy w maju 2018 roku, gdy on był komisarzem, przedsiębiorca wyślą pismo z propozycją dogadania się. Otóż nie zrobił nic by się dogadać, nie spotkał się - w efekcie także za jego rządów pozew trafił do sądu. Okoczuk, gdy spotkał się z firmą, usłyszał, że „to będzie nauczka dla gminy”. Za doprowadzenie do tej sytuacji, poza oczywiście radnymi w 2014 i 17 roku jest Żuradzki, którego jednoznacznie wypunktowano dokumentami podczas sesji. Okazało się też, że w 2022 apelacja i tak by była, więc odsetki by rosły - bo przedsiębiorca chciał uzyskać wyższą kwotę i to było mu na rękę. Mieszkańcy Trzebini mogą więc podziękować panu Zuradzkiemu - doskonała robota.
6 5
Już nie rób cwaniaczku z Żuradzkiego kozła ofiarnego zastanej sytuacji, bo on przyszedł na chwilę w 2018 roku i po chwili poszedł. Spór trwał wcześniej i dłuuugo później się zakończył. Masz tupet draniu.
12 2
Po całej dyskusji oraz wzajemnym oskarżaniu się, znów wychodzi, że walka kogutów trwa, zarzuty stawiane przez burmistrza Okoczuka wobec radnego byłego pełniącego funkcję Burmistrza - Żuradzkiego, i odwrotnie, pokazują, że w tym mieście dobrze nie będzie. Rada zdecydowała wspólnie z burmistrzem i mieszkańcami o zmianie planu zagospodarowania przestrzennego. Z apelacji można było zrezygnować w 2022 roku, ale odszkodowanie lub wykup nieruchomości był nieuchronny.
Pozostałe komentarze
9 2
Ale my Grzesia lubimy🤣!
9 2
Burmistrz twierdzi, że nie będzie bloku. A czy tak naprawdę ludzie teraz oczekują mieszkań? A nie może dróg, nowych miejsc pracy lub miejsc parkingowych? Kanalizacji, na którą nie mogą się doczekać? Już dajcie spokój z tymi mieszkaniami.
5 1
Dokładnie a jak wygląda osiedle nad Balatonem wybudowane Od3 lat i stoją puste budynki tam też ktoś zrobił biznes na tym . I zarobił. Zająć się oczyszczaniem miasta chodnikami które zostały wybudowane parę lat temu i zarastają przykładem jest ul .Lipcowa chodnik 2 m szerokości a teraz ma z 1 ,4 m
9 0
A czy ten radca prawny nie mógłby lepiej doradzać?
0 3
Burmiszczu z Płok jesteś denbest!
5 0
Chyba chodziło Ci o Psary, widać nie tutejszy.
Naruszono regulamin portalu lub zgłoszono nadużycie. Komentarz został zablokowany przez administratora portalu.
9 0
Odwołać dni trzebini I już się znajdzie z 500tys
8 2
Dlatego KAŻDY, kto podejmuje decyzje musi być za te decyzje odpowiedzialny finansowo i prawnie-politycy, burmistrz, dyrektorzy wydziałów, prawnicy itd. Brak odpowiedzialności, to robią co chcą, a skutki ponosi zwykły człowiek. Śmieją się nam w nos. Czas na gruntownie zmiany w tym temacie.
5 0
Jak zwykle burmistrz (celowo z małej litery) miłościwie nam panujący, z dewizą " zastanów się co Ty możesz zrobić dla Gminy a nie Gmina dla Ciebie", nie jest odpowiedzialny za zaistniałą sytuację!. Ale mam nadzieję, że jak przyjdzie zapłacić odszkodowanie firmie DRI, za brak możliwości budowy magazynów energii w Myślachowicach, to już odpowiedzialność weźmie na siebie - LITERALNIE🙂 i bez owijania w bawełnę, razem z sołtysem (wiemy którym).
4 0
Ale sołtys na zebraniu wiejskim powiedział, że nie wiedział o planowanej inwestycji, z czym nie zgodził się (zapewne słusznie) radny Król
5 0
Teraz panie Burmistrzu widzisz jak czuję się JA‼️ Tyle tylko że w mojej sytuacji wpływy wynoszą TYLKO nieco ponad 460 zł i tylko z ośrodka pomocy społecznej‼️ Pytanie teraz jest takie, jak mi się stanie jakaś krzywda, czy się będziecie zastanawiać nad tym czy można to było zrobić inaczej❓❓❓
4 0
Burmistrz Trzebini nie poniesie żadnych konsekwencji w przypadku społecznej odmowy lokalizacji magazynu energii w Myślachowicach. Poza tym działka pod ten magazyn energii nie jest gminna, jest prywatna. Wieść sołtysia niesie, że to działka właściciela(i) piekarni z Ostrężnicy. Spółka DRI powiązana z Rinatem Achmetowem i tak znajdzie odpowiednie miejsce lokalizacji tegoż magazynu w Trzebini. Także mogą to przeprowadzić "siłowo" w Myślachowicach - przy wydatnym wsparciu burmistrza Okoczuka i sołtysa Wocha. Czynnik społeczny tutaj nic nie wskóra.
Naruszono regulamin portalu lub zgłoszono nadużycie. Komentarz został zablokowany przez administratora portalu.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz