Nie masz konta? Zarejestruj się

Trzebinia

Zapadliska vs. przyszłość Trzebini. Gdzie leży prawda, a gdzie są bajki na temat zapadlisk

29.04.2023 17:11 | 2 komentarze | 8 571 odsłon | Alicja Molenda
- Tu nie ma miejsca na czarowanie, tylko na mówienie ludziom prawdy. Wiem, że niektórzy są przyszłością przerażeni, ale samorząd powinien myśleć, jak ten moment wykorzystać z korzyścią dla gminy i jej mieszkańców - uważa poseł Marek Sowa.
2
Zapadliska vs. przyszłość Trzebini. Gdzie leży prawda, a gdzie są bajki na temat zapadlisk
Miasto Trzebinia stoi i czeka na ciekawszą przyszłość
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Trzebińskie zapadliska przyciągnęły w mijającym tygodniu do Trzebini posłów, wojewodę i marszałka. Dyskutowali o nich całe dwie godziny trzebińscy radni. Wysłuchali informacji burmistrza, posła i radnego wojewódzkiego. Podjęli też apel do władz państwowych o pomoc dla gminy.

Nie cała gmina się zapada

Zanim adresowany do najważniejszych osób i instytucji w kraju apel rady miasta został przegłosowany, toczyła się taka oto dyskusja.

- Temat zapadlisk jest tak medialny, że wszyscy w Polsce myślą, że cała Trzebinia się zapada. Ciągle ktoś dzwoni, pyta co się u nas dzieje, a przecież dotyczy to tylko dwóch osiedli. Trzebinia ma bardzo zły PR - stwierdził radny Grzegorz Żuradzki.

- Patrząc na mapy zapadlisk, różnie można myśleć. Poza tym, co trzy tygodnie pojawia się inna mapa! Nie wiadomo więc, której części gminy to zagrożenie faktycznie dotyczy. Na razie szczęśliwie zapadliska nie wystąpiły w sołectwach - zwraca uwagę radny Marek Harwes.

- Nawet nie wymieniam nazw tych sołectw, ale nie daj Bóg, aby i tam się jakieś dziury pojawiły - dodał Andrzej Gruszczyński.

Na udostępnionych opinii publicznej mapach, zapadliska oznaczone są nie tylko na dwóch osiedlach.

Podsumowując, trzebińscy radni się obawiają, że ta "medialność" gminy odstraszy i inwestorów i mieszkańców.

Nie czarować, tylko mówić prawdę

W dalszej części sesji były podziękowania. Dla posła Marka Sowy, za to że złożył wniosek o zwołanie sejmowej komisji  aktywów państwowych, po której Trzebinię i jej problem dostrzeżono w Warszawie i zaczęto g traktować poważniej. Dziękowano też radnemu Tadeuszowi Arkitowi za wniosek do sejmku o pomoc finansową dla gminy. Burmistrz i marszałek już wstępnie rozmawiali na temat jej przeznaczenia.

Poseł Marek Sowa (PO) powiedział, że natura wystawiła Trzebini rachunek za eksploatację złóż i mówił o terenach pogórniczych w Sierszy i Gaju, które utraciły swoje funkcje i wartość. Uważa, że gmina powinna się domagać rekompensaty z budżetu państwa i mieć plan ofensywny.

- Tu nie ma miejsca na czarowanie, tylko na mówienie ludziom prawdy. Nadzór budowlany powinien zajmować jasne stanowisko wobec zagrożeń. W tej sytuacji szukajmy mimo wszystko widoków na przyszłość i szans dla Trzebini. Wiem, że ludzie są przyszłością przerażeni, ale samorząd nie może przestać myśleć, jak ten moment wykorzystać z korzyścią dla gminy i jej mieszkańców. Deklaruję pomoc w przygotowaniu takiego programu dla Trzebini. Pamiętam jak rząd uchwalał tzw. program oświęcimski. To była inicjatywa oddolna, bo ani w Krakowie, ani w Warszawie nikt nie wiedział, co trzeba zrobić i jak to wycenić - powiedział do trzebińskich samorządowców poseł Sowa. Ostrzegł też:

- SRK nie będzie waszym partnerem. Oni mają zupełnie inne interesy. Może niedługo przestaną w ogóle istnieć i nie wiadomo, kto przejmie ich zadania. SRK, jak wiemy, została zobowiązana do monitorowania skutków zatapiania kopalni. Gdyby to robili rzetelnie, to obecnej sytuacji można by było zapobiec. Teraz wszyscy szukają parasola ochronnego. Zamknęli cmentarz, stadion, ogródki, garaże. Nadleśnictwo zamyka lasy. A to wszystko jest fikcja, bo jak się faktycznie zamyka cmentarz, to nikt nie może tam wejść i żaden proboszcz nie może tam robić pochówków - powiedział. M. Sowa.

Zdaniem posła Sowy, wojewoda małopolski powinien złożyć wniosek o ograniczenie funkcji terenów zagrożonych w Tzrebini, co dałoby podstawę do roszczeń gminy i obywateli wobec państwa.

