Nie masz konta? Zarejestruj się

Do poczytania

Miłość bez intercyzy

31.07.2020 16:00 | 2 komentarze | 2 093 odsłony | Natalia Feluś

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM".
Żyją i funkcjonują jak małżeństwo, tyle że nim nie są. Od lat mieszkają pod wspólnym dachem, mają wspólny budżet, wspólne plany i marzenia. Czy jest nim ślub? Niekoniecznie.

2
Miłość bez intercyzy
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

- Gdyby nie obowiązek robienia wielkiego i drogiego wesela dla rodziny i wieloletnie konsekwencje w razie „niewywiązania się", prawie na pewno już wzięlibyśmy ślub - wyjaśnia Mateusz, który wraz ze swoją partnerką, Moniką, jest w związku od ośmiu lat. - Nie widzi nam się ciężko pracować na wyprawienie wesela na nasz koszt „bo się rodzinie należy". No i w zasadzie średnio podoba nam się sama impreza. Lepiej gdzieś pojechać we dwoje - kontynuuje.

Na kocią łapę
Pokolenie obecnych 30-latków dużo rzadziej niż ich rodzice decyduje się na sformalizowanie swojego związku. Latami żyją na tzw. „kocią łapę", ale nie w pejoratywnym tego słowa znaczeniu. Nieraz są bardziej zżyci, szanują się wzajemnie i są szczęśliwsi, niż niejedno małżeństwo. Wybierają taki model życia, bo nie chcą, by ktokolwiek narzucał im jak mają postępować. Nie zamierzają spełniać czyichś oczekiwań, tylko żyć tu i teraz, w szczęściu i całkowitym poczuciu bezpieczeństwa oraz miłości.

Są sobie wierni i oddani. Współdzielą ważne decyzje o swoim domu czy pracy. Często mają wspólne kredyty, mieszkania czy samochody. Dogadują się na co dzień, ale także w zaskakujących i niejednokrotnie trudnych życiowo sytuacjach. I wciąż są razem. Ale bez ślubu. Dlaczego?

- Nie widzę żadnych zalet sformalizowanego związku poza reprezentacyjną oraz przywilejami prawnymi (np. prawo niezeznawania przeciwko małżonkowi, podejmowania decyzji medycznych, dostęp do informacji o stanie zdrowia) - wymienia Mateusz.

- Za to dostrzegam trudność rozstania się, bo w rozwód wtrącają się wszyscy i musi to być tym cięższe przejście. Poza tym, jeśli bierzemy ślub bez intercyzy, to partner może wpaść w długi (np. poprzez alkoholizm) i ciągnie współmałżonka w dół - zaznacza.

- Największą zaletą życia bez ślubu jest poczucie niezależności oraz przekonanie, że nie jesteśmy ze sobą tylko ze względu na „papier" - podkreśla Katarzyna, która od sześciu lat jest w związku z Piotrem.
- Niewątpliwym minusem są kwestie prawne: brak możliwości wspólnego rozliczania podatków, brak dziedziczenia ustawowego, brak dostępu do informacji o stanie zdrowia partnera w przypadku nagłego pobytu w szpitalu - wymienia.

Każde z tych dwojga - i Mateusz, i Katarzyna - rozważają małżeństwo, ale chcą, by była to skromna uroczystość, bez wyprawiania wesela.

- Mój partner jest zdecydowanym przeciwnikiem ślubu kościelnego, na którym mnie również nie zależy. Kwestia ślubu cywilnego jest otwarta - być może w przyszłości zdecydujemy się na niego, przy tym to bardziej ja jestem orędownikiem tej decyzji, ponieważ dla mojego partnera ślub jest całkowicie zbędny - dzieli się przemyśleniami Katarzyna.

Dziecko tak, ślub nie
Oboje nie są skłonni do podkreślania faktu, w jakim związku żyją. To ich prywatna sprawa i tylko czasem budzi niesmak, gdy - jak to ujął Mateusz - z dość długim stażem i z 30. na karku nadal przedstawia Monikę jako „swoją dziewczynę". Powodem, dla którego nie epatują relacją z partnerem, jest np. skrajnie katolickie nastawienie któregoś z rodziców lub członków bliskiej rodziny. Nie chcą być dla nikogo solą w oku ani, tym bardziej czarną owcą. Dlatego czasem wolą nie mówić. Milczenie niejednokrotnie jest łatwiejsze niż stawienie czoła potencjalnemu konfliktowi w rodzinie. Innym powodem jest wykonywana praca, kiedy mówienie na głos o życiu w konkubinacie nie jest w dobrym tonie z racji zajmowanego stanowiska. Współcześni 30-latkowie mają też, niestety, coraz częściej za sobą rozwody. Wtedy w kolejny związek wchodzą z dużą dozą rezerwy i nie planują ślubu. Nawet pojawienie się dziecka nie jest powodem do sformalizowania związku. Zresztą, to dotyczy również naszych bohaterów. Nie mają za sobą przykrych doświadczeń miłosnych, a jednak uważają, że - jak mówi Katarzyna - dla wychowania dziecka najważniejsze jest stworzenie szczęśliwej rodzinny, zaś ślub rodziców ma znaczenie drugorzędne.

Osobne konta, wspólny budżet
W każdej relacji duże znaczenia mają również finanse. Jakie zasady wprowadzić, by nie było w tej kwestii niedomówień?
- Każdy z nas ma własne pieniądze i własne konto bankowe, przy czym wydatki domowe ponosimy wspólnie, przykładowo - czynsz za mieszkanie płacimy po połowie, za zakupy zazwyczaj płacimy na zmianę, chociaż nie przywiązujemy do tego dużej wagi. Konsultujemy ze sobą, jeżeli któreś z nas zamierza kupić dla siebie coś droższego, np. telefon - wyjaśnia Katarzyna.
- Odkąd mieszkamy razem, mamy wspólny budżet. Zgadzamy się w naszym podejściu, że chcemy wydawać mało pieniędzy i tylko na potrzebne rzeczy. W efekcie czasem jedno musi nakłaniać drugie, żeby sobie wreszcie „pozwoliło" na jakąś przyjemność. Jest jedna zasada: na wyjście do kawiarni i na mieszkanie muszą być środki. Na resztę, np. nowy komputer, może nie być i nie ma problemu. Zarabiamy trochę poniżej średniej jak na nasze wykształcenie i zawód, ale zawsze na wszystko starcza i systematycznie rosną nam oszczędności - opowiada Mateusz.

Życiowe wybory
Patrząc na relacje tych młodych ludzi, trzeba pamiętać, że życie w nieformalnych związkach nie jest równoznaczne z wolnymi związkami, bez zobowiązań. To decyzje dorosłych, świadomych swoich wyborów par, którym nie są do szczęścia potrzebne zewnętrze regulacje. Jeśli ich rodzice wiedzą, z reguły akceptują życie swoich dzieci bez ślubu i są ostrożni w jakichkolwiek naciskach w tym temacie. Gdy ich zapytać, czego pragną dla swoich pociech i siebie - chóralnie odpowiadają: wnuków. A posiadanie dziecka to teraz luksus, o którym duża grupa 30-latków jeszcze nie myśli, bo jak twierdzą: przyjdzie czas i na pieluchy. Na razie na tapecie są: stabilna praca, podróże, samorozwój i czas wolny.

Z archiwum tygodnika "Przełom" nr 6/2020