W każdym stojącym tam eksponacie zaklęty jest kawałek lokalnej historii, a każde zdjęcie oddaje fragment życia mieszkańców Trzebini. W Muzeum regionalnym można zatracić się między pamiątkami, godzinami oglądając dowody na to, jak kiedyś tętniło tu górnicze serce miasta.
::photoreport{"type":"see-button","item":"6651"}
Pół wieku temu niemal w każdej trzebińskiej rodzinie był górnik. Ojciec, dziadek, pradziadek. Z górnictwem związane były także kobiety, zajmując stanowiska w biurach, na stołówkach, w zaopatrzeniu. Górnictwo przyciągało tu ludzi z całej Polski, tworząc przestrzeń, gdzie wielu chciało się osiedlić. Zostało po nich tysiące pamiątek i górniczych wspomnień. Wiele z nich można obejrzeć w trzebińskim muzeum. Co rok przybywają kolejne.
Popiersie Świerczewskiego między wagą a drewnianym wozem
Budynki przy dawnym szybie „Zbyszek” należącym od 1947 r. do kopalni Siersza dziś są dokładnie zabezpieczone. Tam, gdzie kiedyś był popularny wśród górniczych rodzin kryty basen, dziś jest sala wystawiennicza. Na podłodze jeszcze widać niebieskie ślady basenowej farby. Setki zdjęć, fragmentów wyposażenia, okolicznościowo bite medale, setki barbórkowych kufli, proporców i sztandary. Są nawet manekiny przebrane w mundury i odzież roboczą, części mniejszych maszyn i miniatury tych ogromnych, które w hali się nie mieszczą. Pochodzą z Zakładów Metalurgicznych i Zakładów Tłuszczowych, Kopalni Trzebionka, a przede wszystkim z Sierszy, będącej niegdyś żywicielką wielu trzebińskich rodzin. Jest też część poświęcona mieszkającym w mieście Żydom oraz odrębna sala poświęcona lokalnym pamiątkom z PRL. Popiersie Karola Świerczewskiego przykryte płótnem stoi między starą, przemysłową wagą, a drewnianym wozem.
Obok maszynownia, jakby ktoś cofnął czas. Zgromadzono tu część dostępnego kiedyś górniczego sprzętu, wyciągarki, fragment drewnianej konstrukcji górniczego korytarza, a nawet budkę telefoniczną kiedyś używaną pod ziemią. Ci, co nie znają się na maszynach bez trudu zidentyfikują telefony, ale nieco inne, niż są dziś. Choć jeden z modeli to popularny Ericsson, wygląda jak metalowa skrzynia. Po otwarciu można z niej wyjąć wielką słuchawkę i pokręcić korbką. Ktoś cos takiego pamięta?
Na zewnątrz największy eksponat - szyb „Zbyszek”. Choć schodzi z niego farba, z rdza wdziera się coraz głębiej, jest jak statua łącząca w sobie pamięć i żal po zamkniętej „Sierszy”.
Gdybym urodziła się chłopakiem...
- Wszyscy moi dziadkowie i pradziadkowie byli związani z trzebińskim górnictwem. Górnikiem był ojciec, a także brat. Gdybym urodziła się chłopakiem pewnie też bym nim była – żartuje Małgorzata Ropka, z domu Kawala, jedna z twórczyń, obecna kierownik muzeum i wiceprezes Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Trzebińskiej "COR" .
Nie została górnikiem, ale górnicze tradycje tak w niej zawsze grały, że zajęła się nimi na poważnie. Została historykiem z górniczą pasją. To z domu jej pradziadków, dziadków i rodziców pochodzi spora część zbiorów zgromadzonych w zaaranżowanej w muzeum górniczej izbie. To przedmioty używane kiedyś przez jej przodków. Wiele z nich pamięta z czasów dzieciństwa.
- Tata pracował w kopalni w dziale elektrycznym, a mama w zaopatrzeniu. Po ślubie musiała się zwolnić, bo w latach 50. małżeństwa nie mogły być zatrudnione w jednym zakładzie pracy – opowiada pani Małgorzata.
Nigdy nie zapomni wizyt u dziadków. Co niedzielę wyjmowano albumy ze zdjęciami. Młodzi słuchali o historiach rodzinnych osób spoglądających ze starych fotografii. W większości górników i ich rodzin osiedlonych w Sierszy.
Zamknięcie „Sierszy” jak koniec epoki
- U mnie też cała rodzina była związana z górnictwem. Dziadek, tata, mama i dwóch braci. Koleją rzeczy i ja poszedłem najpierw do zakładowej szkoły górniczej, a potem jako elektromonter do pracy w kopalni, ucząc się jednocześnie w technikum górniczym. Mieszkałem wtedy w Luszowicach, ale dojazd do Sierszy był bardzo dobry. To były czasy, gdy okolica naprawdę żyła – wspomina Witold Siemek prezes Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Trzebińskiej „COR”.
Doskonale pamięta, jak w 1978 r. drewniane stemple urwały się z jednej ze ścian pod ziemią. Jeden z górników dostał w głowę. Lala się krew, ale na szczęście koledze nic poważnego się nie stało. Innym razem, gdy stemple zaczęły trzeszczeć, razem z trzema innymi górnikami mocno się przestraszył. Tamci zdołali szybko uciec, a on niefortunnie zaczepił przewodem lampy o stalowy stempel. Unieruchomiony pod ziemią z przerażeniem czekał, aż coś się zawali. Ale trzeszczenie ucichło, a on powoli się uwolnił. Takich historii było dziesiątki, niektóre zakończone tragicznie.
Nie tylko w jego rodzinie wielopokoleniowe tradycje górnicze odegrały ogromną rolę. Wspomnienia tętniącej życiem Sierszy, głośnego stadionu, pisków na dawno zasypanym odkrytym basenie. Wszystkie żyją do dziś. Zamknięcie kopalni w 1999 r. dla wielu było jak koniec pewnej epoki w dziejach miasta, a osiedle w Sierszy stało się smutnym symbolem mijającego czasu.
Tu pamięć zawsze będzie żywa
Zdzisław Lasoń przez lata pracował na Trzebionce, gdzie wydobywano rudy cynku i ołowiu. Był górnikiem strzałowym, ale miał też uprawnienia ratownika górniczego. Uczestniczył w wielu akcjach w okolicy.
- W 1998 r. był zawał stropu. Zginął wtedy nasz znajomy. Do dziś pamiętam, jak wyciągaliśmy go stamtąd. Albo jak w Brzeszczach był wybuch metanu. Nastąpił zawał, nie dało się tam wejść. Dopiero po roku udało się tam dostać. Znaleźliśmy ciało górnika, dramat – wspomina Zdzisław Lasoń. Choć w jego rodzinie oprócz brata, górników więcej nie było, zamiłowanie do lokalnej historii towarzyszy mu jednak co dzień.
Do stowarzyszenia wciągnął go, tak jak innych, nieżyjący już Jan Stryczek. To on razem ze Stanisławem Orłowskim tworzyli zręby działalności muzeum. Najpierw w Dworze Zieleniewskich, potem na „Zbyszku”. Dziś w stowarzyszeniu działa ponad 50 osób, przez lata w jego ramach działał też chór Millenium. Pamiątki górnicze przyjeżdżają tu oglądać uczniowie szkół i miłośnicy historii. Rocznie ponad 500 osób. Wycieczka po obiekcie to jak wędrówka po miejscu, gdzie pamięć o trzebińskim górnictwie zawsze będzie żywa.
Osoby zainteresowane wizyta w Muzeum regionalnym na „Zbyszku” mogą je zwiedzić po uprzednim umówieniu pod nr tel. 698 526 924 (prezes - Witold Siemek) lub 508 200 210 (wiceprezes i kierownik muzeum - Małgorzata Ropka).
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"6651"}

