Nie masz konta? Zarejestruj się

Do poczytania

Ksiądz Kamieński - (nie)zapomniany bohater z Chrzanowa

14.02.2019 12:58 | 5 komentarzy | 1 316 odsłona | Eliza Jarguz-Banasik

Podczas okupacji ratował przed pewną śmiercią warszawskie dzieci, narażając własne życie. Rozbudował kościół św. Mikołaja w Chrzanowie, założył ochronkę św. Róży z Limy. W ciągu kilkudziesięciu lat zrobił dla ludzi wiele dobrego. Kim był ks. Jakub Kamieński i dlaczego coraz mniej chrzanowian o nim pamięta? Eliza Jarguz-Banasik rozmawia o tym z Agnieszką Bąk, historykiem z chrzanowskiego biura promocji miasta.

5
Ksiądz Kamieński - (nie)zapomniany bohater z Chrzanowa
Agnieszka Bąk ze zdjęciem ks. Jakuba Kamieńskiego
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Eliza Jarguz-Banasik: W Chrzanowie ma powstać pomnik rotmistrza Witolda Pileckiego. Zastanawiam się, czemu nie postawić pomnika lokalnemu bohaterowi, księdzu Jakubowi Kamieńskiemu, byłemu proboszczowi parafii św. Mikołaja w Chrzanowie.

Agnieszka Bąk: Ks. Kamieński rzeczywiście był bohaterem. Trzeba pamiętać o tym, co zrobił. Pomagali mu mieszkańcy Chrzanowa, którzy wykazali się równie dużą odwagą i determinacją w ratowaniu ludzi podczas okupacji, co ksiądz.

To był kapłan niezwykły. Potrafił ludzi jednoczyć. Urodził się w Szaflarach. W którym roku przyjechał do Chrzanowa?

- W 1908 r. Wtedy został proboszczem chrzanowskiej parafii. Sprawował tę funkcję aż do śmierci w 1946 r. Przez te lata zrobił wiele dobrego dla Kościoła, dla miasta i dla mieszkańców, choć to były trudne czasy. Zastał mocno zaniedbany budynek świątyni. Nie tylko go odnowił, ale też rozbudował z pomocą ówczesnego właściciela Chrzanowa, Henryka Loewenfelda. Ksiądz Jakub zakładał sodalicje dla młodzieży. To katolickie stowarzyszenia świeckich, których celem było łączenie życia chrześcijańskiego ze studiami. Przyczynił się do powstania kościoła na Rospontowej. Działał dla społeczności fablokowskiej. Podczas pierwszej i drugiej wojny światowej był urzędnikiem kancelarii stanu cywilnego. Odnotowywał akty urodzeń oraz zgonów. Jego ręką są zapisane wszystkie pochówki na cmentarzach wojennych w Chrzanowie oraz na cmentarzu żydowskim. Był bardzo skrupulatny, dzięki czemu znamy daty, imiona i nazwiska tych osób, a także ich funkcje. To dzięki proboszczowi powstała w Chrzanowie ochronka dla dzieci pod wezwaniem św. Róży z Limy. Miał swój udział w tworzeniu ochronki św. Wojciecha na Kątach i ochronki św. Mikołaja w Kościelcu. Lista jego zasług jest naprawdę długa. To był po prostu bardzo dobry człowiek.

Najstarsi chrzanowianie wspominają, że uratował przed śmiercią blisko dwieście dzieci wiezionych w transporcie do obozu Auschwitz-Birkenau.

-To była dokładnie zaplanowana i zorganizowana akcja, której przewodniczył ksiądz Kamieński. Ludzie potrafili się zjednoczyć. Nie ma dokumentów dotyczących ratowania żydowskich dzieci. Takich informacji nie można było przechowywać, bo ryzykowali wszyscy. Nie tylko proboszcz, ale przede wszystkim rodziny, do których te dzieci trafiały. A było ich w Chrzanowie sporo. To byli ludzie mający zwykle własne potomstwo. Nie wahali się jednak pomóc innym, przyjmując ich pod swój dach i narażając życie.

To, co się wydarzyło w Chrzanowie jesienią 1944 r., znamy ze wspomnień i ustnych przekazów. Legendy o księdzu Kamieńskim zawsze krążyły wśród chrzanowian. Gdy pojawił się pomysł nakręceni filmu, odżyły i zrobiło się na ten temat jeszcze głośniej.

O heroicznych czynach księdza wspominał także Franciszek Wartalski, ówczesny zarządca cmentarza w Chrzanowie i skarbnik rady parafialnej. Pan Franciszek już nie żyje, ale jego syn, Tadeusz, doskonale pamięta to, o czym wiele razy mówił mu ojciec.

Udało mi się dotrzeć do części rodzin uratowanych przed zagładą dzieci. Niestety, zaczęłam szukać za późno. Część tych dzieci już nie żyje. Inne, nawet jeżeli żyją, nie zawsze chcą rozmawiać, bo to była ogromna trauma i nie chcą do tego wracać.

Jak udało się księdzu Kamieńskiemu wykupić dzieci z transportu do Auschwitz? Skąd w ogóle o nim wiedział? I jak zapłacił Niemcom, bo przecież nie oddali małych więźniów za darmo.

