Nie masz konta? Zarejestruj się

Płaza

Nawet byle jaki obraz jest ważny

25.10.2019 14:04 | 0 komentarzy | 848 odsłon | Lucjan Siewiorek

Żadna rzecz, która kryła się w oborach czy magazynach przynależących do pałacu w Płazie, nie została zniszczona albo ze wstydem schowana. Nawet jeśli pochodziła z PRL-u.

0
Nawet byle jaki obraz jest ważny
Fragment kolekcji obrazów w Muzeum Wsi Płaza
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Odwiedzający muzeum mogą więc zobaczyć, jak przez lata zmieniało się gospodarcze zaplecze pałacu. Na każdym kroku widać szacunek do dziedzictwa. Chyba właśnie słowo - szacunek - jest w tym muzeum kluczowe...

Mieszkaniec Płazy, Jacek Bańkowski, przedsiębiorca z branży budowlanej, konsekwentnie realizuje swoje marzenie sprzed lat. Stworzył i utrzymuje Muzeum Wsi Płaza. Aby poradzić sobie z wyzwaniami, które czekają go przy prowadzeniu takiej placówki, ukończył studia podyplomowe z zakresu konserwacji na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie.

Muzeum ma siedzibę w zabudowaniach gospodarczych przy pałacu Starzeńskich w Płazie. O lepszym miejscu dla pamiątek z Płazy nawet nie mógł marzyć. Nic z tego, co kryło się w oborach czy magazynach, nie zostało zniszczone albo ze wstydem schowane. Odwiedzający muzeum mogą zobaczyć, jak przez lata zmieniało się gospodarcze zaplecze pałacu. Na każdym kroku widać szacunek do dziedzictwa. Wśród kolekcji sprzętów gospodarstwa domowego, najróżniejszych narzędzi rolniczych czy wiekowych ubrań, zwraca uwagę potężny zbiór świętych obrazów.

Niektóre mogą pochodzić z końca XIX wieku i zrobiono je tak, aby gospodarz, który nie był ubogi, mógł godnie ozdobić chałupę. Stosunkowo tania kiedyś technika oleodruku pozwalała wytwarzać całkiem ładne obrazy, które dzisiaj są już akceptowane jako ciekawe, historyczne pamiątki.

Zupełnie czym innym są obrazy dewocyjne z czasów Polski Ludowej. Były wtedy dostępne dobre reprodukcje, ale trzeba było po nie jechać do Krakowa i niemało zapłacić. Lukę rynkową wypełniały tanie obrazki, dostępne choćby na odpustach. Powiedzmy (aby niczyich uczuć nie ranić), że niektóre z nich są, bardzo delikatnie mówiąc, w złym guście i pewnie prawie wszyscy już się takich pozbyli. Te, które u Jacka Bańkowskiego wiszą, to może jedne z ostatnich i dzięki nim będziemy wiedzieli, że w czasach PRL robiono dewocjonalia z czego się dało i tak jak rzemieślnik umiał. Nieodłącznym elementem takich papierowych reprodukcji była rama, hojnie oblepiona gipsem i pomalowana na złoto. Ta część religijnego dziedzictwa PRL-u, której niektórzy się wstydzą, a prawie nikt nie docenia, ma zapewnione miejsce w Muzeum Wsi Płaza. Wypada tu wspomnieć, że często miejscem ich pozyskania był śmietnik...

Obrazy i inne eksponaty pochodzą jednak głównie od mieszkańców Płazy. Ofiarodawców było około trzydziestu, a stale przybywają kolejne pamiątki i następni darczyńcy.
Ciekawostką Płazy jest to, że funkcjonuje tam jeszcze drugie prywatne muzeum. Mniej więcej tam, gdzie kończą się ramy czasowe kolekcji Jacka Bańkowskiego, zaczyna się czas rzeczy gromadzonych w Muzeum Życia Codziennego Staszka Garlickiego. Panowie oczywiście współpracują i już jestem ciekaw, jak będzie tam kiedyś wyglądała Noc Muzeów.