Nie masz konta? Zarejestruj się

Trzebinia

Sportowi wybrańcy. Oni poczuli atmosferę olimpiady

09.10.2020 15:30 | 0 komentarzy | 2 061 odsłony | Marek Oratowski

Z ARCHIWUM TYGODNIKA „PRZEŁOM".
Trzech kajakarzy, lekkoatletka oraz pływaczka. To zawodnicy z ziemi chrzanowskiej, którzy w minionych 40 latach wystartowali na olimpiadzie. W annałach krajowego sportu zapisała się zwłaszcza Agnieszka Czopek z Krzeszowic, pierwsza polska medalistka olimpijska w pływaniu.

0
Sportowi wybrańcy. Oni poczuli atmosferę olimpiady
Piotr Kuleta (z przodu) podczas zawodów nad Chechłem
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Za medal kupiła... meblościankę
Agnieszka Czopek-Sadowska pochodzi z Krzeszowic. W wieku siedmiu lat pojechała na obowiązkowe lekcje pływania ze swoją klasą do Pałacu Młodzieży przy ulicy Krowoderskiej w Krakowie. Nieśmiałą siedmiolatkę wypatrzył instruktor. Rozpoczęła systematyczne treningi. Stopniowo poznała wszystkie style.

Sukcesy przyszły w połowie lat 70. Wtedy zdobyła mistrzostwo Polski i pobiła rekord kraju na 100 metrów grzbietem. Jako czternastolatce udało się jej, jako pierwszej Polce, złamać czas pięciu minut na 400 metrów stylem zmiennym, czyli na jej koronnym dystansie. Te wyniki jeszcze poprawiła i okazało się, że zbliżyła się tym do światowej czołówki. Jadąc na igrzyska w Moskwie, miała 16 lat. W okresie przygotowawczym pechowo przytrafiło się jej zapalenie zatok. Z tego powodu aż na trzy miesiące była wyłączona z treningu. By zdążyć z formą, wykonała morderczą pracę. Prosto ze zgrupowania pojechała do Warszawy, a stamtąd do Moskwy. Niestety, nie zdążyła na otwarcie igrzysk. Awansowała do finału na 400 metrów stylem zmiennym. Jak go wspomina po latach?

Brązowa medalistka z Moskwy Agnieszka Czopek-Sadowska od ponad 30 lat jest trenerem pływania

- Najgorzej pływałam żabką, która jest newralgicznym odcinkiem na dystansie 400 metrów. Jest trzecia w kolejności, po delfinie i grzbiecie, w których byłam mocna. Musiałam z tego powodu mocno zacząć. Pierwszy odcinek przepłynęłam w czasie rekordu Polski. Jednak z tego powodu, gdy kończyłam konkurencję kraulem, miałam ciemno przed oczami. Walczyłam do końca. Jednak na ostatnich 50 metrach, po przebytej chorobie i antybiotykach, poczułam, że organizm słabnie. Cały czas płynęłam na drugim miejscu, ale Angielka odebrała mi w końcówce srebro. Cieszyłam się, że ukończyłam ten wyścig. Nie docierało do mnie jeszcze, że zdobyłam w pływaniu pierwszy medal olimpijski dla Polski. Bo przed wyjazdem za duży sukces uważałam dostanie się do finału - opowiada Agnieszka Czopek-Sadowska, od 32 lat szkoląca pływackie talenty.

Pieniądze otrzymane za medal wystarczyły na zakup... meblościanki, nabytej po znajomości w Krakowskiej Fabryce Mebli. Zawodowym sportowcem przestała być w wieku dwudziestu lat.

W Krzeszowicach mieszka lekkoatletka Wioletta Frankiewicz. Uczestniczyła w igrzyskach olimpijskich w Atenach, w 2004 roku - gdzie odpadła w półfinale biegu na 1500 m i w Pekinie, w 2008 roku. Tam zajęła 8. miejsce na 3000 m z przeszkodami. W Londynie, w 2012 roku, nie udało się jej wystartować.
- Przez cztery lata przygotowywałam się do igrzysk w Londynie, a nie udało się zdobyć minimum. Czuję więc żal. Także do trenera Zbigniewa Króla, o to, że nie przygotowywał mnie do 1500 metrów, tylko nastawił się na przeszkody. Jak są problemy z kolanem, to nie da się biegać przeszkód. Rok temu mówiłam o tym trenerowi, ale nie wziął mojej sugestii pod uwagę. Szkoda - opowiadała Wioletta Frankiewicz.

Wioletta Frankiewicz

Na koncie miała między innymi brązowy medal mistrzostw Europy na 3000 metrów z przeszkodami, wywalczony w Goeteborgu, oraz rekord świata w biegu na 2000 metrów z przeszkodami, ustanowiony w 2006 roku.