20.04.2026
OSŁONY okienne na wymiar, Tel. 731-496-146.

18.04.2026
OFERUJĘ budowę indywidualnie dostosowanych domków ...

25.03.2026
MALOWANIE, gładź bezpyłowa, regipsy, panele podłog...
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Radni chcieli sesji nadzwyczajnej, ale jak widać, burmistrz Latko troszczy się szybciej i sprawniej o mieszkańców i już jest spotkanie, dziękujemy!
absurd
15:13, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Pan burmistrz dobrze wiedział o co ci chodzi. A teraz udaje ze nie wie i nie chce się wypowiadać na ten temat , popieram tych ludzi którzy rozwiązali umowy, i mam nadzieję ze inni tez tak zrobią, te mieszkania to zwykła siema
Chrzanow wita
14:46, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
Przecież burmistrz, to pachołek Tuska. Nie liczcie na to , że Wam pomoże. Trzeba zrobić referendum, tak jak w Krakowie i wybrać innego burmistrza. Wtedy może będzie lepiej.
Gieks
13:30, 2026-05-21
Spór o mieszkania SIM w Chrzanowie
A co na to nasz Robert - może redakcja go dopytać, bo po budowie latał i wywiadów udzielał .......
:)
13:18, 2026-05-21
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu przelom.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz