Nie masz konta? Zarejestruj się

Zdrowie

Kobieta, która pokonała raka

29.10.2008 14:02 | 2 komentarze | 8 479 odsłon | red
Tydzień temu postanowiłam rzucić perukę w kąt i pokazać światu moje prawdziwe włosy, które niedawno odrosły. To było wielkie wydarzenie! - mówi Barbara Kędziora, 53-latka z Chrzanowa, matka dwójki dzieci, babcia dwóch wnuków i członkini Stowarzyszenia Amazonek Ziemi Chrzanowskiej.
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Tydzień temu postanowiłam rzucić perukę w kąt i pokazać światu moje prawdziwe włosy, które niedawno odrosły. To było wielkie wydarzenie! - mówi Barbara Kędziora, 53-latka z Chrzanowa, matka dwójki dzieci, babcia dwóch wnuków i członkini Stowarzyszenia Amazonek Ziemi Chrzanowskiej.

Klaudia Remsak: Kiedy dowiedziała się pani, że ma raka piersi?
Barbara Kędziora: - 17 stycznia 2008 roku. Zrobiłam mammografię, a lekarz tylko powiedział: coś jest nie tak, operacja jest konieczna.

Usunięto pani całą pierś?
- Całą, ale tłumaczyłam sobie, że nie ja pierwsza i nie ostatnia.

Taka diagnoza lekarska brzmi pewnie jak wyrok.

- Początkowo nie. Myślałam sobie: trudno, trzeba się leczyć i koniec. Potem dopiero, po trzech, czterech miesiącach, dotarło do mnie, że jestem ciężko chora.

Myślała pani o śmierci?

- I takie myślenie się pojawiło.

A rozmawiała pani z Bogiem? Prosiła o wyzdrowienie?

- Odwiedzałam szpitalną kaplicę. Modliłam się do Matki Boskiej i Pana Jezusa. Nie miałam żalu do Najwyższego. Pytałam tylko, czy da mi jeszcze pożyć parę lat.

W takich sytuacjach wielu mężczyzn odwraca się od kobiet, nie umiejąc poradzić sobie z ich okaleczeniem.
- Ja mam cudownego przyjaciela! Naprawdę. Dla niego to, że zostałam bez prawej piersi, nie było najważniejsze. Cały czas powtarzał, że przecież najcenniejsze jest zdrowie, a bez kompletnego biustu da się żyć.

Będzie pani dążyć do rekonstrukcji piersi?
- Na razie nie zastanawiałam się nad tym. Mam protezę i radzę sobie świetnie.

Po pierwszej chemioterapii spadł na ziemię pierwszy pukiel włosów i…

- Byłam na to przygotowana. Włosy zaczęły mi wypadać trzy, czy cztery miesiące od diagnozy.

Zgoliła je pani, czy czekała aż wszystkie wypadną?

- Od razu pobiegłam do fryzjera i ogoliłam się na łyso. Bo takie regularne wypadanie to nic przyjemnego. Ani dla mnie, ani dla otoczenia.

Potem była zapewne peruka.
- Pamiętam, że po wyjściu od fryzjera po prostu włożyłam na głowę beret i poszłam do domu. Potem jednak zdecydowałam się na perukę. Podobną do mojej naturalnej fryzury. Miała pasemka i była brązowa.

Ale teraz już jej pani nie nosi...
- A wie pani, że tydzień temu postanowiłam perukę rzucić w kąt?!

To musiało być ważne wydarzenie.

- Pomyślałam, że skoro włosy zaczynają mi odrastać, to mogę już je pokazywać światu. Pierwszego wyjścia na miasto strasznie się bałam. Niektóre koleżanki w ogóle mnie nie poznały.

Wygląda pani kwitnąco. A uśmiech nie znika ani na moment.
- Mam taki charakter. Potrafię się cieszyć z byle głupstwa. Nawet z tego, że właśnie wyszło zza chmur słoneczko.

Nie wszystkie chore kobiety mają tyle samozaparcia i radości.

- W szpitalu, na oddziale chirurgicznym, poznałam dziewczynę, która nie umiała sobie poradzić ze sobą. My wszystkie uśmiechnięte, żartowałyśmy sobie z tej całej sytuacji, a tu taka posępna mina. Mówiłam jej, żeby wyluzowała i nie poddała się chorobie. Ale ona nie chciała słuchać, twierdząc, że jest już spisana na straty. A tak mówić nie wolno.

Amputowano pani pierś w chrzanowskim szpitalu.

- Uznałam, że co ma być, to i tak będzie. I że zostanę w Chrzanowie. Nie żałuję decyzji, bo tu są tak dobrzy specjaliści, jak w Krakowie, czy w innych dużych miastach. Zresztą, najlepiej o tym świadczy fakt, że wiele pacjentek przyjeżdża do chrzanowskiego szpitala z Krakowa. Poznałam niektóre z nich osobiście.
Zdecydowałam się na Chrzanów także z innego powodu. Gdybym wybrała Kraków, musiałabym codziennie tam jeździć na ściąganie płynu. A że mieszkam w Chrzanowie, na ten zabieg chirurgiczny mogłam sobie chodzić do szpitala na piechotę.

Nadal pani pracuje?
- Poszłam na rentę. Teraz angażuję się w pracę stowarzyszenia, jeżdżę na wycieczki, do kina, do teatru. Cieszę się po prostu każdym dniem. I wiem, że tak trzeba. Jestem naprawdę szczęśliwa.
Rozmawiała
Klaudia Remsak

Przełom nr 43 (859) 22 X 2008