Nie masz konta? Zarejestruj się

Historia

Katastrofa w Dulowej

30.09.2009 18:09 | 1 komentarz | 2 888 odsłony | red
8 marca o godzinie 4.30 pociąg osobowy jadący z Łodzi do Krakowa najechał na pociąg towarowy. Kierownik pociągu zginął na miejscu a kilku innych kolejarzy zostało rannych. Wydarzenie to trafiło na czołówki ówczesnych gazet jako ,,wielka katastrofa kolejowa pod Trzebinią”.
1
Katastrofa w Dulowej
Lokomotywa prowadząca pociąg osobowy wjechała na ostatni wagon składu towarowego
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

8 marca o godzinie 4.30 pociąg osobowy jadący z Łodzi do Krakowa najechał na pociąg towarowy. Kierownik pociągu zginął na miejscu a kilku innych kolejarzy zostało rannych. Wydarzenie to trafiło na czołówki ówczesnych gazet jako ,,wielka katastrofa kolejowa pod Trzebinią”.

Ratownicy, którzy przybyli na stację w Dulowej, zastali tragiczny widok. Piętrząca się góra splątanego żelastwa i w tym wszystkim mogą jeszcze być uwięzieni kolejarze.

Pierwszą ofiarą katastrofy był Józef Preindl, kierownik pociągu. Miał zmiażdżoną głowę. Tylko on jeden zginął na miejscu. Konduktor bagażowy Andrzej Lewiński był ciężko ranny w głowę i w rękę. Obrażenia odnieśli także kolejarze z załogi lokomotywy i jadący w wagonie pocztowym urzędnik Jan Stanek.

Rannych po udzieleniu pierwszej pomocy na miejscu katastrofy odwieziono pociągiem pospiesznym do Krakowa. Na stacji czekał już na nich lekarz kolejowy i karetka pogotowia.

W tym czasie na stacji w Dulowej pracował już specjalny pociąg ratunkowy wyposażony w solidny dźwig. Przy jego pomocy ustawiono na tory lokomotywę pociągu osobowego, która dosłownie wjechała na tył wagonu towarowego.

Szczątki rozbitych wagonów załadowane zostały na platformy, aby możliwie szybko przywrócić normalny ruch na linii kolejowej do Krakowa.

Jeszcze w czasie usuwania skutków katastrofy władze kolejowe szukały jej przyczyn. Ustaliły, że winę ponosili kontroler zwrotnic i zwrotniczy.

Dokumentację fotograficzną wypadku sporządził pracujący dla tygodnika ,,Nowości Ilustrowane” fotograf Skrynkiewicz. Na miejscu był jeszcze przed świtem i fotografował miejsce katastrofy aż do chwili usunięcia z torów rozbitych wagonów. Jego zdjęcia ukazały się w numerze ,,Nowości” z 14 marca 1925 roku.

Warto przypomnieć, że nie była to pierwsza poważna katastrofa w okolicach Trzebini. 13 marca 1912 roku, około godziny 4 rano zderzył się pociąg wyjeżdżający z Trzebini do Szczakowej z lokomotywą przetaczającą wagony. Lokomotywa dosłownie odcięła boki 15 wagonom, miażdżąc część ich wnętrza. Rannych zostało około stu pasażerów, część zmarła w szpitalach.
(l)

Przełom nr 38 (906) 23 września 2009