- Nie mam pewności, skąd dowiedział się o transporcie. Podejrzewam, że z kurii. Po tym, jak powstanie warszawskie zakończyło się klęską, rozpoczęło się wyburzanie i palenie stolicy oraz wysiedlanie jej mieszkańców. W wyniku segregacji matki z dziećmi trafiły najpierw do obozu przejściowego w Pruszkowie, a stąd do obozu pracy przymusowej we Wrocławiu. Wiele z kobiet zginęło albo zmarło z wycieńczenia. Gdy pracowały, dzieci całymi dniami wałęsały się po ulicach, a okupanci nie wiedzieli co z nimi robić. Ktoś rzucił pomysł, by je zebrać i wywieźć do obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Były transportowane pociągiem, a że jeden z większych węzłów kolejowych na linii Wrocław-Oświęcim znajdował się w Trzebini, przejeżdżały tędy. Któregoś dnia czekał tu na nie ksiądz Jakub Kamieński. Wcześniej zorganizował w parafii zbiórkę kosztowności i pieniędzy wśród wiernych, by mieć czym zapłacić hitlerowcom. Z relacji ocalonych wynika, że wagony zatrzymały się na stacji, ktoś otworzył drzwi i kazał im wysiadać. Stąd zostały zabrane na plebanię w Chrzanowie, gdzie dostały jeść i pić, a następnie każde trafiło do innej rodziny. Mieszkańcy Chrzanowa traktowali je jak własne dzieci. Oczywiście to nie był jeden transport. Było ich kilka. Proboszcz jeździł też po dzieci do Wrocławia. Do Chrzanowa przywoził je także Władysław Mamot – ówczesny kierownik wydziału produkcji Fabloku, członek komitetu zajmującego się ratowaniem warszawskich dzieci. Z racji swojej pracy miał możliwość swobodnego podróżowania po Polsce. W swoim dzienniku Mamot wspomina, że nad tym, by ocalić dzieci, które przeżyły getto, pracowała cała rada kościelna, na czele z proboszczem i wikarym oraz panem Wartalskim, wspominanym wcześniej zarządcą cmentarza.

Dzieci były chrzczone, uczono je co mają mówić, gdyby ktoś zapytał, skąd się wzięły w Chrzanowie?

- Chrztów nie było. Z ksiąg wynika, że nie chciano „czynić gwałtu na duszy”. Wydawano jednak fałszywe akty chrztu, by ratować te dzieci przed zagładą. Nie brakowało przecież ludzi mniej przyzwoitych, którym nie pasowała ta działalność. Szykanowali proboszcza i jego współpracowników. Ks. Jakub podupadł na zdrowiu. W 1944 roku przeszedł zapalenie mięśnia sercowego, a dwa lata później zmarł. Doktor Elżbieta Głuska (Schimmerowa), która go leczyła, pomagała też uratowanym z getta dzieciom. Gdy trafiały do Chrzanowa, były zawszone, zapchlone i zagłodzone. Wiele z nich po tak długim czasie niejedzenia nie mogło przyjmować pokarmów. Trzeba było je leczyć.

Po wojnie zostały w Chrzanowie, czy wyjechały?

- Ich historie są bardzo różne. Bywało, że kogoś odnajdowała rodzina, ktoś inny wyjeżdżał i wracał do Chrzanowa po wielu latach, albo nigdy więcej się tu nie pojawił. Byli i nadal są jednak tacy, którzy się tu osiedlili. To miasto traktują jak swoje. Ilekroć opowiadam tę historię, jestem pod ogromnym wrażeniem bohaterstwa nie tylko księdza proboszcza, ale zwykłych ludzi; rodzin, którym samym było ciężko podczas wojny, a mimo to poświęcały się dla innych. To budujące.

Miał o tym powstać film pt. „Sprawiedliwy”. Głównym bohaterem miał być ks. Jakub Kamieński. Czemu ten projekt nie doszedł do skutku?

- Film planowali i nadal planują nakręcić Piotr Mielech i Jędrzej Lipski z fundacji Via Veritatis. Na razie jednak nie udało się im zebrać potrzebnych funduszy. Za to materiału, który można wykorzystać przy produkcji, jest aż nadto. Mam nadzieję, że ten dokument kiedyś powstanie i dzięki niemu przetrwa pamięć o ks. Kamieńskim oraz o mieszkańcach Chrzanowa i ich heroicznych czynach. Dziś coraz mniej osób zna tę historię i przekazuje kolejnym pokoleniom. Przez to, że nie mamy żadnych dokumentów, ta opowieść żyje tylko w ustnych przekazach ocalonych i ich rodzin. Szkoda, że kolejne z tych osób od nas odchodzą.

W Chrzanowie jest ulica ks. Jakuba Kamieńskiego, ale wiele osób pytanych, kto to jest, odpowiada: jakiś ksiądz. Może warto tę postać bardziej popularyzować i uhonorować? W końcu wiele zrobił dla miasta. Jeśli nie pomnik, to może chociaż pamiątkowa tablica?

- Chciałabym, żeby taka tablica pojawiła się przy plebanii, tak, by każdy dowiedział się kim był ks. Jakub Kamieński i co się tu wydarzyło w czasie okupacji. To było coś wielkiego i nie wolno nam o tym zapominać.