Nie masz konta? Zarejestruj się

Chrzanów

18.11.2020 14:00 | 0 komentarzy | 2 231 odsłony | Natalia Feluś
Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM".
Agnieszka Pałka, Monika Ostrzywilk i Joanna Łądka - jak wielu Polaków - w połowie marca musiały przestawić się na pracę zdalną. W praktyce najczęściej oznacza to jednoczesne dbanie o dom, dzieci i obowiązki zawodowe. Nie jest łatwo, zwłaszcza, gdy po mieszkaniu biegają kilkulatki, a te trochę starsze co rusz potrzebują pomocy w zdalnej nauce. Ale można przywyknąć.
0
Życie w trybie online
Monika Ostrzywilk z synem Tymkiem na wycieczce rowerowej
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas
Wszystkie trzy mieszkają w Chrzanowie. Wszystkie - przed pandemią koronawirusa - wychodziły z domu i pracowały w siedzibach firm. Monika Ostrzywilk to HR Business Partner w firmie Dan Cake Polonia w Chrzanowie. Agnieszka Pałka zatrudniona jest w Consorfrut Polska z siedzibą w Krakowie. Joanna Łądka pracuje w dziale finansów w jednej z krakowskich korporacji.

Pół na pół

- Praca zdalna była dla mnie nie lada wyzwaniem. Z czasem nauczyłam się jednak, że niektóre spotkania i rekrutacje można poprowadzić przez telefon, a codzienne obowiązki może i zajmują więcej czasu, ale dobry plan działania pomaga efektywnie je wykonywać - podkreśla Monika Ostrzywilk. Jej praca dzieli się teraz na dni, kiedy wykonuje ją z domu oraz na te, w których musi być fizycznie w firmie.
Opieką nad 6-letnim Tymkiem dzielą się z mężem pół na pół. Gdy Monika jest w domu, Tymek uczy się przy niej. Kiedy musi iść do firmy, mąż bierze urlop, bo nie może pracować z domu.
- Są momenty kiedy jest ciężko, bo syn chce pobawić się ze mną. Wtedy liczę się z tym, że część pracy będę musiała wykonać po powrocie męża do domu - wyjaśnia.
Przesłane przez wychowawczynie z przedszkola prace starają się robić popołudniami, już po zakończeniu obowiązków zawodowych.

Na początku był chaos

Agnieszka Pałka i jej mąż od połowy marca również pracują z domu.
- Zaczynamy o ósmej. W tym momencie nasz syn Bartłomiej, uczeń 5. klasy, ma lekcje i odrabia zadania. Jeżeli z czymś sobie nie radzi albo nie do końca rozumie dany temat, sprawdza, czy możemy mu pomóc. Jeżeli oboje jesteśmy zajęci - musi poczekać - opowiada Agnieszka. - W przypadku 5-letniej Hani, wszystkie zajęcia i karty pracy przesłane do wykonania w domu, robimy dopiero, gdy zakończy się nasz dzień pracy. Kto pierwszy jest wolny, ten pomaga w nauce i sprawdza zadania dzieci - dodaje.
Jak przyznaje, na początku był chaos. Uważa, że nauczyciele przesadzali z ilością materiału do przerobienia i zadaniami domowymi. Teraz jakoś się to unormowało. Dzieci też już przyzwyczaiły się do takiego sposobu nauczania.
Przed epidemią Agnieszka mogła wykonywać swoje zadania zawodowe zdalnie dwa dni w miesiącu. Teraz pracuje tylko w trybie online.
- Praca kupca opiera się głównie na kontakcie telefonicznym, mailowym oraz whatsappowym z producentem, więc wystarczy mieć dobrze działający internet - tłumaczy.
Dodaje, że różnica między pracą zdalną dawniej a dziś jest taka, że przed epidemią dzieci były w szkole i przedszkolu, i w domu był spokój.

Pomoc dziadków - nieoceniona

Joanna Łądka wcześniej nie miała możliwości pracować zdalnie. Funkcjonowała w tzw. zamkniętym dziale z ograniczonym wstępem dla pozostałych pracowników firmy oraz zakazem wnoszenia sprzętów elektronicznych takich jak np. telefon komórkowy.
- Sytuacja spowodowana koronawirusem sprawiła, że zniesiono zakazy i pracownicy wykonują swoje obowiązki w domu - mówi.
Mąż Joanny codziennie jeździ do pracy. Mają pod opieką 2-letnią Oliwkę. Są w trakcie budowy domu, więc tymczasowo mieszkają z rodzicami - emerytami.
- To ogromne ułatwienie, ponieważ cały dzień pomagają nam w opiece nad córką - podkreśla Joanna.

