Nie masz konta? Zarejestruj się

Do poczytania

Moje pięć minut ciągle trwa

21.12.2018 14:50 | 0 komentarzy | 4 367 odsłony | Eliza Jarguz-Banasik

Mija rok od emisji programu Supermodelka Plus Size, w którym wzięła udział Wiktoria Kula z Chrzanowa. Nie udało jej się wygrać ani dojść do finału, ale uczestnictwo w produkcji Polsatu otworzyło przed 20-latką wiele drzwi. Co dziś robi Wiktoria? Spotkała się z nią dziennikarka Eliza Jarguz-Banasik.

0
Moje pięć minut ciągle trwa
Wiktoria Kula
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Eliza Jarguz-Banasik: Jak zmieniło się twoje życie po telewizyjnym show? Słyszałam, że kariera modelki się rozwija.
Wiktoria Kula:
Produkcja Supermodelka Plus Size otworzyła przede mną wiele drzwi. Przede wszystkim, jako jedyna dziewczyna z programu zostałam zwerbowana przez inną agencję modelingową z Krakowa. Kilka dni temu podpisałam też kontrakt z międzynarodową agencją MGM w Niemczech. Prowadzę rozmowy z kolejną - z Anglii. Na razie nie mogę jednak zdradzić szczegółów.

Co daje taki międzynarodowy kontrakt?
- To przede wszystkim duże wyróżnienie. Nigdy nie myślałam, że jestem na tyle dobra, że uda mi się podpisać zagraniczny kontrakt. Wiąże się to z nowymi propozycjami sesji zdjęciowych i pokazów, wyjazdami za granicę. Nie tylko do różnych europejskich miast, ale także poza Europę.

Uda się to pogodzić ze zobowiązaniami, które masz w Chrzanowie? Mam na myśli otwarty niedawno klub muzyczny.
- Klub „WHITE Venue" przy ul. Sądowej działa od lipca. Prowadzę go wspólnie z partnerem. Nie jest prosto połączyć własny biznes z modelingiem, ale do tej pory mi się to udawało i mam nadzieję, że nadal tak będzie. Nie chcę całkowicie zostawiać Chrzanowa. Tu mieszka moja babcia, z którą jestem bardzo związana. Lubię też jednak podróżować i na co dzień właściwie żyję na walizkach. Moja codzienność to wyjazdy do Krakowa, Katowic, Warszawy i wielu innych miast. W zależności od tego, skąd dostanę zlecenie. W weekendy można mnie jednak spotkać głównie w klubie w Chrzanowie. Dziś trudno powiedzieć, co przyniesie przyszłość. Może zdecyduję się jednak wyjechać za granicę, jeżeli będę mieć stamtąd dużo zleceń.
A przeprowadzka do stolicy? Nie myślałaś o niej po programie? Warszawa daje dużo większe możliwości niż Chrzanów.
- W Chrzanowie mi dobrze. Lubię to miasto. A do Warszawy zawsze mogę dojechać, chociażby pociągiem.

Skąd pomysł na klub muzyczny? Niewiele ma to wspólnego z pracą modelki.
- W Chrzanowie nie ma miejsca, w którym młodzież czy trochę starsze osoby mogłyby wybrać się w wolnym czasie, spotkać z przyjaciółmi czy znajomymi, posłuchać muzyki, potańczyć. Wszystko zamyka się około godz. 22 czy 23. Jeszcze do niedawna sama miałam problem, gdzie pójść w sobotę. Stąd pomysł na własny klub z DJ-em. Zainteresowanie jest spore. Niektórzy wracają co tydzień, rezerwują loże. Bardzo mnie to cieszy.

To, że wystąpiłaś w telewizji, pomaga?
- Niektórzy przychodzą, bo słyszeli, że to mój klub. Pytają, co u mnie słychać, jak potoczyła się moja kariera. Gratulują. To bardzo miłe.

Czujesz się sławna? Zdarza się, że na ulicy ktoś zaczepi i poprosi o autograf?
- Sławna to za dużo powiedziane. Niektórzy mnie rozpoznają. Bywa, że grupka nastolatek zagadnie na ulicy, poprosi o wspólną fotkę czy autograf. Nigdy nie odmawiam. Takie reakcje są przyjemne. Nie czuję presji, że ktoś mnie śledzi, gapi się na mnie. Ta rozpoznawalność poszła w dobrą stronę.