Mieli wiele samozaparcia
Aż trzech olimpijczyków wychowali trenerzy z Trzebini. Wszyscy to kajakarze. Pierwszym był Jan Pinczura. Pochodzi z Chrzanowa. Od 1972 do 1977 roku pływał w barwach Hutnika Trzebinia, a przez kolejnych dziesięć lat w Górniku Czechowice-Dziedzice. Uzyskał aż 17 tytułów mistrza Polski. Startował w olimpiadach w Moskwie (1980) i Seulu (1988). Po zakończeniu sportowej kariery był kierowcą TIR-ów, szkolił też młodzież w MKS Czechowice-Dziedzice. Co ciekawe, mając 50 lat, wystąpił w amatorskiej walce MMA w Waterford. Jan Pinczura przystąpił do niej jako zawodnik irlandzkiej filii poznańskiej Strefy Walki. Pokonał innego Polaka - Mirosława Darmochwała,

Kolejnym olimpijczykiem znad Chechła był Michał Gajownik. Na pierwszy trening przyszedł w wieku 12 lat, za namową koleżanki.

Michał Gajownik

- Gdy Michał był mały, myślałam, że w przyszłości będzie budowniczym. Z dużym zacięciem wznosił budowle z klocków lego. Choć czasami bawił się też łódeczką. Na początku nie przyznał się, że trenuje w klubie kajakowym. Gdy prawda wyszła na jaw, trochę się niepokoiłam. Był październik, a Michał przychodził do domu w przemoczonym ubraniu. Dlatego poszłam do klubu, na trening. Gdy zobaczyłam, jak dzieci pracowicie spychają kanadyjki do wody, a potem wyciągają je na brzeg, stwierdziłam, że sport może nauczyć syna obowiązkowości. Tak było rzeczywiście. Poza tym, miał wiele samozaparcia.

Niezależnie, czy padał deszcz, czy świeciło słońce, Michał wstawał o szóstej i jechał na rowerze nad Chechło, by odbyć trening przed zajęciami w szkole - opowiadała na łamach „Przełomu" o początkach sportowej kariery syna Urszula Gajownik.

Potem przeszedł do Posnanii. Popłynął w „dwójce" na olimpiadzie w Sydney, z doświadczonym Pawłem Baraszkiewiczem. W finale przypłynęli na ósmym miejscu. Dwa lata po olimpiadzie wywalczył złoto mistrzostw świata w Sewilli w C-4. Na podium imprezy tej rangi stanął jeszcze dwukrotnie, wywalczając w czwórce złoto i brąz. Gdy skończył karierę, wyjechał do Irlandii. Po powrocie do Chrzanowa podjął pracę w firmie Thermoplast.

W nocy z 12 na 13 listopada 2009 roku zginął w wypadku samochodowym na ulicy Pogorskiej w Chrzanowie. Jego opel vectra uderzył w słup energetyczny.

Smaku olimpijskiego startu zaznał także inny wychowanek MKSW Trzebinia - Piotr Kuleta. Potem był zawodnikiem SMS Wałcz, Zawiszy Bydgoszcz i AZS KU Politechnika Opolska.
Na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie (2012) zajął 9. miejsce w konkurencji C-1 1000 m (wygrał finał B), a w C-1 200 m odpadł w półfinale.

- Wynik uważam za dobry, choć pozostał niedosyt po starcie na 1000 metrów. Już się z tym pogodziłem. Igrzyska pokazały, że stać mnie na rywalizację z najlepszymi zawodnikami w mojej konkurencji. Ze swoim startem na 200 metrów nie wiązałem dużych nadziei. Cieszę się, że awansowałem do półfinału. Ten wynik to moje maksymalne możliwości na tym dystansie. Jest kilka elementów, nad którymi trzeba popracować. Udział w IO był dla mnie ważną „lekcją" - analizował na łamach „Przełomu" po igrzyskach.
Wiele wskazywało na to, że pojedzie też na olimpiadę do Rio de Janeiro. Zdobywając brązowy medal ubiegłorocznych mistrzostw świata, razem z Marcinem Grzybowskim wywalczyli dla Polski prawo startu na igrzyskach w kanadyjce „dwójce" na dystansie 1000 metrów. Jednak ostatecznie, w wewnętrznym sprawdzianie w Wałczu przegrali o niecałe pół sekundy z Michałem Kudłą z Posnanii i Mateuszem Kamińskim z Olsztyna,

Trzy lata temu kajakarz rodem z Chrzanowa w czeskich Racicach został jeszcze wicemistrzem świata w kajakarskiej „czwórce". Teraz marzy o występie w Tokio, o ile olimpiada odbędzie się w terminie. Na razie, do końca maja wszystkie imprezy kajakarskie są odwołane.

 

Archiwum Przełomu nr 12/2020