Joanna Łądka z córką Oliwką

Ogródek - przedmiot pożądania

Wszystkie trzy rodziny mają przy domu mniejsze lub większe ogródki. Jeszcze nigdy tak jak teraz ich nie doceniali.
- Mamy w ogródku tzw. „małpi gaj": huśtawki, liny do wspinania się, drabinki, więc dzieciaki miały gdzie się wyszaleć w momencie największych restrykcji związanych z zakazem wychodzenia na zewnątrz - opowiada Agnieszka Pałka.
Przed epidemią, z powodu codziennych dojazdów do pracy do Krakowa, nigdy nie miała czasu zająć się przydomowym zieleńcem.
- Teraz praca w ogródku jest świetną odskocznią od obowiązków zawodowych. Przekopywanie, sadzenie, podlewanie, nawet dla dzieci było fajną zabawą. W tym roku pierwszy raz posialiśmy ulubione warzywa - mówi Agnieszka.
Monika Ostrzywilk również w wolnych chwilach zajęła się doskonaleniem ogródka. Wraz z mężem i synem przygotowali specjalne miejsca dla kwiatów oraz warzyw, np. pomidorów. Stanęły w nim też nowe donice.
Z kolei Joanna Łądka, po wprowadzeniu zakazu wchodzenia na place zabaw, wraz z mężem urządzili taki córce na przydomowej działce:
- Zorganizowaliśmy piaskownicę i huśtawkę, aby choć trochę urozmaicić dziecku pobyt na świeżym powietrzu - opowiada Joanna.

Agnieszka Pałka w swoim ogrodzie

Komplikacja - izolacja

Efektywne i atrakcyjne zorganizowanie czasu 6-letniemu Tymkowi to dla Moniki Ostrzywilk najtrudniejsze zadanie w okresie izolacji.
- Pracując zdalnie nie mogę poświęcić mu pełnej uwagi, tak jak robiły to panie w przedszkolu. Dodatkowo sytuację komplikuje fakt, że dzieci nie mogą się razem spotykać - zauważa.
Zwraca na to też uwagę Agnieszka Pałka, której 5-letniej Hani trudno było zrozumieć dlaczego z dnia na dzień nie może bawić się z koleżanką z sąsiedniego domu.
- Dla Bartka będą to najtrudniejsze wakacje w życiu - jak już mi zdążył zakomunikować - ze względu na brak możliwości wyjazdu na obóz sportowy, na wakacje z rodziną i przyjaciółmi do Włoch. Ma cichą nadzieje, że chociaż do dziadków z kuzynostwem będzie mógł pojechać - mówi Agnieszka.
Dla Joanny Łądki, która z mężem jest w trakcie wykańczania domu, sporą komplikacją był utrudniony dostęp do sklepów meblowych, a także do urzędów. To spowodowało spore opóźnienia w pracach.

Czas na wagę złota

Pandemia przyniosła jednak ze sobą i coś dobrego. Podarowała dodatkowy czas, na przykład ten tracony na stanie w korkach. To swego rodzaju bonus w tej całej przykrej, pandemicznej rzeczywistości.
Agnieszce Pałce codzienny dojazd do pracy do Krakowa zajmował około 45 minut w jedną stronę.
- To, że nie muszę tracić czasu na jazdę autem, jest dla mnie czymś nowym i bardzo mnie cieszy - przyznaje Agnieszka, bo przed koronawirusem tego czasu dla męża i dzieci bardzo jej brakowało.
- Święta Wielkanocne też były w tym roku dziwne i inne, ale przy tym takie spokojne. Robiliśmy to, co w danej chwili chcieliśmy, a nie to, co trzeba było - wspomina.
Codzienna praca zdalna okazała się też nie lada niespodzianką dla Joanny Łądki.
- W moim przypadku możliwość pracy z domu przed pandemią nie wchodziła w grę. Teraz na samych dojazdach oszczędzam prawie 3 godziny - cieszy się Joanna.

Nie dajmy się zwariować

Jak sobie ułożyć życie w nowych warunkach, żeby wszystkim domownikom dobrze się mieszkało? Żeby wyzbyć się niepotrzebnych kłótni i nieporozumień?
- Przede wszystkim nie przejmować się bałaganem w domu, tym, że dziecko siedzi dłużej przed telewizorem lub też co chwilę odrywa nas od pracy. Nie jesteśmy w tym sami. Trzeba cieszyć się ze zdrowia i mieć nadzieję, że wkrótce wszystko będzie dobrze - radzi Joanna Łądka.
- Najpierw trzeba ustalić priorytety i tego pilnować. Pomagać sobie nawzajem, nie irytować się wszystkim. Pamiętać, że razem, jako rodzina gramy do jednej bramki i każdemu jest równie ciężko. Ale wiadomo, że praktyka czyni mistrza, więc prędzej czy później każdy wypracuje swój rytm dnia w czasie zarazy - to recepta Agnieszki Pałki.
Dla Moniki Ostrzywilk najważniejsze było przyzwyczajenie syna do tego, że mimo iż mama jest w domu, to nie może mu poświęcić pełnej uwagi, bo pracuje.
- Obowiązki domowe staram się wykonywać po skończeniu pracy, dlatego zaczynam ją odpowiednio wcześnie. Każdy musi znaleźć i wypracować sobie swoje rozwiązanie. Przede wszystkim jednak nie dajmy się zwariować - apeluje.

Archiwum Przełomu nr 17/2020