- Ale wojewoda się boi z tym wyjść, bo taki wniosek rodzi skutek finansowy. A ten skutek wcześniej czy później nastąpi - powiedział Sowa do trzebińskich radnych.

Przywołał przykład czeskiej gminy, która za szkody wyrządzone przez elektrownię Turów, dostała odszkodowanie 50 mln euro.

- Za działalność górniczą ponosi odpowiedzialność państwo polskie. Trzeba się więc domagać specustawy dla Trzebini. Jest szansa, żeby tutaj stało się coś dobrego, ale trzeba być przygotowanym i na to złe. Im głośniej na ten temat, tym większa szansa na pomoc. Specjalna ustawa dla Lanckorony doświadczonej osuwiskami, była podjęta w miesiąc. Jestem przekonany, że rząd oczekuje, że samorząd powie, co chce zrobić. W Trzebini przemysł wyrządził środowisku wiele szkód. Skutki transformacji gospodarczej pojawiają się tu po wielu latach. Samo zamknięcie ZG "Trzebionka" i zanieczyszczenie wody z ujęcia Włodzimierz, spowodowało, że musimy dziś kupować drogą wodę z Dziećkowic. Trzeba wielu lat, aby znów czerpać ją z Włodzimierza. Uzdatnianie byłoby jednak droższe - przypomniał w Trzebini radny wojewódzki Tadeusz Arkit.

Dodał, że pomoc sejmiku (1 mln zł) jest na razie symboliczna, bo potrzeby gminy Trzebinia mogą być dużo większe. Dalsza pomoc zależy od tego, jak się rozwinie sytuacja.

Spotkanie w Caterjanie

Narady dotyczące zapadlisk odbywają się w różnych miejscach i konfiguracjach. O spotkaniu w restauracji Caterjan, niedaleko elektrowni Siersza, opowiadał podczas czwartkowej sesji radny Grzegorz Żuradzki. Spotkali się tam m.in. posłowie i osoby związane z PiS: Krzysztof Kozik, Marek Polak, prezes SRK Janusz Smoliło, Franciszek Padło - asystent senatora Andrzeja Pająka oraz przedstawiciele mieszkańców zagrożonych zapadliskami osiedli.

- Dowiedzieliśmy się od parlamentarzystów, że być może powstanie specustawa dla Trzebini. Prezes SRK mówił o rozpoczęciu pompowania wody w kierunku zachodnim i południowo-zachodnim w perspektywie dwóch tygodni. Wypowiadali się zaniepokojeni mieszkańcy i działkowicze. Narzekali na ograniczenia możliwości użytkowania ogródków. Kontestują zamknięcie działek, bo hodują na nich zwierzęta, więc muszą mieć do nich dostęp. Padła też propozycja zamontowania na cmentarzu w Sierszy kamery, aby ludzie mogli odwiedzać bliskich zmarłych. Kamera miałaby monitorować, czy coś się złego nie dzieje. Mieszkańcy prosili również, aby cyklicznie organizować z nimi spotkania. Chcą być informowani o sytuacji na bieżąco. Niewiedza wprowadza ogromny dyskomfort w ich życiu. Sam dopytywałem w Caterjanie, które tereny są bezpieczne. Usłyszałem, że te, gdzie nie było płytkiego wydobycia, ale bez żadnych szczegółów - mówił Żuradzki.

Dodał, że w Caterjanie dowiedział się, że ogródki działkowe prawdopodobnie nie będą uzdatniane. Bardziej prawdopodobne jest ich przeniesienie. Nie uzyskał od prezesa SRK odpowiedzi na pytanie, jakie popioły są mieszane z cementem: denne czy lotne, bo jedne z nich mogą spowodować zanieczyszczenie gruntu siarczanami i chlorkiem.

Żalił się, że na odpowiedź SRK w sprawie bezpieczeństwa dróg powiatowych jako dyrektor ich zarządu, czeka od lutego. Nie on jeden czeka na odpowiedź.

Komunikacja niedostateczna

Burmistrz Trzebini Jarosław Okoczuk poinformował, że w usprawnianie niedostatecznej komunikacji SRK z mieszkańcami włączył się wojewoda małopolski. Wpada do Trzebini. Wypatrzył nawet, że ludzie chodzą w niebezpieczne miejsca i dlatego wydał zakaz wstępu na oznaczone tereny zagrożone.

Żalił się też burmistrz, że szwankuje komunikacja na linii gmina-SRK.

- Od mieszkańców dowiadujemy się o działaniach prowadzonych przez spółkę. Nie wiemy, co jest powodem jakichś decyzji, np. o wypowiadaniu umów garażowiczom. To jest nie do przyjęcia, bo mieszkańcy pozostają w przekonaniu, że my się niczym nie interesujemy - narzekał.

Skutek jest taki, że wojewoda najprawdopodobniej zalecił gminie i spółce wydawanie jednakowych  komunikatów dla mieszkańców. Tak przynajmniej wynika z wpisu rzecznika spółki na Faceboku.