A jednak przez udział w programie straciłaś kilka koleżanek...
- Niestety, część znajomych się wykruszyła. Może to zazdrość, może były inne powody, dla których nasze drogi się rozeszły. Nie wiem. Zostali ludzie, którzy dobrze mi życzą, na których zawsze mogę polegać. Takie znajomości są najcenniejsze.

Czego oczekiwałaś, zgłaszając się do Supermodelka Plus Size, i na ile te oczekiwania się spełniły?
- Szczerze - nie oczekiwałam niczego. Nie miałam żadnych sprecyzowanych planów. To był trochę impuls. Liczyłam jedynie, że zaistnieję w modelingu i to się udało.

Dla kogo pracowałaś przez ten rok?
- Zrobiłam dużą kampanię sukienek dla Sugarfree, sesje dla PLNY LALA, galerii w Warszawie, a także dla Centrum Handlowego Max w Chrzanowie. Zleceń było sporo. Jedne od większych firm, inne od mniejszych. Głównie sesje zdjęciowe i fotki do lookbooków. Zdarzały się też pokazy mody. Na brak pracy nie mogę narzekać.
Niektórzy myślą, że jak ktoś wystąpił w telewizji, to od razu rozbija się drogimi autami, ma mnóstwo pieniędzy. Opowiedz coś o kulisach pracy modelki i zarobkach.
- Nic nie przychodzi samo. Modeling to ciężka praca. Polega głównie na czekaniu. Na castingi, przygotowania do zdjęć. Czesanie, makijaż
- to wszystko wymaga mnóstwa czasu. Wszędzie musi się dojechać na własną rękę. Bywa, że trzeba zostać na noc. A zarobki? Jak ktoś mieszka z rodzicami, nie ma innych wydatków, to są fajne pieniądze. Można żyć jak pączek w maśle. Jeżeli trzeba zarobić na mieszkanie, czynsz, opłaty, zrobić zakupy i jeszcze coś odłożyć, to jest po prostu OK.

Na co oszczędzasz? Na samochód, mieszkanie, ciuchy?
- Marzę, żeby podróżować. Na świecie jest tyle pięknych miejsc, które chciałabym zobaczyć. Planuję wybrać się w dłuższą podróż, podczas której mogłabym odwiedzić ciekawe zakątki za jednym razem. Oczywiście z moim chłopakiem.

Jak myślisz, gdzie będziesz za kilka lat? Na pierwszych stronach magazynów z modą, pokazach topowych projektantów, a może w jakimś egzotycznym miejscu?
- Pewnie niektórych zaskoczę, ale chciałabym mieć rodzinę, dom, dziecko. To moje największe marzenia. Co do modelingu, to nie wiem, co będzie. Dziś cieszę się tym, co tu i teraz. Los się do mnie uśmiechnął.

Masz kontakt z dziewczynami z programu Supermodelka Plus Size? Pytam chociażby o jego zwyciężczynię - Joannę Cesarz. Zaprzyjaźniłyście się, prawda?
- Tak, cały czas mam kontakt z Asią i jeszcze może z dwiema uczestniczkami. Z innymi mniejszy. Wiem, że jedna wyjechała do Las Vegas i wzięła ślub. Inne próbowały pracy w zawodzie modelki, ale dziś robią coś zupełnie innego. Tylko nieliczne zostały w branży. Ten program to była wielka przygoda. Nie zapomnę jej do końca życia.

Czyli nie żałujesz, że się zdecydowałaś?
- Absolutnie nie. Mam natomiast niedosyt, że lepiej się do programu nie przygotowałam i że nie mówiłam w nim wszystkiego, co czuję, ale to, co ludzie chcieli usłyszeć. Gdybym dzisiaj brała w nim udział, na pewno bardziej byłabym sobą. Inaczej zachowywałabym się też podczas sesji zdjęciowych, dziś umiem już pozować. Dobrze radzę sobie także w szpilkach. Na wizji jury miało do mojego chodzenia sporo uwag i nikogo nie interesowało, że dostałam za małe buty. Dziś umiałabym sobie z tym poradzić.

Myślisz, że wykorzystałaś swoje pięć minut?
- Moje pięć minut ciągle jeszcze trwa.