- Komisja sejmowa nadała znaczący bieg sprawie. Wcześniej można było zauważyć pewne usypianie problemu. Są dwa, trzy spotkania w tygodniu - przyznał Okoczuk.

Opowiadał też radnym, że 18 kwietnia, na spotkaniu w Warszawie, wiceministrowie Piotr Dziadzio i Marek Wesoły, dali prezesowi SRK do zrozumienia, że oczekują precyzji w działaniu i ciągłości w komunikowaniu mieszkańcom wszystkiego co ma doprowadzić do zabezpieczenia ich majątków i ewentualnych odszkodowań. Burmistrz poinformował radnych, że w ministerstwie aktywów powstał zespół mający na celu wypracowanie rozwiązań legislacyjnych dla Trzebini, bo bez tego samorząd sobie nie poradzi.

Burmistrz powiedział też, że do 15 maja odbyć się mają spotkania dla os. Siersza i Gaj, na których przedstawiciele SRK odpowiedzą na pytania mieszkańców. Niektórzy czekają na te odpowiedzi od 15 lutego.

Przekazał, że pompowanie wody zacznie się przed początkiem czerwca, choć SRK chciała ten proces opóźnić.

Jarosław Okoczuk powiedział radnym na koniec, że spółka prowadzi indywidualne rozmowy z właścicielami najbardziej zagrożonych nieruchomości, i że je wyceniła. Być może uda się je ocalić poprzez wzmocnienie gruntu. Jeśli to nie pomoże, to będą przesiedlenia.

Przed weekendem, w Sierszy, rozpoczęły się badania grawimetryczne. To taka weryfikacja albo uzupełnienie  badań zleconych przez głównego geologa kraju. Przypomnijmy, że badania te wskazały blisko 500 miejsc zagrożonych zapadliskami, w tym 38 w bliskiej odległości zabudowań. Na pierwszy rzut do badań grawimetrycznych poszła szkoła i jej otoczenie. Czeka Trentowiec, Młyńska, korty tenisowe i kolejne ulice.

Nie ma się kogo zapytać

- W styczniu wiceprezes SRK Marek Pieszczek zobowiązał się do przedstawienia harmonogramu prac przy zapadliskach. Nadal go nie znamy. To jest czarowanie. Czarowanie było też 15 lutego na spotkaniu z mieszkańcami w Sokole. Mówili nam, że jest 15 miejsc zagrożonych. Trzy tygodnie później usłyszeliśmy o 90., trzy tygodnie później o 481. Ciekaw jestem, czy SRK miała przed 15 lutego dostęp do zdjęć lotniczych, którymi posłużył się w badaniach GIG-PIB? Nie ma się nawet o to kogo zapytać. Radnych nie zaprasza się na posiedzenia różnych zespołów kryzysowych. Ja jestem zainteresowany osobistym uczestnictwem, nie protokołami - mówił na czwartkowej sesji radny Marek Harwes.

Grzegorz Żuradzki apelował o ogłoszenie w Trzebini stanu klęski żywiołowej. Samo słowo "klęska" padło w wypowiedzi wiceministra aktywów państwowych Marka Wesołego podczas obrad komisji sejmowej w Warszawie. Stan klęski żywiołowej mógłby ogłosić premier na wniosek wojewody. - Mając do czynienia ze stanem klęski żywiołowej, łatwiej byłoby ruszyć pewne sprawy - uważa radny Żuradzki.

- Dowiedziałem się, że każde zapadlisko ma oznaczoną datę powstania, i że po 5 latach osoba poszkodowana nie może dochodzić odszkodowania. A na ogródkach upłynęło już 1,5 roku. Tak naprawdę, to nie wiemy, gdzie leży prawda na temat całej tej sytuacji, a gdzie są bajki - dodał.

Do Trzebini zjeżdża ostatnio coraz więcej polityków różnych opcji. Dwukrotnie był w ostatnim tygodniu wojewoda Łukasz Kmita, wczoraj przyjechał marszałek Witold Kozłowski. Było też kilku posłów. Nie można wykluczyć, że lada dzień pojawią się tu także jacyś przedstawiciele rządu, może nawet premier czy prezydent. Przyjrzą się zapadliskom, porozmawiają o pomocy, uścisną dłoń samorządowcom, wybranym mieszkańcom. Bardzo jestem ciekawa, co z tego wyniknie, oprócz zmobilizowania SRK do szybkiej reakcji na zapaliska. Czy samorząd ma  jakikolwiek pomysł nie tylko na nowe miejsce dla sierszeckich ogródków działkowych czy cmentarza, ale na Trzebinię, którą jak pisałam już wcześniej, trzeba by było wymyślić na nowo. Na to myślenie nie ma już teraz zbyt wiele czasu.

Ludzie:

Tadeusz Arkit

Tadeusz Arkit

Były burmistrz Libiąża, były poseł RP, były prezes Wodociągów Chrzanowskich, obecnie radny wojewódzki.